> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 8 września 2012

286 - Nosił wilk razy kilka...

Najnowszy tom pisanej dla Vertigo serii Mike'a Carey'a cierpi na to samo co poprzednie - jest nierówny. Na "Wilka pod drzewem" składają się trzy opowieści, które w głównej mierze kontynuują wątki z części poprzedniej. Powraca dość chaotyczna w moim odczuciu i zmierzająca nie wiadomo gdzie intryga, bełkotliwa narracja i średniej klasy rysunki. Ale i tak jest lepiej niż ostatnio. Po kolei...

Pierwsza historia w zbiorku "Lilith" to podróż w przeszłość, do wydarzeń, które rzucają nieco światła na przyczynę buntu Lucyfera. Nietrudno odgadnąć, kto jest jej główną bohaterką, ciekawy może natomiast wydawać się fakt jej powiązań ze Srebrnym Miastem. To najlepsza historia w tomie (mimo błędu, który burzy pewne założenia wykreowanego przez Careya świata - choć może być tak, że w kolejnych tomach scenarzysta wyjaśni, że to, co uważamy za jego pomyłkę, wcale takową nie jest), właśnie dzięki oderwaniu od głównych wydarzeń i ciekawemu spojrzeniu wstecz. Duży plus tej opowieści stanowią charakterystyczne ilustracje P. Craiga Russella - artysty, którego rysunki stoją o kilka poziomów wyżej niż prace standardowych rysowników serii.

Druga opowieść - "Neutralny grunt" - nie prezentuje sobą niczego odkrywczego. Ten krótki i momentami zabawny zapychacz opowiada o klasycznym przykładzie opętania człowieka przez demona. Również rysunki są na zwykłym poziomie serii - czyli dość średnim. Choć kadrom Teda Naifeha nie brak odpowiedniej dawki dynamizmu i ekspresji, całość nie wypada najlepiej - styl rysownika jest specyficzny i mnie nie przypadł do gustu.

"Wilk pod drzewem" jest najdłuższą prezentowaną tu opowieścią i być może dlatego to właśnie on dał tytuł całemu albumowi. Wracamy do głównego wątku (o ile w serii w ogóle taki istnieje...) i znów przez scenę przewija się trylion bohaterów. Wspominałem już chyba o tym w recenzji poprzedniego tomu, że ciągłe pojawianie i znikanie nowych postaci jest dla mnie męczące. Tu pojawia się takich przynajmniej kilka, z czego głównie tytułowy Wilk (zaczerpnięty z mitologii nordyckiej) wzbudza zainteresowanie - reszta stanowi mniej lub bardziej wyraziste tło dla jego poczynań. To, co naprawdę się scenarzyście udało w tym tomie, to zakończenie - jest zaskakujące, efektowne i dynamiczne. Wzbudza również apetyt na więcej, co szczerze mnie zdziwiło, bo od pewnego czasu czytam "Lucyfera" bardziej z przyzwyczajenia niż ciekawości.

Ósmy "Lucyfer" raczej niczym nie zaskoczy czytelników poprzednich tomów. Na pochwałę zasługuje jedynie "Lilith", która wniosła powiew świeżości do serii - zarówno w warstwie fabularnej (choć obyło się bez rewolucji), jak i graficznej. Dwie pozostałe historie to nic nowego w serii - fani Lampki (jak niektórzy, za sprawą Mai Lidii Kossakowskiej i jej Anielskiego Cyklu nazywają pieszczotliwie lub złośliwie Niosącego Światło) będą je kochać, haters gonna hate, a ja znów jestem rozdarty. Z jednej strony zakończenie "Wilka pod drzewem" mnie zainteresowało, a z drugiej jestem niemal pewny, że w kolejnych częściach Carey powtórzy te same błędy, które towarzyszą cyklowi niemal od samego początku (najwyraźniej się na nich nie uczy, albo co gorsza wcale ich nie dostrzega). Przyznam szczerze, że gubię się trochę, bo wątków i postaci jest multum. Liczę jednocześnie na to, że sam Carey się nie pogubił i trzy ostatnie tomy opowieści o Gwieździe Zarannej rozwieją wszelkie moje wątpliwości. Odpowiedź na to pytanie dostaniemy pewnie w przyszłym roku.


Recenzja pierwotnie ukazała się na Alei Komiksu.
Tutaj pisałem o tomie siódmym - Lucyfer: Exodus.

2 komentarze:

TomekSzymek pisze...

No ja właśnie zabieram się do przeczytania pierwszej części. Mam nadzieję, że się nie zawiodę. :)

Anonimowy Grzybiarz pisze...

Zależy co lubisz. Dla mnie Lucek jest trochę nazbyt efekciarski w niektórych aspektach (klimatyczna, acz bełkotliwa narracja i dialogi z pompą), a sama historia zbyt przekombinowana (dużo wątków i postaci, które pojawiają się i znikają). No, ale zobaczymy, mam nadzieję, że efekt końcowy będzie jednak dobry i Carey wyjdzie z tego wszystkiego obronną ręką.
Chętnie zapoznam się z Twoimi odczuciami.