> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

czwartek, 16 stycznia 2014

393 - Sherlock BBC 03x03 - His Last Vow i podsumowanie sezonu

Doooobry odcinek! Oglądnięty tradycyjnie z drobnym opóźnieniem BO SESJA.

Tak jak ostatnio - szybko i chaotycznie, na gorąco, bo niedawno skończyłem oglądać. Poniższe kilka zdań to nie recenzja ani analiza, a raczej zbiór luźnych myśli, które nawiedziły mnie w trakcie seansu i tuż po nim. Może mało merytorycznie, ale od serca.


SPOILERY!!!

Watson to badass! Nieźle się rozprawił z ćpunem na początku odcinka, jednak i tak najlepszy był otumaniony Holmes leżący w kącie. Akcja, że wszyscy pakują się nagle do samochodu Mary znowu byłą elementem komicznym - na szczęście tych w odcinku było zdecydowanie mniej niż w dwóch ostatnich (o których pisałem tu i tu). Nie ogarniam natomiast motywu "ćpuna-pomocnika".

Janine wychodząca z sypialni Sherlocka nieco mnie zaskoczyła. Spodziewałem się, że detektyw ją wykorzystuje by dotrzeć do CAM, ale raczej myślałem, że poprzez relację z nią stworzy sobie sztuczny słaby punkt, który mógłby zaatakować mistrz szantażu i przez to sam wystawiłby się na atak. Myliłem się, ale w jakimś tam stopniu byłem blisko. Natomiast reakcja Watsona na związek przyjaciela, choć spodziewana i zabawna, to przeciągnięta za bardzo, z dopytywaniem się o obiad już przesadzili.

Kolejne informacje, podsuwane nam przez twórców, o pani Hudson tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że chętnie zobaczyłbym spinoff opowiadający o szalonych latach jej młodości.

CAM - Charles Augustus Magnussen, główny przeciwnik naszego detektywa w tym odcinku robi wrażenie. Może nie jest tak szalony i ciekawy jak Moriarty, ale jego zimna osobowość, opanowanie, poczucie bezkarności i inteligencja budzą pewną fascynację. Fizycznie też prezentuje się świetnie, wysoki, chudy, elegancko ubrany... no i kaman - nasikał Holmesowi do kominka, kto inny odważyłby się na zrobienie czegoś takiego?

Holmes i Watson jako włamywacze - spoko wątek. Sprawdziły się moje przypuszczenia co do Janine (u Doyle'a detektyw oświadczał się gospodyni CAM, by dostać się do jego domu), natomiast pojawienie się Mary mocno mnie zaskoczyło. Tak samo jak postrzelenie Holmesa i wszystko co nastąpiło potem - z szalonym Moriartym siedzącym w głowie detektywa na czele. Doskonała rola, doskonała sekwencja. Mały detektyw też uroczy.

Janine w szpitalu - wspomnienie o Sussex od razu skojarzyło mi się z opowiadaniem Wampirzyca z Hrabstwa Sussex i emeryturą Holmesa (opowiadanie Lwia grzywa), bo właśnie tam się udał, gdy zawiesił detektywistyczną działalność.

Zrobienie z Mary tajnej agentki było zaskakujące. Z początku mi się to nie podobało, ale już po chwili łyknąłem twist bez popity. Bo przecież scenarzyści serialu, jako twórcy mają wręcz obowiązek podchodzić oryginalnie do adaptowanych dzieł. A że odważnie sobie poczynają? Dopóki wiedzą co robią, niech fani mają ich w opiece. Świetna scena w kryjówce Holmesa, z Holmsem, który niby jest Holmesem-kukłą, a tak na serio to Watson udający Holmesa-kukłę, która ma udawać prawdziwego Holmesa. Uf. Ładnie i fabularnie gęsto, tylko doktora żal.

Fajnie, że znów pojawili się rodzice Holmesa/Cumberbatcha. Świąteczny fragment nieco rozluźnił atmosferę. Prawie się wzruszyłem, gdy Mary pogodziła się z Johnem, a scena z papierosami mnie rozbawiła.

Na koniec świetny finał - domyślałem się, że Mangnussen trzyma wszystkie informacje we własnej głowie (podobnie chyba było u Doyle'a?), jednak cała sekwencja w białym pokoju była świetnie pokazana i zagrana. CAM dołącza do zacnej garstki osób, którym udało się wykiwać Holmesa, (m.in. obok Irene). Kolejne pstryczki wymierzane w twarz (a przede wszystkim dumę) Watsona fajnie stopniowały napięcie, zastanawiałem się, kiedy doktor nie wytrzyma i zdzieli Mangussena po ryju. Cóż, nie zdzielił, a szkoda.

Natomiast spodziewałem się, że Holmes zastrzeli CAM - było to jedyne wyjście z sytuacji, wiedziałem że detektyw też o tym wie i zrobi co trzeba.

Zakończenie: dobre pożegnanie przyjaciół (bez niepotrzebnych łez, wielkich słów i uścisków, obaj są w końcu dorośli, rozumieją się bez słów) i Holmes na wygnaniu całe cztery minuty! No i powrót Moriarty'ego, ewidentne zagranie pod widzów, by przyciągnąć ich do ekranów w przyszłym sezonie. Jestem na nie, wyciśnięto już z Moriarty'ego ile wlezie, uważam, że niektóre postaci powinny pozostać martwe. Oczywiście jestem ciekaw, co też będzie się działo, ale uważam to zakończenie za sztuczne, naciągane i niepotrzebne. Moriarty odegrał swoją rolę, odszedł z klasą i tak powinien zostać zapamiętany. Wiem, że to prawdopodobnie najbardziej kochany obecnie serialowy antagonista obok Joffreya z Gry o Tron, ale bez przesady. Był największym przeciwnikiem Holmesa i trudno będzie go kimkolwiek zastąpić, ale warto by chociaż spróbować, a nie iść po najmniejszej linii oporu wykorzystując go bo jest bardzo popularny i właściwie niewiele trzeba do jego postaci dodawać. Mam szczerą nadzieję, że Jim pozostanie martwy, nie wróci zza grobu w jakiś magiczny sposób, nie został sklonowany, ani nie miał złego brata bliźniaka. Oby za jego "powrotem" stał ktoś inny i tylko nielegalnie wykorzystywał jego wizerunek by zwrócić uwagę Sherlocka. Czy coś.


Małe podsumowanie (z pozdrowieniami dla Trixie):

Sezon trzeci uważam za udany, pierwsze dwa komediowe odcinki mi nie przeszkadzały, wręcz przeciwnie - dały mi dużo radości. Dodatkowo uważam slapstickowe wstawki za usprawiedliwione w kontekście powrotu Holmesa, który się znacząco zmienił podczas swej nieobecności. Jednocześnie odcinek finałowy, balansujący niejako między tym co znaliśmy z poprzednich sezonów, a "nową" formą, uważam za najlepszy z trzeciej serii.

Mam nadzieję, że czwarty sezon powróci do spraw kryminalnych i będzie poważniejszy, bo choć trzeci bardzo mi się podobał, tak zatęskniłem za morderstwami, kradzieżami, porwaniami i klientami, którym Holmes pomaga w rozwikłaniu innych dziwnych przypadków.

Największym problemem sezonu było dla mnie to, że powoli przyzwyczaiłem się do rodzaju zaskoczeń, jakie szykują twórcy. Wszystko, co ma być zaskakujące, tak na prawdę takie nie jest, bo spodziewamy się niespodziewanego, a uważnie wszystko oglądając, możemy, huhuhu, to i owo wydedukować.

No i tak pisząc o Sherlocku od kilku tygodni wychodzę chyba na jakiegoś psychofana - nic bardziej mylnego, fandom mnie szczerze przeraża, a ja po prostu lubię ten serial. Nadmierna ekscytacja i zauważanie niemal samych plusów to efekt oglądania i pisania "na gorąco". Przejdzie mi przy powtórkach na DVD. Bo daleki jestem od uznawania Sherlocka najlepszym serialem ever, czy nawet najlepszym serialem kryminalnym ever - w tej drugiej kategorii wciąż rządzi Luther, a i Detektyw może namieszać już niedługo.

Trzeci Sherlock się skończył, czas najwyższy by powrócić do normalnej aktywności blogowej. Nowe recenzje, kolejne podsumowania 2013 roku oraz kilka gorących newsów już wkrótce! Bo rok 2014 zaczął się zaskakująco dobrze.

9 komentarzy:

trixie pisze...

Po pierwsze: dzięki za pozdrowienia, miło mi :)

Ogólnie, jeżeli chodzi o odczucia po odcinku, mam całkiem podobne, tyle, że jak już przeczytałeś, jak głupia cieszę się z możliwego powrotu Jima :D
I wcale nie uważam, że w finale 2 sezonu odszedł z klasą, bo odszedł jak wariat i szaleniec, którym z jednej strony był. Tak też mam nadzieję, że jak wariat i szaleniec powróci, a wraz z nim gierki na czas z Sherlockiem ;)

Do usłyszenia :)

I nie martw się, nie tylko Ty jak zapaleniem możesz mówić i mówić i mówić o Sherlocku. Ja już się boję przy znajomych odzywać, bo sama mam wrażenie, że za dużo mówię :D

Anonimowy Grzybiarz pisze...

W sumie nie często mam okazję rozmawiać o Sherlocku ze znajomymi, może dlatego się tak rozpisałem na blogu ;)

Odszedł jak wariat i szaleniec, bo był wariatem i szaleńcem, dla mnie samobójstwo w jego wypadku było świetnym rozwiązaniem i pogłębiało tragizm postaci. Nie jestem przekonany do jego powrotu, co za dużo to nie zdrowo.

trixie pisze...

Dla mnie akurat Jima jak najwięcej. :D

Mam nadzieję, że zdjęcia ruszą już niedługo i że być może w te święta się przekonamy jak było na prawdę. :)

Btw. Może masz jakieś linki do wywiadów z M&G na temat 4 sezonu?

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Może rzeczywiście dostaniemy w święta nowy sezon, a może tylko odcinek specjalny, czyli "Christmas Special", tak jak co roku w przypadku Doktora Who.

Jest też taka opcja, że mogli już nakręcić ten epizod, przy okazji kręcenia 3 sezonu, popularne stało się kręcenie kilku filmów na raz (2 i 3 część "Piratów z Karaibów", "Hobbit" itp.), więc może z "Sherlockiem" zrobili podobnie.

Szczerze mówiąc nie mam linków do wywiadów, opieram się na newsach wrzucanych przez znajomych na fejsa ;) A że co dopiero skończył się sezon 3 to daję sobie odetchnąć od Holmesa, jak mówiłem - nie jestem psychofanem ;)

Anonimowy pisze...

Proszę wybaczyć, ale trochę po "sherlockowemu" się przyczepię - nie "oglądnięty" a "obejrzany" - dużo lepiej czyta się dobre teksty, kiedy ich autor dba o poprawność :) Pozdrawiam!

W. pisze...

Tak naprawdę wszyscy jesteśmy psychofanami Sherlocka, haha...

A tak serio, kocham Watsona badassa.
No i jak już pisałam u mnie, ja akurat cieszę się z powrotu Moriarty'ego, nawet jeśli jest tani i niekanoniczny - chociaż to się dopiero okaże!

Monika Ef pisze...

W Sherlocku BBC, bezdomne dzieci, które pomagały Holmesowi w opowiadaniach, zastąpiono dorosłymi bezdomnymi... A ćpun pewnie dlatego, bo Sherlock poznał go w tej melinie. Może rozwiną ten motyw w kolejnym sezonie. Szczerze to nie mam pojęcia, dla mnie te wszystkie odcinki są jak zlepki pojedynczych scen, które autorzy albo zgapili od fanów, albo sami sobie wymyślili. W rezultacie wyszło im naprawdę chaotycznie (pisałam o tym w moich notkach)... Więc może nie ma co czepiać się szczegółów, może Gatiss&Moffat sami nie mieli dokładnej wizji i działali na oślep, rzucając to ćpuna-pomocnika, to tą bezsensowną sprawę z "duchem"...

Chętnie zobaczyłbyś spinoff z panią Hudson? Nie zdziwiłabym się, gdyby przyszły sezon był pełen takich spinoff'ów. Już tutaj poruszyli temat Sherlocka-dziecka i ewidentnie zaczyna im brakować pomysłów, więc w sezonie czwartym mogą zafundować taki misz-masz odniesień do przeszłości. Osobiście mam nadzieję, że nie, ale znam oryginalne opowiadania i widzę, że naprawdę sporo już z nich zaczerpnęli.

"Jestem na nie, wyciśnięto już z Moriarty'ego ile wlezie, uważam, że niektóre postaci powinny pozostać martwe."
Zgadzam się :)

Anonimowy pisze...

Myślę, że jeśli Moriarty żyje, to dowiemy się o tym dopiero na końcu serialu. Np. że stał za wszystkimi wydarzeniami, jakie miały miejsce po "samobójstwie". Nie przepadałam za Moriartym, ale jednak brakuje mi tej postaci. Cuuuudna gra aktorska, gdy się pojawiał, to nawet Sherlock bladł przy nim. To samobójstwo może i było genialnym zwrotem akcji w 6.odcinku, ale jeśli Jim miałby być takim geniuszem jak Sherlock, to spodziewałabym się po nim czegoś jeszcze, choćby tego, że sprawdzi czy jego plan się powiódł. Możliwe, że jest jeszcze jakieś drugie dno. Obstawiałabym, że Mycroft z sobie znanych przyczyn mógł być zamieszany w to zmartwychwstanie, że doszedł z Moriartym do jakiegoś porozumienia. Dziwne mi się wydało to, że pozwolił bratu na tą szaleńczą zabawę z psychopatą, lecz był szczerze zaniepokojony wmieszaniem się Sherlocka w sprawę Magnussena. Wydaje mi się, że Watson coś wie o tym gifie na końcu 3. sezonu. Owszem, John i Sherlock są dorośli, ale jednak ich pożegnanie było trochę dziwne.

Jan Sławiński pisze...

Moriarty układający się z Mycroftem brzmi ciekawie,a może po prosu Watson wypuścił tego gifa, coby Holmes wrócił. Kto wie? Trzeba czekać.