Relację z 16. Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu napiszę jeszcze w tym tygodniu, tymczasem zapraszam do bardzo krótkich wpisów o dwóch filmach noir i jednym komiksie.
Spośród
ok. 350 filmów jakie powstały w złotych czasach klasycznego noir (od Sokoła Maltańskiego po Dotyk zła) tylko jeden z nich wyreżyserowała
kobieta. Ida Lupino, znana z High Sierra, gdzie wystąpiła u boku
samego Bogarta, nakręciła noir nietypowe, zrealizowane poza wielkim
studiem z minimalnym budżetem. Hitch-Hiker z 1953 roku opowiada o
mordercy-autostopowiczu, zaś akcja filmu w większości
osadzona jest w aucie sunącym wolno przez rozgrzane od słońca
meksykańskie bezdroża. Tragedia rozpisana na trzech aktorów jest
kameralna, zaś atmosfera duszna i klaustrofobiczna. Polecam, 70 minut
szybko mija, a miło czasem odpocząć od wielkich metropolii skąpanych w
deszczu oraz detektywów w prochowcach i kapeluszach. W 1986 roku
zrealizowano równie udany remake z Rutgerem Hauerem w roli głównej.
Vreckless Vrestlers
- cóż za cudowna i bezpardonowa bijatyka w kwasowej kolorystyce! Może i
na pierwszy rzut oka to komiks nad wyraz prosty (i ujmujący swą
prostotą) w założeniach (biją się!), to nie można Łukaszowi Kowalczukowi odmówić
iście mistrzowskiego kunsztu w rysowaniu odjechanych bijatyk i całej
tony miłości, jaka wylewa się spomiędzy okładek Wrestlerów. Od
dominacji obrazu nad tekstem (tu się bije,
tu się nie gada!), przez cały zastęp szalonych postaci (nie mogę się
zdecydować czy bardziej lubię The Eye czy Crimean Craba), po perfekcyjne
opanowanie warstwy graficznej - spójrzcie, jak ten gość opowiada
obrazem, jak kadruje! - Kowalczuk odpowiednio dobiera środki wyrazu do
prezentowanej historii. Ponadto albumowe wydanie od Kultura Gniewu
pełne jest dodatków lepszych niż w Justice. Pyszna zabawa z pulpową
estetyką i komiksową formą, underground w moim klimacie: na luzie, bez
spiny, z dystansem i humorem. Czekam na wersję filmową, bo aż się o to
prosi - Wrestlerzy w formie animacji to byłby sztos. Human Ark - co Wy
na to?
Pustka
(In a Lonely Place, reż. Nicholas Ray, 1950) - historia scenarzysty
filmowego oskarżonego o morderstwo. Autotematyczne noir nakręcone z
klasycznym wdziękiem. Bardzo gorzkie, co potęguje zakończenie. Jedna z
najlepszych ról Bogarta, któremu partneruje zjawiskowa Gloria Grahame
(choć ten pierwszy chciał oczywiście, by u jego boku znalazła się Lauren
Bacall). Ponadto cudowne dialogi, absolutnie doskonałe - w zależności od sceny ostre niczym brzytwa lub rozczulająco melancholijne.
Uwielbiam autotematyczne noir - Bulwar Zachodzącego Słońca to - obok Obywatela Kane'a i Poszukiwaczy Zaginionej Arki
- jeden z najlepszych filmów w historii kina. W tym kontekście warto
również wspomnieć Stracony weekend (1945), gdzie Billy Wilder
obsmarowuje Chandlera i jego alkoholizm, który skutecznie utrudniał im
współpracę przy Podwójnym ubezpieczeniu (1944). Chandler nie pozostał
dłużny - w wydanej cztery lata później Siostrzyczce pisarz dosadnie
rozlicza się z Hollywood i panującą tam bufonadą wytykając filmowcom
zamiłowanie do taniej sensacji
Powyższe luźne spostrzeżenia pierwotnie zostały opublikowane na facebookowym fanpage'u bloga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz