> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 13 marca 2010

146 - Tęsknię za Tobą, zeszytówko! Czyli o Rycerzach Polskiego Komiksu

Ja też tęsknię za zeszytami, które co miesiąc kupowałbym w kiosku, składował w segregatorach i odliczał dni, kiedy poznam dalszy ciąg historii po dramatycznym cliffhangerze. Jednak nie widzę tutaj przyszłości dla tytułów super-hero. Nie dziś, nie teraz. Bardzo chętnie ujrzałbym w kioskach poczytną serię pokroju "Baśni" czy "100 naboi", tudzież innych tytułów z Vertigo. Jednak superherosi - nie, dzięki. Tym się raczej nie zwojuje rynku. I wątpliwe, czy sprawi, że dzieciaki sięgną po komiks jako taki. Trochę jak z Harry'm Potterem czy "Zmierzchem" - teoretycznie nastoletnia brać z własnej i nieprzymuszonej woli czytała opasłe tomiszcza, ale TYLKO tę jedną konkretną serię, bez otwarcia się na inną literaturę. Małoletni nie sięgnęli po przygodach Belli i Edwarda po Anne Rice czy Brama Stokera, a fani czarodzieja w okularach nie zaczęli zgłębiać "Legend arturiańskich", ino zatrzymali się na poziomie Rowling i Meyer. Gdy wprowadzamy serie superhero dla dzieciaków do kiosków, możemy mieć nadzieję, że potem zaintrygowani nastolatkowie sięgną po Gaimana, Moore'a i Eisnera - ale znając życie i rynek, tak się nie stanie i nie można założyć, że od razu rynek komiksowy ruszy z kopyta. Co więcej, gdy w kioskach będzie tylko i wyłącznie czysty, nieskażony prosty mainstream PG 13, tym bardziej umysły większości rodaków zamkną się na znanej od lat klasyfikacji "Komiksy są dla dzieci, i to tych słabiej rozwiniętych, bez wyobraźni do czytania książek". Zatem przydałyby się też, razem z ewentualnym superhero, ambitniejsze serie, z widocznym z daleka znaczkiem, że są dla "wyrobionego" czytelnika. Tak, wiem, że DK miał Silent Hill. I że był Lobo. Ale jednak ani jednego, ani drugiego ambitnym zeszytem bym nie nazwał. Wiecie, o co mi chodzi.

To tak teoretyzując i marząc po trochu. Teraz na serio.
"Nieformalny Front Fanów Komiksowego Mainstreamu" to w moim mniemaniu nieszczególnie śmieszny żart, podobny do dziesiątek internetowych ugrupowań, które zajmują się wystosowywaniem (czysto teoretycznym, bo zazwyczaj nic z tego nie wychodzi) ankiet i podań do telewizji czy prasy, by emitować 156 sezon Star Treka w najlepszym czasie antenowym czy dodawać do Wyborczej płyty z włoskimi horrorami z lat 50, bo "jest wielu fanów i oni na pewno to obejrzą/kupią". Ta akcja, chociaż z góry wątpię w jej powodzenie, miałaby jakiekolwiek możliwości zaistnienia, gdyby faktycznie ktoś coś zrobił w interesie wprowadzenia zeszytów z powrotem do kiosków. Tymczasem straszliwie nielogiczny (i dość śmieszny) tekst, jaki wystosował jeden z "zaangażowanych" na blogu parę dni temu, zdradza, do jakiego stopnia nieznane są niektórym Rycerzom Polskiego Komiksu jakiekolwiek prawa rynku - zarówno ze strony czysto ekonomicznej, jak i w kwestii nawyków czytelniczych Polaków. Sam tekst polecam, łącznie z komentarzami, jako radosny przykład czystego absurdu, a do inicjatorów akcji mam prośbę - jeśli chcecie zrobić coś konkretnego dla komiksu, nie publikujcie na dzień dobry takich tekstów jako argumentu, bo w taki właśnie sposób pięknym, czystym strzałem odrąbujecie sobie kawał stopy. A jeśli już to zrobicie, nie dziwcie się, że z całej akcji wszyscy wokół się śmieją.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Ale bulshit.

Anonimowy pisze...

Idź lepiej poczytaj infantylnego Śledzia dzieciaku.

Grim pisze...

Oho, anonimki! W dodatku nie pamiętają, czy ja, czy Grzybiarz jest fanbojem Śledzia!

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Otóż to.

A tak na marginesie...

Po raz: Dzieciaku?!
Po dwa: Infaltylnego Śledzia?!

Wyjdźmy na zewnątrz i porozmawiajmy inaczej!

Po trzy: Infaltylne to jest ukrywanie się za "Anonimem" i kozakowanie.

Z fartem!

amsterdream pisze...

A mnie zastanawia po co o akcji "Tęsknię za tobą zeszytówko" wypowiadają się dzieciaki które o komiksowych złotych latach 90-tych nie mają żadnego pojęcia:? Jak ja kupowałem co miesiąc komiksy TM-Semica za ciężko uciułane kieszonkowe to wam matka pieluchy zmieniała, taka jest prawda. Poza tym tekst jest napisany w mocno mentorskim tonie a autor uważa się za jakiegoś megalomana który o wydawaniu komiksów w Polsce wszystko wie a z każdym wydawcą pił wódkę a wali takie głupoty jak:
"Bardzo chętnie ujrzałbym w kioskach poczytną serię pokroju "Baśni" czy "100 naboi", tudzież innych tytułów z Vertigo"
Mimo tego że te komiksy już w trade`ach sobie słabo radzą, co dopiero byłoby w zeszytówkach.
"Jednak superherosi - nie, dzięki. Tym się raczej nie zwojuje rynku."
Jeśli w dobie filmów o superbohaterach za każdym rogiem nie zwoju się tym rynku to nie zwojuje się niczym (a na pewno nie serią 100naboi którą nie jest niemal w ogóle znana w nie-komiksowym środowisku.
Potem autor wali jeszcze kilka głupotek których aż nie chce mi się komentować i o oczywiście boi się po zalaniu manistreamem o status komiksu w społeczeństwie (no bo komiks jest sztuką!)
"Zatem przydałyby się też, razem z ewentualnym superhero, ambitniejsze serie, z widocznym z daleka znaczkiem, że są dla "wyrobionego" czytelnika."
Ja jestem wyrobionym czytelnikiem ale po stokroć wolałbym sięgnąć po lekkie odprężające superhero ni po kolejny przeintelektualizowany komiks od Timofa czy KG które już mi bokiem wychodzą.
"Tymczasem straszliwie nielogiczny (i dość śmieszny) tekst, jaki wystosował jeden z "zaangażowanych" na blogu parę dni temu, zdradza, do jakiego stopnia nieznane są niektórym Rycerzom Polskiego Komiksu jakiekolwiek prawa rynku - zarówno ze strony czysto ekonomicznej, jak i w kwestii nawyków czytelniczych Polaków."
Prowadziłeś jakieś badania rynkowe że wygłaszasz takie tezy?
Generlanie to powyższy tekst jest czystym absurdem, dawno tak śmiesznych i nędznych wypocin moje oczy nie widziały.

Kingpin pisze...

Kolego amsterdreamie - ja też w latach 90-tych kupowałem co miesiąc sterty TM-Semiców za ciężko wydębione od rodziców pieniądze.
To oznacza, że jesteśmy w podobnym wieku - coś koło 30-tki. To oznacza, że pewnie masz pracę (tak jak ja) i masz pieniądze na swoje hobby (tak jak ja). Może część tych pieniędzy zainwestujesz w wydawanie komiksów (tak jak ja) i wiesz co? WYDAJ JAKĄŚ ZESZYTÓWKĘ!!! Ja bym chętnie poczytał Green Lantern - jest szansa?

Grim pisze...

@amsterdream - po pierwsze, to mam dwadzieścia lat, więc jednak lata 90 w sporej części pamiętam, wbrew pozorom. Zeszyty kupowałem także potem, gdy brała się za nie Mandragora i DK, wydawcy, o których Ty nie masz pojęcia, że brali się za superhero, co udowodniłeś na blogu "Zeszytówki".
Po drugie - gdy piszę "seria POKROJU Baśni czy 100 naboi", to nie znaczy, że typuję konkretny tytuł - wyznaczam po prostu pewien poziom komiksowego rzemiosła, standard. Bo gdybyśmy już mieli uświadczyć w kioskach zeszytów, wolałbym uniknąć w nich takich eventów, jak przenosiny Bruce'a Wayne'a do prehistorii itp.
Po trzecie - tak, uważam, że komiks jest sztuką, chociaż nie wyrzekam się (a wręcz przeciwnie) jego korzeni. Proponuję tylko rozwiązanie, które z jednej strony będzie zadowalające dla miłośników zeszytówek z trykociarzami, a z drugiej być może wspomoże budowanie świadomości społecznej na temat komiksu. I tak zresztą to tylko teoretyzowanie i marzenia, więc ciężko tutaj o miarodajną dyskusję.
Po czwarte - no to nie sięgaj po Timofa i KG. Proste. Inwestuj w trejdy z superherosami, czytaj Muchę, Egmont i tyle. Czepianie się wydawcy, że wydaje takie komiksy, które jemu się podobają i uznaje je za wartościowe, to dziecinada.
I na koniec - nie prowadziłem badań, ale gdy na blogu inicjatywy wypowiadają się tylko dwie osoby - Havok z przemyśleniami charakterystycznymi dla gimnazjalisty i Ty z tekstami o "środowisku Kawangardowym" i złych wydawcach, którzy mają za dużo pieniędzy, no to jakie inne zdanie sobie można o całej tej akcji wyrobić? Znajdźcie w swoich szeregach kogoś, kto ma coś sensownego do powiedzenia.