Album „Osiedle Swoboda. Centrum” to w większości premierowy materiał – trzy dłuższe opowieści i garść shortów z bohaterami znanymi z „Produktu”. Śledziu wraca po latach do znanych nam postaci i miejsc, ale również prezentuje sporo nowości. Wszystkie historie dzieją się po wydarzeniach z kolorowej serii – mamy więc okazję zobaczyć, jak potoczyły się dalsze losy Niedźwiedzia, Szopy, Kundzia, Kufaja, Sztamy i Ciachciarachciacha. Nie brakuje zaskoczeń i świeżego podejścia do tematu – Śledziu znów komentuje otaczającą nas rzeczywistość, a ta się trochę zmieniła od 2006 roku, gdy ostatni raz oglądaliśmy pełnometrażowy premierowy materiał ze Swobody. Nie lękajcie się jednak – to najlepsza rzecz w osiedlowych klimatach od czasów „Z pamiętnika Wiraża”.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osiedle Swoboda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osiedle Swoboda. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 października 2019
poniedziałek, 1 września 2014
446 - Obiboki feat. Śledziu - Osiedle Swoboda czyli Grzybiarza przygoda z piosenką
W marcu 2013 napisałem pierwszą w życiu piosenkę. Co prawda, zanim zajął się nią Łukasz Kolender (autor tekstu do tego hitu),
był to raczej zbiór prostych rymów następujących po sobie dość
nieregularnie w tempie, które śmiało można było uznać za kulawe. Ulepszony, zrytmizowany tekst o Osiedlu Swoboda trafił do zespołu muzyczno-komiskowego Obiboki, którego członkowie, Rybb i Szaw, obiecali zająć się podkładem muzycznym. Sprawa ucichła na kilka miesięcy.
czwartek, 27 października 2011
227 - Swobodna zapalara

Czeknijcie poniższe zdjęcia. Potem wyjdźcie przed blok i powiedźcie na osiedlu kto ma najlepszą zapalarę w mieście. W porywach to nawet w kraju.
Zapalniczkę ozdobiła Interplaygirl. Dzięki!
P.S. Używam zapałek. Nikt mnie nie przejrzy.
niedziela, 28 lutego 2010
Łikend na Osiedlu cz.2
Premiera zbiorczego OS już w najbliższą środę (Trzeci marca 2010! Chłodna 25! Wawa! G.18:00! Bądźcie tam i nie zapomnijcie wąsów!). Z tej okazji dziś oddajemy w Wasze ręce tekst o tymże komiksie (a jakże!) napisany przez znanego i lubianego tu i ówdzie Arcza - niestrudzonego kolekcjonera kolorowych żeszytów i największego na świecie Savage-freak'a. Zapraszamy do czytania!

Początek będzie sztampowy. Pierwsze moje spotkanie z Osiedlem to, podobnie jak dla wielu, premierowy numer "Produktu" - magazynu komiksowego, który ni z tego, ni z owego trafił do szerszego obiegu. Pierwszy numer "zaatakował' mnie z nieistniejącego już kiosku na ul. Kopernika, niedaleko Uniwersytetu Warszawskiego. Niby nic nie znaczący szczegół, ale zawsze kiedy przechadzam się w tamtych okolicach przypomina mi się moment kiedy w łapach wylądował premierowy "Produkt" za słynne 6,66 zł.

Powiedzieć, że "Produkt" to rzecz kultowa, to jak stwierdzić, że doba ma 24 godziny. Przy pierwszych numerach kozakiem na osiedlu był ten, który dorwał w kiosku jako pierwszy kolejną odsłonę "P", które to potem czytało się na lekcji pod ławką, a w licealnych kibelkach na fajku cytowało co lepsze fragmenty, czy to z Osiedla czy z innych serii ("Klavo" FTW!). Fenomenem było to, że na myśl o magazynie Śledzia i spółki świeciły się oczka osobom, które wcześniej omijały komiksowe terytoria szerokim łukiem. Często też - co już znacznie smutniejsze - "Produkt" był ostatnim tworem komiksowym, z którym "na poważnie" miały one do czynienia. W zasadzie myśląc o magazynie Śledzia i spółki, myślę o "Osiedlu Swoboda", bo te dwa terminy to dla mnie niejako synonimy. Nie umniejszając oczywiście wszystkim innym komiksom, które pojawiały się na łamach "P", ale to właśnie Smutny, Szopa, Wiraż i reszta ferajny były tym koniem pociągowym od którego zaczynało się lekturę pisma.
Tak jak w pierwszym tomie "Na Szybko Spisane" Śledziu fantastycznie przedstawił czasy PRLu, tak na łamach "Osiedla..." sprawnie portretuje on i przedstawia zjawiska, które miały miejsce na przełomie wieków. Mam tu na myśli wszędobylskie dresiarstwo, królujący wtedy nu-metal, mohery czy blokersów zalegających na osiedlowych ławkach. Chociaż może powinienem napisać, że nie są to rzeczy związane li tylko z końcówką XX wieku i początkiem kolejnego, a klimaty znane raczej większości osób, które burzliwą młodość mają za sobą (może z wyjątkiem nu-, które skończyło się przecież na "Kil 'em all"). Inną rzeczą jest humor. Przy pierwszych numerach "Produktu" często zabierałem się za jego lekturę w środkach komunikacji, i po kilku takich wybrykach musiałem zaprzestać tego procederu z powodu napadów śmiechu, które pojawiały się przy czytaniu "Osiedla…". Takie kwiatki jak śnieżny fallus (1/2001), Dźwiedziu i Smutny pracujący jako pierwsza pomoc na meczu piłkarskim (2/2000) czy cudowne objawienie Matki Boskiej z pierwszego "Produktu" (1/99) pamiętam to dziś i do dziś szczerzę się na samą myśl. Oczywiście seria Śledzia to nie tylko humor czy zabawne przygody bohaterów, których można spotkać na każdym chyba osiedlu. Oprócz tego "na Swobodzie" działy się mniejsze lub większe dramaty, którym towarzyszył często dosyć osobliwy klimat. Wszystko to wrzucone przez autora do jednego wora, dało kawał świetnego komiksu, który nie bez powodu mianuje się "kultowym" czy "legendarnym". A teraz, po ponad dziesięciu latach od publikacji "Matki Boskiej Extra Mocnej", dzięki Kulturze Gniewu będzie można zapoznać się na raz ze wszystkimi czarno-białymi osiedlowymi epizodami, zebranymi w elegancki integral.
Przy okazji 'osiedlowego' hajpu z końcówki zeszłego roku, związanego z przygotowaniami do owego zbiorczego wydania serii Michała Śledzińskiego, postanowiłem przypomnieć sobie nieco perypetie jej bohaterów. Wyciągnąłem więc stare "Produkty" z pudła, zdmuchnąłem kurz, otworzyłem i... wydaje się, że to już nie było to samo. Uleciała gdzieś magia "Osiedla", a żarty jakby przestały śmieszyć. Nadużyciem byłoby jednak napisać, że seria ta nie przetrwała próby czasu, jedynie po pospiesznym przekartkowaniu kilku historii. Za kilka dni, po hucznej (jak mniemam) premierze na Chłodnej 25, mam zamiar przysiąść nad zbiorczym "Osiedlem" i przybić pionę ze Smutnym, licząc, że wrócą "stare dobre czasy" i radocha jaką miałem podczas lektury serii. Tak jak we wspomnianej komunikacji miejskiej.
Łukasz "Arcz" Mazur

Początek będzie sztampowy. Pierwsze moje spotkanie z Osiedlem to, podobnie jak dla wielu, premierowy numer "Produktu" - magazynu komiksowego, który ni z tego, ni z owego trafił do szerszego obiegu. Pierwszy numer "zaatakował' mnie z nieistniejącego już kiosku na ul. Kopernika, niedaleko Uniwersytetu Warszawskiego. Niby nic nie znaczący szczegół, ale zawsze kiedy przechadzam się w tamtych okolicach przypomina mi się moment kiedy w łapach wylądował premierowy "Produkt" za słynne 6,66 zł.

Powiedzieć, że "Produkt" to rzecz kultowa, to jak stwierdzić, że doba ma 24 godziny. Przy pierwszych numerach kozakiem na osiedlu był ten, który dorwał w kiosku jako pierwszy kolejną odsłonę "P", które to potem czytało się na lekcji pod ławką, a w licealnych kibelkach na fajku cytowało co lepsze fragmenty, czy to z Osiedla czy z innych serii ("Klavo" FTW!). Fenomenem było to, że na myśl o magazynie Śledzia i spółki świeciły się oczka osobom, które wcześniej omijały komiksowe terytoria szerokim łukiem. Często też - co już znacznie smutniejsze - "Produkt" był ostatnim tworem komiksowym, z którym "na poważnie" miały one do czynienia. W zasadzie myśląc o magazynie Śledzia i spółki, myślę o "Osiedlu Swoboda", bo te dwa terminy to dla mnie niejako synonimy. Nie umniejszając oczywiście wszystkim innym komiksom, które pojawiały się na łamach "P", ale to właśnie Smutny, Szopa, Wiraż i reszta ferajny były tym koniem pociągowym od którego zaczynało się lekturę pisma.
Tak jak w pierwszym tomie "Na Szybko Spisane" Śledziu fantastycznie przedstawił czasy PRLu, tak na łamach "Osiedla..." sprawnie portretuje on i przedstawia zjawiska, które miały miejsce na przełomie wieków. Mam tu na myśli wszędobylskie dresiarstwo, królujący wtedy nu-metal, mohery czy blokersów zalegających na osiedlowych ławkach. Chociaż może powinienem napisać, że nie są to rzeczy związane li tylko z końcówką XX wieku i początkiem kolejnego, a klimaty znane raczej większości osób, które burzliwą młodość mają za sobą (może z wyjątkiem nu-, które skończyło się przecież na "Kil 'em all"). Inną rzeczą jest humor. Przy pierwszych numerach "Produktu" często zabierałem się za jego lekturę w środkach komunikacji, i po kilku takich wybrykach musiałem zaprzestać tego procederu z powodu napadów śmiechu, które pojawiały się przy czytaniu "Osiedla…". Takie kwiatki jak śnieżny fallus (1/2001), Dźwiedziu i Smutny pracujący jako pierwsza pomoc na meczu piłkarskim (2/2000) czy cudowne objawienie Matki Boskiej z pierwszego "Produktu" (1/99) pamiętam to dziś i do dziś szczerzę się na samą myśl. Oczywiście seria Śledzia to nie tylko humor czy zabawne przygody bohaterów, których można spotkać na każdym chyba osiedlu. Oprócz tego "na Swobodzie" działy się mniejsze lub większe dramaty, którym towarzyszył często dosyć osobliwy klimat. Wszystko to wrzucone przez autora do jednego wora, dało kawał świetnego komiksu, który nie bez powodu mianuje się "kultowym" czy "legendarnym". A teraz, po ponad dziesięciu latach od publikacji "Matki Boskiej Extra Mocnej", dzięki Kulturze Gniewu będzie można zapoznać się na raz ze wszystkimi czarno-białymi osiedlowymi epizodami, zebranymi w elegancki integral.
Przy okazji 'osiedlowego' hajpu z końcówki zeszłego roku, związanego z przygotowaniami do owego zbiorczego wydania serii Michała Śledzińskiego, postanowiłem przypomnieć sobie nieco perypetie jej bohaterów. Wyciągnąłem więc stare "Produkty" z pudła, zdmuchnąłem kurz, otworzyłem i... wydaje się, że to już nie było to samo. Uleciała gdzieś magia "Osiedla", a żarty jakby przestały śmieszyć. Nadużyciem byłoby jednak napisać, że seria ta nie przetrwała próby czasu, jedynie po pospiesznym przekartkowaniu kilku historii. Za kilka dni, po hucznej (jak mniemam) premierze na Chłodnej 25, mam zamiar przysiąść nad zbiorczym "Osiedlem" i przybić pionę ze Smutnym, licząc, że wrócą "stare dobre czasy" i radocha jaką miałem podczas lektury serii. Tak jak we wspomnianej komunikacji miejskiej.
Łukasz "Arcz" Mazur
sobota, 27 lutego 2010
Łikend na Osiedlu cz.1
Z okazji zbliżającej się premiery zbiorczego wydania „Osiedla Swoboda” (Trzeci marca 2010! Chłodna 25! Wawa! G.18:00! Bądźcie tam i nie zapomnijcie wąsów!) na Trzech Ponurych Grzybach rozpoczynamy cykl gościnnych artykułów na temat tego legendarnego komiksu. Akcję „Łikend na Osiedlu” rozpoczynamy tekstem Tomka Popakula. Zapraszamy do czytania!

Czasem słyszy się narzekania, że w polskim komiksie za mało jest mainstreamu, a za dużo
undergroundu. Osobiście uważam, że to dobrze gdyż pozwoliło to zabłysnąć talentem wielu
autentycznym twórcom przemawiającym we własnym imieniu - swoim własnym głosem. Mowa tu m.in. o Michale Śledziński – „Śledziu”. Jest ikoną gatunku, jednym z
niewielu polskich twórców młodego pokolenia, którego styl jest kojarzony nie tylko przez osoby
interesujące się komiksem. Spowodowane zostało to głownie dzięki humorystycznym paskom komiksowym publikowanym
w "Świecie Gier" oraz innych tytułach traktujących o elektronicznej rozrywce. "Osiedle swoboda"
pojawiło się w pierwszym numerze kultowego miesięcznika "Produkt"(którego redaktorem
naczelnym i współzałożycielem był właśnie Śledziu). Bohaterowie „Osiedla…” stali się jednymi
z najpopularniejszych spośród bohaterów serii drukowanych w magazynie. Podobnie jak wywodzący sie Produktu
"Wilq", "Osiedle Swoboda" doczekało się własnej, regularnej serii zeszytów jako próbę publikacji
na wzór amerykański, co miało być gładkim przejściem z undergroundu do mainstreamu.
Wedle niektórych koncepcji sztuka powinna wyrażać ducha czasu w którym była tworzona.
Efektowne siarczyste wulgaryzmy, nieskrywany antyklerykalizm i niechęć do wszechpolskiej
katolickiej dewocji, afiramcja używania miękkich narkotyków, uliczny honor drobnej gangsterki
oraz pełen szyderstwa obraz policji. Sam pamiętam jak przez długi czas czytałem
kolejne odcinku "Osiedla Swoboda" w ukryciu przed matką.
Wszystko to pozwala określić "Osiedle" jako rasowego przedstawiciela undergroundu, produkcję
w pełni niezależną, niepoprawną politycznie. Jednocześnie nie sposób pominąć sie odwołań
do globalnej młodzieżowej popkultury komiksów i gier która jest generacyjnym przeżyciem nas
wszystkich i zarazem źródłem ikonografii naszej wyobraźni, przefiltrowanej jednak przez lokalną
polską podwórkową percepcję.
Śledziu często odwołuje sie do autentycznych przeżyć z własnego dzieciństwa spędzonego
w nieodłącznym towarzystwie osiedlowej paczki. Jestem chłopakiem ze wsi, nie wychowałem
się na blokowisku, ale mimo to czytając "Osiedle" czuję jakbym sam się na nim wychował.
Krwiste charaktery Smutnego i jego ekipy to moi najlepsi kumple, od pierwszych stron poczułem
z nimi mentalną więź, ich problemy były moim problemami. Autor nie proponuje nam chłodnego
realizmu, raczej coś co w literaturze określa się jako realizm magiczny, lokalne legendy z nutką
nostalgii. Nie trzeba być superbohaterem w pelerynie i przyciasnych
slipach, żeby zostać bohaterem komiksu. Śledziu jest mistrzem stylizacji. Pisze lokalną
mitologię na wzór DC lub Marvel Universe, z zamaskowaną specgrupą OPO ( Osiedle Pod Ochroną )
łącząca w sobie cechy młodzieżowej subkultury wyrzutków z drużyną Robina z Sheerwood.
Walka ekipy pod przewodnictwem Szopy o obronę lokalnego rynku używek spod znaku matki Gai,
przed kojarzącym się z dowolnym superłotrem w rodzaju Jokera - Chemicznym Alim
rozprowadzającym "złe" dragi, staje się starciem dwóch ideologii, szlachetnego podwórkowego
honoru kumpli i bezdusznej chciwości dilerów ze świata bezwzględnego kapitalizmu.
Wiele jest dramatycznych pauz kiedy to akcja zatrzymuje się, a w kadrze pojawia sie wypluwany
przez postać bogaty w tekst dymek, w którym to pojawia się albo rozbudowana obelga przybierająca postać
hip-hopowego diss'u (diss - skrót od dissrespect - obraza, fragment rapowanej piosenki atakujący oponenta)
lub znany amerykańskich komiksów (chociaż w równym stopniu z mangi) motyw głębokich filozoficznych
przemyśleń wciśniętych między wysokim kopnięciem w szczękę, a strzałem laserowego wzroku.
W niektórych dymkowych dialogach Śledzia można się dopatrywać pra-masłowszczyzny, który
jako pierwszy żenił poetykę na miarę Pana Tadeusza z podwórkowym slangiem.
Świat Osiedla którego prawdziwe życie odbywa się na granicy prawa, paradoksalnie nie jest
światem niemoralnym. Wbrew pozorom najważniejszym tematem tych komiksów jest przyjaźń,
przyjaźń od dzieciaka która ciągle trwa, pomimo szarości blokowiska i prozaicznych ale jakże życiowych
problemów pt. "skąd wytrzasnąć trochę kasy ?" - mimo permanentnego niezrozumienia ze strony reszty
społeczeństwa ,starszych i tych całkiem starych, oraz pomimo częstego zamroczenia środkami
odurzającymi i wynikających z tego incydentów.
Przyjaźń jest najwyższą wartością i nienaruszalną podporą pozwalającą przetrwać trudne chwile.
"Osiedle Swoboda" jest zatem dziełem wybitnie pedagogicznym.
Kto wie może gdy komiks Polsce okrzepnie, za kilka lat jako klasyk zostanie włączone
do kanonu ulubionych lektur o dzieciakach dla dzieciaków , obok "Dzieci z Bullerbyn"
i "Chłopców z Placu Broni" ?
Jakiś czas temu Śledzu ogłosił zakończenie pracy komiksiarza. Czy niniejsze wydanie będzie
historycznym udokumentowaniem pewnego okresu w polskim komiksie , przypieczętowaniem legendy ?
Oby nie. Póki co zapraszam do lektury zbiorczego wydania "Osiedla Swoboda".
Tomek "Caith Sith" Popakul

Czasem słyszy się narzekania, że w polskim komiksie za mało jest mainstreamu, a za dużo
undergroundu. Osobiście uważam, że to dobrze gdyż pozwoliło to zabłysnąć talentem wielu
autentycznym twórcom przemawiającym we własnym imieniu - swoim własnym głosem. Mowa tu m.in. o Michale Śledziński – „Śledziu”. Jest ikoną gatunku, jednym z
niewielu polskich twórców młodego pokolenia, którego styl jest kojarzony nie tylko przez osoby
interesujące się komiksem. Spowodowane zostało to głownie dzięki humorystycznym paskom komiksowym publikowanym
w "Świecie Gier" oraz innych tytułach traktujących o elektronicznej rozrywce. "Osiedle swoboda"
pojawiło się w pierwszym numerze kultowego miesięcznika "Produkt"(którego redaktorem
naczelnym i współzałożycielem był właśnie Śledziu). Bohaterowie „Osiedla…” stali się jednymi
z najpopularniejszych spośród bohaterów serii drukowanych w magazynie. Podobnie jak wywodzący sie Produktu
"Wilq", "Osiedle Swoboda" doczekało się własnej, regularnej serii zeszytów jako próbę publikacji
na wzór amerykański, co miało być gładkim przejściem z undergroundu do mainstreamu.
Wedle niektórych koncepcji sztuka powinna wyrażać ducha czasu w którym była tworzona.
Efektowne siarczyste wulgaryzmy, nieskrywany antyklerykalizm i niechęć do wszechpolskiej
katolickiej dewocji, afiramcja używania miękkich narkotyków, uliczny honor drobnej gangsterki
oraz pełen szyderstwa obraz policji. Sam pamiętam jak przez długi czas czytałem
kolejne odcinku "Osiedla Swoboda" w ukryciu przed matką.
Wszystko to pozwala określić "Osiedle" jako rasowego przedstawiciela undergroundu, produkcję
w pełni niezależną, niepoprawną politycznie. Jednocześnie nie sposób pominąć sie odwołań
do globalnej młodzieżowej popkultury komiksów i gier która jest generacyjnym przeżyciem nas
wszystkich i zarazem źródłem ikonografii naszej wyobraźni, przefiltrowanej jednak przez lokalną
polską podwórkową percepcję.
Śledziu często odwołuje sie do autentycznych przeżyć z własnego dzieciństwa spędzonego
w nieodłącznym towarzystwie osiedlowej paczki. Jestem chłopakiem ze wsi, nie wychowałem
się na blokowisku, ale mimo to czytając "Osiedle" czuję jakbym sam się na nim wychował.
Krwiste charaktery Smutnego i jego ekipy to moi najlepsi kumple, od pierwszych stron poczułem
z nimi mentalną więź, ich problemy były moim problemami. Autor nie proponuje nam chłodnego
realizmu, raczej coś co w literaturze określa się jako realizm magiczny, lokalne legendy z nutką
nostalgii. Nie trzeba być superbohaterem w pelerynie i przyciasnych
slipach, żeby zostać bohaterem komiksu. Śledziu jest mistrzem stylizacji. Pisze lokalną
mitologię na wzór DC lub Marvel Universe, z zamaskowaną specgrupą OPO ( Osiedle Pod Ochroną )
łącząca w sobie cechy młodzieżowej subkultury wyrzutków z drużyną Robina z Sheerwood.
Walka ekipy pod przewodnictwem Szopy o obronę lokalnego rynku używek spod znaku matki Gai,
przed kojarzącym się z dowolnym superłotrem w rodzaju Jokera - Chemicznym Alim
rozprowadzającym "złe" dragi, staje się starciem dwóch ideologii, szlachetnego podwórkowego
honoru kumpli i bezdusznej chciwości dilerów ze świata bezwzględnego kapitalizmu.
Wiele jest dramatycznych pauz kiedy to akcja zatrzymuje się, a w kadrze pojawia sie wypluwany
przez postać bogaty w tekst dymek, w którym to pojawia się albo rozbudowana obelga przybierająca postać
hip-hopowego diss'u (diss - skrót od dissrespect - obraza, fragment rapowanej piosenki atakujący oponenta)
lub znany amerykańskich komiksów (chociaż w równym stopniu z mangi) motyw głębokich filozoficznych
przemyśleń wciśniętych między wysokim kopnięciem w szczękę, a strzałem laserowego wzroku.
W niektórych dymkowych dialogach Śledzia można się dopatrywać pra-masłowszczyzny, który
jako pierwszy żenił poetykę na miarę Pana Tadeusza z podwórkowym slangiem.
Świat Osiedla którego prawdziwe życie odbywa się na granicy prawa, paradoksalnie nie jest
światem niemoralnym. Wbrew pozorom najważniejszym tematem tych komiksów jest przyjaźń,
przyjaźń od dzieciaka która ciągle trwa, pomimo szarości blokowiska i prozaicznych ale jakże życiowych
problemów pt. "skąd wytrzasnąć trochę kasy ?" - mimo permanentnego niezrozumienia ze strony reszty
społeczeństwa ,starszych i tych całkiem starych, oraz pomimo częstego zamroczenia środkami
odurzającymi i wynikających z tego incydentów.
Przyjaźń jest najwyższą wartością i nienaruszalną podporą pozwalającą przetrwać trudne chwile.
"Osiedle Swoboda" jest zatem dziełem wybitnie pedagogicznym.
Kto wie może gdy komiks Polsce okrzepnie, za kilka lat jako klasyk zostanie włączone
do kanonu ulubionych lektur o dzieciakach dla dzieciaków , obok "Dzieci z Bullerbyn"
i "Chłopców z Placu Broni" ?
Jakiś czas temu Śledzu ogłosił zakończenie pracy komiksiarza. Czy niniejsze wydanie będzie
historycznym udokumentowaniem pewnego okresu w polskim komiksie , przypieczętowaniem legendy ?
Oby nie. Póki co zapraszam do lektury zbiorczego wydania "Osiedla Swoboda".
Tomek "Caith Sith" Popakul
poniedziałek, 30 listopada 2009
127 - Mistrz wraca na ring! 2010!

OSIEDLE SWOBODA
scenariusz i rysunki: Michał „Śledziu” Śledziński
ok. 270 stron, format B5
środek czarno-biały (dodatki w kolorze),
okładka w kolorze
oprawa twarda z obwolutą
wydawca: kultura gniewu
data wydania: 2010
Gdybym miał wymienić najważniejszą polską serię komiksową z przełomu stuleci, nie zastanawiałbym się ani chwili – „Osiedle Swoboda” jest poza konkurencją – tak o komiksie Michała „Śledzia” Śledzińskiego pisał w „Gazecie Wyborczej” Wojciech Orliński. Ukazujący się na łamach słynnego „Produktu” cykl Śledzia był flagowym komiksem magazynu i rzeczą, która zmieniła polski komiks.
To obyczajowa historia z życia miejskiej młodzieży, która lubi ostrą muzę, imprezy, alkohol i inne używki. Snujący się po osiedlowych uliczkach bohaterowie - niezapomniani Wiraż, Dźwiedzu, Szopa, Smutny i reszta ferajny – borykają się z przemocą, nudą, tępymi „dresiarzami” i kacem, czyli z tym wszystkim, na co narażeni są codziennie młodzi ludzie.
Śledziu opowiada o tym zwyczajnym życiu na zwyczajnym osiedlu z niezwykłym poczuciem humoru, przyglądając się swoim bohaterom z sympatią i dystansem jednocześnie. Doprawia to szczyptą surrealizmu i fantasyki, które na Osiedlu Swoboda wyglądają zadziwiająco naturalnie.
Większość patentów, które spotkały „Swobodną” ekipę, wydarzyła się na serio mnie, moim znajomkom, lub została podsłuchana pod sklepem nocnym – mówił Śledziu w jednym z wywiadów.
I to ten autentyzm połączony z fantastyczną komiksową formą dał nową jakość. Do dziś, a mija właśnie 10 lat od publikacji pierwszego odcinka „Osiedla Swoboda”, nikt nie sportretował polskiej młodzieży i jej życia we współczesnej Polsce w równie przekonujący i fascynujący sposób. O czym łatwo się przekonać sięgając po ten kompletny zbiór wszystkich epizodów opublikowanych w „Produkcie”.
Wiadomo już, na co za kilkanaście lat będą się rujnować miłośnicy polskiego komiksu – na luksusową reedycję wszystkich odcinków „Osiedla Swoboda” – przewidywał w swoim tekście Wojciech Orliński. A my dodamy, że nie trzeba się wcale rujnować i można to zrobić już dziś.
Za Śledziem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

