> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastic Four. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastic Four. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 maja 2022

Fantastyczna Czwórka, tom 1 [Jonathan Hickman] - recenzja

Wydawnictwo Egmont Polska skrupulatnie rozszerza swoją ofertę komiksów superbohaterskich. W ostatnich latach dostaliśmy sporo uznanej klasyki - “Kapitana Amerykę” Eda Brubakera, “Punishera MAX”, “Daredevila Nieustraszonego”, a także tomy “Amazing Spider-Mana” z lat 90. Wreszcie przyszedł czas na Pierwszą Rodzinę Marvela, dotychczas obecną w pojedynczych albumach sprzed lat i na drugim planie wielkich wydarzeń ze świata Marvela.


poniedziałek, 7 września 2015

Zakazana ekranizacja Marvela

W latach 70. zafascynowany Hollywood Stan Lee sprzedawał prawa do filmowych adaptacji komiksów Marvela na prawo i lewo. Efektem tych działań były powstałe w latach 70. i 80. filmy i seriale telewizyjne o Spider-Manie, Hulku czy Doktorze Strange’u. W kolejnych dekadach widzowie mogli odczuć skutki nieprzemyślanych działań Lee: w latach 1998-2008 za adaptacje komiksów Marvela odpowiadało aż sześć wytwórni. 


czwartek, 20 sierpnia 2015

Fantastyczna Czwórka (2015)

Bez zbędnych wstępów - nowa Fantastyczna Czwórka to zły film. Wybrałem się do kina bez większych oczekiwań - 8% na Rotten Tomatoes (mniej niż "zbanowana" wersja z 1994 roku wyprodukowana przez Rogera Cormana, o której więcej wkrótce), recenzje i zwiastuny sygnalizujące "poważne podejście" do Pierwszej Rodziny Marvela zupełnie nie zachęcały do wyjścia z domu. Do tego wszystkiego zamieszanie na linii reżyser-wytwórnia, dużo hałasu o dokrętki i montaż niezgodny z pierwotną wizją Tranka. Zacisnąłem jednak zęby, pożartowałem z "najgorszego superhero od czasu Batmana i Robina" i zasiadłem w końcu w kinowym fotelu. I przestało mi być do śmiechu.



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

284 - Zagranica: Prepare for the Future

Johnny Storm nie żyje. Fantastyczna Czwórka nie istnieje. Marvel Universe jest pogrążone w żałobie. Reed Richards odrzuca zaproszenie do Rady Reedów - stowarzyszenia zrzeszającego Richardsów ze wszystkich wymiarów - nie mając pojęcia, jakie konsekwencje wypłyną z jego decyzji. Tymczasem Valeria Richards, córka Reeda i Sue Storm, zawiera sekretny pakt z Doctorem Victorem van Doomem - największym wrogiem Fantastycznej Czwórki. To tylko początek kłopotów i nawet gadatliwy Spider-Man, który zajmuje miejsce Human Torcha w drużynie, nie będzie miał ochoty żartować. To idealny moment, by zadebiutowała nowa super-grupa: Future Foundation.


Pierwszy tom "Future Foundation" zbiera pięć zeszytów napisanych przez Jonathana Hickmana, a narysowanych przez Steve'a Eptinga i Barry'ego Kitsona, czyli komiksiarzy raczej w Polsce nieznanych. To bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z 587. numeru "Fantastic Four". Po poświęceniu Human Torcha, reszta rodziny postanawia zmienić nazwę, by upamiętnić jego imię. Tak powstaje Future Foundation. Hickman robi prawdziwą rewolucję w życiu Pierwszej Rodziny Marvela. Historia przedstawiona w "vol. 1" jest pełna zaskakujących zwrotów akcji i świetnych dialogów. Dzieje się na prawdę sporo, pojawiają się starzy znajomi, scenarzysta nie boi się korzystać z bogatego dorobku poprzedników ani osadzać akcji w najróżniejszych zakątkach multiversum. Wraz z Mr. Fantastic, Niewidzialną Kobietą, ich dziećmi, Benem The Thingiem i Pajęczakiem zwiedzimy najróżniejsze wymiary i spotkamy najdziwniejsze istoty. Mimo wielu zabawnych dialogów i wybuchowych przygód, w historii odbija się echo niedawnych wydarzeń. Postacie czują smutek i pustkę po odejściu Human Torcha, które to uczucia udzielają się również czytelnikowi.

"Future Foundation vol. 1" to jedynie wstęp do długiego runu, jaki w ramach serii stworzył Hickman. Praktycznie żaden z przedstawionych w albumie wątków nie znajduje ujścia wraz z zakończeniem albumu, a historia wydaje się być z góry obmyślona na spektakularne wydarzenie w świecie Marvel Comics. Zakończenie komiksu zaś wzmacnia jedynie apetyt na więcej.

Żaden z rysowników mnie nie zachwycił. Zarówno Steve Epting jak i Barry Kitson to rzemieślnicy, którzy idealnie sprawdzają się w regularnym rysowaniu comiesięcznego zeszytu. To kawał porządnego, na wskroś amerykańskiego stylu. Obaj panowie operują stylami, które mogą być - i w moim odczuciu dokładnie takie są - utożsamiane z amerykańskim wizerunkiem zeszytu superbohaterskiego. Nie zrozumcie mnie źle - rysunkom obu panów niczego nie mogę zarzucić. To jednak tylko rzemieślnicy. Może i bardzo sprawni rzemieślnicy, ale nie artyści.



Nigdy specjalnie nie interesowały mnie przygody Fantastycznej Czwórki. Pierwszy tom "Future Foundation" zmienił ten stan rzeczy. Mimo podróży kosmicznych i międzywymiarowych - za którymi nie przepadam, gdyż wprowadzają za dużo zamieszania - seria Hickmana wciąga jak bagno. Z pewnością na sukces składają się dobrze poprowadzone postacie, ciekawa fabuła zakrojona na dużą skalę i nowe, rewolucyjne spojrzenie na serię o Pierwszej Rodzinie Marvel Comics. Przy takim stanie rzeczy, nawet tylko poprawne rysunki nie mogę zepsuć lektury, zwłaszcza, że na deser zostaje świetna galeria okładek. Już nie mogę się doczekać, by sprawdzić kolejne tomy i zrobię to przy najbliższej możliwej okazji.


Recka pierwotnie opublikowana na Alei Komiksu.