KaeReL powraca w wielkim stylu. W swoim najnowszym komiksowym albumie Karol Kalinowski zabiera nas na całkowicie szaloną przejażdżkę, która sięga samych granic wyobraźni. To jedna z tych opowieści, która łączy różne porządki, to co wysokie i to, co niskie, i tworzy odjechaną mieszankę. Przewracając kolejną stronę nigdy nie wiadomo, czego się można spodziewać. KaeReL zaskakuje absurdalnym humorem, galerią groteskowych postaci, rozbrajająco celnymi dialogami i akcją, która ani przez moment nie łapie zadyszki, mimo że fabularne twisty w pewnym momencie piętrzą się w piramidalnych proporcjach. Tylko od chęci czytelnika zależy, czy dotrzyma kroku autorowi i jego błyskotliwym pomysłom.
O czym są “Palce z kwarcu”? Dobre pytanie, bo poruszanych tematów jest tak wiele, że sama ich obecność rodzi wiele pytań. Jak opisać w kilku zwięzłych zdaniach tak wielowątkową fabułę o tak luźnej strukturze? Jak zachęcić, ale żeby przypadkiem nie zdradzić za dużo niespodzianek? Postawmy na słowa-klucze, które powinny uruchomić ciąg skojarzeń: kosmiczni strażacy, Wielkie Imperium Lechickie, poezja bez cukru, krety, przenośna konsola Paweł 64, labirynty, spiski i Helena Trojanowska. A to oczywiście nie koniec atrakcji, dziwacznych pomysłów i rozbrajającego poczucia humoru, które nie do każdego przemówi, ale jeśli trafi, to już w dziesiątkę.
Jeśli wzbudziłem Wasze zainteresowanie, to słuchajcie dalej. “Palce z kwarcu” mogą stanowić dla czytelnika wyzwanie, ale jego trud zostanie w pełni wynagrodzony. Oczywiście pod warunkiem, że zaakceptuje konwencję, w jakiej porusza się Kalinowski. To czysta zabawa komiksowym medium, dowód na to, że granice wyobraźni są naprawdę rozległe, a każdy pomysł jest dobry, jeśli tylko uda się go wiarygodnie - czyli adekwatnie do obranej tonacji - wpleść w fabułę. Lekkość i całkowita bezpretensjonalność “Palców z kwarcu” sprawia, że chaotyczność, która towarzyszy lekturze, nie tylko nie przeszkadza, ale z czasem wydaje się wręcz osobnym środkiem wyrazu. Pomysły o tak różnej wrażliwości w bardziej uporządkowanej historii wydawałyby się nie na miejscu. Kreskówkowa logika “Palców z kwarcu” sprawia, że to paradoksalne puzzle - żaden element do siebie nie pasuje, a mimo to razem tworzą coś, od czego trudno oderwać wzrok. To komiksowy ekwiwalent stylu Pabla Piccasa - mózg podpowiada, że coś tu jest nie tak, ale serce bije szybciej. Łatwo się uzależnić - chce się więcej zaskoczeń, na szczęście te już czekają na następnej stronie.
Od wydania “Kościska” minęło 10 lat. Od “Łaumy” - jeszcze więcej. W międzyczasie dostaliśmy kilka albumów edukacyjno-historycznych z cyklu “Borka i Sambor”, skierowane do młodszego czytelnika “Kamyczki”, “Na jedno pub” w duecie ze Śledziem, a także dwa zeszyty bardziej pulpowych “Bohaterów z kosmosu”. A to tylko nie licząc okazjonalnych występów gościnnych w magazynach i antologiach. Mimo to właśnie “Palce z kwarcu” sprawiają, że ma się rzeczywiście wrażenie, jakoby powrócił KaeReL, na jakiego czekaliśmy i za którym - patrząc na pozytywny odbiór “Palców z kwarcu” - przez te wszystkie lata chyba trochę się stęskniliśmy

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz