> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 2 października 2017

Maniak miłości. Wyznania seryjnego randkowicza - recenzja

Koren Shadmi był jednym z gości tegorocznej edycji Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Na spotkaniu autorskim opowiadał, że większość historii przedstawionych w komiksie Maniak miłości przydarzyła się naprawdę – jemu lub któremuś z jego znajomych. W tej semiautobiograficznej historii czytelnik wraz z „K”, głównym bohaterem komiksu, pozna nieprzewidywalny świat internetowych randek.




Zaczyna się jak wiele podobnych opowieści – „K”, animator-wrażliwiec, rozstaje się z dziewczyną. Bolesna strata wytrąca bohatera z równowagi, pozbawia pewności siebie i negatywnie wpływa na towarzyskie relacje z innymi. Wyjściem z dołka może okazać się szansa, jaką daje Lovebug – popularny portal randkowy „dla desperatów”.

Trudno nazwać fabułę przedstawioną przez Korena Shadmiego oryginalną czy odkrywczą. Każdy, kto kiedykolwiek spotkał się z kimś poznanym w internecie, czy to na portalu randkowym czy forum dla maniaków RPG, ten prawdopodobnie wie, że wyobrażenia o idealnym partnerze często rozpływają się w powietrzu w momencie poznania w realu. Komiczny potencjał tkwiący w tego typu interakcji został już wykorzystany wielokrotnie, chociażby jeden z odcinków drugiego sezonu netflixowego Master of None bawił się tematem z gracją i wyczuciem. 

Autor Maniaka miłości stanął przed ciężkim zadaniem zabierając się za tak wyeksploatowany temat jak randki w ciemno. Mimo że zakończenie łatwo przewidzieć (zwłaszcza, jeśli jest się niepoprawnym romantykiem), a epizodyczna struktura (od randki do randki) w połączeniu z zabawnymi puentami poszczególnych scen może podważać powagę opowiadanej historii, to lektura komiksu Shadmiego jest satysfakcjonująca i dostarcza frajdy. Duża w tym zasługa cartoonowej oprawy graficznej (charakterystyczne cechy poszczególnych partnerek „K” są odpowiednio uwypuklone, czasem wręcz do przesady), a dzięki specyficznej technice (plansze nie są tuszowane, szkice wykonane niebieskim ołówkiem, który w dalszej części pracy jest komputerowo usunięty, zostają pokryte zwykłym ołówkowym grafitem) całość zyskuje unikatową miękkość. Wszystko to w ciepłych, pastelowych barwach, co tylko podkreśla złudzenie bajkowości świata przedstawionego.

Mimo kilku potknięć Maniak miłości, to nie tylko lekkie, pełne humoru wspomnienia randkowicza, ale też próba krytycznego spojrzenia na dzisiejsze społeczeństwo – uzależnione od aplikacji randkowych, intensywności chwilowych doznań i internetu. Im więcej „K” poznaje dziewczyn, im łatwiej mu idzie umówienie się na kolejne spotkania, tym mniejszą czerpie z nich satysfakcję. W pewnym momencie wpada w błędne koło – zawieszony między coraz mniej zadowalającym go randkowaniem a bezsensownym z nowej perspektywy ustatkowaniem poprzedniego życia - życia, gdy nie korzystał z Lovebuga. 

Na podstawowym poziomie odbiorczym to przede wszystkim zbiór anegdot okraszonych czasem spektakularnymi puentami, których chętnie wysłuchałoby się przy piwie. I jako takie, działają doskonale. Miłośnicy komiksowych opowieści znajdą tu analogie do twórczości Chestera Browna (Na własny koszt. Komiksowy pamiętnik bywalca burdeli), Joe Matta (Spust, czyli pamiętnik onanisty pasjonata) a także inspiracje pracami Roberta Crumba. Koren Shadmi mówi jednak własnym, wyrazistym głosem, a konotacje z wymienionymi twórcami działają tylko na jego korzyść.

7/10

Dziękuję wydawnictwu Timof Comics za udostępnienie egzemplarza komiksu do recenzji.

Brak komentarzy: