> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozmowy na dwie głowy: Preacher i Outcast

Czyli serialowe wakacje z demonami.


W amerykańskiej telewizji rozpoczął się już okres wakacyjny, ale nie oznacza to braku nowości. Dwie z nich – Outcast i Preacher – zapowiadają się naprawdę ciekawie i to nie tylko dlatego, że są kolejnymi serialowymi adaptacjami komiksów. Uważnie przyglądają im się Jan Sławiński i Mateusz Piesowicz.


Jan Sławiński: Obie produkcje wywoływały sporo szumu jeszcze przed premierą. Outcast bazuje na komiksie Roberta Kirkmana, twórcy Żywych trupów, których telewizyjna adaptacja okazała się wielkim sukcesem. Oczekiwania fanów podgrzewała jednocześnie informacja o wyborze reżysera pilotowego odcinka, który jak wiemy często nadaje swój autorski styl całemu serialowi. Ty razem padło na Adama Wingarda, twórcę którego nie trzeba przedstawiać żadnemu miłośnikowi niezależnego horroru. Z kolei Preacher to już legenda – obrazoburczego komiksu Gartha Ennisa i Steve'a Dillona nie chciano w żadnej stacji – nawet przełamujące granice HBO odstawiło projekt na półkę. Plotki o ekranizacji krążyły od co najmniej dekady, a gdy ujawniono, że produkcją zajmą się Seth Rogen i Evan Goldberg, kojarzeni raczej z niewyszukaną komedią, fani poczęli rwać włosy z głów.

Mateusz Piesowicz: Całkiem niesłusznie, jak się okazało, bo duet Rogen & Goldberg do spółki z Samem Catlinem podeszli do zadania z pełną powagą (choć może to nie do końca właściwe słowo przy tym serialu, ale o tym za chwilę). Twórcy nie ukrywali, że są wielkimi fanami komiksowego pierwowzoru i to po prostu na ekranie widać. Ich Preacher to odświeżająca mieszanka pomysłowego podejścia z zachowaniem ducha oryginału, o co wcale nie jest łatwo, gdy różnorakie ekranizacje wyskakują z każdego kąta w coraz większej liczbie. Przyznaję, że sam miałem obawy o tę adaptację, bo komiks Ennisa i Dillona to materiał równie wdzięczny, co niebezpieczny do przeniesienia na ekran, ale zostałem pozytywnie zaskoczony. Inaczej podchodziłem do Outcast, którego oryginału nie znam, więc nie miałem szczególnych oczekiwań. I tutaj jednak mogę powiedzieć, że twórcy sprostali wyzwaniu.

Outcast: Opętanie (2016­-, Robert Kirkman)

Jan: Serialowy Preacher, zgodnie z oczekiwaniami, podzielił widzów. Jedni krzyczą: "Zajebiste!", podczas gdy inni marudzą, że "w komiksie było inaczej". Osobiście, po trzech odcinkach, jestem bardziej skory dołączyć do pierwszej grupy. Produkcja Rogena i spółki czerpie z oryginału, ale nie podąża ślepo utartymi przez Ennisa ścieżkami. Twórcy telewizyjnej wersji bawią się chronologią wydarzeń, podkręcają charaktery postaci wedle własnego uznania i po prostu świetnie się bawią. Zamiast podejść na klęczkach do opus magnum irlandzkiego scenarzysty, wolą zaprezentować własną wersję znanych wydarzeń. Dostajemy wybuchową mieszankę akcji, szalonych charakterów i czarnego jak smoła humoru. Myślę, że wszyscy osieroceni po zakończeniu Banshee (2013-2016, Jonathan Tropper, David Schickler) widzowie znajdą tu coś dla siebie. Jestem ogromnie ciekawy, które elementy komiksowego oryginału zostaną wykorzystane, w jaką stronę pójdzie serial i gdzie znajdą się punkty wspólne. Komiksowego Kaznodzieję otacza zasłużony kult, teraz AMC może na dziele Ennisa zbudować nową legendę.

Mateusz: Zupełnie nie rozumiem narzekań na brak stuprocentowej zgodności z pierwowzorem. Nie odmawiam Kaznodziei otaczającego go kultu (choć mógłbym z nim podyskutować, ale to już temat na inną rozmowę), ale komiks komiksem. Telewizja to całkiem inne, rządzące się swoimi prawami medium, któremu przeniesienie obrazkowej historii w skali jeden do jednego mogłoby się tylko odbić czkawką. Do Preachera podchodziłem więc z ostrożnością, ale po kolejnych odcinkach zmieniała się ona w coraz większy entuzjazm. Wizja Rogena i reszty zdecydowanie przypadła mi do gustu, a zmiany względem komiksu, chwilami naprawdę spore, uważam za trafione w dziesiątkę.

Weźmy choćby trójkę głównych bohaterów, Jesse'ego, Cassidy'ego i Tulip, i ich relacje, które od samego początku są niezwykle dynamiczne. Zachowano najważniejsze fakty, ale całość dostała takiego przyspieszenia, że widz "wsiąka" w ich świat od pierwszych sekund, mimo że w sumie nie ma pojęcia o co w nim chodzi. Twórcy nie skupiają się na powolnym budowaniu charakterów, ale od razu wrzucają nas w środek tego zwariowanego trójkąta. A że towarzyszy temu naprawdę solidna dawka akcji i humoru (komediowy rodowód producentów daje o sobie znać), to kolejne minuty mijają bardzo szybko. 

Preacher (2016-, Sam Catlin, Evan Goldberg, Seth Rogen)

Jan: Wspomniałeś o "duchu oryginału", który unosi się nad serialem i trudno nie przyznać Ci racji. Świetnie napisane postaci pogłębiają to wrażenie. Natomiast wszystkim fanom wierności materiałowi źródłowemu można śmiało polecić Outcast. Pilot przenosi na ekran pierwszy zeszyt komiksu niemal kadr po kadrze, dialog po dialogu. Drugi epizod poczyna sobie z komiksem Kirkmana i Paula Azacety już nieco odważniej. Nie zmienia to faktu, że niesamowite przypadki spotykające Kyle'a Byrnesa, głównego bohatera, dużo lepiej śledzi się na małym ekranie niż na kartach komiksu. Przyznam szczerze, że oryginał nieco mnie znużył. Obyczajowa warstwa, która wychodzi na pierwszy plan, to kolejna opowieść o małomiasteczkowej społeczności. Jako wierny czytelnik Stephena Kinga znam takie miasteczka na wylot, a element nadprzyrodzony – sprytnie trzymany przez Kirkmana na granicy kadru ­– dużo lepiej sprawdza się w telewizji dzięki sprawnemu wykorzystaniu dynamicznego montażu czy klimatyczne skomponowanych zdjęć, uzupełnionych w warstwie audialnej przez sugestywną muzykę.

Mateusz: Zaskoczyłeś mnie tą nużącą warstwą obyczajową, bo przyznaję, że to właśnie był element, który w pierwszych odcinkach Outcast spodobał mi się najbardziej. Wprawdzie do horrorów o opętaniu nie pałam szczególnie ciepłym uczuciem, ale ten całkiem sprawnie połączył dobrze zrealizowane sceny "straszenia" z dramatem obyczajowym na poziomie. Tutejsi bohaterowie to postacie z krwi i kości, mający swoje problemy i wyraźnie zarysowane tło, urealniające całą tą nadprzyrodzoną historię. Dodajmy do tego niezłe dialogi i solidne aktorstwo (naprawdę dobry Patrick Fugit w głównej roli), i mamy może nie obowiązkową, ale na pewno wartą uwagi pozycję.

Outcast: Opętanie (2016­-, Robert Kirkman)

Jan: Warstwa obyczajowa wypada w serialu o wiele lepiej, w dużej mierze dzięki solidnemu aktorstwu, o którym wspominasz. Fugit buduje wiarygodną postać neurotyka, która na równi wzbudza współczucie, jak i niepokój. Twórcy wiedzą, jak podsycać napięcie, karmiąc widza okruchami informacji – ja jestem zaintrygowany i z chęcią obejrzę kolejne odcinki. Podoba mi się tajemnica kryjąca się gdzieś za plecami bohaterów i intrygują mnie ich przeszłość oraz dalsze losy. Sam Wingard, który zajął się reżyserią pilota, dobrze radzi sobie z wyświechtanymi konwencjami gatunkowymi - co udowodnił w Gościu (The Guest, 2014) czy Następny jesteś ty (You're Next, 2011) - więc, o ile scenariusz na to pozwoli, być może czeka nas dużo mniej oczywiste widowisko, niż to może się na pierwszy rzut oka wydawać.

Mateusz: O ile w przypadku Outcast możemy dyskutować o scenariuszowych oczywistościach, o tyle Preacher unika ich jak ognia. Po części to zasługa oryginału, ale tylko w pewnym stopniu, bo jak już wspominaliśmy, twórcy sięgają po niego dość swobodnie. Dzięki temu nawet widzowie znający komiks, nie mogą być pewni, w jakim kierunku podąży fabuła. Wszak jej pozornie najważniejszy element, czyli tajemnicza siła, którą otrzymał Jesse i co się z nią wiąże, w pierwszych trzech odcinkach była tylko jedną z wielu atrakcji. Ciekawi mnie, jak twórcy to rozwiążą, bo fakt, że podążają w tym samym kierunku, co autorzy komiksu, zdołali już wyraźnie udowodnić. Pytanie tylko, czy wizualne atrakcje nie zasłonią poruszanych tu kwestii, które w oryginale były przecież dalekie od lekkich i przyjemnych.

Jan: Ta niewiadoma przyciąga do ekranu i każe czekać na nowe odcinki. Niezależnie od tego, co zaserwują nam twórcy, jednego możemy być już pewni: nie ma co liczyć na banalne rozwiązania. Nawet jeśli serial nie podniesie wszystkich trudnych kwestii, które poruszał oryginał, dostaniemy przynajmniej bezpretensjonalną rozrywkę i kawał porządnej, współczesnej telewizji.

Preacher (2016-, Sam Catlin, Evan Goldberg, Seth Rogen)

Mateusz: To prawda, Preacher spełnia wszystkie wymogi nowoczesnego serialu – są intrygujące postaci, jest akcja, przerysowana przemoc i niebanalny humor, zdarza się mrugnięcie okiem w kierunku widza, a wszystko to w szybkim tempie, dynamicznie zmontowane i przyozdobione idealnie pasującą muzyką. Warto też zauważyć świetną obsadę, w której wbrew pozorom wcale nie bryluje Dominic Cooper (Jesse). Show kradną mu Joseph Gilgun (Cassidy) i Ruth Negga. Tulip w wykonaniu tej ostatniej oczarowała mnie od pierwszego pojawienia się na ekranie.

Jan: Moim ulubieńcem jest zdecydowanie Joseph Gilgun, któremu granie niezrównoważonych postaci wychodzi doskonale już od czasu komediowego Misfits (2009-2013, Howard Overman). Trudno nie polubić jego interpretacji Cassidy'ego (mógłby częściej używać przeciwsłonecznych okularów i byłoby perfekt), a przecież zadziornej Tulip również nie można odmówić destrukcyjnego uroku. Pośród tej dwójki Cooper wypada nieco blado, ale ma jeszcze szanse na rehabilitację, wszak za nami dopiero trzy odcinki. Zgodnie polecamy te już dostępne i wspólnie wypatrujemy kolejnych. Oby twórcom długo nie zabrakło energii, bo jak na razie Preacher bawi i intryguje, a ma potencjał na o wiele więcej.

Mateusz: Na koniec wypada tylko życzyć sobie, by wysoki poziom pierwszych odcinków został utrzymany do samego końca i w Outcast, i w Preacherze. Jeśli tak będzie, czeka nas naprawdę udane serialowe lato.

3 komentarze:

Kasia Zamieszana pisze...

Ciekawe są te propozycję i może skusze się na odcinki pilotowe, chociaż opętanie to nie jest tematyka, do której pałam wielką miłością:) Pozdrawiam!

Asia pisze...

Na razie ogarniam końcówkę ostatniego sezonu "Silicon Valley", ale " Preacher" na pewno obejrzę. "Outcast" pewnie też.
Pozdrawiam i dzięki za fajna recenzję :)

Samanta Dryja pisze...

Jestem tak bardzo w tyle z serialami, że aż serce mi pęka, kiedy czytam o kolejnych premierach! :(