Odprawa
Jan Sławiński
"Odprawa"
1.
- Panno Moneypenny, niech wejdą.
Sekretarka nacisnęła przycisk interkomu.
- Oczywiście, sir - potwierdziła, a następnie zwróciła się do dwóch mężczyzn czekających przed jej biurkiem: - Stary jest wolny.
- Słyszałem! - głos szefa, zniekształcony przez interkom, zatrzeszczał złowrogo.
W innej sytuacji obaj mężczyźni prawdopodobnie uśmiechnęliby się pod nosem. Nie tym razem, sprawa wydawała się zbyt poważna. Sekretarka wybąknęła przeprosiny i ze wstydem zatopiła się w papierkowej robocie, która - jak zawsze - piętrzyła się na jej biurku.
2.
Mężczyźni zdecydowanym krokiem ruszyli w stronę gabinetu za grubymi, obitymi skórą drzwiami. Po przekroczeniu progu powitał ich półmrok, unoszący się w powietrzu dym z fajki, a także starszy, krzepki mężczyzna, siedzący za dużym biurkiem.
- Bartnik. Tadera. - powiedział spokojnym, chłodnym głosem.
- Sir. - odpowiedzieli niemal jednocześnie.
- Siadajcie - zwierzchnik ruchem głowy wskazał dwa krzesła obite skórą naprzeciwko jego biurka.
Mężczyźni jak na zawołanie rozpięli guziki marynarki, podciągnęli nogawki eleganckich spodni i usiedli. Tęsknym wzrokiem spojrzeli w stronę barku, na którym stała karafka wyśmienitego bursztynowego trunku, jednak wiedzieli, że będą musieli obyć się smakiem. Nie tym razem.
3.
- Nie ma co przeciągać - zaczął M, pykając z fajki. - Co możecie mi powiedzieć o mężczyźnie znanym jako Anonimowy Grzybiarz? - zapytał bez zbędnych wstępów.
Siedzący po drugiej stronie agenci nie dali po sobie poznać zaskoczenia.
- To popkulturowy bloger, dość popularny w pewnych środowiskach. Podejrzanych środowiskach, sir - odpowiedział Bartnik z encyklopedyczną precyzją, a jego twarz pozostała nieprzenikniona.
- Zwłaszcza w branży filmowej i komiksowej - dodał Tadera.
- Pisze recenzje, nagrywa podcasty, bywa na festiwalach.
- Widzę, że dość dobrze znacie temat. Bardzo dobrze. Czy znacie jego prawdziwe nazwisko?
- Podpisuje się jako Jan Sławiński, sir. Jest to o tyle osobliwe, że… - zaczął pierwszy z agentów.
- … że przecież jest niby anonimowy - wszedł mu w słowo drugi.
- Zgadza się - potwierdził ich przełożony. - Spójrzcie na ekran.
Nowoczesny ekran pojawił się jakby znikąd po drugiej stronie pokoju. W otworzonej przeglądarce widniała strona Filmweb.pl i konto krytyka “Anonimowy Grzybiarz”.
- Ulubiony bohater filmowy Grzybiarza? - zapytał M.
- Indiana Jones - odpowiedzieli bez namysłu przepytywani mężczyźni. W tym momencie zaczęli się mocno zastanawiać, dokąd zmierza ta rozmowa.
- Właśnie. A dlaczego nie James Bond?
- Sir…?
- Macie się tym zająć. Nagrywacie podcast. Patronujecie nowym wydaniom książek ze Skarpy Warszawskiej. Jeden z Was robi plakaty. Macie przekonać tego całego Grzybiarza, że Bond jest the best.
- Ale sir… Przecież nie byłoby Indy’ego, gdyby nie uwielbienie Spielberga dla bondowskiej serii… - zaczął Bartnik, stając w obronie blogera.
- Warto też zwrócić uwagę, że wśród jego ulubionych filmów i najwyżej ocenionych znajdują się takie tytuły jak “Casino Royale”, “Goldeneye” czy “Skyfall” (tego ostatniego wyboru osobiście zupełnie nie rozumiem, sir, jeśli mogę pozwolić sobie na osobisty komentarz) - dodał Tadera.
- Nie obchodzi mnie to. Agent 007 ma być numero uno. Zróbcie to, w czym jesteście najlepsi: nagrajcie podcast. Tylko długi, minimum jedenaście godzin.
- Ale o czym, sir…?
- Sam podrzuciłeś dobry pomysł, agencie Bartnik - M dziwnie się uśmiechnął, a jego twarz nabrała innego wyrazu pod chmurą fajkowego dymu. - Nie byłoby tego całego archeologa, gdyby nie James Bond. Zajmijcie się więc tego typu inspiracjami. Jestem pewien, że jest jeszcze cała masa tekstów kultury, które w ten lub inny sposób opierają się na przygodach naszego brytyjskiego agenta. Opowiedzcie o tym, że nie byłoby ich, gdyby nie nasz James - urwał, zaciągając się fajką. - Kto wie, jeśli będziecie działać szybko, to może żadnemu innemu krytykowi od siedmiu boleści ani blogerowi z łaski pańskiej nie przyjdzie do głowy przedkładać jakiegoś Indianę Jonesa nad Bonda.
4.
1.
- Panno Moneypenny, niech wejdą.
Sekretarka nacisnęła przycisk interkomu.
- Oczywiście, sir - potwierdziła, a następnie zwróciła się do dwóch mężczyzn czekających przed jej biurkiem: - Stary jest wolny.
- Słyszałem! - głos szefa, zniekształcony przez interkom, zatrzeszczał złowrogo.
W innej sytuacji obaj mężczyźni prawdopodobnie uśmiechnęliby się pod nosem. Nie tym razem, sprawa wydawała się zbyt poważna. Sekretarka wybąknęła przeprosiny i ze wstydem zatopiła się w papierkowej robocie, która - jak zawsze - piętrzyła się na jej biurku.
2.
Mężczyźni zdecydowanym krokiem ruszyli w stronę gabinetu za grubymi, obitymi skórą drzwiami. Po przekroczeniu progu powitał ich półmrok, unoszący się w powietrzu dym z fajki, a także starszy, krzepki mężczyzna, siedzący za dużym biurkiem.
- Bartnik. Tadera. - powiedział spokojnym, chłodnym głosem.
- Sir. - odpowiedzieli niemal jednocześnie.
- Siadajcie - zwierzchnik ruchem głowy wskazał dwa krzesła obite skórą naprzeciwko jego biurka.
Mężczyźni jak na zawołanie rozpięli guziki marynarki, podciągnęli nogawki eleganckich spodni i usiedli. Tęsknym wzrokiem spojrzeli w stronę barku, na którym stała karafka wyśmienitego bursztynowego trunku, jednak wiedzieli, że będą musieli obyć się smakiem. Nie tym razem.
3.
- Nie ma co przeciągać - zaczął M, pykając z fajki. - Co możecie mi powiedzieć o mężczyźnie znanym jako Anonimowy Grzybiarz? - zapytał bez zbędnych wstępów.
Siedzący po drugiej stronie agenci nie dali po sobie poznać zaskoczenia.
- To popkulturowy bloger, dość popularny w pewnych środowiskach. Podejrzanych środowiskach, sir - odpowiedział Bartnik z encyklopedyczną precyzją, a jego twarz pozostała nieprzenikniona.
- Zwłaszcza w branży filmowej i komiksowej - dodał Tadera.
- Pisze recenzje, nagrywa podcasty, bywa na festiwalach.
- Widzę, że dość dobrze znacie temat. Bardzo dobrze. Czy znacie jego prawdziwe nazwisko?
- Podpisuje się jako Jan Sławiński, sir. Jest to o tyle osobliwe, że… - zaczął pierwszy z agentów.
- … że przecież jest niby anonimowy - wszedł mu w słowo drugi.
- Zgadza się - potwierdził ich przełożony. - Spójrzcie na ekran.
Nowoczesny ekran pojawił się jakby znikąd po drugiej stronie pokoju. W otworzonej przeglądarce widniała strona Filmweb.pl i konto krytyka “Anonimowy Grzybiarz”.
- Ulubiony bohater filmowy Grzybiarza? - zapytał M.
- Indiana Jones - odpowiedzieli bez namysłu przepytywani mężczyźni. W tym momencie zaczęli się mocno zastanawiać, dokąd zmierza ta rozmowa.
- Właśnie. A dlaczego nie James Bond?
- Sir…?
- Macie się tym zająć. Nagrywacie podcast. Patronujecie nowym wydaniom książek ze Skarpy Warszawskiej. Jeden z Was robi plakaty. Macie przekonać tego całego Grzybiarza, że Bond jest the best.
- Ale sir… Przecież nie byłoby Indy’ego, gdyby nie uwielbienie Spielberga dla bondowskiej serii… - zaczął Bartnik, stając w obronie blogera.
- Warto też zwrócić uwagę, że wśród jego ulubionych filmów i najwyżej ocenionych znajdują się takie tytuły jak “Casino Royale”, “Goldeneye” czy “Skyfall” (tego ostatniego wyboru osobiście zupełnie nie rozumiem, sir, jeśli mogę pozwolić sobie na osobisty komentarz) - dodał Tadera.
- Nie obchodzi mnie to. Agent 007 ma być numero uno. Zróbcie to, w czym jesteście najlepsi: nagrajcie podcast. Tylko długi, minimum jedenaście godzin.
- Ale o czym, sir…?
- Sam podrzuciłeś dobry pomysł, agencie Bartnik - M dziwnie się uśmiechnął, a jego twarz nabrała innego wyrazu pod chmurą fajkowego dymu. - Nie byłoby tego całego archeologa, gdyby nie James Bond. Zajmijcie się więc tego typu inspiracjami. Jestem pewien, że jest jeszcze cała masa tekstów kultury, które w ten lub inny sposób opierają się na przygodach naszego brytyjskiego agenta. Opowiedzcie o tym, że nie byłoby ich, gdyby nie nasz James - urwał, zaciągając się fajką. - Kto wie, jeśli będziecie działać szybko, to może żadnemu innemu krytykowi od siedmiu boleści ani blogerowi z łaski pańskiej nie przyjdzie do głowy przedkładać jakiegoś Indianę Jonesa nad Bonda.
4.
Zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara. Obaj agenci, choć było im to nie w smak, kiwnęli głowami. Zadanie to zadanie. Nie mogli odmówić. Nie tym razem.
- Skoro wszystko jasne, to spotkanie skończone. Powodzenia, Tadera. Powodzenia, Bartnik.
- Sir.
Wychodząc z przestronnego gabinetu słyszeli jeszcze jak M kontaktuje się z Moneypenny, by wpuściła kolejnego interesanta.
- Jeszcze jedno - odezwał się na odchodne szef. - Skoro facet nagrywa podcasty i zajmuje się popkulturą... Jeśli dostrzeżecie w nim potencjał, to spróbujcie zwerbować tego Grzybiarza.
Mężczyźni kiwnęli głowami na znak przyjęcia aktualizacji rozkazu i opuścili gabinet.
5.
Stłumiony chichot usłyszeli jeszcze zanim przekroczyli próg przedsionka, który pełnił rolę miejsca pracy sekretarki M. To nie los śmiał się im w twarz po tym jak otrzymali nowe zadanie indoktrynacji tajemniczego Grzybiarza. To chichotała panna Moneypenny. A powodem był przystojny brunet, który ze swadą opierał się o jej biurko, nachylał nad kobietą i z szelmowskim uśmiechem szeptał jej coś do ucha.
- Przestań już, M na ciebie czeka! - sekretarka próbowała opędzić się od amanta pomiędzy kolejnymi wybuchami tłumionego śmiechu.
Widząc wchodzących do pomieszczenia agentów Taderę i Bartnika, mężczyzna zaprzestał amorów, wyprostował się, poprawił garnitur i ruszył w stronę gabinetu M. Mijając agentów lekko się uśmiechnął i skinął głową - jak pełen profesjonalizmu współpracownik do drugiego, szanując jego dokonania, choć zupełnie nie wiedząc czym, na Boga, który chroni Ojczyznę i Króla, zajmuje się w MI5 dział marketingu i po co sekretnej agencji wywiadowczej te wszystkie podcasty i kinowe blockbustery.
- Bartnik. Tadera.
- Bond - odpowiedzieli jednocześnie.
Mężczyzna minął ich swobodnym krokiem. Chwyciwszy za klamkę od drzwi gabinetu M, odwrócił się i mrugnął do Moneypenny.
- Jestem twoim fanem! - krzyknął Bartnik, jednak drzwi za 007 już się zatrzasnęły i przystojny agent nie mógł usłyszeć tego rozpaczliwego wyznania.
Tadera otwartą dłonią uderzył przyjaciela w tył głowy. Lekko, ale nagannie.
- Ile razy ci mówiłem, żebyś dał sobie spokój z tym fanbojstwem! Teraz gramy w tej samej lidze, trochę profesjonalizmu!
Widząc z boku całą scenę Moneypenny lekko się uśmiechnęła i mrugnęła porozumiewawczo do zawstydzonego Bartnika.
- Ja też jestem fanką - powiedziała bezgłośnie poruszając wargami.
To trochę poprawiło agentowi humor. Otrząsnął się i podążył za partnerem. Idąc szerokim korytarzem nowoczesnego budynku tajnych służb, zastanawiał się w głowie, jak powinien wyglądać nowy odcinek podcastu, który zlecił im M. I czy Grzybiarz rzeczywiście jest zagrożeniem, czy może okaże się niespodziewanym sojusznikiem...?
*
Tadera i Bartnik powrócą.
*
Napisał, nieźle się przy tym bawiąc, Jan Sławiński. 13.06.2026

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz