> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony S. Daniel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony S. Daniel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 24 listopada 2014

467 - Justice League 3 - Throne of Atlantis czyli Liga idzie na dno

Po tym jak Arthur, znany również jako Aquaman, zrzekł się tronu Atlantydy, jego miejsce zajął przyrodni brat. Niestety nowy władca oceanów nie jest tak pokojowo nastawiony do Ziemian jak jego poprzednik. Nie do końca jasne wydarzenia prowadzą do wzajemnej agresji między dwoma światami. W końcu Atlanci wychodzą na powierzchnię w jednym celu: by zniszczyć mieszkańców nadwodnego świata. Wybucha wojna, która pogrzebie w podwodnych grobowcach wiele niewinnych ofiar...



poniedziałek, 10 marca 2014

404 - Batman: Techniki zastraszania

Gang Stracha na Wróble terroryzuje Gotham, Sowy atakują Arkham Asylum, Czarna Maska ucieka i wdaje się w konflikt z Szalonym Kapelusznikiem, a Mr. Toxic kradnie z kostnicy ciała i przeprowadza nielegalne eksperymenty w biurze Wayne’a. W dodatku we wszystko zamieszana jest grupa sobowtórów Batmana. To właśnie problemy, z jakimi będzie musiał poradzić sobie Mroczny Rycerz w drugim tomie Detective Comics wydanym w Polsce pod tytułem Techniki zastraszania.


Album cierpi na tą samą przypadłość, co tom pierwszy – mianowicie Tony’ego S. Daniela w roli scenarzysty. Daniel działa w myśl zasady „mocniej, szybciej, więcej”, stawiając Batmana przed coraz bardziej spektakularnymi wyzwaniami. Jedyne, co się dla niego liczy, to efektowna akcja: wybuchy, bijatyki, pościgi i tanie cliffhangery. Fabuła, intryga i postacie schodzą tu na drugi plan. Nadmiar wątków przytłacza, całością rządzi chaos, a od rzucanych na prawo i lewo bon motów puchną uszy. Takie przepełnienie akcją i gnanie na łeb na szyję z fabułą w pewnym momencie wywołuje znużenie, zamiast ekscytować wprowadza zamęt. Kolejne wydarzenia są coraz bardziej karykaturalne, a sam Batman nie jest taki, jakiego cenimy – choć ma się za detektywa, to chętniej niż szarych komórek używa pięści i leje wszystkich jak popadnie. Nie skrywa się w mroku, nie jest osnuty choćby mgiełką tajemnicy, zamiast zaatakować z ukrycia woli wyważyć drzwi i narobić hałasu.

Graficznie komiks jest niespójny. Sam Daniel radzi sobie całkiem nieźle, choć ponownie wydaje mi się, że jego plastikowe rysunki okraszone jaskrawą paletą barw nie do końca pasują do historii o Mrocznym Rycerzu. Daniel to sprawny rzemieślnik, który wszelkie braki maskuje efekciarstwem. Niestety nie można tego samego powiedzieć o jego pomocnikach jak Ferreira czy Pansica. Z pewnością ci kopiści Jima Lee, ze średniej półki amerykańskiego mainstreamu, mają swoich oddanych fanów, ja jednak nie dostrzegam w ich pracach niczego porywającego.

Tak jak w pierwszym tomie, back-up story, czyli opowieść uzupełniającą narysował Szymon Kudrański. I ponownie jest to najjaśniejszy punkt całego albumu. Jego mroczna, realistyczna kreska i brudne, skąpane w czerni kadry doskonale pasują do uniwersum Nietoperza. Odpowiedniego klimatu dodają również oszczędne kolory Johna Kalisza, mające niewiele wspólnego z plastikowymi barwami, jakie na resztę komiksu nałożył Tomeu Morey.

Poza główną historią i back-up story, w albumie znalazło się miejsca dla numeru zerowego Detective Comics, annuala oraz historii powiązanej z crossoverem Noc Sów. W pewien sposób może to wyjaśnić chaos w warstwie fabularnej oraz niespójność w warstwie graficznej, jednak nie jest to żadnym usprawiedliwieniem dla faktu, że Techniki zastraszania to komiks nużący, źle wyważony i wypełniony tylko i wyłącznie bezsensowną akcją. Od tomu trzeciego na stanowisku scenarzysty Daniela zastępuje John Layman, daj Boże by wniósł trochę sensu do tej serii.

Ocena: 4/10

Recenzja została napisana dla serwisu AlejaKomiksu.com i tam pierwotnie opublikowana.

O poprzednim tomie serii pisałem tutaj

sobota, 13 lipca 2013

351 - Batman: Oblicza słabego komiksu

Joker ucieka z Arkham. Szybko zostaje ujęty i z powrotem wsadzony do zakładu. W kolejnej ucieczce pomaga mu nowy gracz w przestępczym światku Gotham – Dollmaker. Klaun musi jednak zapłacić za nią ogromną cenę – zostawia za sobą część siebie. Intryga się zagęszcza, gdy zostaje porwana mała dziewczynka, a Pingwin postanawia pozbyć się konkurencji.


Batman: Oblicza śmierci, pierwszy tom Detective Comics z New 52 napisany i narysowany przez Tony'ego S. Daniela nie porywa. Historia jest chaotyczna, wielowątkowa i źle wyważona. Mimo że komiks po brzegi wypełnia akcja, opowieść traci tempo i gubi napięcie. Zamiast skupić się na wątku Dollmakera, autor wciska do komiksu Jokera i Pingwina, którzy niewiele doń wnoszą. Dwa z trzech najważniejszych wątków nie znajdują rozwiązania wraz z końcem albumu. Pomysły proponowane przez Daniela są efektowne, choć niestety ograne i przede wszystkim tandetne. Od dialogów i monologów postaci puchną nieraz uszy, a punchline'y, którymi co jakiś czas raczy nas Batman, nie znokautowałyby nawet pluszowego misia. Choć cała historia opiera się na intrydze kryminalnej, Nietoperz nie sprawia wrażenia największego z detektywów, miota się, większość problemów rozwiązując za pomocą pięści. Zamiast zaatakować z cienia – rzuca się na przeciwnika z krzykiem na ustach. Nie jest to wizja Batmana, jakiej kibicuję.

Daniel jest sprawnym rzemieślnikiem. Rysuje przejrzyście i poprawnie. Dobrze się sprawdza w całostronicowych kadrach, jak i tych mniejszych, wypełnionych akcją (choć ta mogłaby być czasem bardziej zróżnicowana). Ewentualne błędy czy braki rysownik maskuje efekciarstwem. Historii zdecydowanie brakuje klimatu i widać to również w warstwie kolorystycznej – komiks jest jaskrawy, tła jasne i nawet gdy akcja dzieje się w nocy, Gotham nie wydaje się brudnym i przerażającym miejscem (poza dosłownie kilkoma chlubnymi momentami). Niektóre plastikowe kadry wręcz odrzucają. Muszę jednak przyznać, że - w pewnym sensie - taki styl dobrze współgra z fabułą przepełnioną akcją i może niektórym pasować.

Najciekawiej z całego zbioru wypada krótka, zaledwie ośmiostronicowa nowelka - Rosyjska ruletka. Stanowiąca back-up story opowieść jest najbardziej klimatyczna z całego albumu – pokazuje dość przewrotne spotkanie rosyjskiej mafii. Choć sama historyjka może nie jest rewolucyjna, na uwagę zasługują przede wszystkim rysunki Szymona Kudrańskiego, które w połączeniu z kolorami Tomeu Moreya robią naprawdę duże wrażenie (precyzyjna gra światłem i rozmyciem robi swoje!). Zwłaszcza w porównaniu z ociekającą plastikiem resztą komiksu. Wielka szkoda, że Szymon nie narysował całego albumu.

W pierwszym tomie Detective Comics Tony S. Daniel skoncentrował się głównie na spektakularnej akcji. Wyszło średnio, nadmiar akcji w pewnym momencie nuży, a urwane wątki irytują. Całość ratują rysunki, jeśli ktoś lubi tego typu estetykę. Mnie zdecydowanie zabrakło mroku i klimatu, bez których ciężko mi strawić przygody Batmana. Zwłaszcza tak chaotyczne. W porównaniu do wydanego miesiąc wcześniej Trybunału sów Oblicza śmierci wypadają bardzo, bardzo słabo.

Recenzja ukazała się pierwotnie na Alei Komiksu.