> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 30 stycznia 2026

Więzy matczynej krwi - recenzja westernu Azzarello/Risso

Album “Więzy matczynej krwi”, który ukazał się po polsku nakładem wydawnictwa Mucha Comics w grudniu 2025 roku, to komiksowy western ze scenariuszem Briana Azzarello i rysunkami Eduardo Risso. Duet znany z serii “100 naboi” i “Księżycówka” tym razem przestawia zamkniętą opowieść rozpisaną na cztery rozdziały, w której pierwsze skrzypce gra trójka samotnych dzieci. Po śmierci przybranego ojca rodzeństwo przemierza Dziki Zachód w poszukiwaniu porwanej matki.



“Więzy matczynej krwi” to brudna, brutalna i pozbawiona romantyczności wizja Dzikiego Zachodu. Zamiast pięknych krajobrazów, akcja rozgrywa się na usłanej trupami pustyni. Nie ma tu honorowych pojedynków w samo południe; tu strzela się w plecy. Zamiast dzielnych stróżów prawa są pozbawieni skrupułów łowcy nagród. Bandyci zaś w niczym nie przypominają tych ze srebrnego ekranu, zamiast uwodzić swoim łobuzerskim urokiem, odpychają zezwierzęceniem i brakiem jakichkolwiek moralnych zasad. W tym pełnym przemocy świecie musi odnaleźć się troje dzieci, między 7 a 12 rokiem życia - pozbawionych wszystkiego, poza odrobiną naiwnej nadziei. 

Ich podróż będzie szybkim kursem dorastania, bo albo pojmą reguły brutalnej gry, albo zginą i nikt nie uroni łzy ani nie zaprzątnie sobie głowy pochowaniem ciał, te staną się karmą dla kojotów. Jak zauważa Azzarello w jednym z wywiadów: “Westerny to pole ekspresji dla mitu Ameryki, ale prawda o Ameryce zbudowana jest na przemocy”. To wątek, który zbliża “Więzy matczynej krwi” do “100 naboi”, bo w obu z nich wiwisekcji poddane zostają najgorsze ludzkie przywary. Cóż, świat zawsze miał i zawsze będzie miał swoje brzydkie oblicze, niezależnie od tego, gdzie zostaje osadzona akcja konkretnej historii.

W “Więzach matczynej krwi” najbardziej fascynująca jest wizja świata i brudny klimat, który zdaje się oblepiać czytelnika w trakcie lektury. Fabuła, przeskakująca między postaciami, złożona została z małych scen i przypadkowych spotkań - co realizuje charakterystyczne założenia konwencji dla opowieści drogi. Jej prostota pozwala mocniej wybrzmieć szokującemu wydźwiękowi scenariusza. Pierwszoosobowa narracja, prowadzona z perspektywy czasu przez jednego z braci, nadaje całości klimatu i pozwala lepiej wczuć się w historię. Jest tu sporo mocnych elementów, które zapadają w pamięć i zgodnie z założeniem wywołują konkretne reakcje. Nie ma tu jednak mowy o kiepskim szantażu emocjonalnym i próbie “szokowania dla samego szokowania”. Światotwórstwo idzie tu w parze z przemyślanymi decyzjami narracyjnymi, a całość została podszyta specyficznym smutkiem.

Najnowszy album Azzarello i Risso wyrasta z shorta zrealizowanego do antologii DSTLRY: The Devil's Cut #1 (można go znaleźć w sekcji dodatków na końcu polskiego wydania). Za swoje prace - ograniczające charakterystyczną dla rysownika manierę pokrywania dużych połaci plansz czernią i oferujące malarskie zacięcie dzięki akwarelowej palecie barw - argentyński rysownik zdobył w 2025 roku nagrodę Eisnera. Już tylko to powinno być wystarczającym powodem, żeby sięgnąć po album od wydawnictwa Mucha Comics. Dodając do tego udany scenariusz, otrzymujemy komiks bardzo dobry na każdym poziomie, z którym po prostu warto się zapoznać - choć wrażliwy czytelnicy mogą mieć momentami ochotę zamknąć oczy, bo twórcy nie oferują taryfy ulgowej.

8/10

Brak komentarzy: