> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 16 grudnia 2025

Przeznaczenie X. Nieśmiertelni X-Men - recenzja

Seria „Nieśmiertelni X-Men” według scenariusza Kierona Gillena opowiada o działaniach Cichej Rady, czyli dwunastki mutantów należących do kierującej wyspą Krakoa Cichej Rady. Fabuła rozpoczyna się, gdy z grupy postanawia odejść Magneto. Zmusza to pozostałych członków do wybrania jego następcy lub następczyni. Z kolei należący do Rady Mister Sinister zamierza wcielić w życie swój demoniczny plan.



Tytuł serii jest nieprzypadkowy, ponieważ metoda wskrzeszania mutantów, zapewniająca im nieśmiertelność, stanowi dla Essexa największy problem. Dzięki działaniu piątki mutantów – Hope Summers, Jaja, Proteusa, Eliksira i Tempus – każdy poległy obywatel Krakoi może powrócić do życia. Proces nie jest pozbawiony słabych punktów, czego Rada i Sinister są świadomi. W dodatku członkinią grupy jest przewidująca przyszłość Destiny, która w mig potrafi dostrzec jego machinacje. A jakby tego było mało, Essexowi nie ufa dosłownie nikt. Zresztą dlatego właśnie zaproszono go do Rady – by mieć na niego oko.

Sinister wydaje się co najmniej nieoczywistym wyborem na protagonistę. Jest jednak wspaniale oślizgłą postacią, z którą da się zdziałać cuda. Udowodnił to między innymi Zeb Wells w „Hellions”, których, niestety, nie wydano w całości w naszym kraju. Gillen wyciska z szaleńca wszystkie zgniłe soki. Jego Sinister jest tyleż genialny, co próżny. Ma wielki plan, ale w czasie jego realizacji popada w wyjątkową małostkowość. Oglądanie, jak walczy z piętrzącymi się przeciwnościami losu i wykonuje misję niemożliwą, by nagle wywalić się na prostej drodze na blady ryj, jest wyjątkowo satysfakcjonujące.

Równie dużo emocji dostarczają relacje wewnątrz rady. Destiny, przywrócona do życia po ponad trzech dekadach, wprowadza dużo fermentu z racji swoich zdolności. Iskrzy także z racje zestawienia ze sobą skrajnie różnych charakterów, na przykład naiwnego Nightcrawlera z fanatykiem Exodusem lub gotową zrobić to, co jest konieczne Emmą Frost.

Dynamika między postaciami napędza „Nieśmiertelnych X-Men”. Niestety, w lekturze przeszkadzają nawiązania do toczących się równolegle historii. Fabuła komiksu przeplata się między innymi z „Hellfire Galą” i „Sądnym dniem”. Osoby niezaznajomione z nimi mogą poczuć się zagubione — szczególnie podczas "nagłego" wplatania się w historię Eternals. Czuć także, że z tego powodu narracja się rozwadnia. Najgorzej, że czasem te historie wchodzą na pierwszy plan. Ich konkluzję dostajemy jednak w innych seriach.

Mimo to „Nieśmiertelnych X-Men” czyta się z niesłabnącym zaciekawieniem. Gillenowi udaje się ukazać różne charaktery członków rady, a także nakreślić postawy tych mniej znanych (między innymi Destiny i Exodusa). W przeciwieństwie do „X-Men” pisanych przez Jonathana Hickmana każda z obecnych tu postaci ma swój charakter. Cieszy także, że pozwolono tutaj na oddech od najbardziej wyeksploatowanych dzieci atomu – Wolverine’a, Cyclopsa i Jean Gray. Natomiast niektóre momenty są wręcz brawurowe — między innymi kolejne próby i niepowodzenia Sinistra, następujące jedna po drugiej.

Dla fanów mutantów Marvela "Nieśmiertelni X-Men" to pozycja obowiązkowa. Niezaznajomionym z dziejami Krakoi radziłbym jednak nadrobić wcześniej kilka komiksów, by w pełni cieszyć się lekturą.

7/10

Autor recenzji: Psaj

Brak komentarzy: