> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 11 czerwca 2013

345 - GoT 03x10 - jaki sezon taki finał

To był ciężki dzień i nie mogę powiedzieć, by finał trzeciego sezonu Gry o Tron w jakikolwiek sposób go ukoił.

SPOILERY


Zacznę od tego, że sezon trzeci powinien skończyć się odcinkiem poprzednim (o którym nie pisałem, gdyż zobaczyłem go sporo po premierze telewizyjnej i nie bylo sensu pisać o nim z tak dużym opóźnieniem). Mocarna końcówka ze śmiercią kolejnych Starków była idealnym momentem, by zakończyć sezon, pozostawić widza w niemym zdumieniu i kazać mu niecierpliwie czekać na przyszłe odcinki. Zdzierżyłem kiedy Filtch zabił matkę Hermiony Granger i Natalię Kukulską, ale gdy pozbył się Robba, to już nie wiedziałem co się dzieje, kim jestem i skąd wziąłem się przed monitorem. Mówcie co chcecie, ale finał odcinka dziewiątego był chyba jak na razie najmocniejszą i najmniej spodziewaną akcją w historii całego serialu.

Zamiast skończyć z przytupem twórcy do opisanego wyżej zakończenia dodali miałki w mojej ocenie epilog. Nie zdarzyło się tak po prawdzie nic spektakularnego. Nie wiem, czy zabrakło budżetu, czy o co chodzi, ale jestem zawiedziony. 

Przedstawione w tym odcinku wydarzenia fabularnie może i były istotne (Arya przypomina sobie o monecie od Jaquena - co pewnie jest istotne, Asha wyrusza odbić brata, Jamie i Snow wracają do domów, nocna straż wysyła ostrzegawcze gołębie), ale żadne z nich nie było wystarczająco widowiskowe jak na pieprzony FINAŁ SEZONU.

Na minus melodramatyczne pierdu pierdu między Snowem a Mineciarą i cały wątek z "zabawką
Greyjoy'a".

Na plus niezłe zdjęcia (choć ujęcie z odchodzącym Branem i spółką NIE) i praktycznie same świetne dialogi. Zwłaszcza te gaszące Joffrey'a podczas małej rady. Historia o wielgaśnym szczurze oraz  Hodor i studnia też git, zwłaszcza w montażu z Filchem. Końcówka z Dany nie wiedzieć czemu przypomniała mi Króla Lwa. Nie było więc źle, ale oczekiwałem czegoś więcej.

Podsumowując sezon muszę przyznać, że była to najsłabsza seria z dotychczasowych. Z dziesięciu odcinków tylko trzy były warte nudzenia się na pozostałych, z czego jeden tylko w oczekiwaniu na nowego Doktora. Mowa o odcinkach czwartym, piątym (opcjonalnie) i dziewiątym. Reszta była na średnim poziomie, zdarzały się przebłyski, ale i bolesne upadki (odcinek drugi - najnudniejszy w całym sezonie, gadka szmatka z której nic nie wynikało, na koniec marnie skręcona bitka i jeszcze scena tortur, phi! Do tego irytujący montaż i praca kamery). Pozostaje czekać na nowe odcinki. Podobno ma być grubo. Tłuściej niż w tłusty czwartek!

KONIEC SPOILERÓW. Do usłyszenia w przyszłym roku. Czas wreszcie oglądać lepsze seriale.

P.S. GDZIE DO CHOLERY SĄ ZOMBIAKI?!

10 komentarzy:

Michał Stonawski pisze...


Zombiaki wyszły, ale wrócą. Chociaż ja je mam - właśnie zacząłem sobie "Feed" czytać ^^

yayko pisze...

Nie zgodzę się ze słabą oceną odcinka:) dla mnie świetne wyciszenie po masakrze i idealne wprowadzenie widza w stan rocznego oczekiwania na dalszy ciąg. Zresztą w poprzednich sezonach robili podobnie - np. pierwszy nie skończył się bezpośrednio na skróceniu Neda o głowę:p

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Wiem, że wcześniej też było takie wyciszenie bo najbardziej spektakularnych akcjach (head off i napierdalando time z dzikim ogniem), ale jednak były to wyciszenia o wiele lepsze - samozapłon Dany i pojawienie się Zombiaków. Tym razem nic szczególnego, plus kilka słabych akcji ("Mhysa, Mhysa, Mhysa, Mhysa...").

kendo pisze...

Jak sezon, w którym było kupowanie Nieskalanych i Krwawe gody, może być najsłabszy? :)

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Ano tak, że poza tymi dwoma kozackimi akcjami reszta była w dużej mierze strasznie cienka, słabo skręcona, nudna, nużąca i miejscami nawet niepotrzebna. Średnia jednym słowem.

Nie bij.

Po prostu dwa pierwsze sezony były bardziej wyważone - obok kozackich akcji były wydarzenia, które przyjemnie/dobrze się oglądało, nawet jak nie były bardzo wciągające. Tu zabrakło tego, że pozostałe akcje dobrze się oglądało. Oczywiście było kilka fajnych momentów, ale ogólnie trochę się męczyłem miejscami.

yayko pisze...

Co do "Mhysy" to scena być może nie jakaś bardzo znacząca, ale za to z jakim ładunkiem emocjonalnym! ;P zresztą byle co z tym motywem muzycznym kładłoby na łopatki <3

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Dla mnie ta scena była ciut za długa, a to skandowanie było nieco żenujące. Widocznie po prostu ten typ dramaturgii do mnie nie trafia :P
Motyw muzyczny, rzeczywiście, dobry. I końcowe ujęcie z lotu ptaka ładne.

Maciej Pałka pisze...

Masz czas aby nadrobić książki.

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Skoro oglądam serial to odpuszczam lekturę, nie chcę mi się obcować z tą historią dwukrotnie (nie jestem aż tak hardkorowym fanem), a zaległości czytelniczych jest sporo, więc wolę czas (dużo czasu), który spożytkowałbym na czytanie GoT przeznaczyć na czytanie czegoś innego. Uff, długie zdanie.

IF pisze...

Po obejrzeniu połowy pierwszego sezonu zaczęłam czytać książkę i nie żałuję, nie ma w niej aż takiego nagromadzenia cycków i można zapomnieć o drażniących, nieufarbowanych brwiach aktorki grającej Daenerys. Ale myślę, że jak się już dotarło do krwawych godów w serialu to czytanie byłoby udręką. Co prawda nie oglądałam 2 i 3 sezonu ale gdy wyprzedziłam czytając to co zdążyłam obejrzeć, to każdy kolejny odcinek wydawał mi się denny :P

smuci mnie jednak jak mało osób spośród fanów serialu sięga po książkę :(