W głównej serii autorstwa Toma Kinga Batman pracuje przede wszystkim z Catwoman, z którą łączy go uczucie oraz uwielbienie do długich wewnętrznych monologów. Na szczęście reszta Bat-rodziny nie poszła zupełnie w odstawkę. Pomagierzy Nietoperza dostali własny tytuł, w którym razem z Bruce'em Wayne'em starają się zapobiec kolejnym niebezpieczeństwom zagrażającym Gotham. „Batman Detective Comics" doczekało się już sześciu wydanych w Polsce tomów. W porównaniu z „Batmanem” Kinga wydaje się serią o mniejszych ambicjach – a przy okazji bardziej spełnioną.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Detective Comics. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Detective Comics. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 września 2019
wtorek, 29 sierpnia 2017
Batman: Detective Comics, tom 7 - Anarky
Ostatni wydany na naszym rynku tom Detective Comics może zatrzeć złe wrażenie, jakie ta bardzo nierówna, a jednocześnie nigdy nie wybijająca się ponad przeciętność seria po sobie pozostawiła. Poziom wzrastał wraz ze zmianą twórców – Tony S. Daniel sięgał dna, sprowadzając fabułę do bezsensownych walk z kolejnymi trzecioligowymi superłotrami (tomy Oblicza śmierci i Techniki zastraszania), John Layman starał się zbudować większą intrygę i w końcu pokazał, że Batman poza sprawnymi pięściami używa też mózgu (tomy Imperium Pingwina, Gniew, Gothtopia). Najlepiej z zadania wywiązał się duet Francis Manapul, Brian Bucellato, dając Batmanowi solidne kryminalne zagadki do rozwiązania i sprowadzając jego działania na poziom ulicy.
poniedziałek, 27 marca 2017
Batman. Detective Comics, tom 6: Ikar
Francis Manapul i Brian Buccellato, twórczy duet odpowiedzialny za odświeżone przygody Flasha w ramach New 52 tym razem zanurza się w mroczne zakamarki Gotham City. Już za sterami serii o najszybszym bohaterze DC nie pokazali się oni od najlepszej strony, kto więc liczy na rewolucję w Batman: Detective Comics ten powinien poszukać szczęścia gdzie indziej.
piątek, 13 listopada 2015
Batman: Detective Comics 4 - Gniew (albo chaos w Gotham)
Czwarty
tom Batman: Detective Comics to kilka luźno przeplatających się
wątków. Zaczyna się od odwiedzin w dzielnicy Gotham, której mieszkańcy
zostają zarażeni wirusem Man-Bata i przemieniają się w krwiożercze
bestie. Jest i tajemnicza zabójczyni z przeszłości Bruce’a Wayne’a
szkolona przez Ra’s Al Ghula, jest i złodziej tożsamości Jane Doe,
wreszcie jest też historia stanowiąca epilog poprzedniego tomu.
Największą część albumu zajmuje pojedynek Batmana z zabójcą policjantów,
tytułowym Gniewem – przestępcą w zbroi podobnej do tej, jaką nosi sam
Mroczny Rycerz.
poniedziałek, 8 września 2014
448 - Batman: Imperium Pingwina
Oswald
Cobblepot, gdzieniegdzie znany jak Pingwin, zleca organizacji Ghost
Dragons zabicie Bruce’a Wayne’a, jednak w ostatniej chwili zmienia
zdanie i ratuje miliardera przed ognistym ostrzem zabójcy. Trafia na
pierwsze strony gazet i staje się poważanym bohaterem. Gdy do miasta
wraca Joker i Gotham pogrąża się w chaosie, interesy Pingwina postanawia
przejąć jego asystent mianujący się Pingwinem Cesarskim. Na kryminalnej
szachownicy Gotham nie braknie nowego gracza, Merrymakera, powróci
również Poison Ivy i Clyface. Batman kolejny raz będzie miał pełne ręce
roboty.
poniedziałek, 10 marca 2014
404 - Batman: Techniki zastraszania
Gang
Stracha na Wróble terroryzuje Gotham, Sowy atakują Arkham Asylum,
Czarna Maska ucieka i wdaje się w konflikt z Szalonym Kapelusznikiem, a
Mr. Toxic kradnie z kostnicy ciała i przeprowadza nielegalne
eksperymenty w biurze Wayne’a. W dodatku we wszystko zamieszana jest
grupa sobowtórów Batmana. To właśnie problemy, z jakimi będzie musiał
poradzić sobie Mroczny Rycerz w drugim tomie Detective Comics wydanym w
Polsce pod tytułem Techniki zastraszania.
Album cierpi na tą samą przypadłość, co tom pierwszy – mianowicie Tony’ego S. Daniela w roli scenarzysty. Daniel działa w myśl zasady „mocniej, szybciej, więcej”, stawiając Batmana przed coraz bardziej spektakularnymi wyzwaniami. Jedyne, co się dla niego liczy, to efektowna akcja: wybuchy, bijatyki, pościgi i tanie cliffhangery. Fabuła, intryga i postacie schodzą tu na drugi plan. Nadmiar wątków przytłacza, całością rządzi chaos, a od rzucanych na prawo i lewo bon motów puchną uszy. Takie przepełnienie akcją i gnanie na łeb na szyję z fabułą w pewnym momencie wywołuje znużenie, zamiast ekscytować wprowadza zamęt. Kolejne wydarzenia są coraz bardziej karykaturalne, a sam Batman nie jest taki, jakiego cenimy – choć ma się za detektywa, to chętniej niż szarych komórek używa pięści i leje wszystkich jak popadnie. Nie skrywa się w mroku, nie jest osnuty choćby mgiełką tajemnicy, zamiast zaatakować z ukrycia woli wyważyć drzwi i narobić hałasu.
Album cierpi na tą samą przypadłość, co tom pierwszy – mianowicie Tony’ego S. Daniela w roli scenarzysty. Daniel działa w myśl zasady „mocniej, szybciej, więcej”, stawiając Batmana przed coraz bardziej spektakularnymi wyzwaniami. Jedyne, co się dla niego liczy, to efektowna akcja: wybuchy, bijatyki, pościgi i tanie cliffhangery. Fabuła, intryga i postacie schodzą tu na drugi plan. Nadmiar wątków przytłacza, całością rządzi chaos, a od rzucanych na prawo i lewo bon motów puchną uszy. Takie przepełnienie akcją i gnanie na łeb na szyję z fabułą w pewnym momencie wywołuje znużenie, zamiast ekscytować wprowadza zamęt. Kolejne wydarzenia są coraz bardziej karykaturalne, a sam Batman nie jest taki, jakiego cenimy – choć ma się za detektywa, to chętniej niż szarych komórek używa pięści i leje wszystkich jak popadnie. Nie skrywa się w mroku, nie jest osnuty choćby mgiełką tajemnicy, zamiast zaatakować z ukrycia woli wyważyć drzwi i narobić hałasu.
Graficznie komiks jest niespójny. Sam Daniel radzi sobie całkiem nieźle,
choć ponownie wydaje mi się, że jego plastikowe rysunki okraszone
jaskrawą paletą barw nie do końca pasują do historii o Mrocznym Rycerzu.
Daniel to sprawny rzemieślnik, który wszelkie braki maskuje
efekciarstwem. Niestety nie można tego samego powiedzieć o jego
pomocnikach jak Ferreira czy Pansica. Z pewnością ci kopiści Jima Lee,
ze średniej półki amerykańskiego mainstreamu, mają swoich oddanych
fanów, ja jednak nie dostrzegam w ich pracach niczego porywającego.
Tak jak w pierwszym tomie, back-up story, czyli opowieść uzupełniającą
narysował Szymon Kudrański. I ponownie jest to najjaśniejszy punkt
całego albumu. Jego mroczna, realistyczna kreska i brudne, skąpane w
czerni kadry doskonale pasują do uniwersum Nietoperza. Odpowiedniego
klimatu dodają również oszczędne kolory Johna Kalisza, mające niewiele
wspólnego z plastikowymi barwami, jakie na resztę komiksu nałożył Tomeu
Morey.
Poza główną historią i back-up story, w albumie znalazło się miejsca dla
numeru zerowego Detective Comics, annuala oraz historii powiązanej z
crossoverem Noc Sów. W pewien sposób może to wyjaśnić chaos w warstwie
fabularnej oraz niespójność w warstwie graficznej, jednak nie jest to
żadnym usprawiedliwieniem dla faktu, że Techniki zastraszania to
komiks nużący, źle wyważony i wypełniony tylko i wyłącznie bezsensowną
akcją. Od tomu trzeciego na stanowisku scenarzysty Daniela zastępuje
John Layman, daj Boże by wniósł trochę sensu do tej serii.
Ocena: 4/10
Recenzja została napisana dla serwisu AlejaKomiksu.com i tam pierwotnie opublikowana.
O poprzednim tomie serii pisałem tutaj.
Ocena: 4/10
Recenzja została napisana dla serwisu AlejaKomiksu.com i tam pierwotnie opublikowana.
O poprzednim tomie serii pisałem tutaj.
sobota, 13 lipca 2013
351 - Batman: Oblicza słabego komiksu
Joker ucieka z Arkham. Szybko zostaje ujęty i z powrotem wsadzony do
zakładu. W kolejnej ucieczce pomaga mu nowy gracz w przestępczym światku
Gotham – Dollmaker. Klaun musi jednak zapłacić za nią ogromną cenę –
zostawia za sobą część siebie. Intryga się zagęszcza, gdy zostaje
porwana mała dziewczynka, a Pingwin postanawia pozbyć się konkurencji.
Batman: Oblicza śmierci, pierwszy tom Detective Comics z New 52 napisany i narysowany przez Tony'ego S. Daniela nie porywa. Historia jest chaotyczna, wielowątkowa i źle wyważona. Mimo że komiks po brzegi wypełnia akcja, opowieść traci tempo i gubi napięcie. Zamiast skupić się na wątku Dollmakera, autor wciska do komiksu Jokera i Pingwina, którzy niewiele doń wnoszą. Dwa z trzech najważniejszych wątków nie znajdują rozwiązania wraz z końcem albumu. Pomysły proponowane przez Daniela są efektowne, choć niestety ograne i przede wszystkim tandetne. Od dialogów i monologów postaci puchną nieraz uszy, a punchline'y, którymi co jakiś czas raczy nas Batman, nie znokautowałyby nawet pluszowego misia. Choć cała historia opiera się na intrydze kryminalnej, Nietoperz nie sprawia wrażenia największego z detektywów, miota się, większość problemów rozwiązując za pomocą pięści. Zamiast zaatakować z cienia – rzuca się na przeciwnika z krzykiem na ustach. Nie jest to wizja Batmana, jakiej kibicuję.
Daniel jest sprawnym rzemieślnikiem. Rysuje przejrzyście i poprawnie. Dobrze się sprawdza w całostronicowych kadrach, jak i tych mniejszych, wypełnionych akcją (choć ta mogłaby być czasem bardziej zróżnicowana). Ewentualne błędy czy braki rysownik maskuje efekciarstwem. Historii zdecydowanie brakuje klimatu i widać to również w warstwie kolorystycznej – komiks jest jaskrawy, tła jasne i nawet gdy akcja dzieje się w nocy, Gotham nie wydaje się brudnym i przerażającym miejscem (poza dosłownie kilkoma chlubnymi momentami). Niektóre plastikowe kadry wręcz odrzucają. Muszę jednak przyznać, że - w pewnym sensie - taki styl dobrze współgra z fabułą przepełnioną akcją i może niektórym pasować.
Najciekawiej z całego zbioru wypada krótka, zaledwie ośmiostronicowa nowelka - Rosyjska ruletka. Stanowiąca back-up story opowieść jest najbardziej klimatyczna z całego albumu – pokazuje dość przewrotne spotkanie rosyjskiej mafii. Choć sama historyjka może nie jest rewolucyjna, na uwagę zasługują przede wszystkim rysunki Szymona Kudrańskiego, które w połączeniu z kolorami Tomeu Moreya robią naprawdę duże wrażenie (precyzyjna gra światłem i rozmyciem robi swoje!). Zwłaszcza w porównaniu z ociekającą plastikiem resztą komiksu. Wielka szkoda, że Szymon nie narysował całego albumu.
W pierwszym tomie Detective Comics Tony S. Daniel skoncentrował się głównie na spektakularnej akcji. Wyszło średnio, nadmiar akcji w pewnym momencie nuży, a urwane wątki irytują. Całość ratują rysunki, jeśli ktoś lubi tego typu estetykę. Mnie zdecydowanie zabrakło mroku i klimatu, bez których ciężko mi strawić przygody Batmana. Zwłaszcza tak chaotyczne. W porównaniu do wydanego miesiąc wcześniej Trybunału sów Oblicza śmierci wypadają bardzo, bardzo słabo.
Recenzja ukazała się pierwotnie na Alei Komiksu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






