> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

niedziela, 2 sierpnia 2026

Superman, t. 1 - Superwoman (DC All in)

Joshua Williamson kontynuuje pisanie przygód Człowieka ze Stali. W pierwszym numerze nowej serii z linii DC All In Kryptończyk musi zmierzyć się z konsekwencjami eventu "Władza absolutna" i faktem, że jego ukochana zyskała supermoce. Temat poruszany już wcześniej (m.in. w doskonałym "All-Star Superman" Granta Morrisona i Franka Quitely'ego) nie jest może specjalnie odkrywczy, ale i tak wypada w sumie najciekawiej na tle reszty wątków.



Niby dużo się dzieje, niby stawka jest wysoka (jak zawsze!), a konsekwencje pewnych czynów poważne, to i tak całość działa przede wszystkim jako wprowadzenie do dalszych losów superbohaterskiego alter ego Clarka Kenta. Akcja gna na łeb, na szyję, na scenie pojawia się sam Doomsday, a losy świata wiszą na włosku. Może to problem tempa, bo wszystko dzieje się tak szybko, że trudno czuć tu jakąś stawkę, a może po prostu Doomsday jest postacią do jednokrotnego użytku i każde kolejne pojawienie się go w komiksach o Supermanie zwyczajnie obniża jego fabularną wagę. Ot, nie robi już takiego wrażenia jak wcześniej, nieważne jak bardzo scenarzyści starają się to zmienić (coś, o czym pisałem już przy okazji albumu "Doomsday powraca"). I to właśnie ten przypadek - choć słynnemu monstrum dopisuje się ciekawą funkcję, nie mogłem przestać myśleć, że to sztuczny zabieg, którego celem jest jedynie efekciarstwo.

"Superwoman" sprawia wrażenie tomu przejściowego. Jakby Joshua Williamson dopiero brał rozbieg przed skokiem w dal, którym będą dalsze tomy jego serii. Potrafię to zrozumieć, bo poprzez start linii DC All In niejako musiał on zacząć od nowa, choć przecież trzy poprzednie tomy (o których też pisałem na blogu) dalej są kanoniczne. Jasne, przyszłość cyklu zapowiada się ciekawie, a rysunki Dana Mory wciąż stoją na przynajmniej solidnym poziomie, a mimo to trudno było mi się ekscytować tym tomem. Przeczytałem bez bólu, z umiarkowanym zainteresowaniem i świadomością, że poprzednie tomy były zwyczajnie lepsze. Oby było to tylko chwilowe potknięcie, a nie tendencja spadkowa.

6/10


Brak komentarzy: