> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 13 listopada 2013

378 - Krótko o ostatnio widzianych adaptacjach komiksów

Ostatnio oglądane:


Thor: Mroczny Świat (Alan Taylor, 2013)
Sequel filmu Kennetha Branagha z 2011 wypada o niebo lepiej niż pierwowzór. Jest dużo luźniej, bardzo Marvelowo, w stylu, do jakiego przyzwyczaili nas Avengersi. Więcej tu humoru słownego i sytuacyjnego, który pozwala odetchnąć od nadmiaru spektakularnej akcji, a zamiast porównań do Szekspira na usta cisną się porównania do Drużyny Pierścienia Petera Jacksona (zwłaszcza sekwencja otwierająca przypomina pierwszą potyczkę z Sauronem). Dwie godziny mijają bardzo szybko, 3D zaskakująco nie przeszkadza, a niektóre sekwencje wręcz wgniatają w fotel. Szkoda natomiast, że Malekith, czyli główny przeciwnik gromowładnego, grany przez dziewiątego Doktora, jest zły bo tak chyba należy i nie kieruje nim żadna głębsza motywacja. Niestety wypada całkowicie bezpłciowo, pozbawiony jakichkolwiek ludzkich uczuć czy odruchów. Na szczęście Tom Hiddleston nadrabia to z nawiązką (co objawia się zwłaszcza w słownych potyczkach z Thorem, zaś scena w korytarzu to jedno z najfajniejszych cameo w historii Marvel Cinematic Universe), na dalszym planie błyszczy Rene Russo i świeci (nie tylko w przenośni) Stellan Skarsgård, Natalie Portman jest piękna, a Chris Hemsworth to obok Roberta  Downeya Jr najlepszy castingowy wybór Marvela. Jest też Idris Elba, który stoi i patrzy. Fajnie, że wykorzystano Londyn jak tło tego widowiska. Zresztą właśnie "widowisko" najlepiej określa film Taylora i każdy, kto spodziewa się dobrej zabawny nie powinien być zawiedziony. Może i muzyka jest "niesłyszalna" ale to trzeci najlepszy film z Marvel Studios (po pierwszym Iron Manie i Avengers).


Iron Man 3 (Shane Black, 2013)
Z kolei nie rozumiem hajpu na Iron Mana 3 - był okej, porządnie zrealizowany, dobrze zagrany (świetny Kingsley) ale trochę marnował potencjał: kiepskie rozwiązanie wątku Mandaryna (choć to podobno ma naprawić nadchodzący Marvel One-Shot, który ujrzymy prawdopodobnie w dodatkach do DVD/BR opisywanego wyżej Thora), niewykorzystanie w warstwie fabularnej alkoholizmu Tony'ego, które się wręcz narzucały przy tej całej traumie po wydarzeniach w NY, humor, który śmieszył tylko za pierwszym razem - wszystkie żarty i gagi, które w kinie mnie szczerze bawiły, przy powtórnym seansie w zaciszu domowego ogniska nie miały już tej mocy. Oczywiście "kryptonim melanż" i finał z wykorzystaniem mnóstwa nowych zbrój wciąż wywołuje na mej twarzy ogromny uśmiech, podobnie jak pierwszy wybuch, jednak i tak uważam, że to najsłabsza część trylogii. Nawet Marvel One-Shot o Agentce Carter, z dodatków, niespecjalnie mi podszedł, może dlatego, że nie zaprezentował absolutnie nic nowego i był mocno przewidywalny.


 Agenci (Baltasar Kormákur, 2013)
Buddy movie w starym stylu. Mnóstwo akcji, testosteronu, niewybrednych żartów, a wszystko oparte na konflikcie charakterów dwóch głównych bohaterów. Całkiem zgrabna fabuła i widowiskowe strzelaniny przyćmiewa duet Mark Wahlberg - Denzel Washington. Widać, że obaj doskonale się bawią w swoim towarzystwie. Aktorzy tworzą wyraziste kreacje tajnych agentów - pierwszy jest z marynarki, drugi z DEA - którzy niezależnie od siebie rozpracowują narkotykową mafię. Choć nieustannie się kłócą, kochają się jak bracia i na polu walki rozumieją lepiej niż ktokolwiek. Odmienne charaktery prowadzą do wielu zabawnych konfrontacji słownych, w których czuć wpływ Shane'a Blacka (z czasów Ostatniego Skauta i Zabójczej Broni), a które dostarczają widzowi mnóstwa frajdy. Całość może jest obrzydliwie wtórna wobec kina gatunkowego, jednak ogląda się to wyśmienicie, bo Baltasar Kormákur czuje konwencję, bawi się nią i składa hołd kinu akcji lat 80.


Arrow traktowałem zawsze jako "guilty pleasure", z jednej strony dobrze się bawiłem (nawiązania do komiksów, kilka ciekawych wątków, gościnne występy znanych postaci), z drugiej cierpiałem (melodramatyczne pierdoły, rozterki bohaterów, wkurzająca Laurel, często komiczne sceny akcji, męczące retrospekcje, nuuuda) i w pewnym momencie zarzuciłem całkiem oglądanie na kilka miesięcy. Wróciłem do serialu kilka dni temu, nadrobiłem zaległe odcinki pierwszego sezonu (z których odcinek finałowy był zdecydowanie najlepszy) i zacząłem sezon drugi. Jest dobrze, więcej miejsca poświęcono wątkom komiksowym, te melodramatyczne marginalizując, dzięki czemu ogląda się to wiele lepiej. Nowe postaci, które pojawiają się na scenie (m.in. Black Canary i Liga Zabójców) skutecznie kradną show. I choć główny bohater niezmiennie ma wciąż tę samą minę, to całość sprawia o wiele lepsze wrażenie. Kilka wątków wręcz intryguje i z chęcią zobaczę ich rozwinięcie, tak samo jak gościnny występ Flasha i Harpera w stroju Speedy'ego. Ciekawe czy przyćpa.

Poza tym zabijam tysiące zombie w Dead Rising 2 oraz bawię się klockami w LEGO MARVEL Super Heroes. Ale o tym może kiedy indziej.

9 komentarzy:

Bubu pisze...

Ciekawe czy Thor zamiesza na moim podium filmów Marvela:
1. Pierwsza klasa
2. Pierwsza klasa
3. Pierwsza klasa.
A w Iron manie cieszą mnie już tylko wszelakie pogadanki, dialogi, cięte riposty itp. Wolałabym obejrzeć wersję z wyciętymi scenami akcji - straszna nuda :)

yayko pisze...

Z Thorem zgoda co do wszystkiego z wyjątkiem muzyki. Dla mnie zdecydowanie "słyszalna" i zapada w pamięć:)

Zerr pisze...

Sam jestem ciekawy Thora dwójki, bo niestety część pierwszą uważam za niezbyt udaną... Ten film miał niewykorzystany potencjał. Zdecydowanie.
Odnośnie Iron Mana 3, to kurcze - no, nie zachwycił mnie... Jedynkę oglądałem z uśmiechem na ustach, dwójkę również przełknąłem (nie było zgagi), ale ostatnia część... No, nie bardzo to wyszło, choć tragedii nie było. Kwestia Mandaryna... Cóż, nie tego się spodziewałem, ale jakoś zbytnio tego nie neguję. To było ciekawe rozwiązanie.
I - ha! - również oglądam Arrow... Tak jakoś zacząłem, z odcinka na odcinek było chyba tylko gorzej, ale oglądam wciąż... Czemu? Szlag! Nie mam pojęcia, ale widzę że mamy niemal identyczne spostrzeżenia... Z tym, że według mnie wcale nie idzie to ku dobremu. Każda kolejna scena jest tak przewidywalna i tandetna, że mam mdłości... No więc czemu oglądam...? Naprawdę nie mam pojęcia. Niektórzy wsiąkają w "M jak miłość", czy "Na wspólnej"... Mnie dorwał "Arrow"...

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Bubu - z taką przewagą liczebną to nawet Thor może mieć problem. Co do Iron Mana - mnie właśnie za drugim razem te dialogi, pogadanki, cięte riposty w ogóle nie bawiły.

Yayko - może, oglądnę jeszcze raz, sprawdzę soundtrack to się wypowiem.

Zerr - dzięki za wyczerpujący komentarz. Haha, dziwna sprawa z tym "Arrow", nie ma to tamto!

Maciej Gierszewski pisze...

a "Życia Adeli" nie widziałeś?

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Jeszcze nie, na pewno nadrobię i prawdopodobnie poświęcę mu osobny tekst. Stay tuned ;)

GiP pisze...

Muszę się z Tobą zgodzić co do listy najlepszych ekranizacji Marvela do tej pory:
1. Iron Man - nie tylko dlatego że był pierwszy w tym "cyklu", ale przede wszystkim był powiewem świeżości, bez zadęcia i na luzie (i to nie wymuszonym luzie)wśród ekranizacji komiksów.
2. Avengers - tak powinno się robić filmy z grupą superbohaterów.
3. Thor - gdyż idzie ścieżką pozostałej dwójki.

Co do Iron Mena w jednej kwestii nie mogę się zgodzić. Mianowicie, że był najsłabszy z trylogii, mi osobiście jakoś bardziej przypadł do gustu :) Mimo tego, że niepotrzebnie aż tak silono się na humor, a tak mało było dramatu Starcka, który był sugerowany zwiastunami.

Agenci? Bardzo na TAK

Arrow - drugi zdecydowanie lepszy od pierwszego, choć miałem wielkie obawy, które szybko rozwiał pilot drugiego sezonu.

Pchlak pisze...

Z nowszych Marvelowskich produkcji oglądałem jedynie Iron Mana i Avengersów. Ale po tych filmach mogę chyba stwierdzic, że od czasów gdy fapałem do Spider-Mana, wiele się w moim guście filmowym zmieniło i te ogromne fajerwerkowe sceny akcji... po prostu mnie nudzą. Lubię jak film mnie zaskakuje. W Avengersach wiedziałem że wszystko zmierza do finalnej rozwałki która zakończy się sukcesem tych dobrych. Od drugiej połowy filmu... męczyłem się. Uważasz że z takim podejściem , opisane tu filmy mają szanse mi się spodobac?

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Pchlak - śmiem wątpić. Obie Marvelowe produkcje, które opisałem są bardzo Avengersowe, więc jeśli "Avengers" Ci nie podeszli to i tu możesz się męczyć.
Natomiast "Agenci" Ci się spodobają o ile cenisz kino akcji lat 80. W stylu "Zabójczej Broni", "Ostatniego Skauta", "Szklanych Pułapek" i obrazów z Stallonem i Schwarzem.