> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 7 lipca 2017

Scooby-Doo! Mystery Incorporated - Scooby-Doo i brygada detektywów (2010)

Przystojniak, ślicznotka, mól książkowy, głodomór i strachliwy dog niemiecki. Od niemal 50 lat (bo już od 1969 roku) rozwiązują tajemnicze sprawy i racjonalnie tłumaczą to, co wydaje się paranormalne. Jeśli kiedykolwiek zatęskniliście za przygodami nastoletnich detektywów, to koniecznie dajcie szansę serialowi Scooby-Doo i brygada detektywów (2010).




Twórcy po latach eksperymentów (Szczeniak zwany Scooby-Doo, dwa dziwne filmy spod pióra Jamesa Gunna) postanowili wrócić do formuły z serialu z końca lat 60. Mamy więc czwórkę przyjaciół, którzy wraz z psem w każdym odcinku rozwiązują jedną tajemniczą sprawę. Taka forma skutkuje korzystaniem z utartego schematu, bowiem zgodnie z założeniami oryginału – od których stopniowo odchodzono poczynając od filmu Scooby-Doo na wyspie zombie (1998) – dzieciaki mają do czynienia nie z prawdziwymi potworami, a przebierańcami. Kto obawia się nudy i powtarzalności, ten zostanie zaskoczony. Intrygi, choć proste (liczba podejrzanych najczęściej nie przekracza dwóch osób), są pomysłowe i satysfakcjonujące, nawet dla dorosłego odbiorcy. Sporym atutem jest całe mnóstwo nawiązań do klasycznych horrorów i popkultury – m.in. Halloween (Daphne dorabiająca jako opiekunka do dzieci), Twin Peaks (Scooby w czerwonym pokoju), Hellraisera (charakterystyczny sześcian znaleziony na miejscu zbrodni).

Ponadto duży nacisk położono postacie, a także ich fabularną wiarygodność. Nie są to już dzieciaki znikąd – akcja Brygady detektywów rozgrywa się w rodzinnym miasteczku Freda, Daphne, Velmy i Kudłatego, a widz ma okazję poznać nie tylko ich rodziców, ale i szkolnych kolegów (część postaci, jak lokalny szeryf czy ojciec Freda próbujący sprowadzić go na właściwą drogę, pojawiają się w serialu regularnie). Znacznie rozwinięto również relacje między samymi bohaterami, Fred i Daphne tkwią w dziwnej relacji między przyjaźnią a miłosnym niedopowiedzeniem; Kudłaty i Velma tworzą parę, a ich intymne kontakty psuje Scooby, zazdrosny o najlepszego kumpla (sam Kudłaty jest zresztą rozdarty między lojalnością do psiego przyjaciela i fascynacją dziewczyną). Wszystko to wypada nadzwyczaj wiarygodnie, dynamizuje relacje między postaciami (które nie są już tylko i wyłącznie paczką przyjaciół), niejednokrotnie wpływa na fabułę i potrafi wywołać na twarzy szczery uśmiech.


Ciekawy odstępstwem od formuły oryginału jest mglista intryga, która rozgrywa się w tle na przestrzeni całego serialu. Jasne, poszczególne odcinki to zamknięte całości, sprawa tygodnia, która zaczyna i kończy się w tym samym epizodzie. Co jakiś czas bohaterowie znajdują jednak wskazówki lub dostają informację (od tajemniczego Mr. E), wedle których w Crystal Cove dzieje się coś o wiele poważniejszego, niż wybryki kolejnych przebierańców szukających zemsty. Całość została odgórnie zaplanowana na 52 epizody (2 sezony) i powoli, stopniowo odkrywa swe tajemnice.

Nigdy nie przypuszczałem, że jeszcze kiedyś z zapartym tchem będę śledził przygody Scoobiego i spółki. Z jednej strony to przyjemny powrót do czasów dzieciństwa, gdy na VHSie katowałem Wyspę zombie i kilka nagranych z TV odcinków. Z drugiej – multum nawiązań do klasycznych horrorów, samoświadomość i charakterologiczne pogłębienie postaci sprawiają, że Scooby-Doo jest dojrzalszy niż kiedykolwiek wcześniej. Jedyne, co czasem mi zgrzyta, to voice acting – można się śmiać, że Toby Maguire to najstarszy nastolatek na świecie (w momencie, gdy występował w Spider-manie Sama Raimiego miał prawie trzydziestkę), jednak nikt nie przebije Freda, któremu głos podkłada Frank Welker, czyli oryginalny Fred z 1969 roku. You do the math. Mimo to, nie ulega wątpliwości, że Scooby-Doo i brygada detektywów to serial, któremu zdecydowanie warto poświęcić kilka wieczorów.

8/10

1 komentarz:

Tomek Kleszcz pisze...

Zaintrygowałeś mnie, muszę to obczaić.