Strony

sobota, 14 marca 2026

Miły dom nad morzem, tom 1 – recenzja

„Miły dom nad jeziorem” scenarzysty Jamesa Tyniona IV i rysownika Álvara Martíneza Bueno opowiadał o grupie osób, która została zaproszona na weekend do posiadłości enigmatycznego Waltera, wspólnego znajomego zebranych. W czasie ich pobytu dochodzi do końca świata. Walter ujawnił się jako przedstawiciel rasy obcych, którzy zniszczyli ludzkość, ale oszczędzili wszystkich w domu nad jeziorem – w ramach eksperymentu i z chęci obserwacji. Ocaleni z czasem odkrywali, że zostali uwięzieni w złotej klatce. Dom spełniał niemal wszystkie ich zachcianki i zapewniał nieśmiertelność, ale nie pozwalał opuścić okolicy. A próby obejścia jego reguł doprowadziły w końcu do tragedii.



W „Miłym domu nad morzem” okazuje się, że Walter nie był jednym przedstawicielem kosmitów, którzy odwiedzili Ziemię. Domów jest wiele, a mieszkańców jednego z nich skompletowała Max. O ile Walter w doborze lokatorów kierował się emocjami oraz osobistymi relacjami, jego kompanka wybrała inny klucz. Tytułowy dom nad morzem zamieszkują wybitne jednostki w różnych dziedzinach – bogacze, działacze społeczni, laureaci nagród Nobla i przemysłu rozrywkowego. O wiele szybciej udaje im się odkryć możliwości swego „więzienia” i czerpać z niego korzyści. Wśród nich jest aktor Oliver, mający także relacje z częścią osób z domu nad jeziorem i Walterem. Wkrótce dochodzi do pierwszego kontaktu między nimi.

„Miły dom nad jeziorem” przykuwał uwagę posępną atmosferą oraz ciekawym sportretowaniem zwykłych ludzi w skrajnej sytuacji. Zaskakiwał także Walter, który wciąż uczył się emocji i relacji. „Dom nad morzem” kontynuuje wątki przede wszystkim kilku lokatorów – o pozostałych można wręcz zapomnieć. Z kolei ekipa z domu nad morzem (poza Oliverem) jest pisana bardzo grubą kreską. Trudno traktować ich jak prawdziwe postaci, bardziej jako stereotypowych przedstawicieli elit – nie tylko finansowych, ale też intelektualnych. Albo brak empatii maskują kierowaniem się logiką, albo są chciwi, próżni i samolubni. Takie zestawienie kłuje w oczy i dystansuje od przedstawionej historii.

Wciąż czyta się to przyjemnie, także dzięki wspaniałym rysunkom Bueno, ale już bez ciekawości dotyczącej świata przedstawionego. Jedyne tajemnice kryją się w relacjach między bohaterami domku nad jeziorem i kosmitami. A ponieważ lokatorzy znad morza są pozbawieni emocji, oryginalna grupa ma ich aż nadto. Czasem robi się z tego nieznośna telenowela z rozpamiętywaniem wiadomości i maili wysłanych w czasach nastoletnich. Niemniej pierwszy tom kończy się cliffhangerem i ciekawi mnie, co stanie się w kolejnej publikacji. Chociaż przyznaję, większości bohaterów nie pamiętam. Pod koniec znajduje się zresztą ich lista. Wydaje się, że niektórzy z nich pojawili się na zaledwie kilku kadrach.

6/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Na tym blogu tylko Grzybiarz może być Anonimowy...