Wiele wskazuje na to, że ambitny horrorowy projekt, za którym stoją Jeffa Lemire i Andrea Sorrentino, trafił do czyśćca. Rzecz zapowiadana jako całe uniwersum, łączące tajemnicze i mroczne historie wydawane w różnych formatach (miniserie, powieści graficzne, maxiserie), po ukazaniu się trzech tytułów tkwi obecnie w wydawniczym limbo. Czwarty tytuł, zapowiadziany na 2024 rok, do dziś się nie ukazał. Może to budzić pewne obawy, co do jakości prezentowanych w ramach projektu komiksów - “Siedziba”, trzeci i najnowszy album ze świata Mitów Kościanego Sadu, dowodzi, że nie w tym tkwi problem, bo to najlepszy z dotychczas zaprezentowanych elementów tej zawiłej układanki.
Jak można wywnioskować z powyższego akapitu, każdy album cyklu “Mity Kościanego Sadu” stanowi zamkniętą całość, którą można czytać bez znajomości innych tekstów. “Siedziba” opowiada o pewnym bloku, którego siedmioro mieszkańców odkrywa tajemnicze przejście do innego, mrocznego świata w mieszkaniu jednego z nich. Czy zagłębiając się w nieznane, odważą się skonfrontować ze swoimi największymi lękami i czy poddadzą się najgorszym instynktom, które sprowokuje dziwne miejsce poza czasem?
“Siedziba” to najdłuższy album z serii i to zdecydowanie procentuje - Lemire i Sorrentino mają wreszcie przestrzeń, by solidnie przedstawić bohaterów i rozwinąć swoją opowieść. Poprzednie tomy kończyły się zbyt szybko (pierwszy, mimo intrygujących pomysłów, sprawiał wrażenie zaledwie wstępu, o czym pisałem w jego recenzji). Tutaj mamy nie tylko więcej stron, ale i więcej bohaterów, bo każdy z siedmiorga sąsiadów jest inny, ma swoje problemy i tajemnice. Początkowo poznajemy ich równolegle, przeskakując - niczym w “Slackerze” Richarda Linklatera - od jednego do drugiego, a Lemire sprawnie tka polifoniczną narrację, w której urywki historii każdego bohatera są ważniejsze niż jakaś konkretna dominanta fabularna. Z czasem to podejście się zmienia, a scenarzysta zderza ze sobą wszystkich bohaterów, konfrontując nie tylko z nieznanym, ale i sobą nawzajem.
Tak jak w poprzednich tomach wielką zaletą serii jest tajemnica i mroczny klimat. Kompletnie nie wiadomo, gdzie zabierze czytelnika ta historia, a sugestywne rysunki - tutaj momentami wchodzące na grunt kolażu - oddziałują na wyobraźnię i wywołują dreszcze na plecach. Jednak to, w czym “Siedziba” jest lepsza, niż dwa poprzednie tomy, to bohaterowie. Jasne, część ma sztampowe problemy, ale część okazuje się bardziej wielowymiarowa, niż można by się na początku spodziewać. Ich sympatie i antypatie, a także różnorodność charakterów, sprawiają, że fabuła nabiera nowej dynamiki. Chce się śledzić ten komiks nie tylko dla klimatu, ale także dlatego, że warto się dowiedzieć, co dalej z postaciami - to istotna zaleta, która w horrorze jest szczególnie istotna, bo zwiększa immersję z poznawanym dziełem.
W “Siedzibie” Jeff Lemire i Andrea Sorrentino (który należy do jednych z moich ulubionych rysowników - jego rysunki i formalne zabawy chwaliłem na łamach tego bloga już wielokrotnie, dlatego tym razem ograniczę się do stwierdzenia, że dalej jest moc!) ponownie zapraszają czytelnika do niepokojącego świata koszmarów. Tym razem zabierają ich głębiej, niż kiedykolwiek wcześniej, bo horror ma tu wiele warstw, niczym budynek pięter, w którym rozgrywa się akcja. To też zaleta polskiego wydania, gdzie całą historię dostajemy w jednym opasłym tomie - zamiast co miesiąc czekać na nowy zeszyt i poznawać tę opowieść fragmentami, możemy bez zastanowienia skoczyć na główkę i bez reszty zanurzyć się w dziwacznym świecie “Mitów Kościanego Sadu”. O ile poprzednie tomy traktowałem jako intrygujące ciekawostki, tak tym razem dałem się porwać wyobraźni Lemire’a i Sorrentino. Tym bardziej żałuję, że od dwóch lat nie powstał żaden nowy komiks osadzony w tym świecie. Pozostaje cieszyć się z tego, co mamy.
8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz