> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 11 stycznia 2013

314 - Carpe diem i memento mori

Piękna opowieść. Prawdziwa, poruszająca, w jakimś stopniu magiczna, ale przede wszystkim... piękna. Tak pomyślałem, gdy siadłem na łóżku, chwilę po odłożeniu komiksu na półkę. Musiałem ochłonąć, zebrać myśli. Dawno nie byłem pod takim wrażeniem, dawno nic tak bardzo mi się nie podobało. Daytripper to cudowny komiks, zdecydowanie jeden z najlepszych, jakie zostały wydane w 2012 roku, całkowicie wart swojej ceny. Posłuchajcie...

Każdy z dziesięciu rozdziałów opowiada o innym okresie życia Brása de Oliva Domingosa – twórcy nekrologów, marzącego o pisarskiej karierze. Każdy przedstawia głównego bohatera w innym wieku i w innym momencie życia. Każdy też kończy się śmiercią głównego bohatera, ukazując wartość życia przez pryzmat nieuniknionej i niespodziewanej śmierci. Daytripper to opowieść o życiu, o miłości, przyjaźni, zwycięstwach i porażkach. Poruszająca historia udowadnia, że w codziennym życiu warto szukać chwil wartościowych, niezwykłych, które są z pozoru zwyczajne.

Rozdziały są ułożone niechronologicznie i praktycznie rzecz biorąc, można by je czytać pojedynczo, bez znajomości reszty. Każdy z nich przedstawia nieco alternatywną historię, tworzącą, jakby nie patrzeć, zamkniętą całość. Jednak to dopiero przeczytanie całej dziesiątki daje nam pełny obraz i pozwala w pełni docenić kunszt autorów, którzy świetnie znają się na swej pracy. Jednak doskonała koncepcja i pomysł to nie wszystko. Warto zwrócić uwagę na wyrazistą kreskę, efektowne kadrowanie i spokojny sposób snucia opowieści, co w połączeniu daje niezwykły efekt. Zarówno dialogi, jak i postacie są świetnie rozpisane. Podczas lektury może się wręcz wydawać, że przysłuchujemy się rozmowie i śledzimy życie prawdziwych osób. Cudownego klimatu dodają kolory Dave'a Stewarta, które niestety w polskim wydaniu nieco różnią się od oryginału (zwłaszcza w rozdziale trzecim, błąd drukarni?). To jednak drobny defekt, nie ujmujący ocenie całości.

Daytripper to z pewnością komiks obyczajowy, jednak nie jest to tania i nudna opowieść biograficzna. Bliźniacy Fábio Moon i Gabriel Bá stworzyli coś niezwykłego, pokazując nieubłagany nurt życia, w którym każdy z czytelników pewnie znajdzie znajome obrazy. To album o zwyczajnym życiu, chwilach dobrych i tych gorszych, które w pewien sposób nas definiują i sprawiają, że warto żyć. To również historia o śmierci. Bo życie jest jak opowieść. A każda dobra historia potrzebuje zakończenia.

Recenzja została pierwotnie opublikowana na portalu Valkiria Network.

Brak komentarzy: