> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 5 października 2012

292 - Przed MFK

Dwudziesty trzeci Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier już jutro. O siódmej rano wsiadam do auta i wraz z Kubą, Kasią, Tomkiem i Justyną kierujemy się w stronę Łodzi. Na miejscu ma być jeszcze m.in. GiP i Rybb, więc zapowiada się mocarna ekipa. Do tego ciekawe spotkania i mnóstwo komiksów. Będzie ogień!

Jadłem ostatnio kebaba w KFC. Nowość, "jedyny taki kebab". Jako koneser tego dania (o ile mogę tak o sobie powiedzieć) nie mogłem przejść obok obojętnie. Wstąpiłem, kupiłem, odpakowałem. I tu zaczęło być zabawnie, bo mówiąc krótko - nie wiedziałem jak to ugryźć - dosłownie i w przenośni. Kebabson w KFC jest spory, to trzeba uczciwie przyznać. I to niejako stanowi problem, bo w przeciwieństwie do normalnych kebabowni, gdzie do mięsa w bułce dostajemy widelec, tu nie. Wiecie, w jednej ręce trzymamy kebaba, najpierw wyjadamy pyszności ze środka widelcem, a potem składamy bułkę z resztą mięsa/warzyw/sosu i normalnie gryziemy. KFC spieprzyło sprawę - bez widelca ani rusz. Znaczy - niby się da, małymi gryzkami, brudząc sobie twarz po samo czoło, z sosem cieknącym do rękawa i tak powoli, że "fastfood" nabiera całkowicie nowego znaczenia. Kebab w połowie się rozpada, gdyż jest zwyczajnie źle złożony. Dużo w nim niedobrej kapusty, trochę ogórków, pomidora i kurczaka, a buła jest ok. Niby spoko smakowo, no ale jednak nie ma to jak klasyka - mieszane mięso i średnio-ostry sos. Z przykrością stwierdzam, że ta cząstka mnie, która odpowiada za uwielbienie dla kebabów jest ogromnie zniesmaczona tym, co serwuje KFC.

Z innych mało interesujących rzeczy - trzeci sezon Boardwalk Empire, jednego z moich ulubionych seriali, po trzech odcinkach naprawdę daje radę. Trzyma świetny poziom poprzednich sezonów, akcja się zagęszcza, klimat wciąż jest genialny, a aktorstwo bardzo dobre. Polecam równie mocno, co poprzednie sezony. Zabrałem się za długo odkładanego Doctora Who, jestem oczarowany po kilku pierwszych epizodach, zobaczymy jak to się rozwinie. Ale czuję, że będzie dobrze.

To tyle, trzeba się jeszcze spakować, jeszcze raz przejrzeć - wydającą się nie mieć końca - listę zakupów i dokończyć referat o Conradzie na Wiedzę o Literaturze. Bo przecież wróciłem na studia i skończyło się radosne leniuchowanie. Przynajmniej to, które przez wakacje było w pełni usprawiedliwione.

2 komentarze:

coszzupelnieinnejbeczki pisze...

Ja tak tylko odnośnie Dr Who. Do pierwszego odcinka podchodziłem chyba z 5 razy. Po prostu mnie odtrącało wszystko i wyłączałem. Za każdym razem jednak oglądałem po kilka minut dalej i w końcu jakoś udało się dobrnąć do ostatniej minuty. Skoro jakoś spodobał się pierwszy odcinek to postanowiłem spróbować z kolejnym. Takim sposobem obejrzałem wszystkie 7 sezonów aktualnych i Doctora traktuje jak starego przyjaciela, za którym czasem zdarza mi się tęsknić. Jak dla mnie serial jest świetny. Lojalnie uprzedzam, mocno uzależnia.

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Wszystkie dobre seriale mocno uzależniają. Dobrze.