> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 9 stycznia 2009

Post 62 - Nie jest martwym co może spoczywać wiekami

Jedziemy z obiecanymi rzeczami:

Wartości idą na pierwszy ogień. Mam mieszane uczucia co do tego komiksu. Z jednej strony, jest bardzo przyjemny klimat, miejscami rośnie banan na twarzy. Rysunki są bardzo chłodne. Mogę spokojnie powiedzieć, że jeśli nowe rzeczy Śledzia będą w takim stylu to ja biorę wszystko (i tak biorę wszystko co podpisane "Śledź", ale w takim stylu biorę z podwójną przyjemnością). Z drugiej strony mogło być lepsze i czegoś lepszego się spodziewałem. Ale uważam, że w miarę rozwoju serii, będzie coraz lepiej. Mało kiedy pilotowe odcinki mnie zachwycają, a potem i tak wsiąkam na całego.
BTW - w przeszukiwaniu neta znalazłem coś takiego. Śledziu?


To nie tak jak myślisz, kotku. Chyba śmiało mogę powiedzieć, że druga najzabawniejsza komedia roku (obok Lejdis). Oparta na samych dialogach. Mistrzostwo. Nie wiem, jak można napisać coś takiego. Serio. W sumie chyba nie mogę powiedzieć niczego o fabule, by nie zdradzić jakiś istotnych szczegółów. Polecam. Naprawdę śmieszne gagi, dobrze zagrane, bez przynudzania i, z ciekawym, zaskakującym, zakończeniem. I to wcale NIE JEST KOMEDIA ROMANTYCZNA! Żeby Was różowość plakatu nie zmyliła! I w ogóle, to trudno się o takim filmie pisze.




Ile waży koń trojański? Z załogą, czy bez? - kolejna polska komedia. Ostatnia na podium w tym roku. Juliusz Machulski pokazał po raz kolejny, że umie robić filmy. Co tu dużo mówić. To mój ulubiony polski reżyser i scenarzysta filmowy. Zresztą chyba jeden z bardziej znanych. Wystarczy wymienić tylko kilka tytułów: VaBank, Seksmisja czy Killer. Nowy film jest inny. Nie jest to chyba taka 100% komedia, bo na dobrą sprawę, nie ma tam dużej ilości żartów. Jest ich trochę, ale jak już jakiś się pojawi to naprawdę śmieszy. Chyba w zamyśle nie miał to być film całkowicie nastawiony na śmiechowość, jak choćby Killer czy Kingsajz. Akcja jest leniwa (co ma swój urok), a film skłania do refleksji na temat "tamtych czasów". Choć sam nie mogę pamiętać PRLu, to film pokazał mi jak one wyglądały. I chyba przemówił bardziej, niż lekcje historii.
Nie zraźcie się początkiem. Potem jest dużo lepiej. Babcia wymiata!

Ta gra jest genialna. Lego: Star Wars całkowicie mnie zniszczyło. Zagrywam się w nią, niby dzieciak. Prosta, bezstresowa i baaaardzo klimatyczna. Przeszedłem całą w jeden wieczór, a teraz się męczę, by wymaksować wszystkie bonusy, znaleźć wszystkie klocki i zdobyć dojście do ukrytego poziomu. Wielopoziomowość gry bardzo wydłuża jej grywalność (niektóre plansze trzeba przejśc po kilka(naście!) razy i to różnymi postaciami) i przyciąga do komputera na długie godziny. Mam nadzieję, że wszystkie gry lego stoją na równie wysokim poziomie, co zdaje się potwierdzać widziany na jutubie gameplay Indiany Jonesa i wielogodzinna zabawa z Batman Lego (opisana kilka postów wcześniej). Małe klocki, a cieszą.

Czytam "Żarna Niebios" Kossakowskiej, przeczytałem "Narrenturma" Sapokowskiego.



Gjallar się trochę rusza. Ale tracę zapał. Niestety. Marek chyba też.

Straszny bełkot wyszedł z tej dzisiejszej notki.. Chaos na chaosie chaosem poganiany. Wybaczcie. Nie mam siły by poprawiać.

I generalnie to ostatnio nie lubię fizyki.

P.S. Ściągajcie muzę KRLa, bo całkiem, całkiem.

2 komentarze:

Grim pisze...

W ogóle "To nie tak..." to w zasadzie momentami parodia komedii romantycznych - plakat, tytuł, hasło reklamowe, nawiązujące do tych kiczowatych bajerów na walentynki, i reklama stacji radiowej - nagminna cecha rozpoznawcza polskiej komedii romantycznej XXI wieku. A tu niespodzianka - film okazuje się farsą, przeplataną zgrabnie z komedią omyłek w iście francuskim stylu :D

pawelk pisze...

koń trojański tragiczny... na siłę i nie wiadomo po co