> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 29 marca 2013

329 - Panienka z pudełka - premiera

Po tygodniu wytężonej pracy, po wielu dniach oczekiwań... WRESZCIE JEST.

Przed Państwem...




Da-da-dum!

Pierwszy robiony na serio film, do którego pisałem scenariusz. Czyste szaleństwo, cud, albo nieskończony geniusz - nazywajcie to jak chcecie. Ale wcześniej... Posłuchajcie...



Piątek. Koleżanka podbija na warsztatach filmowych i mówi, że jest konkurs na krótki film amatorski organizowany przy okazji festiwalu Offplus Camera. I że warto coś nakręcić, bo czemu nie, że zawsze chcieliśmy coś zrobić, więc jest okazja i tak dalej. Mówię, że spoko i pytam, kiedy deadline. Za tydzień, odpowiada. Hardkor. Nie ma szans, ale w sumie można spróbować, czemu nie?

W niedzielę rozkminiamy scenariusz. Od rzeczy na dużo za dużą skalę przechodzimy do skali, którą możemy udźwignąć. Mała przestrzeń, niewielu aktorów, mniej zamieszania z lataniem z kamerą po mieście. Okej, teraz historia. Coś prostego, ale z mocą. Mówię, że wymyśliłem kiedyś taki scenar, o dwóch gościach grających na konsoli. Ale trzeba przerobić, bo stary, bo dialogi słabe, bo puenta mało wyrazista. No to przerabiamy. 

Okej, coś mamy. Jest super. Ja się jaram, Anita trochę mniej, bo jednak wolałaby inny klimat. Ale ja ciągle mówię, że super, więc w końcu kiwa głową, żebym dał jej spokój. Zamawiamy pizze, sami dobieramy składniki. Czekamy, jemy. Żołądki pełne, więc jest coraz bardziej super.

Wpada Ola i Kuba. Słuchają mojego bełkotu, mówią, że ok. Znowu się cieszę. Zbieramy się, bo dzień dobiega końca. Jadę do domu, robię sobie chwilę przerwy, a potem piszę dialogi. Dzień się kończy, ja kończę pisać. Wysyłam do poprawki. Idę spać.


Przez następne dwa dni mam kryzys twórczy. Nic mi się nie podoba, wydaje mi się, że scenar jest totalnie beznadziejny. Wypaliłem się, nie mogę napisać zdania. Czytam poprawki, są beznadziejne, tak jak moje dialogi. Nie mamy pudła. Wszystko jest beznadziejne, pustka, pustka, pustka. Oglądam Fargo Coenów, Pulp Fiction Tarantino i piąty sezon Doktora Who. Nie pomaga, wciąż nie mamy pudła.

W środę prace zaczynają się o siódmej. Wstaję o 10 po nocnym maratonie filmowym, dzwonię, pudło jest. Dobrze. Brakuje lufki i browarów. Jadę do sklepu. Wpadam i mówię: "Lufkę i cztery najtańsze browary". Kobieta za ladą nie ogarnia, coś duka i nerwowo mruga. Jak szalona mruga. Pokazuję jej dowód na uspokojenie, biorę zakupy, płacę i lecę. 

Docieram na miejsce. Witam się, zbijam piony, przekazuję zakupy. Lufka stłuczona, nie zauważyłem. Prace trwają, jest jedna scena. Po 4 godzinach, jedna scena. Najkrótsza. Nie wierzę w powodzenie, ale nic nie mówię. Siadam w kącie, żeby nie przeszkadzać. Anita ogarnia, Mateusz też. Janek klnie i też ogarnia. Aktorzy dają radę. Ewelina przeżywa życiowe dylematy, o których z lubością wszystkich informuje. Nawet kilka razy. Coś o pogrzebach, jakiś Wojtek chyba umarł, nie wiem.  Nie wnikam. Będzie dobrze, coby się nie działo.

Dźwięk jest, kamera poszła. Akcja.
Nagrywamy, grają, gramy. Do przodu, coraz lepiej i sprawniej. Coraz fajniej.


Wpada Janusz. Gramy kurierów, mówię więcej. Idziemy na stację po hot dogi. Zapominam coli. Janusz pije piwo. Najpierw swoje, potem ekipy. Ma chrapkę na Jasia Wędrowniczka, ale to nie jego, więc nie pije (choć piwa wypił). Dziwna filozofia, ale nie może trzymać lampy. Ponoć przez religię.

I tak cały dzień. Jest ekstra, jestem trochę niepotrzebny (Anitka i Mateusz ogarniają), ale udaję, że jestem ważny. Scenariusz sam się nie napisał, c'nie? Powoli kończymy. Jaram się. Jest ekstra. Jestem zmęczony, choć niewiele robię. Szacun dla reszty, że tak dużo robią i jeszcze im się chce. Presja czasu albo piguły. Nie wiem, nie chcę wiedzieć. Byle do przodu.

Koniec, jeszcze piosenka. Łukasz grał cały dzień w filmie, teraz gra na gitarze. I śpiewa. My lecimy z ostatnią zwrotką. Jest fun, sporo funu, mimo zmęczenia. Trzeba jeszcze dograć scenę z Danielem. Jest problem z synchronizacją, zmontuje się. Nagrywamy, dźwięk jest, akcja jest i kamera. Nawet blenda. Jeszcze głosy z offu. Koniec.

Jaś Wędrowniczek idzie w ruch. Łycha w kuchni, papierosy na balkonie. Ja nie palę, ale jestem za legalem. Uściski, gratulacje. Wszyscy padają z nóg. Ale jest super. Udało się niemożliwe. I chyba całkiem fajnie wyszło. Zobaczy się po montażu.


Montaż trwa całą noc, nie biorę w nim udziału. Kibicuję w domu, śpiąc z trzymanymi kciukami. Rano wstaję i bolą mnie kciuki. Od ściskania. Deadline przedłużony, nie trzeba się było spieszyć. Brakuje nam kilku ujęć, ale jakoś to ogarniamy. Hardkor trwa.

Wreszcie jest całość, gotowa. Znowu trzeba przemontować, bo na konkurs chcą wersję bez przekleństw. Niech będzie. Prace w toku, stresuję się i jaram na zmianę, głupie uczucia. Nie mogę się doczekać. W końcu finał. Lepszy, niżbym marzył.

Dziękuję wszystkim, kocham Was.


środa, 27 marca 2013

328 - Krakowski Festiwal Komiksu - po festiwalu

Na drugim Krakowskim Festiwalu Komiksu spędziłem całą niedzielę i trochę poniedziałku. Bałem się nieco tej imprezy, ale na szczęście wszystkie moje obawy okazały się niepotrzebne, bo było naprawdę super.

Niedzielne przedpołudnie upłynęło mi pod znakiem Rycerza Ciernistego Krzewu. Jakoś tak wyszło, że udało mi się ściągnąć do Krakowa kilku twórców tego eksperymentalnego w formie komiksu. A skoro ich zaprosiłem, to czułem się w obowiązku, by otoczyć ich opieką. Zaczęliśmy więc dzień od piwa, by przełamać lody i bardziej wczuć się w atmosferę komiksowego festiwalu (bo co to za komiksowy festiwal bez piwa?). Po wyzerowaniu, udaliśmy się na oficjalne otwarcie. Chwilę pokręciliśmy się po Artetece, aż wybiła trzynasta, kiedy poszliśmy na piętro trzecie. Spotkanie z autorami Rycerza Ciernistego Krzewu się rozpoczęło. W tle leciał filmik przygotowany przez chłopaków, a ja miałem zadawać pytania. Miałem, bo wszystkie które przygotowałem, w ciągu pierwszych minut spotkania zadała niepokorna fanka Andrea Cz., w ogóle nie przejmując się tym, że na pytania od publiczności będzie czas pod koniec spotkania. Siedziałem więc cichutko, słuchając co mają do powiedzenia Twórcy (a mieli sporo i ciekawie), gorączkowo starając się wymyślić nowe pytania i czując się cokolwiek głupio. Na szczęście, z pomocą przyszedł Michał J., jak zawsze ciekawy świata i nowych komiksów. Również samych Autorów nie trzeba było zmuszać do mówienia, więc niektóre wątki poruszali z własnej woli. Spotkanie muszę uznać za udane, choć miałem nadzieję, że mój debiut w prowadzeniu tego typu eventów wypadnie lepiej. Dobrze, że dopisała rządna wiedzy publika i Autorzy ochoczo opowiadający o swojej pracy. Nie pozostaje nic innego, jak odliczać dni do premiery, bo - mimo wcześniejszego sceptycyzmu, który targał mą duszę - projekt zapowiada się ciekawie.

Jako bonus zdjęcie pod tytułem "Napinka": od lewej - Kamil Karpiński (rysownik-kolorysta), Dawid Kuca (scenarzysta-scenarzysta), Grzegorz Kaczmarczyk (pomysłodawca-rysownik) i ja (miliarder-geniusz-filantrop-playboy)...

(c) by Aleksy Mrówkojad Photography

Uff, najbardziej stresująca część imprezy za mną. Szybko zleciało, podobnie jak reszta niedzieli. Posłuchałem chwilę ciekawego wykładu o protokomiksie średniowiecznym, z którego musiałem uciekać, bo burczenie brzucha przypomniało, że pora jest zdecydowanie "poobiednio- drzemkowa". Po szybkiej szamie w towarzystwie Grześka, wróciłem na wykład o Snyderze - interesującym, choć nieco chaotycznym. Przed spotkaniem z Tomaszem Bereźnickim pokręciłem się po giełdzie, kupiłem kilka zagranicznych zeszytówek (Talon, Żółwie Ninja, te sprawy), przybiłem pionę Kubie i Gordonowi. Z samego spotkania się zwinąłem, bo musiałem znaleźć Darię

Darię znalazłem w pobliskiej pizzeri. To, co się tam działo, pominę milczeniem, bo mój mózg stanowczo odmawia współpracy, jeśli chodzi o przypominanie sobie tamtych wydarzeń. Niemniej, Daria zrezygnowała z rysowania Immortal Suicide. Szkoda, ale dobrze, że chociaż powiedziała, co i dlaczego. Chodzi za nami inny wspólny projekt, ale jest w tak mało zaawansowanym stopniu, że więcej powiem w odpowiednim czasie.

Następnie odbyła się premiera "Kukułek Bouzona" i spotkanie z Anouk Ricard, zwyciężczynią ostatniej edycji Polskiego Wyboru Angouleme (w skrócie, wiadomo ocb). Było ok, a same "Kukułki" są komiksem uroczym, zabawnym, choć - jak na mój gust - koszmarnie narysowanym. Wiem, że taka stylistyka i w ogóle, ale do mnie to nie trafia. Choć przeklinające zwierzęta pracujące w dużej korpo są bardzo spoko.

Bitwa Komiksowa była naprawdę udana. Poziom startujących rysowników był bardzo wyrównany, tematy (i ich poszczególne interpretacje) interesujące, a komentarz (Rafała Kołsuta) trafny i zabawny. Dobra bitwa.

After w Instytucie Francuskim nie był tym, czego oczekuję po komiksowych afterach. Ok, wystawa prac w powiększonym formacie pani Ricard była przyjemna dla oka, wina i soki smaczne, a tartinki intrygujące, jednak zabrakło mi bełkoczących komiksiarzy wyznających swoje uwielbienie dla Mignoli, Śledzia czy Ojca Rene. Było po prostu zbyt sztywno i oficjalnie, nie jest to jednak duży minus, gdy spojrzy się na organizatora i miejsce, gdzie się to odbywało. Raczej nie można się było spodziewać czego innego.

Zwartą grupą odprowadziliśmy Agatę na dworzec, gdzie nie mogliśmy znaleźć właściwego autobusu, a pan kierowca był bardzo niemiły i równie łysy. W końcu się jednak udało, Agata wsiadła, a my udaliśmy się w stronę domów. Pierwszy dzień Krakowskiego Festiwalu Komiksu dobiegł końca.


W poniedziałek wpadłem tylko na spotkanie z Tonym Sandovalem. Wszystko, co mógłbym tu napisać, szczegółowo opisał Bartłomiej Basista, odsyłam więc do jego tekstu. Dodam tylko, że kupiłem "Doomboy'a" i jest to najlepszy komiks Sandovala jaki miałem okazję czytać (czyli best of z wydanych w Polsce). Stanąłem nawet w kolejce po autograf (czego nie robię zbyt często), na szczęście byłem zabawiany rozmową przez Gordona i Dorotę, którzy stali obok. Wystałem się, wyczekałem i dostałem wpis i rysunek. "Para Dominik. Tony Sandoval 2013". To była ostatnia kolejka w jakiej stałem, teraz muszę szukać Dominika, który dostał dedykację dla Janka...

After z poniedziałku na wtorek był już dużo bardziej w moim klimacie. Było piwo oraz wielu wyluzowanych i szczęśliwych komiksiarzy. Gdyby nie to, że we wtorek miałem zajęcia (z gatunku tych, których się nie opuszcza), siedziałbym tam pewnie do dzisiaj.

Słowem podsumowania: Krakowski Festiwal Komiksu 2013 wypadł bardzo fajnie. Było dużo ludzi, sporo ciekawych spotkań. Organizacja nie zawiodła, wpadek nie uświadczono. Świetnym pomysłem było zorganizowanie festiwalu w Artetece Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie będącej częścią Małopolskiego Ogrodu Sztuki - dzięki temu festiwal dysponował trzema piętrami i najnowszą technologią, która uatrakcyjniła wydarzenie (komputery, tablety, konsole). Nikt więc nie mógł narzekać na brak miejsca ani nudę. Dodając do tego fakt, że impreza została zorganizowana przy minimalnych środkach, trzeba pochwalić Krakowskie Stowarzyszenie Komiksowe i partnerów za udaną inicjatywę. Było o niebo lepiej niż w 2011 roku. Oby progres się utrzymał, bo wszystko wskazuje na to, że niedługo Kraków może stać się ważnym miejscem na komiksowo-festiwalowej mapie Polski. 

piątek, 22 marca 2013

327 - Panienka z pudełka - zdjęcia z planu


Film miał być dziś gotowy, ale jak się okazało, deadline został oddalony, więc posiedzimy jeszcze trochę nad montażem. Tak, żeby wszystko było jeszcze lepiej!

Na osłodę kilka zdjęć z planu, które zrobiła Mi$ka zanim padła jej bateria. W aparacie znaczy.




Na koniec kilka liczb: scenariusz został napisany w 10 godzin, zdjęcia trwały 16, montaż (jak na razie) - 11, a sam film trwa 7 minut. Całość powstała praktycznie w dwa dni i jedną noc. Plotka głosi, że statyw do kamery kosztował 2 koła, a wypożyczenie obiektywów stówę plus vat. W projekcie brało udział 13 osób (pewnie o kimś zapomniałem, ale max. 15). Jakby ktoś ciągle się zastanawiał, to podpowiem: to ładne liczby są.

środa, 20 marca 2013

326 - Panienka z pudełka - piosenka pod napisy

Cały dzisiejszy dzień kręciliśmy film. Prezentacja całości i więcej o projekcie już w najbliższy piątek (ewentualnie w sobotę), a na razie łapcie making of z piosenki pod napisy końcowe.

Txt, wokal, gitarrrra: Łukasz Kolender, support: cała reszta.

video

środa, 13 marca 2013

Krakowski Festiwal Komiksu 2013 - plakat i program

W dniach 24-25 marca 2013 odbędzie się druga edycja Krakowskiego Festiwalu Komiksu organizowana przez Małopolskie Studio Komiksu. Festiwal będzie miał miejsce w Artetece WBP (Małopolski Ogród Sztuki), ul. Rajska 12. Poniżej plakat i plan imprezy:


Plan wydarzeń:


Niedziela, 24 marca 2013


11:00 – 11:30 Oficjalne otwarcie imprezy (1 piętro)

11:00 – 14:00 Simeon Genew – live painting (parter, przy wejściu)

od 11:00 Giełda Komiksowa (1 piętro)

od 11:00 Stoiska z tabletami graficznymi (2 piętro)

12:00 – 14:00 Blok dziecięcy (Warsztaty rysowania komiksów z Rafałem Szłapą, konkursy dla dzieci) (2 piętro)

13:00 – 14:00 Spotkanie z twórcami komiksu Rycerz Ciernistego Krzewu (3 piętro)

od 14:00 Pokaz gier na PS3 (1 piętro)

14:00 – 15:00 Andrea Czaja – Protokomiks Średniowieczny (3 piętro)

14:00 – 16:00 Daria Dar-chan Maj – Warsztaty Mangowe (2 piętro)

15:00 – 16:00 Mateusz Wnęk – Snyder jako scenarzysta komiksowy (3 piętro)

16:00 – 17:00 Simeon Genew – Honor Eupatrydów: 13 lat później. Prezentacja pierwszego komiksu w Polsce stworzonego graficznie w całości za pomocą komputera (2 piętro)

16:00 – 17:00 Spotkanie z Tomaszem Bereźnickim (3 piętro)

17:00 – 19:00 Spotkanie z Anouk Ricard i premiera “Kukułki Bouzona” (3 piętro)

19:00 – 20:00 Podpisywanie komiksów

19:30 – 21:00 Bitwa Komiksowa (2 piętro)

Od 21:00 Otwarcie wystawy Anouk Ricard w Instytucie Francuskim



Poniedziałek, 25 marca 2013


9:30 – 14:00 Blok dla szkół (oprowadzanie po artetece, konkursy komiksowe)

od 11:00 Giełda Komiksowa (1 piętro)

od 11:00 Pokaz gier wideo (1 piętro)

od 12:00 Stoiska z tabletami graficznymi (2 piętro)

12:00 – 15:00 Simeon Genew – Live Painting (parter)

14:00 – 17:00 Warsztaty komiksowe z Anouk Ricard (2 piętro)

14:00 – 15:00 Michał Jutkiewicz – Komiksy Chrisa Ware’a (3 piętro)

15:00 – 16:00 Jędrzej Chojnacki – Mistrz mangi dla dojrzałego odbiorcy – Jiro Taniguchi (3 piętro)

16:00 – 17:00 Premiera nowej książki Jerzego Szyłaka i komiksu “Nieskończona miłość, którą do Ciebie czuję i inne historie” Paolo Monteiro – spotkanie z wydawcą (3 piętro)

17:00 – 19:00 Spotkanie z Tonym Sandovalem i premiera “Doomboy” (3 piętro)

19:00 – 20:00 Podpisywanie komiksów (3 piętro)



Poprowadzę spotkanie z twórcami Rycerza Ciernistego Krzewu. Więcej info niebawem. 

piątek, 8 marca 2013

Seks, komiksy i Gwiezdne Wojny, czyli inspiracje Kevina Smitha


Kevin Smith jest geekiem. Kocha Gwiezdne Wojny i ubóstwia Bruce’a Willisa, zaczytuje się w kolorowych zeszytach, a co roku odwiedza największy na świecie konwent – San Diego Comic-Con. Ma własny sklep z komiksami, okazjonalnie pisuje scenariusze (między innymi do wydanych w Polsce albumów: Daredevil: Diabeł Stróż oraz Green Arrow: Kołczan), a gdy tylko ma ku temu okazję, to występuje gościnnie w filmach o swoich ulubionych bohaterach (Daredevil [reż. Mark Steven Johnson, 2003], Szklana Pułapka 4.0 [Len Wiseman, 2007]). Również swą błyskotliwą, acz kontrowersyjną karierę zaczął dzięki komiksom. Gdyby nie sprzedaż ich spektakularnej kolekcji (i zaciągnięcie kilku pożyczek), prawdopodobnie Smith nigdy nie uzyskałby środków na realizację swojego pierwszego filmu.

Hydraulicy z Gwiazdy Śmierci

Powstali w 1994 roku Sprzedawcy odnieśli niespodziewany sukces. Oparta na samych dialogach, niskobudżetowa produkcja ma dziś miano kultowej. Właśnie w dialogach i prostocie historii o zwykłych sprzedawcach i ich zwykłym dniu w pracy tkwi siła tego obrazu. Czarno-biała stylizacja dodaje mu specyficznego smaku, a pękające od wulgaryzmów dyskusje głównych bohaterów o życiu, kobietach, filmach i wielu innych rzeczach oczarowały widzów swą autentycznością i prostotą.

Clerks 1994

Już w debiucie Smith dał upust swojej fascynacji uniwersum wykreowanym przez George’a Lucasa w Starej Trylogii – nie obyło się więc bez rozmów o największej mobilnej broni w galaktyce, zdolnej niszczyć planety. Z dialogu, jaki prowadzą między sobą dwaj tytułowi bohaterowie – Randal Graves i Dante Hicks – wyłania się niezwykle oryginalna i ciekawa teoria, jakoby przy zniszczeniu Gwiazdy Śmierci straciło życie wiele niewinnych istnień. Chyba nikt przed Smithem nie zastanawiał się nad tym czy poza podwładnymi Imperatora, którzy z definicji byli źli, na owej stacji kosmicznej znajdowali się zwykli ludzie – hydraulicy, sprzątaczki, dekarze i inni pracownicy wykonujący podobne czynności po prostu w celach zarobkowych, a nie „galaktyczno-ekspansyjnych”. Tego typu konwersacje i hipotezy staną się z czasem jednym z charakterystycznych dla twórczości Smitha motywów. Podobnie jak cała gama innych elementów, które w Sprzedawcach były jedynie zasygnalizowane, a w kolejnych filmach będą eksploatowane z całą mocą. Innymi słowy, Sprzedawcy wznieśli fundamenty pod budowane w kolejnych latach filmowe uniwersum Kevina Smitha oficjalnie znane jako View Askewniverse, a przez większość widzów nazywane po prostu The Jersey Chronicles.

Prezerwatywa z kryptonitu   

Do sukcesu Sprzedawców bezpośrednio przyczynili się bracia Weisteinowie, szefowie Miramaxu, dzięki którym film zyskał szeroką dystrybucję. Smith szybko jednak zrezygnował ze współpracy z nimi na rzecz kontraktu z Universal Studios, dzięki któremu mógł odkupić swoją kolekcję komiksów i – co szczególnie istotne – stworzyć film dla wielkiej wytwórni. Tak powstały Szczury z supermarketu (1995), obraz, który kontynuował specyficzną wizję Smitha. Akcja z małego osiedlowego sklepu przeniosła się do galerii handlowej. Choć film zyskał kolor, estetyka i konstrukcja były podobne do tego, co reżyser prezentował w debiucie. Znowu mamy praktycznie jedno miejsce akcji, a najważniejszą rolę w filmie odgrywają dialogi. Jeśli zaś chodzi o komiksowe fascynacje reżysera, Smith daje o nich znać już w napisach początkowych, gdzie obok nazwisk ekipy tworzącej film można dostrzec spreparowane okładki nawiązujące do największych superbohaterskich opowieści pierwszej połowy lat 90. Ze ścian pokoju głównego bohatera spoglądają na nas między innymi Spider-Man, Punisher i Wolverine. O tym ostatnim jest zresztą mowa w dalszej części filmu.

Clerks 2 2006

Znani z pierwszej części Jay i Cichy Bob chcą sabotować „Randkę w ciemno”, która ma się odbyć w tytułowym supermarkecie. Odkryli oni analogię w budowie sceny do owego show i budowie Gwiazdy Śmierci, dzięki czemu zniszczenie teleturnieju wydaje się prostą sprawą. Jedynym problemem jest ochroniarz o aparycji Terminatora. Dlatego, by go pokonać, Bob ćwiczy swoją moc Jedi (próbuje podnieść siłą woli leżącego na jego dłoni papierosa), a Jay zamierza przechytrzyć ochronę zmieniając się w Wolverine’a i stosując „X-Men style” (cokolwiek to znaczy). Równie ciekawa co rozmowa o Gwieździe Śmierci ze Sprzedawców jest tutaj wymiana zdań na temat życia seksualnego Supermana i Lois Lane. Według dyskutujących bohaterów Lois nigdy nie mogłaby zajść w ciążę z Człowiekiem ze Stali. Zważywszy na niezwykłą siłę Kryptończyka, ten prawdopodobnie w ogóle nie mógłby uprawiać seksu z ziemską kobietą. Według bohaterów, sprawę mogłoby załagodzić użycie prezerwatywy z kryptonitu, to jednak oznaczałoby równocześnie śmierć Esa. Jedynym wyjściem jest więc współżycie z Wonder Women, która byłaby w stanie donosić ciążę (gdyby Lois jednak zaszła w ciążę z Kentem, zginęłaby najprawdopodobniej już przy pierwszym kopnięciu dziecka w łonie). W tego typu dialogach objawia się całe „fanbojstwo” Smitha – nikt, kto autentycznie nie kocha opowieści obrazkowych nie byłby w stanie stworzyć takich dialogów. Dialogów, bawiących zwykłych widzów, jednak najwięcej frajdy dostarczających innym geekom czy ludziom wystarczająco obeznanym w temacie.

Warto również zwrócić uwagę na sekwencję lotu Cichego Boba podczas próby pozbycia się ochrony teleturnieju. Scena w oczywisty sposób nawiązuje do Powrotu Batmana Tima Burtona. Nie tylko strój bohatera jest podobny, ale sama choreografia lotu i praca kamery jest niemal identyczna jak w filmie z 1992 roku. Zresztą w późniejszym obrazie Smitha – Dogmie z 1999 roku, Jay opowiada o wyczynie Boba, nazywając ów lot „akcją na Batmana”.

Kolejną niespodzianką dla fanów kolorowych zeszytów jest gościnny występ samego Stana Lee. Ten legendarny scenarzysta odpowiada za powołanie do życia największych bohaterów wydawnictwa Marvel. Ojciec Spider-Mana, X-Menów, Hulka czy Iron Mana w Szczurach z supermarketu gra samego siebie. Poza mówieniem o komiksach daje głównemu bohaterowi sporo rad na temat życia i miłości. Mimo że film jest dziś uznawany za największe dokonanie Kevina Smitha, w 1995 roku odniósł finansową porażkę. Społeczeństwo nie było przygotowane na tak wulgarną komedię, wypełnioną żartami o seksie i absurdalnymi gagami, a Universal nie do końca wiedział jak film sprzedać.

 Lesbijki i komiksowe konwenty

W 1997 roku reżyser ponownie zaatakował kina – obrazem W pogoni za Amy. Film miał dużo niższy budżet niż poprzednia produkcja, powstał niezależnie i tak jak Sprzedawcy był dystrybuowany przez Miramax. Cechował się charakterystycznym dla Smitha stylem wizualnym, nie zabrakło szalonego humoru, dialogi były luźne i wulgarne, a nawiązania do filmów i komiksów pojawiały się niemal na każdym kroku. Mimo że bohaterowie znów rozmawiają o seksie i Gwiezdnych Wojnach, jest to zaskakująco poważna i dojrzała historia. Romantyczna opowieść traktuje o nieszczęśliwej miłości rysownika do autorki komiksów obyczajowych, która okazuje się lesbijką. Miejscem akcji jest między innymi konwent komiksowy, więc Smith ma jeszcze większą niż zwykle okazję puścić oko do komiksiarzy oraz pośmiać się ze środowiska, piętnując pracę inkerów i zachowanie fanów stojących całymi dniami w kolejkach po autografy. Również profesje głównych bohaterów czynią film jeszcze bliższym miłośnikom historii obrazkowych. W nowym dziele znów mamy okazję spotkać Jaya i Cichego Boba oraz poznać kolejną szaloną teorię na temat Gwiezdnej Sagi, tym razem dotyczącą problemu rasizmu w galaktyce.

Chasing Amy 1997

Zarówno w wyżej opisanych filmach, jak i kolejnych produkcjach Smith w różnoraki sposób uzewnętrznia swe bezgraniczne uwielbienie dla komiksów. W Clerks – Sprzedawcy 2 z 2006 roku bohaterowie rozważają wpływ męczeńskiej śmierci Chrystusa na powstanie filmowej adaptacji Transformers. Z kolei w komedii Zack i Miri kręcą porno (2008) bohaterowie próbują odtworzyć Starą Trylogię w wersji dla dorosłych. Praktycznie w każdym filmie Smitha (może poza Fujarami na tropie [2010], gdzie „chłopak z New Jersey” nie odpowiadał za scenariusz, a jedynie za reżyserię) znajdziemy mnóstwo odwołań do komiksów i filmów. Nie sposób wymienić wszystkich, szczególnie warto jednak opisać film Jay i Cichy Bob kontratakują (2001), który stanowi hołd Smitha dla jego fanów.

Spalić Hollywood

Podobnie jak w W pogoni za Amy tematyczną osią są komiksy. Jay i Cichy Bob ruszają do Hollywood, by powstrzymać produkcję filmu na podstawie komiksu, którego bohaterowie są na nich wzorowani. Jak wspominałem, ten film to hołd Smitha dla jego fanów, więc najlepiej będą się na nim bawić osoby doskonale znające wcześniejsze kinowe dokonania reżysera. I oczywiście inni geecy. Już sam tytuł i logo nawiązują do Imperium Kontratakuje (reż. Irvin Kerchner, 1980), a także początkowe napisy: „Dawno, dawno temu przed pewnym odległym sklepikiem spożywczym…”. Wierni widzowie ponownie spotkają znanych z wcześniejszych filmów bohaterów (niejednokrotnie w podwójnych rolach, np. Jason Lee gra zarówno Brodiego Bruce’a ze Szczurów z supermarketu, jak i Banky Edwardsa z W pogoni za Amy) i usłyszą te same kwestie (choć często wypowiadane przez kogo innego).


Nie tylko w warstwie graficznej odnajdziemy odnośniki do Gwiezdnej Sagi – przykładowo Holden twierdzi, że pomysł zekranizowania komiksu o Jay’u i Cichym Bobie to najgorszy pomysł odkąd Greedo strzelił pierwszy. Zapewne wielu widzów nie zrozumie, że chodzi o scenę ze zremasterowanej (i, po poprawkach, politycznie poprawnej według George’a Lucasa) wersji Nowej Nadziei (1977). To jednak nie koniec cytowania tego dzieła – w filmie Smitha pojawiają się dawno niewidziani aktorzy. Carrie Fisher gra zakonnicę, mimo że kojarzona jest głównie z rolą Księżniczki Lei. Mark Hamil (dla fanów Gwiezdnych Wojen Luke Skywalker, a dla miłośników Batmana Joker z Batman: The Animated Series [1992-1998]) gra tu postać autoironiczną. Parodiuje rolę Luke’a, wcielając się w filmowego antagonistę Bluntmana i Chronica. Tak jak wiele lat wcześniej, tak i tu posługuje się mieczem świetlnym, śmieje się jak Joker oraz finalnie traci dłoń. Nie obyło się bez skojarzeń ze Wściekłymi psami (reż. Quentin Tarantino, 1992), Ściganym (reż. Andrew Davis, 1993), czy Planetą Małp (reż. Franklin J. Schaffner, 1968). Doskonale widoczne są aluzje do E.T. (reż. Steven Spielberg, 1982), Scooby-Doo (1969 – teraz), Aniołków Charliego (1976-1981) i Kubusia Puchatka (1988-1991). W epizodycznych rolach występują znany komiksowy scenarzysta Paul Dini oraz rysownik Joe Quesada.

Niereformowalny fan

Kevin Smith pokazuje na każdym kroku w swoich filmach kim jest. Z jednej strony kręci historie o sobie – opowiada o zwykłych ludziach z New Jersey i wciąż gloryfikuje miejsce, które go ukształtowało. Z drugiej: pokazuje swą nieograniczoną miłość do „kolorowych zeszytów” i Gwiezdnej Sagi. Przemyślenia na ich temat wkłada w usta swoich bohaterów. Filmowe dokonania kieruje do osób takich jak on: zakręconych miłośników, którzy docenią cytat, epizodyczną rolę czy nawiązanie, których przeciętny widz nie zauważy. Tworzy wyraziste postaci, które jednocześnie urzekają tym, jakie są zwyczajne. Wywołuje kontrowersje, wzbudza niesmak lub rozśmiesza do łez. Przede wszystkim jednak bawi się kinem. I trzeba przyznać, że jeśli zaakceptuje się proponowaną przez niego konwencję, to wychodzi mu to doskonale.

Bibliografia:

Muir John, An Askew View: The Films of Kevin Smith, USA 2002, Applause Theatre & Cinema Books.

Filmografia:
Sprzedawcy (Clerks), reż. Kevin Smith, USA 1994.
Szczury z supermarketu (Mallrats), reż. Kevin Smith, USA 1995.
W pogoni za Amy (Chasing Amy), reż. Kevin Smith, USA 1997.
Jay i Cichy Bob kontratakują (Jay and Silent Bob Strike Back), reż. Kevin Smith, USA 2001.