> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

piątek, 3 kwietnia 2026

Tranformers, tom 4: Podbić i podporządkować - recenzja

Daniel Warren Johnson kontynuuje swoją autorską wizję w runie "Transformers". Czwarty tom serii do jego scenariusza, z rysunkami w przeważającej większości Jorge'a Corony, to kontynuacja prostego, ale odświeżającego i dającego mocne wrażenia, pomysłu. W jego serii bohaterskie Autoboty wciąż są w odwrocie, przegrywają kolejne starcia, ciągle ledwo uchodzą z życiem, a mądry i odważny Optimus ma coraz większe wątpliwości, czy nadaje się na przywódcę. Zmienia to całkowicie dynamikę konfliktu między frakcjami ogromnych robotów, zmusza bohaterów do partyzanckich działań i wprowadza uzasadnione ziarno niepokoju. Czyżby tym razem naprawdę miało zabraknąć happy endu?



Tom czwarty to sporo akcji, emocji i fabuła, która często skręca w niespodziewanym kierunku. Dominująca atmosfera zagrożenia i porażki nadają całości fatalistycznego charakteru, tak odmiennego od radosnej, bezsensownej rozwałki z filmów Michaela Baya czy heroiczno-przygodowej wizji z kreskówek. Jednocześnie w tym wszystkim nie brakuje miejsca na konsekwentne prowadzenie postaci - pokonany i pęknięty Optimus to tragiczna wersja jednej z najważniejszych postaci popkultury, z kolei Megatron chyba nigdy nie był tak bezlitosny (przez co momentami naprawdę było mi żal Staracreama!).

Już w recenzji poprzedniego tomu chwaliłem serię za wiarygodne wprowadzenie wątku stresu pourazowego i ukazanie walczących robotów jako postaci, które straciły nadzieję, a strach, nienawiść i złość zdają się być ostatnimi emocjami, jakie im pozostały. Wszystko to sprawia, że "Transformers" w najnowszej odsłonie to jedna z najbardziej intrygujących i zaskakujących wizji tej franczyzy. I choć momentami tęskniłem za ich lżejszą stroną, to trudno mi nie docenić wyrazistego pomysłu na odświeżenie marki i konsekwencji - oraz rozmachu, bo nie można zapomnieć o fenomenalnej oprawie graficznej, którą szerzej chwaliłem w poprzednich tekstach o serii - z jaką został zrealizowany.

Album, zbierający zeszyty 19-24, jest istotnym przystankiem w najnowszej odsłonie przygód Autobotów. Wpływa na to nie tylko fabuła - znajdująca tu w pewien sposób kulminację dotychczasowych wydarzeń z serii - ale też fakt, że to ostatni tom pisany przez Johnsona. Od 25 zeszytu rolę scenarzysty przejął Robert Kirkman, a stanowisko rysownika objął Dan Mora. Skłamałbym, gdybym nie przyznał, że czekam na ich wersję "Transformers" z niecierpliwością. Choć autor "Invincible" od kilku lat nie miał prawdziwego hitu, to przecież właśnie on jest głównym architektem Energon Universe (a "Battle Beast" czytam z przyjemnością). Z kolei Mora należy do moich ulubionych współczesnych rysowników, więc z przyjemnością będę śledził dalszy rozwój jego kariery. Kto wie, może twórcy ci postanowią wrócić do korzeni i zaproponować nieco lżejszą wizję "Transformers"? Przekonamy się już wkrótce, tymczasem Johnson i Corona żegnają się z robotami w stylu wprost proporcjonalnym do ich wielkości.

8/10

Brak komentarzy: