> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 11 listopada 2013

377 - Ocean na końcu drogi

Neil Gaiman to człowiek orkiestra w świecie literackim – jest autorem świetnie przyjętych książek zarówno dla dzieci (Księga Cmentarna, Odd i Lodowi Olbrzymi), jak i dorosłych (Amerykańscy bogowie), mnóstwa opowiadań, z których większość została zebrana w zbiory, niezliczonych scenariuszy komiksowych (z których należy przywołać przynajmniej najważniejszą serię - Sandman), scenariuszy do seriali telewizyjnych (Doctor Who) i filmów (Lustrzana Maska). Część jego historii została z sukcesem przeniesiona na wielki ekran (m.in. w formie filmu animowanego Koralina i tajemnicze drzwi i fabularnego Gwiezdny pył), w planach jest serial, a nie obca jest mu też branża gier wideo czy poezja. Gaimanowi nie brak pomysłów, a wszystko, co wychodzi spod jego pióra ma wspólną cechę: jest magiczne.


Ocean na końcu drogi opowiada o pamięci i magii. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie – wszystko zaczęło się czterdzieści lat temu, gdy lokator wynajmujący pokój u rodziców głównego bohatera popełnił samobójstwo. Na świat przybyły pradawne i złe moce. Tylko trzy kobiety z farmy na końcu drogi są w stanie powstrzymać pradawną grozę i pomóc siedmiolatkowi, który nagle znajduje się w centrum niesamowitych i niebezpiecznych wydarzeń. Najmłodsza z nich ma jedenaście lat od bardzo dawna i twierdzi, że jej staw to ocean. Najstarsza pamięta początek wszechświata.

W najnowszej książce Gaiman robi to co wychodzi mu najlepiej – tworzy współczesną baśń, miejscami przepełnioną nostalgią i melancholią, miejscami straszną, wciągającą i przede wszystkim pełną magii. Świetnym zabiegiem było wprowadzenie do powieści narratora pierwszoosobowego, dzięki czemu czytelnik identyfikuje się z bohaterem, a opisywane wydarzenia odciskają na nim emocjonalne piętno. Bywa strasznie, bywa smutno, książka przywołuje wspomnienia dziecięcych lat, gdy całe dnie można było chodzić po drzewach i czytać. Gdy jedynym ograniczeniem podczas zabawy była własna wyobraźnia.

Brytyjczyk jest doświadczonym pisarzem. Sprawnie kreuje zarówno intrygujące postaci, jak i żyjący, łudząco podobny do naszego – oczywiście tylko do czasu – świat. Gdzie rzeczywistość postrzegana przez czterdziestoletniego mężczyznę zderzona jest ze wspomnieniami siedmioletniego chłopca. Gdzie dzieci mogą uratować świat. Gdzie pamięć płata figle, a dorośli wydają się być nieustraszeni i wszystko wiedzący tylko pozornie, bo w środku okazują się tak naprawdę bezbronni i niewrażliwi na magię. Autor operuje bardzo przystępnym stylem, dzięki czemu czytanie sprawia przyjemność, a dziecięca perspektywa (czasem naiwność, czasem powaga) jest doskonale ukazana. Często atmosfera powieści przypomina senne marzenia (albo koszmary), historia jest dobrze poprowadzona, trzyma w napięciu dzięki kilku dobrze zaplanowanym „twistom” fabularnym. Jest opowiedziana od początku do końca i choć świat wykreowany przez Gaimana uniósłby prawdopodobnie jeszcze sequel, to jest on zupełnie zbędny – historia została opowiedziana i jest kompletna, kontynuacja mogłaby tylko wprowadzić niepotrzebny zamęt.

Choć Ocean na końcu drogi może być traktowany jak baśń dla dzieci lub młodzieży, dorośli miłośnicy fantasy nie powinni być zawiedzeni. Gaiman rozlicza się z dzieciństwem, sielankowym okresem życia każdego z nas. Gloryfikuje ten okres i potęgę wyobraźni, skupiając się jednocześnie na mniej szczęśliwych przeżyciach głównego, bezimiennego bohatera, które go w pełni ukształtowały. To książka cudownie urocza, napisana z tęsknoty za minionymi latami. I choć morał z niej płynący dla dorosłego odbiorcy nie będzie zaskoczeniem, to serdecznie polecam, bo czytając doskonale się bawiłem, a po skończonej lekturze z przyjemnością powspominałem. A przecież nie jestem taki znowu stary.

2 komentarze:

Amy Yamy pisze...

Uwielbiam Gaimana. Bije od niego taka oryginalność jakiej jeszcze nie widziałam u jednego człowieka. Jeszcze nie miałam okazji przeczytać "Ocean na końcu drogi", ale za niedługo urodzinki - już wiem o co poproszę ;3
A

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Przyznam, że nie jestem fanem Gaimana - zdarzają mu się rzeczy wybitne, ale czasem wypuści jakiś babol, chyba dlatego, że może, bo i tak się sprzeda. Ale "Ocean" jest bardzo dobry.
Miłego czytania i sto lat!