> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 3 października 2016

Relacja: 27. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier - Łódź 2016

Kolejne MFKiG za nami. Był ogień i było pięknie. By zbytnio nie przedłużać, zapraszam do przeczytania relacji ze spotkań z Milo Manarą, Scottem McCloudem, Markiem Lachowiczem i Grupą Smacznego, Szawłem Płóciennikiem, Karolem "KRLem" Kalinowskim, Bédu oraz kilku słów podsumowania o ogólnej kondycji największego w tej części Europy komiksowego festiwalu. Uwaga! Literków jak mrówków!



Szaweł Płóciennik (Papierowy rewolwer)
Malarstwo to wspólny czynnik między Szawłem, który studiuje teraz na ASP w Warszawie, a bohaterem jego komiksu - Włodzimierzem Szymanowiczem, studentem tej samej uczelni dekady temu. Do stworzenia Papierowego rewolweru zainspirowało Szawła poznanie kolegi Szymanowicza z czasów studiów, a tajemnicza śmierć artysty w 1967 tylko podsyciła ciekawość. Spekuluje się czy był to wypadek, samobójstwo czy może morderstwo - malarz wypadł/wyskoczył/został wypchnięty z okna, spadając przebił szklany dach i wpadł do pracowni, gdzie nadział się na własną rzeźbę. Podobno niecodzienne okoliczności śmierci Szymanowicza zainspirowały również Romana Polańskiego podczas kręcenia Lokatora


Komiks skupia się na jednym dniu z życia artysty, zupełnie inaczej niż miało to miejsce w poprzednim komiksie Szawła, Pinkim, gdzie mogliśmy towarzyszyć bohaterowi przez sporą część jego życia. Obrazy Szymanowicza się nie zachowały, więc Szaweł musiał korzystać z reprodukcji, zresztą na potrzeby albumu stworzył kilka własnych. Sam komiks jest nietypowy w formie - każda strona to dwa kadry w pocztówkowym formacie, wykonane w metodycznym, akademickim stylu (próżno tu szukać cartoonowych elementów znanych z poprzednich projektów warszawiaka). Choć komiks powstawał na kartkach A4 (jeden kadr - jedna strona), albumowe wydanie w twardej oprawie jest małe i poręczne - miało przywodzić na myśl "stare, dobre kryminały". 

Malarstwo uczy Szawła cierpliwości, pracy nad jednym obrazem przez miesiąc albo dwa. Nie spieszy mu się do tworzenia kolejnego albumu. Czeka na odpowiednią historię, uważnie selekcjonuje pomysły. Odpoczywa, spełnia się artystycznie na studiach i działając w grupie artystycznej Kaplica, malując i grając wraz z zespołem Miood. Jeśli przekaz płynący z lektury Pinkiego brzmiał "Jedziesz!", to po stworzeniu Papierowego rewolweru w głowie Szawła jest zupełnie inne słowo: "Easy".


Bédu (Hugo)
Absolwent ekonomii (magisterka o ekonomii ZSRR) swój pseudonim zawdzięcza małej ilości miejsca w kadrach - chcąc sygnować swoje prace musiał wymyślić coś krótszego niż Bernard Dumont, a wykorzystanie pierwszych liter imienia i nazwiska jest popularną praktyką wśród frankofońskich twórców. Inspirował się Lucky Lukiem, Spirou (u nas jako Sprycjan i Fantaznujsz) i muzyką barokową. Hugo jest rudy, bo druga córka Dumonta również ma taki kolor włosów. Fasola zawsze wydawała mu się czymść magicznym, a jego ulubionymi postaciami serii są Śliweczka i tytułowy rudzielec. Jednym z bohaterów komiksu jest niedźwiadek (największy, jakiego Bédu mógł narysować), bo trubadurzy podróżowali z niedźwiedziami. Seria Hugo zakończyła się na piątym tomie, bo zmienił się menadżer w wydawnictwie i autor nie mógł się z nim dogadać. Nigdy jednak nie myślał o powrocie do serii. Planowana gra planszowa bazująca na komiksie umarła śmiercią naturalną. Obecnie Bédu pracuje nad nową, dużo mroczniejszą serią, którą pisze i rysuje - Krew smoka.


Milo Manara (Caravaggio)
Najnowszy komiks Manary o włoskim malarzu przedstawia historyczne postaci i autentyczne sytuacje (jeśli pamiętacie scenę karania prostytutek przy pomocy patelni do żołędzi to nie była ona zmyślona). Manara opiera się na badaniach źródłowych, chociażby wygląd XVI-wiecznego Rzymu zaczerpnął z drzeworytów z epoki. Seria będzie liczyła dwa tomy, bo również życie Caravaggia można podzielić na dwa okresy: rzymski, do zabójstwa Tomassoniego i następny, skupiający się na ucieczce. Choć drugi tom będzie opowiadał zaledwie cztery lata, to będzie po brzegi wypełniony akcją i przygodami. Kolory w albumie nawiązują do malarstwa głównego bohatera i jest to pierwszy komiks Manary, którego nie kolorował. Wbrew pozorom to bardzo osobisty komiks. 


Niedawno Manara stworzył serię portretów Brigitte Bardot - był to pomysł aktorki, a pieniądze z projektu zostały przekazane na cele charytatywne. Obecnie trwają pracę nad pomnikiem muzy Felliniego, który zaprojektował również Manara. Wspominając włoskiego mistrza Manara powiedział, że ów zawsze chciał nakręcić komedię, a wychodziły mu dramaty. Manara ma na odwrót - woli rysować do cudzego tekstu, bo sam zbyt często skręca w humorystyczne rejony. Najmilej wspomina współpracę z Hugo Prattem, z którym przyjaźnił się od dzieciństwa. Pratt nigdy nie miał prawa jazdy, więc Manara woził go swoim samochodem gdy zaszła taka potrzeba. Jako jedyny artysta na świecie zrealizował z Prattem więcej niż jeden komiks (Indiańskie Lato i El Gaucho - planowano kolejne wspólne projekty, ale ich artystyczne drogi się rozeszły). Kontrowersyjna okładka do Spider-Woman nie była przyczyną zakończenia współpracy z Marvelem, po prostu zaczął robić okładki dla Dark Horse'a, a nie mógł jednocześnie pracować dla dwóch konkurencyjnych wydawnictw.


Marek Lachowicz & Grupa Smacznego (serial animowany Grand Banda)
Adaptacja komiksu Marka Lachowicza nabiera rumieńców. Wiemy, że jeden odcinek serialu będzie liczył około 8 minut. Schemat odcinka będzie bardzo podobny do tego z komiksu - dwie starsze panie (w przeszłości agentki konkurencyjnych wywiadów/agencji szpiegowskich) będą próbowały rozwiązać prosty problem w bardzo nietypowy sposób. Ich głównymi antagonistami będzie Gang Wąsaczy, którego głównym celem jest zrobienie "grylla". Do bohaterów dołączy również wnuczka obu babć, Lusia - serial animowany kierowany do młodszych odbiorców potrzebuje dziecięcego bohatera według producentów. Muzykę wykona Mitch & Mitch, animacja korzysta z modeli cutoutowych, a tła są inspirowane pocztówkami z PRL-u.

W gotowym pilocie, który został zaprezentowany na festiwalu, widać wpływ takich kreskówek jak Flinstonowie, Johnny Bravo czy Atomówki (ruchy postaci, szczegóły tła, projekty). Abstrahując od zerwania na wielu frontach z komiksowym oryginałem, miałem wrażenie, że głównym problemem animacji jest scenariusz - całość jest cudownie kolorowa i dynamicznie animowana (dzieciaki będą zachwycone), ale część żartów trafia kulą w płot, momentami (a przecież to tylko kilka minut) siada tempo, zaś puenty niektórych scen mogłyby być bardziej wyraziste lub może podane w inny sposób - tyczy się to zwłaszcza punchline'ów. Nie zrozumcie mnie źle, absurdalna fabuła jest cudowna w swej niedorzeczności, kilka razy się głośno zaśmiałem (a przecież to tylko kilka minut!), ale trudno mi było pozbyć się wrażenia, że dałoby się z tej historyjki wycisnąć więcej i sprawniej ją poprowadzić. Trzymam mocno kciuki, by twórcy nabrali sprawności w opowiadaniu fabuły i było tylko lepiej, bo postaci i świat mają duży potencjał.


Scott McCloud (Zrozumieć komiks, Stwórca)
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych teoretyków komiksu zaczął czytać kolorowe zeszyty w wieku 14 lat i już wtedy uważał, że jest na to za stary. Interesował się fizyką, mikrobiologią i szachami. Rok później jego podejście całkowicie się zmieniło i postanowił żyć z tworzenia komiksów. Chodził do szkoły artystycznej, gdzie respektowano komiks jako formę sztuki. Inspirował się Heavy Metalem, komiksami z Japonii, Francji, niezależnymi publikacjami amerykańskich twórców, a także zapomnianymi przez wielu paskami z początku XX stulecia. Zadebiutował serią Zot! tworzoną od 1984 do 1991 roku. Łączył w niej motywy znane z komiksów o superbohaterach i obyczajową opowieść. Już wtedy chciał tworzyć teoretyczną pracę Zrozumieć komiks, jednak akurat rozpoczął w Zocie! kilka wątków wymagających dokończenia. Sfrustrowany tworzył więc serię dalej, a odcinki, które wówczas powstały czytelnicy paradoksalnie uznali za najlepsze. 

Tworząc robi cały komiks w kilku podejściach - chce jak najszybciej zobaczyć efekty, przeczytać swe dzieło - przyjemność z czytania jest dla niego najważniejszym wyznacznikiem jakości dzieła.  W ten sposób eliminuje słabsze elementy zanim siądzie do ostatecznej wersji komiksu. Narysował cały rozdział Zrozumieć komiks, który nie znalazł się w znanej nam edycji. Przedstawiał personifikacje różnych dziedzin sztuki (kino, teatr, malarstwo, komiks itd.) siedzące przy stole i kłócące się o wyższość jednej nad drugą. Przyjaciele stwierdzili, że to najgorszy fragment opus magnum McClouda i kazali mu go zniszczyć. Ponoć szkice zostały ukryte gdzieś w pancernej skrzyni, a kto je odnajdzie po śmierci autora zostanie nieprzyzwoicie bogatym człowiekiem.

Pracując nad Zrozumieć komiks nie bał się reakcji czytelników - komiksowy świat był mniejszy, a krytycy zwracali głównie uwagę na fabułę i ukryte w niej znaczenia, mało kto podchodził do tematu tak jak on, więc nie miał konkurencji. Pasja i miłość do komiksu pomogła mu pokonać strach przed złym odbiorem jego dzieła. Był młody i zarozumiały. Wątpliwości pojawiły się dopiero po latach - musiał ponownie sobie udowodnić, że się nie mylił - to było punktem zapalnym do pracy nad Stwórcą.


Przez rok myślał o tym komiksie, by później szybko spisać zarys fabuły, a następnie rzucić się w wir twórczego szaleństwa - potrafił narysować 40 stron za jednym zamachem. Strony były dla niego ograniczeniem, pułapką. Wyobrażał sobie ten komiks/historię jako zwój, który się rozwija w nieskończoność bez żadnych granic. "Leciał" od kadru do kadru, a strony dla niego nie istniały - być może dlatego ten ponad 500 stronicowy komiks czyta się jednym tchem i nie można się od niego oderwać. Wymieszanie wątków i różnych poziomów wrażliwości jest efektem tego, że historia została wymyślona, gdy McCloud był młodym chłopakiem, ale opowiadał ją już jako stary, dojrzały mężczyzna. Młodzi szukają wielkich, spektakularnych historii, starzy zadowalają się kameralnymi. 

Wierzy, że najwięcej do osiągnięcia jest jeszcze w temacie komiksów cyfrowych, które będą przyszłością medium (co nie oznacza, że papier zostanie zapomniany). Myśli/pracuje nad kilkoma projektami: adaptacją sztuki Szekspira, adaptacją powieści o szachach i komiksie w Wirtualnej Rzeczywistości (VR). Przyznaje, że ma obsesję na punkcie technologii i gdyby miała powstać kontynuacja Zrozumieć komiks to byłaby ona multimedialnym projektem z wykorzystaniem oculusa. Okularnik znany z komiksu, będący awatarem autora, nie byłby już narysowany (zamknięty) w kadrze, a rysowałby w czasie rzeczywistym w powietrzu mając do dyspozycji nieograniczone "płótno".

W 1999 roku stworzył/był jednym z pomysłodawców projektu polegającego na rysowaniu całego komiksu bez przerw i wcześniejszego przygotowania w 24 godziny. Sam zrobił taki komiks i namówił do tego samego Kurta Busieka. Poleca to wszystkim, improwizacja jest niezwykle rozwijająca, a gdy trzeba rysować szybciej niż się myśli, to sięga się wgłąb siebie. 




Karol Kalinowski (Kościsko)
KaeReL nie spisuje scenariusza - ma pomysł na kilka pierwszych stron, a potem historia żyje własnym życiem i niejednokrotnie sam jest zaskoczony w jakim kierunku podąża. Imiona bohaterów Kościska (Karol i Max - od alter ego rysownika, Maxa Atlanty) były robocze, by było co wpisywać w dymki, a potem już zostały. Podczas tworzenia komiksu zmieniał się target odbiorcy, finalnie Karol nie był pewny, czy komiks nadaje się dla dzieci - wydawca, po konsultacji z kim trzeba, rozwiał jednak jego wątpliwości. Finalnie to zlepek kilku pomysłów - w tym jednej z wersji Ostatniej Kroniki. Tego ostatniego komiksu powstało 36 kolorowych plansz. Kosmiczna przygoda rysowana była monotonną, sterylną kreską, która z czasem znudziła twórcę i porzucił projekt.

Yoel był eksperymentem KaeReLa z "realistycznym" stylem - dziś już nie ma potrzeby tak rysować. Komiks był źle sklejony i rozsypuje się w rękach. Strony nie są ponumerowane (zamiast numerów są runy), więc Karol musiał kiedyś ściągnąć swoje dzieło z Chomika, by wiedzieć, w jakiej kolejności je poskładać, gdy plansze odpadły od okładki i się rozsypały. Yoel trafi prawdopodobnie do internetu i będzie ogólnie dostępny. Prowadzący spotkanie podsunął również KaeReLowi pomysł zbiorczej reedycji Obrońców Planety Ziemia lub New Kids on the Block. Pomysł wydaje się ciekawy i zostanie przedstawiony wydawcy. 

Powstają plansze do kolejnej La Masakry. Spektakl teatralny Łauma ma szansę na tournee po kraju. Trwają pracę również nad filmową adaptacją, jednak nie wiadomo na jakim są etapie. Karol dostał trzy oferty adaptacji przygód Dorotki - pierwsza od debiutanta po szkole filmowej, który chciał wyprać historię z wątków fantastycznych i sprzedać ją jako opowieść obyczajową; druga padła ze strony Platige Image i miała być animacją - realizacja byłaby jednak znacząco odsunięta w czasie ze względu na sporo projektów; wreszcie postanowiono połączyć animację komputerową z żywymi aktorami i ten projekt jest realizowany. Sam Karol chciałby wydać kolejny album za dwa lata, a później zająć się serią albumów wypuszczanych co roku. Nie miałby nic przeciwko, gdyby jego album był bazą dla komiksów innych rysowników. Marzą mu się tematyczne parki rozrywki inspirowane jego twórczością.


Gala i afteraprty odbywały się w EC1. Gala nabrała profesjonalnego charakteru, gratuluję wszystkim, którzy zostali tego wieczora wywołani na scenę (zwłaszcza Śledziowi wyróżnionemu nagrodą Doctora Humoris Causa za zasługi na komiksowym polu). Informacją wieczoru było ujawnienie planów, że za dwa lata impreza przeniesie się zupełnie w nowe miejsce, w którym znajdzie się - jeśli mnie pamięć nie myli - między innymi największa galeria w kraju. Jest to część projektu powiązanego z Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej.

Ogromna przestrzeń EC1 sprawiła, że podczas imprezy wszyscy się rozpierzchli, wśród komiksiarzy uformowały się mniejsze grupki i czasem trudno było kogoś znaleźć - to, a także mała liczba kranów z piwem jak na taką ilość osób sprawiają, że zatęskniłem nieco za afterami z ubiegłych lat. Bo przecież chodzi o integrację i poczucie wspólnoty, którego brakuje na co dzień.

Należy również wspomnieć, że wszystkie komiksowe spotkania odbywały się w innym budynku niż giełda i strefa gier. Miało to ogromne plusy (sale były odpowiednio wyciszone) i niewiele minusów (konieczność przedzierania się przez kolejkę po biletu okalającą Atlas Arenę). Na sam koniec dodam jeszcze szczyptę dziegciu do tej cysterny miodu - zdecydowanie brakowało foodtrucków, kolejka po frytki przyprawiała o zawrót głowy, a burgery się skończyły jeszcze zanim część festiwalowiczów w ogóle pomyślała o obiedzie. To akurat malutki problem, który z pewnością zostanie łatwo rozwiązany. Mam również nadzieję, że nie powtórzą się wpadki jak z tłumaczeniem spotkania Dawida B.

Trzy intensywne, pełne emocji i piękne dni za nami. Szkoda, że najlepszy weekend w roku jest tylko jeden i nie trwa dłużej. Dobrze, że kolejny już za rok, a wszystko wskazuje na to - pisząc "wszystko" mam między innymi na myśli zaangażowanie się w imprezę T-Mobile - że może być tylko lepiej. Do zobaczenia za rok!

Tekst się podobał? Daj lajka na fejsie!

5 komentarzy:

Tomek Kleszcz pisze...

Festiwal miał wyjątkowo dużo atrakcji, a spotkaniom faktycznie lepiej było w oddzielnym budynku. Natomiast co do gali mam totalnie odmienne zdanie. Nie było nikogo z urzędu miasta, chyba jeden przedstawiciel firmy, której nazwy nawet nie pamiętam. Zwycięzkich komiksów w kilku przypadkach nie wrzucono na ekran. Nie pojawił się na scenie żaden ze specjalnie zaproszonych wielkich gości, żeby swoją osobą uświetnić wręczanie nagród, a szkoda.
Piwo sprzedawali na polu, więc nie wiem, czy bali się, że uczestnicy nie potrafią go pić w pomieszczeniach? Nie zauważyłem stolików, ławek, ani krzeseł [ poza tymi na gali] ale może dlatego, że wcześniej wyszedłem. Miejsce było świetne.

mazol pisze...

Myślałem, że "HP i Giuseppe Bergman" oraz "Dzień gniewu. Afrykańskie przygody Giuseppe Bergmana" to solowe komiksy Manary.

Jan Sławiński pisze...

Oczywiście, mój błąd. Manara z Prattem zrobili razem "Indiańskie Lato" i "El Gaucho". Dzięki za zwrócenie uwagi.

KJ pisze...

EC1 jest budowane? To chyba oryginalna elektrociepłownia która jest w fazie restaurowania i do której dobudowano nowy obiekt - więc wszystko tam już jest zbudowane!

Jan Sławiński pisze...

Dzięki za doprecyzowanie, musiałem źle usłyszeć. Poprawione.