> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mike Mignola. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mike Mignola. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2024

Jenny Finn [Mike Mignola] - recenzja

Mike Mignola to twórca wielu kultowych opowieści o Hellboyu. Troy Nixey znany jest ze współpracy z ojcem Piekielnego Chłopca przy okazji albumu “Batman: Zagłada Gotham”, w którym przygody Mrocznego Rycerza zostały przeniesione do czasów wiktoriańskich, a wszystko doprawiono odrobiną mitologii Cthulhu. Podobnie jest z drugim wspólnym projektem obu artystów - miniserią “Jenny Finn”, która właśnie ukazała się po polsku (choć w oryginale została wydana przed lovecraftowską przygodą Batmana).


czwartek, 4 maja 2023

Batman: Zagłada Gotham - recenzja

Na polski rynek powrócił album “Batman. Zagłada Gotham”. Pierwszy raz historię ze scenariuszem Mike’a Mignoli i Richarda Pace’a oraz rysunkami Troya Nixeya odkryłem niemal 20 lat temu, gdy w ostatniej klasie podstawówki wróciłem do czytania komiksów (głównie “Hellboya” i “Batmana” właśnie). Tym razem komiks łączący mitologię Cthulhu i uniwersum DC został wydany w ramach ekskluzywnej kolekcji DC Deluxe, został więc uzupełniony o dodatki w postaci galerii okładek, szkiców i posłowia. Jak broni się ta historia w 2023 roku?


niedziela, 5 września 2021

Kosmiczna odyseja [Jim Starlin, Mike Mignola] - recenzja

„Kosmiczna odyseja” to event rozpisany na cztery części i wydany pierwotnie w latach 1987-1988. Odpowiadają za niego dwaj legendarni autorzy, którzy te ponad trzydzieści lat temu znajdowali się na początku twórczej drogi. Scenarzystą albumu wydanego w ramach DC Deluxe jest Jim Starlin – dziś znany przede wszystkim jako „ojciec” Thanosa i architekt Trylogii Nieskończoności stworzonej dla Marvela. Mike Mignola, rysownik, to twórca niezwykle popularnego „Hellboya”, który dał początek całemu uniwersum. Siadając do lektury „Kosmicznej odysei” można mieć więc konkretne oczekiwania, gdy zna się twórczość oby panów. Warto jednak wziąć poprawkę na fakt, że komiks powstał przed stworzeniem przez nich swoich największych kreacji. Czy mimo to się broni?


niedziela, 4 kwietnia 2021

Pan Higgins wraca do domu / Nasze potyczki ze złem [Mike Mignola, Warwick Johnson-Cadwell] - recenzja

Noc Walpurgii. Coroczne święto wampirów obchodzone od pięciuset lat. Do ponurego zamczyska gdzieś na obrzeżach małej wioski między Morzem Czarnym a Karpatami zjeżdżają się krwiopijcy z najdalszych zakątków świata. Imprezę zakłóci obecność dwóch łowców i jednego niesfornego wilkołaka, którzy spróbują zabić tyle wampirzego ścierwa ile tylko zdołają. Tak w skrócie prezentuje się fabuła komiksu „Pan Higgins wraca do domu” autorstwa Mike'a Mignoli i Warwicka Johnsona-Cadwella. 

sobota, 26 września 2020

Dni pośród nocy [Neil Gaiman, Dave McKean, Mike Mignola] - recenzja

Po 10 latach wróciłem do Amerykańskich Bogów i odkryłem tę książkę na nowo. Zakochałem się w gawędziarskim stylu Neila Gaimana i tym, jak wydobywa magię ze zwykłych przedmiotów, jak potrafi pisać o codzienności, wplatając w nią nuty realizmu magicznego. Po skończonej lekturze chciałem więcej, a na sklepowe półki zawitał album Dni pośród nocy – zbiór krótkich komiksów z początków kariery Brytyjczyka. Nie zastanawiając się długo, zamówiłem egzemplarz recenzencki. 



wtorek, 1 sierpnia 2017

Hellboy w piekle: Karta śmierci

Pierwszy tom Hellboya, Nasienie zniszczenia, ukazał się w Polsce w 2001 roku. Szesnaście lat, setki stron i wiele historii później premierę ma Karta śmierci, album wieńczący losy Piekielnego Chłopca. Upłynął szmat czasu i wiele się zmieniło. Hellboy stawił czoła swojemu przeznaczeniu, pokonał Smoka i zstąpił do piekła. Błąka się bez celu po opustoszałym królestwie, powoli tracąc siły. Żywa czerwień jego skóry wyblakła, przybierając chorobliwie szarą barwę, sylwetka się skurczyła, a w miejscu lewego oka zieje pusty oczodół. Karta śmierci to pożegnanie, opowieść o poszukiwaniu upragnionego spokoju, opowieść o śmierci.


poniedziałek, 4 maja 2015

496 - Powrót syna marnotrawnego: Hellboy w piekle

Burza i pasja stanowiły idealne zamknięcie sagi o Czerwonym Chłopcu, który wyrzekł się swojego destruktywnego przeznaczenia i w obronie ziemi okładał pięściami wszelkiej maści szkaradztwa. Hellboy pierwszy raz pojawił się w 1993 roku, zaś ostatni (jak mogło się wydawać) tom jego przygód został opublikowany w wydaniu zbiorczym w roku 2012. W grudniu tego samego roku do sklepów trafiła kontynuacja serii – pierwszy zeszyt Hellboya w piekle.


W Polsce właśnie ukazał się pierwszy tom nowej serii o podtytule Zstąpienie. Zbierające pierwsze pięć zeszytów wydanie w niczym nie ustępuje najlepszym momentom z „oryginalnego” cyklu. To bezpośrednia kontynuacja Burzy i pasji – w wyniku wydarzeń tam przedstawionych Czerwony trafia do tytułowej otchłani, jednak nie jest to już miejsce wypełnione agonalnymi krzykami potępionych i spowite wiecznym ogniem. Piekło Mignoli przytłacza ciszą i pustką. Niemal wszyscy jego mieszkańcy opuścili je w pośpiechu, a ci, których na swej drodze spotka Hellboy, budzą raczej nasze współczucie nili przerażenie. To puste naczynia napędzane szaleństwem bądź strachem, których potęga dawno przeminęła.


poniedziałek, 30 marca 2015

Najlepsze komiksy 2014 roku

W 2014 roku czytałem głównie wydania zagraniczne, dużo superhero i nadrabiałem zaległości. Stąd też dość trudno było mi wybrać 10 najlepszych komiksów, jakie ukazały się po polsku w minionym roku - przeglądając podobne listy zdałem sobie po prostu sprawę, że większości tytułów zwyczajnie nie znam. Mimo wszystko niżej znajdziecie moją dyszkę, mam nadzieję, że wybaczycie ogromne opóźnienie. Gdybym miał więcej czasu i mógł nadrobić zaległości lista wyglądałaby zupełnie inaczej. Czyli standard.


poniedziałek, 18 sierpnia 2014

442 - Hellboy: The Strom and the Fury - coś się kończy, coś się zaczyna

Wszystko się kiedyś kończy. Wraz z przewróceniem ostatniej strony Burzy i pasji kończy się pewien etap w moim życiu – dwa tomy Hellboya: Spętanej Trumny były bowiem jednymi z pierwszych komiksów, które sobie kupiłem (nie licząc oczywiście pojedynczych Batmanów czy Donaldów) i dzięki którym prawdopodobnie piszę dziś te słowa. Hellboy towarzyszył mi przez cały okres świadomej, wciąż pogłębiającej się zajawki kolorowymi zeszytami, kadrami i dymkami, i żałuję, że przyjdzie nam się rozstać. Na szczęście będzie to godne pożegnanie, trzymające poziom całej serii, nawet mimo tego, że Hellboy przestał pić.


środa, 23 października 2013

372 - Hellboy na ślubnym katafalku

Podobnie jak w tomie Lichwiarz i inne opowieści tak i tym razem odbiegamy od głównego wątku fabularnego i cofamy się z Hellboyem do czasów, gdy ten jeszcze pracował dla Biura Badań Paranormalnych i Obrony. W sześciu prezentowanych w albumie historiach Hellboy między innymi zwiedzi Meksyk, stawi czoła wampirom i duchom, stanie się częścią miłosnej afery oraz zostanie porwany przez kosmitów. Mignoli wciąż nie brakuje pomysłów ani ludowych podań czy legend, z których czerpie garściami. Różnorodność po raz kolejny wychodzi serii na dobre. Tak w warstwie fabularnej jak i graficznej.


Lwią częścią albumu zajął się doskonale znany z poprzedniego tomu i Makomy Richard Corben. Przypadły mu do narysowania najciekawsze scenariusze – Hellboy walczący z nieumarłymi zapaśnikami w Meksyku to fabularna bomba (już sam pomysł jest cudowny), niewiele gorzej prezentują się opowieści o ludożerczym domostwie i tytułowej piekielnej narzeczonej (w której pojawia się jedna z lepszych wolt fabularnych). Corben swą groteskową kreską i makabrycznymi kreacjami nadaje historiom niezapomnianego klimatu. Genialnie radzi sobie z kadrowaniem, perspektywą oraz cieniami przez co, czytając Nagrodę Sullivana - fabularnie nawiązującą do Lovecrafta, z klimatem nieobcym również Poemu - czułem się nieco nieswojo. Rzadko który komiksowy horror potrafi wywołać u mnie taką reakcję. Ośmiostronicową historyjkę Dziedzictwo Whitterów narysował sam Mignola – to doskonale znany styl wywodzący się z linorytu, który uwodzi swym minimalizmem, umiejętnym wykorzystaniem cienia i grubo ciosanymi krawędziami. Niestety sama historyjka jest najmniej oryginalna z całego zbioru.

Dwie pozostałe opowieści stworzyli artyści nieudzielający się wcześniej na łamach serii. Kevina Nowlana czytelnicy mogą kojarzyć z Sandmana czy wydanej przez TM-Semic dwuczęściowej antologii Batman: Black & White. Na potrzeby serii Mike'a Mignoli stworzył Spełnione życzenie Bustera Oakleya - historię w prawdziwie pulpowym klimacie, gdzie pojawiają się kosmici, duchy krów, satanistyczne rytuały i wielkie roboty, by wymienić tylko kilka atrakcji obecnych w tej zakręconej historii. Na pierwszy rzut oka styl Nowlana całkowicie nie pasuje do mrocznego klimatu serii i może właśnie dlatego Mignola stworzył dla niego opowieść w lżejszej scenerii. Jedno trzeba głośno powiedzieć: nikt nie rysuje lepiej zwierzęcego inwentarza od Nowlana. Ani jego duchowych awatarów. Ostatnią historią zajął się Scott Hampton znany z Lucyfera Mike'a Careya. Śpiący i martwi to niezwykle klimatyczna opowieść o wampirach. Historia o dworze osnutym szczelnie mgłą, z cmentarzem i kościołem majaczącym na horyzoncie, pełnym krwiopijców i z dziewczynką śpiewającą martwemu kotu dała Hamptonowi pole do popisu. Artysta świetnie radzi sobie z historią, operując dużymi kadrami, korzystając ze zbliżeń i tworząc klaustrofobiczną i sprawiającą wrażenie nierealnej atmosferę.

Jak zawsze Mignola staje na wysokości zadania. Jedenasty tom Hellboya wciąga, zniewala klimatem i urzeka warstwą graficzną. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, nawet malkontenci powinni być zadowoleni, bo poza samymi komiksami znajdą w albumie ponad dwadzieścia stron dodatków: wspomnień Mignoli, szkiców oraz niewykorzystanych okładek. Nie pozostaje nic innego, jak polecić najnowsze na naszym rynku przygody Piekielnego Chłopca. Po przeczytaniu trzeba zaś czekać na ostatni, dwunasty tom serii. Od razu również uspokajam, choć oryginalna seria dobiegła końca w tomie The Storm and the Fury, Czerwonego spotkamy jeszcze w dwóch powieściach graficznych: House of the Living Dead i The Midnight Circus, tomie z crossoverami Masks and Monsters, kilku niezebranych jeszcze w album krótszych historiach (jak choćby Hellboy versus the Aztec Mummy) i nieregularnie wydawanej serii Hellboy in Hell, w całości tworzonej przez Mignolę. Pytanie tylko, czy zdecyduje się je wydać Egmont. Dowiemy się tego pewnie w przyszłym roku, trzymam kciuki, by Piekielny był obecny na naszym rynku jak najdłużej. 

piątek, 5 kwietnia 2013

331 - Diabeł, lichwiarz i inne dziwne typy


Motywem przewodnim tej recenzji będą powroty. W dziesiątym już tomie Hellboya wracamy w formie do początków cyklu. Po tomach przedstawiających długie i zwarte opowieści, znów mamy do czynienia ze zbiorem krótszych historii. Zostawiamy eksploatowany w dwóch poprzednich tomach główny wątek, cofamy się nieco w czasie i wraz z Piekielnym Chłopcem przemierzamy świat. Dzięki tym zabiegom mamy okazję zobaczyć interpretacje mitów i legend z różnych kręgów kulturowych. Począwszy od folkloru Appalachów (tytułowy Lichwiarz), przez legendy o Czarnobrodym (Ci, którzy na statkach ruszyli na morze) i inspiracje obrazami Goi (W świątyni Molocha), aż po współczesne niepokoje natury medycznej (zamykający album Pieprzyk). Ta różnorodność zapewnia wspaniałą zabawę, interesujące i jakże od siebie odmienne pomysły oraz odpowiednią dawkę emocji. Jak zawsze w historiach o Hellboyu, klimat wręcz wylewa się z kart komiksu i otacza nas niczym całun, zapewniając niezapomniane wrażenia i nie pozwalając oderwać się od lektury. Nie można również zapomnieć o szczypcie humoru – tym razem ukrytego pod płaszczem obaw egzystencjalnych, które trawią głównego bohatera.

Lichwiarz i inne opowieści jest również niezwykłym albumem pod względem rysunkowym. O każdą z czterech historii zadbał inny artysta. Znany z Makomy (album Wyspa i inne opowieści) Richard Corben tworzy nieco przerysowaną i w gruncie rzeczy makabryczną wizję historii o lesie pełnym wiedźm, którym przewodzi sam diabeł pod postacią Lichwiarza. Trzeba przyznać, że sceneria i historia dopełnione przez groteskowo uśmiechające się postaci rysowane przez Corbena robią piorunujące wrażenie. Jason Shawn Alexander jest pewną nowością – polscy czytelnicy spotykają się z nim po raz pierwszy. Rysownik odpowiedzialny za historię o Czarnobrodym jest miłą niespodzianką – jego malarskie i przybrudzone prace świetnie współgrają ze scenariuszem Mignoli. Nie brak mu dynamiki i komiksowego wyczucia. Pisząc o powrotach, nie można zapomnieć, że do rysowania swojego dziecka po trzech latach wrócił sam Mike Mignola, tworząc W świątyni Molocha. Trudno się nie uśmiechnąć, widząc tę doskonale przecież znaną, grubo ciosaną kreskę, oszczędność w szczegółach i charakterystyczne, małe kadry skoncentrowane na detalach. I cienie, dużo cieni. Najkrótszą historią zajął się etatowy ostatnio rysownik serii – Duncan Fegredo, odpowiedzialny za Zew Ciemności i Dziki Gon. Nie zaskakuje niczym nowym, ale jednocześnie nie rozczarowuje. Jedyne, do czego można by się przyczepić, to fakt, że historia nie pozwoliła mu na pełne rozwinięcie skrzydeł.

Na koniec zostaje dwadzieścia stron dodatków. Poza wieloma szkicami i okładkami wydań zeszytowych, mamy wprowadzenie Gahana Wilsona, kilka słów samego Mignoli o każdym z epizodów i esej poświęcony Manly'emu Wade'owi Wellmanowi, którego opowiadania stanowiły inspirację dla Mignoli przy pisaniu Lichwiarza.

Duże zróżnicowanie zarówno historii jak i stylów zaprezentowanych w Lichwiarzu i innych opowieściach czynią ten tom bardzo dobrą i wciągającą lekturą. Dla fanów cyklu, największym prezentem będzie powrót Mignoli do rysowania, reszta zaś może cieszyć oczy pozostałymi rysunkami, które w niczym nie ustępują dokonaniom Mistrza, a dla czytelników lubiących prace bardziej szczegółowe, będą wręcz ciekawsze. Również scenariuszom nie można wiele zarzucić: są wypełnione świetnymi pomysłami, wciągają i powalają klimatem. Jeśli chodzi o wybór krótszych opowieści, to zaraz po Spętanej Trumnie, jest to najlepszy tego typu zbiór. Lichwiarz i inne opowieści to bardzo udany powrót do świata Hellboya. Powrót, w którym każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Recenzja ukazała się pierwotnie na Alei Komiksu.

O poprzednim tomie pisałem tutaj.

środa, 25 lipca 2012

279 - Piekielny wraca w wielkim stylu

Przyznam bez bicia, a na dodatek szczerze, że "Hellboy" to jedna z moich ulubionych serii komiksowych. Może wpłynął na to fakt, że - nie licząc "Kaczora Donalda" i superhero z TM-Semica - była to pierwsza seria, jaką zacząłem czytać. Innymi słowy - Hellboy zapoczątkował mą bezgraniczną i trwającą już od dobrych kilku lat miłość do komiksów. Nikogo nie powinno zatem zdziwić, jeśli powiem, że przed przeczytaniem najnowszego tomu o tytule "Dziki Gon" ze szczerą przyjemnością powtórzyłem sobie wszystkie poprzednie tomy wydane w naszym języku. I sprawiło mi to na prawdę dużo radości. Z bijącym sercem zagłębiłem się w lekturę najnowszego tomu o przygodach chłopca z piekieł. Na szczęście nie musiałem się martwić, bo okazało się, że nowy Hellboy to tak na prawdę ten sam stary, dobry Piekielny Chłopiec i to wciąż w świetnej formie.

W "Dzikim Gonie" Stary Lud szykuje się do wojny. Pojawia się nowa i złowieszcza Królowa Czarownic, która ma wybudzić śpiące armie ciemności i poprowadzić je na wojnę, ku zwycięstwu. Stary i nieco już zmęczony Hellboy jest jedynym, który może zapobiec rozlewowi krwi. Musi stanąć na czele własnej armii i zmierzyć się z nową i najsilniejszą Królową Czarownic. Przez tom przewija się oczywiście temat przeznaczenia i widmo nadchodzącej apokalipsy.

Łał. Tylko tyle powiedziałem, gdy skończyłem lekturę. Jest mrocznie, mroczniej niż kiedykolwiek. Hellboy jest zmęczony życiem, ma już dość wszystkiego, a całe dobro, którego dokonał przez lata ma swoje niekoniecznie pozytywne konsekwencje. Wątki z poprzednich tomów, niekiedy ledwie nakreślone, znajdują tu ujście i rozwinięcie. Niektóre zostają zakończone i rzucają nowe światło na przeszłość Piekielnego Chłopca. Wraca cała gama bohaterów, którzy wcześniej pojawiali się tylko na chwilę, a teraz mają do odegrania swoją rolę życia. Mignola pokazuje, że wszystko miał przemyślane od początku i nawet krótkie historyjki, które wydawały się być przyjemnymi zapychaczami, miały znaczenie dla całego uniwersum. Cieszę się, że zdecydowałem się odświeżyć sobie serię przed przeczytaniem tego tomu - bez tego przegapiłbym większość ważnych i znaczących faktów. Tak jak i poprzednie tomy, tak i ten odwołuje się do podań i legend - tym razem padło na legendy arturiańskie, co się świetnie sprawdziło w połączeniu z mrocznym klimatem. Jeśli znacie lub przynajmniej kojarzycie popularny niegdyś cykl T.H. White'a "Był sobie raz na zawsze król" to to, co z Arturem i spółką wyprawia Mignola może być dla Was bardzo ciekawym kontrastem. Dodatkowym plusem "Dzikiego Gonu" jest widmo zbliżającego się nieubłaganie końca serii. Napięcie sięga zenitu, a ja nie mogę wprost usiedzieć ze zniecierpliwienia. Egmoncie, wydawaj czym prędzej kolejne tomy!

Dużo dobrego zrobił również Duncan Fegredo. Zawsze podobał mi się jako następca Mignoli, ale w "Dzikim Gonie" osiąga chyba wyżyny swoich możliwości. Wchodzi na kolejny poziom i jego rysunki stają się jeszcze bardziej klimatyczne niż w "Zewie Ciemności". Wydaje mi się również, że w "Zewie..." Fegredo w jakiś sposób starał się naśladować Mignolę, a teraz pokazał, co sam potrafi. Wciąż czuć tu "szkołę" Mignoli (kadrowanie, stopniowanie napięcia itp.), ale przecież to w końcu Hellboy - jakże mogłoby być inaczej?

Kilka słów o wydaniu - nowy Hellboy odstaje od reszty. Zmieniona okładka, grzbiet wyróżniający się na półce i nowa numeracja to główne przyczyny odróżniające "Dziki gon" od poprzedników. Również papier jest inny - cieńszy i bardziej śliski, przez co wreszcie czerń jest prawdziwie czarna, a nie jak zdarzało się wcześniej - wyblakła. Prawdopodobnie wznowienia "Hellboya" (których "Dziki Gon" będzie integralną częścią, jeśli chodzi o wydanie), zaczęte od "Nasienia Zniszczenia" będą wierne oryginalnym wydaniom Dark Horse, więc z jedenastu tomów zrobi nam się właśnie dziewięć (prawdopodobnie m.in. dwutomowa "Spętana Trumna" zostanie wydana w jednym tomie wraz z "Prawie Kolos").

"Dziki Gon" to jeden z najlepszych albumów opowiadających burzliwe dzieje Piekielnego Chłopca. Świetny scenariusz i bardzo dobre rysunki. Można powiedzieć, że to punkt kulminacyjny serii. Z niecierpliwością czekam na finałowe trzy tomy (a jeśli liczyć również ten z crossoverami - "Masks and monsters", to cztery). Oby przerwa między nimi nie wynosiła aż czterech lat, jak to było w przypadku czasu, jaki upłynął między "Zewem Ciemności" a "Dzikim Gonem" (niekanonicznych i niepełnych "Opowieści Niesamowitych" nie liczę). Zwłaszcza, że finałowy tom serii wcale może nie być ostatnim - zapowiedziano już na grudzień miniserię "Hellboy in Hell" z wiele spoilerującym i mało oryginalnym hasłem reklamowym "Death was only the beginning", mówi się również o retrospektywnych przygodach Piekielnego z czasów, kiedy pracował dla Biura Badań Paranormalnych i Obrony. Pożyjemy, zobaczmy. Jeśli poziom kolejnych projektów ze świata Czerwonego ma być przynajmniej zbliżony do tego z "Dzikiego Gonu", to ja łykam wszystko bez popity.


Recenzja pierwotnie ukazała się na Alei Komiksu.