> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 11 marca 2011

190 - DYSPUTY NA DWIE NUTY III - ZŁO W POTRAWCE

W trzecim odcinku Dysput na Dwie Nuty rzucamy okiem wspólnie z Malvagio, czyli Adamem Czernatowiczem, na musicalowy odcinek serialu "Evil Con Carne" (pol. "Zło w potrawce") z ciastem w roli głównej, czyli "Pie whole loved me" - "Ciastko, które mnie kochało".


GRIM: Serial "Zło w potrawce", pomimo lepszych momentów, nigdy nie był szczególnie wybitnym tworem. Dokoptowany do "Mrocznych przygód Billy'ego i Mandy" (nim te ewoluowały w samodzielną serię) prezentował jednak dość ciekawego antybohatera; Hektor Potrawka, multimilioner i awanturnik, ginie w eksplozji spowodowanej przez Majora Dorsza, komandosa na usługach Ligi Narodów. Jego mózg (i żołądek) udaje się odratować i przytwierdzić do ciała radzieckiego niedźwiedzia cyrkowego, który staje się zastępczym ciałem złoczyńcy. W poszczególnych odcinkach Potrawka, dysponujący swą małą armią, stara się podbić świat, jednak wiecznie coś idzie nie tak. "Ciastko, które mnie kochało" nie jest w tej materii wyjątkiem.

MALVAGIO: "Małą armią" - genialne określenie na, że się tak wyrażę, "zakapiorów" najętych przez Hektora (dla niewtajemniczonych - jest ich niezbyt wielu i wszyscy są malutcy, yay!). Przechodząc jednak do sedna - w mojej opinii musicalowy odcinek "Zła w potrawce" jest chyba najlepszy w całym serialu i śmiało może konkurować z innymi kreskówkami (nie tylko epizodami muzycznymi). Praktycznie rzecz biorąc, jest śpiewany w całości - pojawiają się drobne dialogowe wtręty, ale nie są one zbyt duże. A poza tym mamy tu chyba WSZYSTKO, co musicalowe odcinki mają do zaoferowania - piosenkę czarnego charakteru, chórki, niezrozumiały dla nikogo tekst, repryzę, miłość, Meksykan i przede wszystkim - CIASTKO łamane przez CIASTO. W ogromnej ilości.

GRIM: Plan zawładnięcia ludzkością opiera się bowiem na...zbombardowaniu (póki co jednego) nienazwanego miasta olbrzymią ilością placków, wypieczonych przez major dr Upiorną, naczelnego szalonego naukowca sił uderzeniowych Potrawki. Wszyscy rzucają się na wyśmienite wypieki, opychając się do granic przyzwoitości - na całe szczęście grupa komandosów Majora Dorsza jest zawsze gotowa do akcji i rusza do ataku i...cóż, to koniec. Fabularnie nie ma do dodania nic więcej, więc przejdźmy do piosenek.

MALVAGIO: Pierwszą piosenkę śpiewa sam Hektor (kogoś to dziwi?), intonują ją zaś wspomniani Meksykanie, czyli stereotypowe (ale nawet zabawne) trio latynoskich muzyków. Jeśli idzie o treść - nasz dziarski mózg złego milionera opisuje w swej pieśni, jak bardzo wspaniały jest świat i jak bardzo Hektor go kocha, całościowo i każdą jego część z osobna. Oraz pieniążeczki. I na miodzie babeczki - tu mózgowi wtóruje żołądek, co sprawia, że otwierająca piosenka jest chyba jedyną, którą śpiewa w duecie jedna osoba... A może dwa głosy solo? Erm... to skomplikowane, przejdźmy dalej. Piosenka ciągnie się w dosyć miłym i sielankowym stylu, aż do momentu KONKLUZJI HEKTORA. A jest nią, rzecz jasna, konieczność upadku całego tego pięknego świata przez wrażym mózgiem z dyktatorskimi zapędami. No cóż, w dyskretny sposób pokazano tym, którzy serial widzą po raz pierwszy, że mózg i żołądek przyczepione do radzieckiego niedźwiedzia są jednak ZŁE. Jakie to zaskakujące.

GRIM: Szczególnie dobrze brzmi polskie wykonanie (ale też ogólnie dubbing bije wersję oryginalną na głowę i w reszcie odcinków) - silny i przerażający śpiew, który przechodzi w grzmiący krzyk robi wrażenie - zwłaszcza w połączeniu z pogodniejszym klimatem drugiej piosenki. Major dr Upiorna, pozostająca przez całą emisję postacią bez potencjału, tutaj nareszcie pokazuje charakter - jej piosenka o przygotowywaniu tytułowego ciasta jest fantastycznie złowieszcza, a równocześnie wpada w ucho dzięki chwytliwej melodii i niezłym możliwościom głosowym aktorek oryginalnej i polskiej wersji.

MALVAGIO: Nahh, o dubbingu chciałem powiedzieć na koniec, kradzieju! Ale dobra, ze swojej strony także mogę zapewnić, że polski Hektor zjada oryginalnego bez popitki. Major Doktor w obu wersjach wypadła natomiast podobnie. Wracając do tematu - następna piosenka to pierwszy chórek! Składają się nań mieszkańcy miasta zaatakowanego przez Hektora (w tym niejako osobna grupka - komandosi), swoje kwestie mają też Generał Szrama (który w zasadzie... no, ciężko nazwać to śpiewem, oj tak), Hektor, Miśkov, przede wszystkim zaś - PREZYDENT LINCOLN! (no dobrze, nie pamiętam, czy tak się w serialu nazywał, w każdym bądź razie na pewno na nim właśnie był oparty). Treść piosenki jest bardzo prosta - ludze nie mogą się oprzeć boskiemu ciastu, pragną mieć go coraz więcej i nic nie robić poza pałaszowaniem go - w tej grupie znaleźli się także komandosi, nad czym ręce załamuje PREZYDENT LINCOLN!, a Hektor - wręcz przeciwnie. Szrama ogłasza jedynie, że nikt się przed ciastem nie uchroni. Miśkov zaś porykuje machając łapami. Czy warto jeszcze o czymś wspomnieć? Hmm... a tak, pojazd Hektora i spółki to WIELKI, LATAJĄCY I WIRUJĄCY PLACEK!

GRIM: Tak, to Lincoln we własnej osobie - w serialu robił za przywódcę Ligi Narodów i wcielenie prawości i demokracji w ogóle. A sama piosenka jest świetna, bardzo melodyjna i dobrze zaśpiewana. Obok finałowej, to mój ulubiony kawałek muzyczny odcinka z bardzo wyrazistym refrenem i melodią, którą zaczyna się nucić jeszcze w trakcie słuchania.

MALVAGIO: W moim prywatnym rankingu to będzie jednak drugie miejsce, na równi z ostatnią piosenką. Na pierwszym zaś pieśń o pieczeniu, pewnie przez moją niewytłumaczalną słabość do Major Doktor, heh.

GRIM: Po krótkiej przyśpiewce Hektora na identyczną jak piosenka otwierająca odcinek melodię (tłumaczenie polskie brzmi dużo bardziej złowrogo, nie wspominając o wieńczącym refren śmiechu) następuje interwencja Majora Dorsza, który, "wyśpiewując" (postać ta nigdy nie mówi nic poza BLAH), dyscyplinuje swoich kolegów i razem ruszają do ataku na latający placek - oczywiście, ich pojazdem będzie helikopter zaopatrzony w gigantyczny nóż do krojenia ciasta, standardowe wyposażenie śmigłowców wojskowych. Następuje bitwa na ciasta... i finałowa piosenka.

MALVAGIO: Która stanowi chyba kwintesencję musicalowości - obezwładnieni zbyt dużą ilością ciast bohaterowie (zarówno Hektor i spółka wraz z "zakapiorami", jak Dorsz i jego komandosi) łączą się w wielki chór, który jednym głosem wyśpiewuje swoje zmartwienie w bardzo nastrojowy, liryczny wręcz sposób z przebijającą nutą smutku, wynikającą z niezdolności do dalszej walki. Piękna scena (która jest jednocześnie tak potwornie ŚMIESZNA), podbudowana jeszcze partiami solowymi, a w szczególności Komandosa Pierwszego Po Dorszu, wyrażający absolutny tragizm sytuacji. Szczególnie w połączeniu z łzą spływającą ukradkiem po jego licu. Ostatecznie wszyscy łapią się za ręce i wciąż śpiewając (przechodząc też w nucenie) zadają sobie jedno, najważniejsze pytanie - CO KRYJE SEKRET CIAST?

GRIM: To moim zdaniem najlepsza - zarówno treściowo, jak i muzycznie piosenka w odcinku. Tak jak ogólnie kompozytorzy odwalili kawał dobrej roboty z prawie każdym kawałkiem (każdy ma inny charakter, każdy wpada w ucho, każdy ma świetną, chwytliwą linię melodyczną) tak tutaj przeszli samych siebie. Fantastycznie wykonana zamykająca piosenka musicalowa rzuca na resztę odcinka zupełnie nowe światło - oto okazuje się, że tajemniczym składnikiem diabolicznego ciasta jest MIŁOŚĆ! Wszyscy więc we wspólnej harmonii stają na tle pełnym serc i różu, aby wzajemnie przebaczyć sobie i uśmiechnąć. Poza Hektorem, który wciąż nienawidzi świata.

MALVAGIO: No i całe szczęście! A tak przy okazji, to serduszkowe tło strasznie pachnie Atomówkami, ale to w zasadzie nie jest istotne. Tak, czy inaczej, podsumowanie - odcinek jest ŚWIETNY. Kapitalne piosenki, zarówno pod kątem melodii, jak i treści, interesujący bohaterowie, doskonały dubbing (wiecie, że "kwestie" Dorsza i Miśkova też zostały "zdubbingowane"? niesamowita sprawa) wraz z tłumaczeniem i przede wszystkim - CIASTO, składają się na jeden z moich ulubionych musicalowych epizodów. W mojej opinii ma tylko jedną wadę - jest strasznie krótki.

GRIM: To prawda - jak już powiedziałem, tutaj nie ma słabych piosenek, jedyną ich wadą jest zbyt krótki czas trwania. Naprawdę znakomita rzecz i dowód na to, że można napisać świetny, zapadający w pamięć musical nawet o czymś tak idiotycznym, jak próba zawładnięcia światem przy pomocy ciasta. Wielkie brawa.


P.S. od Grzybiarza - Ukazał się pierwszy pełny zwiastun nowego filmu o Smurfach. Lubię to.

Brak komentarzy: