> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 4 sierpnia 2010

156 - Smutno mi, Boże...

Niektórym scenarzystom i reżyserom powinno się wyrwać jaja. O tym będzie ta notka, bo jestem zniesmaczony i jest mi smutno. Dwaj panowie zbeszcześcili moje dziecięce wspomnienia, ale o tym zaraz...

... teraz polecam sprawdzać od czasu do czasu Larsenofilię, gdzie niedługo będziecie mogli zobaczyć moją roześmianą michę.

Wracając do meritum sprawy, zacznę od tego, że gdy słyszę słowo "dzieciństwo" to przed oczami staje mi Batman z TASu i Goku ("Songo") z Dragon Balla, który leciał popołudniami na RTL7.

Dragon Ball Evolution to już przebrzmiała melodia, już w 2009 wszyscy uznali to za chłam. Tysiące fanów zaczęło popełniać zbiorowe samobójstwa podczas seansów itp. Ogólnie porażka dekady.
Ja jednak dopiero teraz oglądnąłem aktorską wersję tego kultowego anime (powstałego na podstawie kultowej mangi).
Jestem wstrząśnięty tym co zobaczyłem.

Bo to się w głowie nie mieści. Film, który miał być hołdem z okazji dwudziesto pięcio lecia powstania mangi jest po prostu tandetny. Całość wygląda jak słabej jakości fanfilm, z marnymi aktorami (którzy drętwo grają, a na plakacie wyglądali całkiem spoko), tanimi efektami specjalnymi i okropnym scenariuszem.
Ha! Scenariusz jest chyba najgorszą częścią tego obrazu nędzy i rozpaczy.
Nie ma tu ani krzty dawnej magii, która potrafiła urzec i oczarować widzów, oglądających anime.

Postacie to gwóźdź do trumny. Chyba ani jedna postać nie została wiernie odwzorowana (czy to z wyglądu czy charakteru), a zmiany które nastąpiły nie są wcale dobre. W ogóle nie są dobre. Ani jedna.

Zacznijmy może od czarnych charakterów.
Filmowy Piccolo to takie połączenie mangowego Pilaffa i Piccolo właśnie. Koleś mieszka na jakimś statku kosmicznym (wtf?!), i dzięki swojej krwi stwarza jakieś dziwne potworki (WTF?!?!). Towarzyszy mu bezimienna panna, która dobrze się bije i ma fajne gadżety (jej pierwowzorem była chyba pomocnica Pilaffa - Mai).

Filmowy Goku to natomiast chłopak, którego wychowuje Dziadek. Nie ma ogona i chodzi do szkoły. Jest frajerem, bo dziadek zabronił mu używania wszystkich zajebistych technik przeciwko kolegom, którzy oczywiście to wykorzystują i znęcają się nad biednym Goku ( ;( ). Jeździ na rowerze (a gdzie chmurka Kinto?!) i otwiera szkolne szafki za pomocą Ki (!!!). Wydaje się całkiem miły. Kocha też swoją koleżankę z klasy - Chi chi, która jest córką bogaczy i też ćwiczy sztuki walki (no i leci na Goku, bo ten otworzył jej szafkę, kiedy ta się zacięła, och, ah!).

Yamsha pojawia się na chwilę w filmie. Mieszka na pustyni i zakochuje się w Bulmie - to tyle, jeśli chodzi o podobieństwa. W filmie nie potrafi nawet walczyć (a przecież na początku mangi/anime był niezłym kozakiem! Potem osłabł, gdy reszta zaczęła przechodzić w SSJ i wyższe poziomy) i jest jakiś strachliwy taki...

Mniejszą porażką jest Wielki Mistrz, Muten Roshi, Kame-senin, Genialny Żółw. Na szczęście z wyglądu, bo gra całkiem nieźle i ma podobny charakter co oryginał (też jest zboczeńcem). Rozumiem, że chodzenie w wielkiej żółwiej skorupie filmowcy sobie opuścili, ale gdyby tylko dodali mu czerwone, przeciwsłoneczne okulary... To bym się w ogóle już nie czepiał tej postaci.

Do Bulmy nic nie mam. W sumie fajnie wyszła, ładna aktorka ją grała.

Same walki (coby nie mówić, rzecz najważniejsza w DB) są okropnie słabe. Mało dynamiczne i ogólnie jakie takie wolne.
Pociski Ki to kolorowe obłoczki mgły, dzięki którym można otwierać szafki (o czym już wspomniałem) i zapalać świeczki (?!).

Mógłbym tak jeszcze długo, ale już mi się nie chce. Nie chce sobie przypominać tego debilnego filmu i najchętniej zapomnę, że w ogóle powstał i go widziałem. Najlepsze jest to, ze wcale nie oczekiwałem dobrego filmu, a i tak się zawiodłem.
Jedno z haseł reklamowych tej produkcji to "Legenda budzi się do życia". To ja już bym wolał, żeby pozostała martwa.
Jedno wielkie bluźnierstwo, a w najlepszym przypadku okropnie słaby film.

Miejmy nadzieję, że twórcy nadchodzącego filmowego "Akiry" nie popełnią tych samych błędów.
Jeśli ktoś tęskni za Dragon Ballem, to polecam nowe anime, powstałe z okazji dwudziestu pięciu lat istnienia mangi Akiry Toriyamy - Dragon Ball Kai (remake świetnej Zetki, co dobre - remake jest lepszy niż oryginał), nowy film animowany (Yo! Son Goku and friends return) i fanowski WEBkomiks DB Multiverse.

Jestem offline do piętnastego sierpnia.

2 komentarze:

kolec pisze...

Oficjalnie Cię pocieszam.

Anna pisze...

,,Tysiące fanów zaczęło popełniać zbiorowe samobójstwa podczas seansów " KWINTESENCJA DB (r)EVOLUTION xD
Oglądając niestey ten film traci sie cenne minuty życia. Kiedy zobaczyłam sama kreacje Songa co ma jakies urojenia o Chi Chi na lekcji to mnie juz zniecheciło a to sam poczatek!! Przeciez Goku nie był jakims napalonym nastolatkiem!!! Jeszcze to popisywanie sie i zamykanie szafek....no ludzie. Kto z nadludzka siłą obnosiłby się z tym w SZKOLE! Do dupki.;/// zmaścili Goku do szpiku...jeszcze przemiana w Wielką Małpe.... Ja nie wiem...oni nie ogladaja filmu przed puszczeniem go w świat? oO
,,Nie ma tu ani krzty dawnej magii, która potrafiła urzec i oczarować widzów, oglądających anime. " Dokładnie! Skoro pozmieniali tyle faktów to nie powinni tak nazywac filmu.
Co do Bulmy to taka niedorobiona z niej Lara Croft czy cos w tym rodzaju...
rozpacz
żal
nic tylko rzucic sie z mostu
ale najbardziej cieszy mnie fakt iz nie byłam na tym w kinie bo bym chyba po 5 minutach wyszła, a nie zdazyło mi sie to jeszcze na żadnym filmie.