W tę sobotę wszystkich, którzy znajdą chwilę i chęci zapraszam na organizowaną w rodzinnym mym Radomiu imprezę komiksową: http://literatura.gdzieco.pl/Radom/2009/Dzien-z-komiksem
Będę z kilkoma Szramami na handel na kiermaszu. A w programie popijawa w radomskim odpowiedniku "Grażynki".
Zapraszam.
niedziela, 19 kwietnia 2009
sobota, 4 kwietnia 2009
Post 89 - Światy w ramkach Marka

Jakoś mi umknęło, że Marek Rudowski założył bloga na blogspocie. Wstyd się przyznać, ale jakoś tak wyszło. Niniejszym zapraszam tamże. Całkiem sporo o Gjallarze i trochę o Vigne Vierge.
Klikajta tu.
piątek, 3 kwietnia 2009
Post 88 - Opowiadanie
Prolog
- Witaj Holmesie, mamy piękny dzień! Rano mgła, w południe mgła, i niespodzianka, wieczorem mgła! - powiedział Doktor Watson pewnego dnia, z samego rana, oceniając czynniki atmosferyczne.
- Wspaniale przyjacielu - powiedział Szerlok Holmes, jakby w ogóle nie usłyszał naukowego wywodu Doktora - A teraz Watsonie, bądź tak miły, i zdejmij swój różowy szlafrok, w zielone, tak uwielbiane przez ciebie, groszki. Nasz dzisiejszy klient wymaga... - patrzył nieobecnym wzrokiem na brudne ulice Londynu pogrążone w nudzącej się wszystkim mgle. - wymaga... od nas elegancji i powagi. Z tego, co wiem, sprawa jest niezwykle delikatna.
Holmes nabił fajkę. Zamyślił się, co po Powrocie zdarzało mu się coraz częściej. Stukot kopyt ucichł, co powiadomiło detektywów, że gość czeka przed drzwiami.
- Nie ma czasu do stracenia Watsonie! Nasz klient nie może zobaczyć cię w tym stroju!
Chwilę potem rozległo się pukanie. Do pokoju weszła pani Hudson.
- Panie Holmes! Mówiłam, że jest pan zajęty...
Detektyw uciszył ją ruchem ręki. "Wszystko jest w porządku pani Hudson. Dziękuję." - mówiła dłoń.
Do pokoju weszła młoda kobieta. Ubrana była w długą, jasnoniebieską suknię. Oczy miała zaczerwienione od łez.
- Panie Holmes! - prawie płakała - To sprawa najwyższej wagi... Liczę na dyskrecję. - tu wymownie spojrzała na Watsona.
Holmes powiedział, że nie ma obawy, Doktor jest godny zaufania. Chyba uwierzyła, bo po chwili powiedziała:
- Chodzi o moje płatki śniadaniowe... One... zniknęły!
- Witaj Holmesie, mamy piękny dzień! Rano mgła, w południe mgła, i niespodzianka, wieczorem mgła! - powiedział Doktor Watson pewnego dnia, z samego rana, oceniając czynniki atmosferyczne.
- Wspaniale przyjacielu - powiedział Szerlok Holmes, jakby w ogóle nie usłyszał naukowego wywodu Doktora - A teraz Watsonie, bądź tak miły, i zdejmij swój różowy szlafrok, w zielone, tak uwielbiane przez ciebie, groszki. Nasz dzisiejszy klient wymaga... - patrzył nieobecnym wzrokiem na brudne ulice Londynu pogrążone w nudzącej się wszystkim mgle. - wymaga... od nas elegancji i powagi. Z tego, co wiem, sprawa jest niezwykle delikatna.
Holmes nabił fajkę. Zamyślił się, co po Powrocie zdarzało mu się coraz częściej. Stukot kopyt ucichł, co powiadomiło detektywów, że gość czeka przed drzwiami.
- Nie ma czasu do stracenia Watsonie! Nasz klient nie może zobaczyć cię w tym stroju!
Chwilę potem rozległo się pukanie. Do pokoju weszła pani Hudson.
- Panie Holmes! Mówiłam, że jest pan zajęty...
Detektyw uciszył ją ruchem ręki. "Wszystko jest w porządku pani Hudson. Dziękuję." - mówiła dłoń.
Do pokoju weszła młoda kobieta. Ubrana była w długą, jasnoniebieską suknię. Oczy miała zaczerwienione od łez.
- Panie Holmes! - prawie płakała - To sprawa najwyższej wagi... Liczę na dyskrecję. - tu wymownie spojrzała na Watsona.
Holmes powiedział, że nie ma obawy, Doktor jest godny zaufania. Chyba uwierzyła, bo po chwili powiedziała:
- Chodzi o moje płatki śniadaniowe... One... zniknęły!
Interludium
Szerlok Holmes siedział w swoim ulubionym fotelu. W jednej ręce trzymał dymiącą fajkę, drugą obejmował kolana podciągnięte pod brodę. Po jego zamyślonym spojrzeniu i wyrazie twarzy, widać było, że myślami jest bardzo daleko.
- To zabawne, drogi Watsonie... - odezwał się cicho, podnosząc fajkę do ust - Że rzecz tak błaha tyle kłopotów sprawić może...
Pyknął z fajki i znowu się zamyślił.
Epilog
Nagle Holmes poderwał się z fotela, uniósł palec wskazujący i krzyknął:
- Ha! Rozwiązałem zagadkę nierozwiązalnej zagadki nie do rozwiązania!
Watson otworzył z podziwu usta i jak zwykle zrobił głupia minę. Jego wzrok powędrował od sufitu, który wskazywał przyjaciel, do tkwiącego w radosnym uniesieniu detektywa. Grzanka z jajkiem, która przed chwila wędrowała do ust doktora, cicho plasnęła o ziemię.
- Żartujesz... - powiedział z niedowierzaniem, ale i podziwem.
Holmes zatarł powoli dłonie i wciągnął nosem powietrze.
- Tak. Żartuje w istocie.
Usłyszawszy to Doktor Watson zakrztusił sie kawą i obficie opluł biały obrus. Walcząc o oddech rozwiązał krawat i począł nim wycierać stół.
- EKHHHY...! HHHRRR...! Jak to?! KHHHRRYYY! Holmesie!
- Nie umiałem rozwiązać tej zagadki. I nadal tego nie potrafię. A nie istnieją zagadki, których bym nie umiał rozwiązać! Wniosek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty. Nie umiem rozwiązać zagadki to zagadki nie było. Skoro nie było zagadki, to nie było płatków. Nie było płatków, więc nie mogły zniknąć. Nic nie zniknęło - nie było sprawy.
- A mleko Holmesie? Co z mlekiem? Płatki były do mleka... Mleko jest a płatków nie ma... Co to oznacza?! - zapytał przerażony Watson, który znany był z zadawania kłopotliwych pytań.
- O cholera, mój drogi Watsonie... - zmartwił się Holmes
Zastanowił się chwilę i rzekł:
- Zrobimy tak...
***
Watson wrócił dwie godziny później. Cichaczem otworzył drzwi i wkradł się do mieszkania detektywa.
- Masz? - zapytał konspiracyjnym szeptem Szerlok.
- Mam. - odpowiedział doktor unosząc pod światło naczynie wypełnione krowią wydzieliną.
***
- Za godzinę zawita do nas Panna Iks. Oczekuję, że rozwiązałem zagadkę. Powiemy jej, że płatki ukradł szalony korsarz Sikobordy, który uciekł na Karaiby, gdzie pożarły go piranie.
- Świetny plan, Holmesie! - zachwycił się Watson. - Czy to ja mógłbym przedstawić go Pannie Iks?
- Dobrze Watsonie. Dostąpisz tego zaszczytu. Zapisz dokładnie dzisiejszą datę, bo taka okazja może się więcej nie powtórzyć. - Holmes podejrzanie sie uśmiechnął.
***
- Doktorze! Jest pan genialny! - zachwyciła się Panna Iks, kiedy Watson wyjawił jej szczegóły dotyczące kradzieży płatków.
- Droga pani... - przerwał Holmes, nie mogący ścierpieć, że słyszy już piętnasty raz słowo "genialny" tego wieczora - To ja jestem genialny, a Doktor Watson to skończony idiota!
- Na Boga! Holmesie! Jak na to wpadłeś?! - zapytał zszokowany Watson, bo Holmes wyjawił jego największy sekret.
- Sztuka dedukcji, Watsonie!
- Ale...j...jak...?! Jak, Holmesie?! Przecież dokładnie zacierałem ślady!
- Na rozwiązanie tej zagadki naprowadziło mnie twoje imię! Tylko idiota może nazywać się "Doktor"!
- Nieeeeeeeee!!! - krzyknął Watson padając na kolana. - Jestem skończonyyyyy!!!
- Tak, Doktorze. Jesteś skończonym idiotą! Jak widać czasami zdarzają ci się przebłyski...
- Buhahaha! - zaśmiała się chamsko Panna Iks.
Holmes i Watson spojrzeli na nią dziwnie.
- Przepraszam panów... Atmosfera mnie poniosła...
Watson wstał z kolan i z powrotem usiadł na fotelu. Schował twarz w dłoniach i zaczął cicho płakać.
- A wracając do mojej sprawy... - zaczęła nieśmiało panna Iks - ... to wczoraj zniknęła mi butelka mleka.
Szerlok Holmes siedział w swoim ulubionym fotelu. W jednej ręce trzymał dymiącą fajkę, drugą obejmował kolana podciągnięte pod brodę. Po jego zamyślonym spojrzeniu i wyrazie twarzy, widać było, że myślami jest bardzo daleko.
- To zabawne, drogi Watsonie... - odezwał się cicho, podnosząc fajkę do ust - Że rzecz tak błaha tyle kłopotów sprawić może...
Pyknął z fajki i znowu się zamyślił.
Epilog
Nagle Holmes poderwał się z fotela, uniósł palec wskazujący i krzyknął:
- Ha! Rozwiązałem zagadkę nierozwiązalnej zagadki nie do rozwiązania!
Watson otworzył z podziwu usta i jak zwykle zrobił głupia minę. Jego wzrok powędrował od sufitu, który wskazywał przyjaciel, do tkwiącego w radosnym uniesieniu detektywa. Grzanka z jajkiem, która przed chwila wędrowała do ust doktora, cicho plasnęła o ziemię.
- Żartujesz... - powiedział z niedowierzaniem, ale i podziwem.
Holmes zatarł powoli dłonie i wciągnął nosem powietrze.
- Tak. Żartuje w istocie.
Usłyszawszy to Doktor Watson zakrztusił sie kawą i obficie opluł biały obrus. Walcząc o oddech rozwiązał krawat i począł nim wycierać stół.
- EKHHHY...! HHHRRR...! Jak to?! KHHHRRYYY! Holmesie!
- Nie umiałem rozwiązać tej zagadki. I nadal tego nie potrafię. A nie istnieją zagadki, których bym nie umiał rozwiązać! Wniosek przyczynowo-skutkowy jest oczywisty. Nie umiem rozwiązać zagadki to zagadki nie było. Skoro nie było zagadki, to nie było płatków. Nie było płatków, więc nie mogły zniknąć. Nic nie zniknęło - nie było sprawy.
- A mleko Holmesie? Co z mlekiem? Płatki były do mleka... Mleko jest a płatków nie ma... Co to oznacza?! - zapytał przerażony Watson, który znany był z zadawania kłopotliwych pytań.
- O cholera, mój drogi Watsonie... - zmartwił się Holmes
Zastanowił się chwilę i rzekł:
- Zrobimy tak...
***
Watson wrócił dwie godziny później. Cichaczem otworzył drzwi i wkradł się do mieszkania detektywa.
- Masz? - zapytał konspiracyjnym szeptem Szerlok.
- Mam. - odpowiedział doktor unosząc pod światło naczynie wypełnione krowią wydzieliną.
***
- Za godzinę zawita do nas Panna Iks. Oczekuję, że rozwiązałem zagadkę. Powiemy jej, że płatki ukradł szalony korsarz Sikobordy, który uciekł na Karaiby, gdzie pożarły go piranie.
- Świetny plan, Holmesie! - zachwycił się Watson. - Czy to ja mógłbym przedstawić go Pannie Iks?
- Dobrze Watsonie. Dostąpisz tego zaszczytu. Zapisz dokładnie dzisiejszą datę, bo taka okazja może się więcej nie powtórzyć. - Holmes podejrzanie sie uśmiechnął.
***
- Doktorze! Jest pan genialny! - zachwyciła się Panna Iks, kiedy Watson wyjawił jej szczegóły dotyczące kradzieży płatków.
- Droga pani... - przerwał Holmes, nie mogący ścierpieć, że słyszy już piętnasty raz słowo "genialny" tego wieczora - To ja jestem genialny, a Doktor Watson to skończony idiota!
- Na Boga! Holmesie! Jak na to wpadłeś?! - zapytał zszokowany Watson, bo Holmes wyjawił jego największy sekret.
- Sztuka dedukcji, Watsonie!
- Ale...j...jak...?! Jak, Holmesie?! Przecież dokładnie zacierałem ślady!
- Na rozwiązanie tej zagadki naprowadziło mnie twoje imię! Tylko idiota może nazywać się "Doktor"!
- Nieeeeeeeee!!! - krzyknął Watson padając na kolana. - Jestem skończonyyyyy!!!
- Tak, Doktorze. Jesteś skończonym idiotą! Jak widać czasami zdarzają ci się przebłyski...
- Buhahaha! - zaśmiała się chamsko Panna Iks.
Holmes i Watson spojrzeli na nią dziwnie.
- Przepraszam panów... Atmosfera mnie poniosła...
Watson wstał z kolan i z powrotem usiadł na fotelu. Schował twarz w dłoniach i zaczął cicho płakać.
- A wracając do mojej sprawy... - zaczęła nieśmiało panna Iks - ... to wczoraj zniknęła mi butelka mleka.
- Jakiego mleka? – udał głupiego detektyw.
- Tego do płatków. Co to może oznaczać panie Holmes?
- Hmm... - zastanowił się Holmes - Prawdopodobnie to sprawka pani męża, który - trawiony głodem - zagląda wieczorami do lodówki.
- Ale, panie Holmes! Ja nie mam męża!
- Niech pani sobie znajdzie i sprawa zostanie rozwiązana!
- Ale...
- Czyżby nie wierzyła pani w genialność moich genialnych teorii?! - zapytał z błyskiem w oku Holmes.
- Nie. Oczywiście, że nie panie Holmes...
Detektyw prawie wypchnął kobietę za drzwi. Oparł się ciężko o framugę i westchnął. Następnie podszedł do Watsona i klepnął go w ramię.
- No Doktorze. Chyba masz trochę pisania!
- Buuuu... - odpowiedział Watson, a zadowolony Holmes, by jeszcze bardziej poprawić sobie humor, wyciągnął skrzypce i zaczął grać.
- Hmm... - zastanowił się Holmes - Prawdopodobnie to sprawka pani męża, który - trawiony głodem - zagląda wieczorami do lodówki.
- Ale, panie Holmes! Ja nie mam męża!
- Niech pani sobie znajdzie i sprawa zostanie rozwiązana!
- Ale...
- Czyżby nie wierzyła pani w genialność moich genialnych teorii?! - zapytał z błyskiem w oku Holmes.
- Nie. Oczywiście, że nie panie Holmes...
Detektyw prawie wypchnął kobietę za drzwi. Oparł się ciężko o framugę i westchnął. Następnie podszedł do Watsona i klepnął go w ramię.
- No Doktorze. Chyba masz trochę pisania!
- Buuuu... - odpowiedział Watson, a zadowolony Holmes, by jeszcze bardziej poprawić sobie humor, wyciągnął skrzypce i zaczął grać.
Strona by MindAsylum
środa, 1 kwietnia 2009
wtorek, 31 marca 2009
Post 86- Dziwna podróż
Szkoda, że tak mało ludzi interesuje się hip hopem. Wśród komiksiarzy tylko paru.
Szkoda.
Ale jest taki składzik, który od prawie dekady robi fajny rap. Cunninlynguists to bazowo z dwie osoby: emcee Deacon de Villain i producent KNO. Z tym, że ten drugi to również świetny raper o czym możecie choćby przekonać się w tym kawałku. Po wydaniu debiutu "Will rap for food", nagrali później jeszcze płytę "Southerunderground"( tak tytuł nawiązuje do albumu Outcast, w moim mniemaniu najlepsza rzecz składu) z niejakim Mr. SoS
Od "Piece of strange" zaczęli eksperymentować z brzmieniem, KNO jako emcee odszedł w cień i zajął się jedynie produkcją nad czym ubolewam. Ostatnia płytka "Dirty Acres" mimo, że zawierała sporo dobrych momentów zawiodła mnie.
Ale, o boże, oni wrócili...
Strange Journey vol.1 zawiera instrumentale, parę remixów i masę nowych kawałków.
Tak więc wielbiciele podkładów znajdą coś dla siebie, fani poprzednich płyt mogą cieszyć japę na widok odświeżonych tracków "KKKY", "Dance with me", czy "Georgia".
Ale to te nowe kawałki są wisienką na torcie. O ile na płycie wciąż prawie nie usłyszymy KNO, "Strange Journey" to prawie dwie godziny świetnego zarówno instrumentalnie i lirycznie hip hopu.
No bo błagam, czy track na którym spotykają się takie tuzy jak Hilltop Hoods i Looptroop Rockers może być słaby?!
Rzecz świeża, bo dopiero dziś wyciekła, a na dniach dostaje płytkę do rąk własnych.
Polecam

1. Departure (Intro)
2. Nothing But Strangeness (feat. Looptroop Rockers & Hilltop Hoods)
3. Linguistics (Live In Stockholm)
4. Move
5. Inverse - Spark My Soul (feat. Substantial)
6. Never Come Down (the Brownie Song)
7. Hypnotized (feat. PackFM & Club Dub)
8. Dance For Me (Remix)
9. Mr. SOS - Die For You
10. White Guy Mind Tricks
11. Georgia (Remix) (feat. Killer Mike & Khujo Goodie)
12. KKKY (Remix) (feat. Skinny DeVille, Fishscales, Young Chu & Sheisty Khrist)
13. Don’t Leave (When Winter Comes) (feat. Slug of Atmosphere)
14. Tondeff - The Distance
15. Broken Van (Thinking of You) (feat. Mac Lethal)
16. Billy Joe’s Garage (To Be Continued…)
17. Nothing But Strangeness (Instrumental)
18. Move (Instrumental)
19. Inverse (Instrumental)
20. Never Come Down (Instrumental)
21. Die For You (Instrumental)
22. Don’t Leave (Instrumental)
23. The Distance (Instrumental)
24. Broken Van (Instrumental)
PS. Na zachętę dwa single: Never come down (Brownie song) i Don't leave ze Slugiem na ficzuringu
Szkoda.
Ale jest taki składzik, który od prawie dekady robi fajny rap. Cunninlynguists to bazowo z dwie osoby: emcee Deacon de Villain i producent KNO. Z tym, że ten drugi to również świetny raper o czym możecie choćby przekonać się w tym kawałku. Po wydaniu debiutu "Will rap for food", nagrali później jeszcze płytę "Southerunderground"( tak tytuł nawiązuje do albumu Outcast, w moim mniemaniu najlepsza rzecz składu) z niejakim Mr. SoS
Od "Piece of strange" zaczęli eksperymentować z brzmieniem, KNO jako emcee odszedł w cień i zajął się jedynie produkcją nad czym ubolewam. Ostatnia płytka "Dirty Acres" mimo, że zawierała sporo dobrych momentów zawiodła mnie.
Ale, o boże, oni wrócili...
Strange Journey vol.1 zawiera instrumentale, parę remixów i masę nowych kawałków.
Tak więc wielbiciele podkładów znajdą coś dla siebie, fani poprzednich płyt mogą cieszyć japę na widok odświeżonych tracków "KKKY", "Dance with me", czy "Georgia".
Ale to te nowe kawałki są wisienką na torcie. O ile na płycie wciąż prawie nie usłyszymy KNO, "Strange Journey" to prawie dwie godziny świetnego zarówno instrumentalnie i lirycznie hip hopu.
No bo błagam, czy track na którym spotykają się takie tuzy jak Hilltop Hoods i Looptroop Rockers może być słaby?!
Rzecz świeża, bo dopiero dziś wyciekła, a na dniach dostaje płytkę do rąk własnych.
Polecam

1. Departure (Intro)
2. Nothing But Strangeness (feat. Looptroop Rockers & Hilltop Hoods)
3. Linguistics (Live In Stockholm)
4. Move
5. Inverse - Spark My Soul (feat. Substantial)
6. Never Come Down (the Brownie Song)
7. Hypnotized (feat. PackFM & Club Dub)
8. Dance For Me (Remix)
9. Mr. SOS - Die For You
10. White Guy Mind Tricks
11. Georgia (Remix) (feat. Killer Mike & Khujo Goodie)
12. KKKY (Remix) (feat. Skinny DeVille, Fishscales, Young Chu & Sheisty Khrist)
13. Don’t Leave (When Winter Comes) (feat. Slug of Atmosphere)
14. Tondeff - The Distance
15. Broken Van (Thinking of You) (feat. Mac Lethal)
16. Billy Joe’s Garage (To Be Continued…)
17. Nothing But Strangeness (Instrumental)
18. Move (Instrumental)
19. Inverse (Instrumental)
20. Never Come Down (Instrumental)
21. Die For You (Instrumental)
22. Don’t Leave (Instrumental)
23. The Distance (Instrumental)
24. Broken Van (Instrumental)
PS. Na zachętę dwa single: Never come down (Brownie song) i Don't leave ze Slugiem na ficzuringu
poniedziałek, 23 marca 2009
Post 85- Comedian

Szybki tablecik.
Jestem chory i moim najlepszym przyjacielem jest ciepły termofor.
Edit: Na dniach zostanę właścicielem badżetek Watchmenów sprzedawanych na allegro. Niestety sprzedaż sie chyba już skończyła. Wybrałem wersje komiksową (a jak) i jestem dumny :)
Edit2: 0.0
nie widziałem tego wcześniej
niedziela, 22 marca 2009
Post 84 - Film na niedzielę 2
Subskrybuj:
Posty (Atom)



