> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

czwartek, 18 września 2008

Post 18 - Niczym aksamitna rękawica...


„Faster, Pussycat!”
Nigdy nie byłem fanem undergroundu. Czy to w muzyce, czy teatrze, czy komiksie. Muszę się przyznać, że swego czasu byłem nawet nieco przeczulony na tym punkcie, słysząc wciąż w dyskursach z hipsterskim gronem o własnym „zacofaniu” i „hołdowaniu komercji”. Na szczęście i adwersarze, i mój stosunek do rzeczonego nurtu artystycznego uległ zmianie. Głównie za sprawą Daniela Clowesa i jego „Ghost World”. Mało który komiks wywołał u mnie bowiem tak silne emocje po skończeniu lektury, jak opowieść o Enid i Becky. A słowa „Wyrosłaś na piękną młodą kobietę” do dziś niezmiennie napełniają mnie smutkiem i wpędzają w melancholię. Nic więc dziwnego, że gdy dowiedziałem się o wydaniu kolejnego albumu Dana, zatarłem ręce w oczekiwaniu na kolejną artystyczną ucztę. I...ciężko powiedzieć. Bo chociaż nie jestem nasycony, nie mam najmniejszej ochoty jeść dalej.
Próba streszczenia „Niczym aksamitna rękawica odlana z żelaza” nie ma większego sensu: Oto bliżej nieokreślony człeczyna, Clay Laudermilk w kinie porno ogląda film, w którym występuje jego dawna sympatia. Korzystając ze wskazówek, udzielonych przez miejscowego guru w kinowej toalecie, wyrusza w podróż, aby odnaleźć kobietę z przeszłości. Jednak droga wiedzie przez Amerykę rodem z najgorszego koszmaru- Amerykę dewiacji, kompleksów
i własnych, pożerających ją od środka obsesji. Oniryczna i przerażająco groteskowa wędrówka Claya z jednej strony fascynuje, z drugiej odrzuca, rosnący apetyt na kolejne pokraczne postaci gwałtownie kontrastuje ze ściskającym trzewia odruchem wymiotnym, po ustach błądzi uśmiech, który ciężko odróżnić od grymasu bólu. Clowes zdaje się czerpać sadystyczną przyjemność ze swych turpistycznych wizji maszkar i straszydeł, odrzuconych przez społeczeństwo złożone z takich jak oni dziwadeł. Mamy tutaj przegląd chyba wszystkiego, co nęka Stany Zjednoczone od ubiegłego wieku: sekty, teorie spiskowe, mutacje, deformacje, przemoc, dewiacje, totalitaryzm, feminizm, tajemnice, rozpusta, frustracje... Poczynając od grupy nieco hippisowskich działaczy rewolucyjnych, aż po straszliwie zdeformowaną Tinę, każde z pojęć otrzymuje galerię mniej lub bardziej irracjonalnych postaci. I tutaj właśnie odczułem lekki przesyt- owszem, sposoby obrazowania niczego sobie, jednak nagle zrobił się z tego skorowidz: czego boi się typowy małomiasteczkowy amerykański podatnik? Dan z nieco zbyt dużą dozą łopatologii straszy nas kolejnymi obrzydlistwami, jednak nie czyni tego niestety z finezją Burgessa i w pewnym momencie, chociaż nie zaczyna nużyć, staje się przewidywalny, a jego straszydła-ugłaskane i nijakie. „Bój się pan jeża”, powtarzając za Stillerowskim pamfletem.
Mimo tego jednak, aż do ostatniej strony daje się wyczuć klimat dziwacznego, pełnego poczucia beznadziei zagubienia. Chwyty kojarzące mi się mocno z twórczością Maxa Andersona, zilustrowane w stylu i klimacie lynchowsko-baconowskim są niestety zbyt rzadkie w tym albumie. A szkoda. No i pozostaje kwestia coraz to bardziej i bardziej tracącej rozpęd i aurę zagrożenia opowieści.
Mimo to, aż do ostatniej strony daje się wyczuć klimat dziwacznego, pełnego poczucia beznadziei zagubienia. I to autor ukazał naprawdę świetnie- błądząc bowiem z Clayem po coraz to nowych, surrealistycznych okolicach, zatracamy się w jego bezradności, zaciera się zdolność podejmowania decyzji, biernie poddajemy się losowi, jaki nam i jemu gotuje ten wykrzywiony świat. I choć tragizm i czarna niczym smoła ironia rozpływają się i łagodnieją przy dźwiękach gitary tajemniczego narratora (tapera?), to długo po odłożeniu komiksu nasz umysł wciąż kipi z niemego oburzenia nagłą niemocą, wciąż nie może pojąć tego koszmaru, jaki wyśniliśmy przed chwilą z nieszczęsnym Laudermilkiem, kolejnym straszydłem w galerii potworów, nie chce pojąć w gruncie rzeczy optymistycznego zakończenia ponurej opowieści. I w tym właśnie tkwi siła tego dziwacznego, lecz na pewno wartego przeczytania albumu: wnika w głąb naszego jestestwa, tumaniąc nas niczym aksamit, aby potem zostawić w psychice ślad jak po uderzeniu żelazem.
by Grim.

24 komentarze:

Trreker pisze...

Sam komiksu jeszcze nie czytałem i prawdopodobnie poczekam na Mfk. Aczkolwiek lekko zaniepokoiła mnie ta recenzja, bo duzo sobie obiecuje po tym tytule....

pjp pisze...

Feminizm "nęka" Stany? Deformacje? Dewiacje? Frustracje? Jeszcze raz zapytam - "nękają"?

"mimo tego jednak"?

Czytałeś poniższe zdanie drugi raz?
"I choć tragizm i czarna niczym smoła ironia rozpływają się i łagodnieją przy dźwiękach gitary tajemniczego narratora (tapera?), to długo po odłożeniu komiksu nasz umysł wciąż kipi z niemego oburzenia nagłą niemocą, wciąż nie może pojąć tego koszmaru, jaki wyśniliśmy przed chwilą z nieszczęsnym Laudermilkiem, kolejnym straszydłem w galerii potworów, nie chce pojąć w gruncie rzeczy optymistycznego zakończenia ponurej opowieści."

"bliżej nieokreślony człeczyna"? Już pomijam "człeczyna" (sic!), ale "bliżej nieokreślony"? Wiesz jak się nazywa, wiesz, że ma kolegę, towarzyszysz mu gdy poszukuje swojej extowarzyszki. Czego więcej chcesz? W takim razie każdy bohater każdego komiksu będzie "bliżej nieokreśloną człeczyną".

"Oniryczna i przerażająco groteskowa wędrówka Claya z jednej strony fascynuje, z drugiej odrzuca, rosnący apetyt na kolejne pokraczne postaci gwałtownie kontrastuje ze ściskającym trzewia odruchem wymiotnym, po ustach błądzi uśmiech, który ciężko odróżnić od grymasu bólu."
Z całym szacunkiem do porównań, ale jeżeli tak czytasz komiksy koniecznie skontaktuj się z lekarzem.

Ogólnie - recenzja idealnie nadaje się na materiał do "recenzji recenzyjki".

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Grim - ale Ci pocisnęli :P

Grim pisze...

"Mimo tego jednak" to błąd, którego, biję się w piersi, nie zdążyłem poprawić przed wychwyceniem. Niebawem zniknie.

Czytałem.

A tutaj sobie na archaizm pozwoliłem, fakt.

Tak komiksów nie czytam, dlatego sytuacja i cholernie przeładowany przymiotnikami styl świadczy o tym ,jakie wrażenie zrobił na mnie ów komiksowy twór. Jako że pisałem na świeżo, sam się dziwię, skąd niektóre porównania mi wyskoczyły. Iście, za przeproszeniem, homeryckie :D

A konsultacje z lekarzem po tym komiksie to lepszy pomysł, niż mógłby się wydawać.

Dzięki wielkie za uwagi, bo stałeś się szczęśliwym autorem najbardziej miarodajnego komentarza w historii (raczkującej, ale zawsze) bloga :D
Pozdrawiam.

Grim pisze...

"Poprawić przed wychwyceniem" przez szerszą publiczność, oczywiście. Cosik mi się palce po klawiaturze plączą dzisiaj.

Anonimowy Grzybiarz pisze...

jak Ci się palce plączą to możeś pijany? :P ;)

Grim pisze...

Dla równowagi idę czytać "Batman i Sędzia Dredd", coby głowa ochłonęła i palce mobilność odzyskały.

pjp pisze...

Eh.. Raczkujący to macie blog, nie jego historię.

"Człeczyna" jest nie tyle archaizmem, co poufałością, a użycie tego słowa jest chyba nie do końca świadome. 'Człek' to mówi się lekce sobie ważąco o człowieku. 'Człowieczyna' już wskazuje na coś innego - już nie tyle 'lekceważąco' wtedy mówisz, ale zupełnie umniejszająco to raz, dwa - 'człowieczyna' brzmi jak 'poczciwina' i w ogóle jest to niezrozumiałe w tym użyciu. Piszesz 'człowieczyna' jakby Ci było szkoda Claya. Ale Ty o Clayu nic nie piszesz, skupiasz się na kwaśnych jazdach Dana tylko.

Rada na koniec - to przeczytaj jeszcze raz. Serio.

Ale najbardziej to weź sobie do serca słowa, że ten tekst by się nadawał do "recenzyjki recenzyjki" (sobie w Googlach to wpisz jak nie wiesz o co chodzi), bo ja tu Ci napisałem tylko to, co mnie najbardziej raziło.

Grim pisze...

"(...)wciąż nie może pojąć tego koszmaru, jaki wyśniliśmy przed chwilą z NIESZCZĘSNYM Laudermilkiem, kolejnym straszydłem w galerii potworów"

Wiem, co to recenzja recenzyjki. Oj, wiem.

pjp pisze...

No powiedzmy ;). Chodź z drugiej strony wiesz na czym się skupiasz, a Clay właśnie nie jest kimś kogo np. mi byłoby szkoda. Wręcz przeciwni - czyta się ten komiks i mówi - dobrze Ci tak! :D

Grim pisze...

Czy ja wiem? Być może to przez jego beznamiętność- on nie ma charakteru, a jedyne jego przemyślenia czy odczucia dotyczą kumpla z samochodem. Jest, nomen omen, gliną- dopiero pod koniec, w scenie, gdy rysuje,nabiera namiastek własnej osobowości- wcześniej służy za zabawkę Dana.

Grim pisze...

Poza tym, nazwij mnie wrażliwcem, ale jakoś ciężko mi nie współczuć bohaterowi, który pod koniec traci kończyny :D

No dobra, wyjątek to mamuśka Gnucci w Ennisowym Punisherze :D

Trreker pisze...

a mnie wkurwiaja spoilery

Grim pisze...

Życie jest okrutne.

Ten komiks też.

gili pisze...

dlaczego w tej "recenzji" pisze cały czas "Dan"? Clowes to Twój kolega? Skąd taka poufałość?
W recenzjach pisze się najpierw imię i nazwisko, a potem już tylko nazwisko.

Chyba, że recenzujesz komiks kumpla wtedy sobie go możesz nawet nazywać pączusiem.

Grim pisze...

Po prostu starałem się unikać ciągłego powtarzania "Clowes to, Clowes tamto".

gili pisze...

no to stosuj określenia "autor", "twórca", "rysownik" "artysta" i inne tego typu. Używanie imienia sugeruje, że Clowes to Twój kumpel.

Gonzo pisze...

Bez przesady. Pisząc o Mignoli (czy innym wielbionym autorze) zdarza mi się napisać Mike. Jako zagorzały fan na swoim blogu czuję się czasami usprawiedliwiony. Jak koleś modli się do Ghost Worlda, to niech se użyje. Inna sprawa że to też kwestia amerykańskich autorów, w których kraju mówienie po imieniu jest normą. O Gawronkiewiczu bym nie napisał przecież Krzyś...

A. Dwie uwagi. Ogólnie refleksje spoko, poza tym że nadęty ten tekst że mało nie pękł. No i ostatni akapit, w którym autorowi myli się zdanie własne, ze zdaniem czytelnika... Ty tak miałeś, Grim, nie myśmy mieli, ty się zatracałeś itd, nie my, no przynajmniej nie ja.

Grim pisze...

"Nadęcie" tekstu to także sposób wyrażenia emocji i uczuć, a wręcz sportretowania stanu mojego umysłu po lekturze- dziś sam się boję własnych refleksji i zastanawiam się, jakim cudem niektóre zdania ujrzały światło dzienne :D

A co do wypowiadania się kolektywnego, cóż, stary nawyk, z którym walczę.

A, modlić to modlę się tylko do Moore'a, "Ghost World" ma co najwyżej dziewiąte miejsce w rankingu ulubionych komiksów na mojej półce.

Gonzo pisze...

nie przeczę że to sposób wyrażania emocji, tylko że wg mnie umiarkowanie trafny.

terre libre pisze...

uuuhu fajne rzeczy tutaj zapodajesz.

Grim pisze...

A dziękuję, dziękuję.

Anonimowy pisze...

wypierdalaj bucu

Gonzo pisze...

paradne to powyżej.