Pierwszy tom "Superman. Action Comics" o podtytule "Powrót Metallo" kontynuuje wątki z trylogii "Świat wojny". Nic w tym dziwnego, gdy zauważymy, że obie serie pisał ten sam scenarzysta. Akcja przenosi się na Ziemię, gdzie po powrocie Kal-Ela zachodzą zmiany. O części z nich możemy czytać w serii "Superman" (pisałem o niej tutaj), jednak Phillip Kennedy Johnson skupia się na całej Super-rodzinie. Do tej dołączają nowi członkowie, a chaos w mieście sieje nie kto inny jak Metallo.
Wątek superbliźniąt może budzić skojarzenia z drugim tomem "World's Finest" - tam również Superman uczył młodego człowieka z mocami, co znaczy być bohaterem i jak korzystać z daru, ktory otrzymał. Te momenty w "Action Comics" są najlepsze i dotykają tego, co w postaci Supermana najważniejsze. Nie ratuje to jednak całości przed sztampą - mamy tu trochę efektownej naparzanki z Metallo (któremu próbuje się przypisać nieco szlachetniejsze niż zwykle intencje), szczyptę tajemnicy (kto zza kulis kieruje poczynaniami Corbena?) oraz śladowe wątki obyczajowe (zazdrość Jona, adaptacja bliźniąt do nowego świata, retrospekcje z dzieciństwa napędzanego kryptonimem wroga). Krótko mówiąc: nic, co specjalnie ma szansę uczynić lekturę porywającą.
Nowy "Superman. Action Comics" to typowe superhero, które jest robione po linii najmniejszego oporu. Wrzućmy do komiksu znanych bohaterów, niech powróci stary wróg, motywacje będą pretekstowe i po prostu dzieje się dużo - może w latach 90. XX wieku, za czasów TM-Semica, byłby to przepis na sukces. Dziś jednak fabuła i realizacja nowego "Action Comics" pozostawia nieco do życzenia - zwłaszcza, gdy zestawi się ją z o wiele ciekawszym i napisanym z polotem "Supermanem" Joshui Williamsona.
5/10
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz