> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 sierpnia 2018

10. rocznica założenia Bloga Anonimowego Grzybiarza

Miał być tort i fajerwerki, rzewne wspominki i konkurs dla czytelników. Okazja nie byle jaka - blog zaliczył debiut w necie dokładne 10 lat temu, 25 sierpnia 2008. Dekada to szmat czasu, więc mam nadzieję, że przyjdzie jeszcze czas na tort i fajerwerki, rzewne wspominki i konkurs dla czytelników.


Jakoś to się wszystko kręci, na spontanie i bez sprecyzowanego planu, ale chyba bez większych wpadek. Coco jumbo i do przodu. To moje motto.

Huczna celebracja jeszcze nadejdzie, wraz ze zmianami, które planuję od dłuższego czasu (jak własna domena czy podbój JuTuba), a dziś tylko skromnie jeszcze przypomnę, gdzie możecie mnie spotkać w internetach:

Snap: anonimowygrzyb
Blog już znacie, ale zawsze możecie polecić znajomym


Z okazji dziesięciolecia bloga zbieram pytania do filmiku Q&A. Mimo żem Anonimowy to postaram się uchylić rąbka tajemnicy. Tak więc nie spać, pytać!

Możecie się też pochwalić co tam ostatnio ciekawego popkulturowo wchłonęliście. U mnie lekki zastój z filmami - trochę przez brak czasu, trochę przez przesyt po Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu. Głównie klatkuję rzeczy do magisterki (m.in. Don't Breathe) i powtarzam sobie serię Mission: Impossible - będzie z tego jakiś tekst, krótszy bądź dłuższy. Serialowo czekam na finał Sharp Objects i próbuję się przekonać do Disenchantment (po 5 odcinkach bez szału). Książkowo dalej lecę z Flemingiem - obecnie na warsztacie Człowiek ze złotym pistoletem, a komiksowo nadrabiam 100 Naboi, bo zatrzymałem się na pierwszym tomie, a z półki spogląda na mnie już trzeci. W głośnikach natomiast nieprzerwanie od jakiegoś czasu Mej duszy dziecko HINOL PW i Ground Zero Mixtape PRO8L3M.

środa, 10 lutego 2016

Staring From The Hill. Wpatrzeni Ze Wzgórza

Kumple, muzyka, sok... Plus nieoczekiwanie bezmiar wrażliwości

Tytułowe Wzgórze wiecznie osnuwa mrok. To magiczne miejsce, gdzie cyklop gra na perkusji, kret wraz z pająkiem przesiadują do rana na plaży chlejąc sok, a czasem trzeba odeprzeć atak potworów z innego wymiaru. Ale tak naprawdę liczą się tu przede wszystkim dwie sprawy: przyjaciele i muzyka. Właśnie wokół nich kręci się fabuła Staring From The Hill, najnowszego komiksu Norberta Rybarczyka.
 

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Gang Albanii rozwiązał Hydrozagadkę

Felieton: Kapelusz pełen cnoty, czyli o seksualnej powściągliwości w Hydrozagadce.

Hydrozagadka - film Andrzeja Kondratiuka z 1970 roku, przeżywa obecnie renesans popularności, a wszystko za sprawą Gangu Albanii. W utworze Albański raj lider grupy – Popek Monster – w tytułowym przybytku pełnym dóbr wali koks, pali trawkę, pije wódę i ogląda film Kondratiuka



piątek, 3 października 2014

454 - Relacja z 7. Festiwalu Muzyki Filmowej w Krakowie [cdp.pl]

Na Festiwal Muzyki Filmowej w Krakowie dotarłem dopiero w piątek, czyli w drugi dzień trwania imprezy (właściwie trzeci, jeśli liczyć również środę, gdzie poza wyświetleniem jednego filmu dla dzieci, pozostałe wydarzenia były zamknięte dla publiczności). Opuściłem więc oficjalne otwarcie połączone z wyświetleniem filmu Wyprawa Kon-tiki w wersji koncertowej z muzyką na żywo oraz kilka paneli.

Trafiłem jednak na koncert Game On / Duomo-Ignition z sekcji alterFMF w Małopolskim Ogrodzie Sztuki. Po krótkim zamieszaniu z wejściówką zasiadłem na koncertowej sali MOSu. Game On został podzielony na dwie części rozdzielone dosłownie trzyminutową przerwą.

poniedziałek, 1 września 2014

446 - Obiboki feat. Śledziu - Osiedle Swoboda czyli Grzybiarza przygoda z piosenką

W marcu 2013 napisałem pierwszą w życiu piosenkę. Co prawda, zanim zajął się nią Łukasz Kolender (autor tekstu do tego hitu), był to raczej zbiór prostych rymów następujących po sobie dość nieregularnie w tempie, które śmiało można było uznać za kulawe. Ulepszony, zrytmizowany tekst o Osiedlu Swoboda trafił do zespołu muzyczno-komiskowego Obiboki, którego członkowie, Rybb i Szaw, obiecali zająć się podkładem muzycznym. Sprawa ucichła na kilka miesięcy.

piątek, 8 sierpnia 2014

438 - Batman: Arkham Origins i garść informacji

Ograłem Batman: Arkham Origins. Choć kocham poprzednie części serii Arkham i z wytęsknieniem czekam na Arkham Knight, tak z kupnem Origins długo się wstrzymywałem. Wszystko za sprawą sporej ilości bugów, które utrudniają rozgrywkę, zabierają przyjemność oraz nie pozwalają w pełni skończyć gry (na szczęście tyczy się to misji pobocznych, główną fabułę można poznać bez przeszkód). Najbardziej w grach Arkham kocham samego Batmana, to, że można nim sterować i po prostu CZUĆ się Mrocznym Rycerzem - nieważne, czy akurat prowadzimy śledztwo, używamy wymyślnych gadżetów, po cichu, skąpani w cieniu, eliminujemy niczego nieświadomych przeciwników czy po prostu miażdżymy im kości w otwartym starciu. Jak dla mnie Batman przedstawiony jest w tych grach lepiej niż gdziekolwiek indziej - wiadomo, duży wpływ na to ma samo medium, dzięki któremu zachodzi znacznie większa interakcja między dziełem a odbiorcą niż w przypadku komiksu, animacji czy filmu. W tym aspekcie gra, podobnie jak dwie poprzednie produkcje, jest wyśmienita.


Fabuła jest dobra i zaskakująco prosta - nie jest to jednak wada. Black Mask wyznaczył nagrodę za głowę Nietoperza, którą spróbują strącić mu z karku najlepsi zabójcy na zlecenie - m.in. Bane (który wreszcie wygląda jak należy), Deathstroke (którym możemy pokierować w trybie wyzwań) czy Firefly. Wszystko dzieje się podczas wigilijnej nocy, brudne Gotham, śnieg i muzyka łącząca motywy z Powrotu Batmana Burtona i TDKR Nolana tworzą razem niesamowity klimat. Walki z bossami są wymagające i absorbujące, zdecydowanie lepsze niż w poprzednich częściach. Choć fenomenalny system walki nie zmienił się w porównaniu do Arkham City, to regularne walki na ulicach sprawiały mi o wiele mniej radości niż poprzednio. Mnóstwo smaczków dla komiksiarzy tylko dopełnia bardzo dobrej całości i jedyną rysą na tym niemal nieskazitelnym obrazie są wspomniane wcześniej bugi. Wisienką na torcie jest długość zabawy - po 16 godzinach, przejściu głównej fabuły i kilku misji pobocznych, nawet nie zbliżyłem się do ukończenia 40% gry.


środa, 20 marca 2013

326 - Panienka z pudełka - piosenka pod napisy

Cały dzisiejszy dzień kręciliśmy film. Prezentacja całości i więcej o projekcie już w najbliższy piątek (ewentualnie w sobotę), a na razie łapcie making of z piosenki pod napisy końcowe.

Txt, wokal, gitarrrra: Łukasz Kolender, support: cała reszta.


piątek, 25 maja 2012

264 - Adventure time!


Jadę na tydzień na Mazury. Pod żagle. Wracam w przyszłą sobotę, mam nadzieję, cały i zdrowy.

Jeśli tylko będę miał dostęp do neta, to pewnie coś napiszę. Kilka recenzji czeka w kolejce do publikacji, zobaczymy co z tego wyjdzie, bo jak na razie maj jest całkowicie bez-recenzyjny ;)

Tymczasem polecam "Avengersów", na prawdę fajny film. Spodziewałem się co prawda czegoś więcej, ale to co otrzymałem całkowicie mnie satysfakcjonuje. Banan na twarzy przez dwie i pół godziny - czego chcieć więcej? Może nie jest to Pulp Fiction, Sherlock Holmes Ritchiego czy Ostatnia Krucjata, ale na prawdę świetnie się bawiłem. Iron Man i Hulk kradną szoł. Cieszę się, bo obawiałem się wymiany Nortona na Rufallo, a wszyło bardzo dobrze, nawet nie wiem, czy nie lepiej. Tam, gdzie film powinien śmieszyć - śmieszy, tam gdzie miał być epicki - jest. Wielu ludzi narzeka na prostą fabułę, ale kaman - czego Wy się spodziewaliście? Gdyby były seanse w 2D to z chęcią wybrałbym się jeszcze raz. Bo - co tu dużo mówić - 3D wciąż mnie nie przekonuje.

Warto zwrócić uwagę również na dwa nowe tracki Kaliego - Tu gdzie żyjemy i Wybij się z jego nowej płyty "Gdy zgaśnie słońce" - oraz nowy tom  New Avengers od Muchy, który może nie jest tak dobry jak Breakout, ale trzyma porządny poziom. Reszty nowości, które kupiłem na KW jeszcze nie czytałem, więc się nie wypowiadam. Choć nie, zaraz, czytałem czwartego Bicepsa - jest jak trzy razy wcześniej - bardzo fajna publicystyka i średnie komiksy (choć "Polewacz polany" w wydaniu ogrowym bardzo przypadł mi do gustu i szczerze mnie rozbawił, pewnie dzięki temu, że wiele razy widziałem oryginał z 1895 roku i dostrzegam zabwaną analogię między tymi dwoma dziełami - studiowanie filmoznawstwa zobowiązuje). Wkrótce powinna ukazać się recenzja "Maga Niezależnego" i "Bieguna", więc o nich nie będę teraz pisał.

Z pewną fascynacją zagłębiłem się w świat Avengers: Earth's Mightiest Heroes. Po rekomendacji Kuby Oleksaka, z ciekawością sięgnąłem po kreskówkę Marvela. Nie obeszło się bez pewnej rezerwy, która jest zrozumiała po oglądnięciu Ultimate Spider-Mana, ale szybko okazało się, że nowi Avengersi to bardzo porządnie zrealizowana seria. Po oglądnięciu jedenastu odcinków, muszę przyznać, że serial jest na prawdę ciekawy i mocno zakorzeniony w historii Avengers. Polecam.

To tyle, bo trzeba się jeszcze spakować, a ja wciąż nie wiem, co do czytania wziąć na łódkę. Komiksów nie biorę, mimo że kilka ciekawych czeka na półce, boję się, że się zniszczą nadto. Chyba skończy się tak, że wezmę wszystkie książki, które biorę pod uwagę - najwyżej przeczytam tylko kilka.

niedziela, 15 kwietnia 2012

258 - Grube wixy z Tivoltem w TF2 i zagadkowa tożsamość Kiwi Kida


Trochę radosnego pieprzenia w przerwie między kolejnymi recenzjami czyli muszę wyjaśnić niektórym głąbom, że jestem facetem (no, już, już, nie róbcie takich zaskoczonych min...).

Po tym jak przypadkiem załapałem się na materiał mojego kumpla Tivolta z Team Fortress 2 w niezgłębionych internatach pojawiła się plotka jakoby byłbym kobietą o ładnym głosie i imieniu Zuza. W komentarzach pod tym filmikiem pojawiły się tego typu pożałowania godne spekulacje. Śmiechu warte, jak to się mówi i śmiechem przeze mnie podsumowane.

Co prawda Bartek już to wyjaśnił w najnowszym materiale z GTA IV, jednak i ja chciałbym dorzucić swoje trzy grosze. Steamowy Kiwi Kid to ja. Nie Zuza.

Ja.

Jan Sławiński w życiu, że się tak wyrażę. Anonimowy Grzybiarz w internecie. Na Steamie - Kiwi Kid.

Sorry dla wszystkich, których to wyznanie rozczarowało. Spodziewaliście się młodej i pięknej dziewczyny o dźwięcznym głosie. Zamiast tego jestem ja, zapewne sporo brzydszy, rok starszy i mówiący basem facet z niekontrolowanymi napadami szaleńczego śmiechu. I brodą Wolverine'a. I o podobnym, co W., temperamencie. Tylko adamantium brakuje.

Na koniec jeszcze jedno. Po tej całej aferze z Zuzą i Kiwi Kidem w rolach głównych dostałem trylion zaproszeń na Steamie od ludzi, których w ogóle nie znam. Nie wiem, czy to znajomi Zuzy, którzy mnie z nią pomylili, czy ludzie szukający nowych przyjaciół przez neta. W każdym bądź razie, dla mnie głównym kryterium przyjęcia kogoś do znajomych jest właśnie znajomość z tymże (zaskakujące, prawda?), znajomość nawet forumowa ale jakakolwiek, a w tym wypadku tegoż kryterium niestety zabrakło.

A jak już jesteśmy przy Kiwi Kidzie to zapraszam do czytania opowiadań, w których to Kiwi jest głównym bohaterem (większość historii tutaj).
Z fartem dla kumatych.
P.S. Ostatnio na topie Szajka feat. Lukasyno i "Jeden Cel". No i wciąż i nieprzerwanie od kilku miesięcy Sokół i Marysia Starosta. Oglądnąłem też Mr. Nobody. Porządne sci-fi ze świetną muzyką, popieprzoną historią i zabawnymi wstawkami. Z seriali jaram się ostatnio Young Justice - świetną kreskówką rodem z DC Comics. Jak zbiorę się w sobie to dostaniecie o niej jakiś dłuższy tekst. Sprawdźcie bo cholernie warto, chyba jeden z najlepszych seriali animowanych na podstawie komiksu od czasów Batman Beyond.

poniedziałek, 13 czerwca 2011

207 - Ogłoszenia parafialne (drobne)


Wybieram się na BFK, więc jeśli tylko dotrę, to będzie mi można przybić piątkę. Tak, jakby ktoś chciał...

Oglądnąłem siedem sezonów Entourage. Lekki i przyjemny serial. Mimo gorszych momentów, nie schodzi poniżej dobrego poziomu.

Jaram się Grą o Tron. Tą telewizyjną, książki nie znam, ale została dodana do listy "must have/read".

WOW. W Polsce kręcą Spider-Mana!

Byłem w kinie na Piratach z Karaibów 4. Podobało się, chociaż jakby czegoś zabrakło. Załogi Czarnej Perły? Zabawnych, drugoplanowych postaci? Nutki szaleństwa, którą można było dostrzec w poprzednich częściach? Jak oglądnę drugi raz to pewnie bardziej mi się spodoba. Na Nieznanych Wodach jest trochę jak czwarta część Indiego - jako część serii trochę odstaje, jako samodzielny film jest git. Zobaczymy co w grudniu pokaże Ritchie z kontynuacją Holmesa.

W tym miesiącu mam zamiar oglądnąć jeszcze Hangover 2 i X-Men: First Class. Może się uda. W końcu mam wakacje.

Przynajmniej teoretycznie. Bo chodzę do pracy na kilka godzin od poniedziałku do piątku i sobie copywrituje. Za darmo, bo praktyki.

Przeczytałem Ja, Inkwizytor. Dotyk Zła czyli trzecią książkę Piekary po Płomieniu i Krzyżu i Wieżach do Nieba będącą prequelem do głównego (dotychczas) czterotomowego Cyklu Inkwizytorskiego. Ogólnie to w Dotyku Zła szału nie ma. Dobrze się czyta (jak to Piekarę), ale jakieś te przygody takie... sobie.

Przeczytałem również Thora od Muchy. Więcej wkrótce, obiecuję.

Wampira z M-3 też przeczytałem. I bardzo gładko wszedł, przypomina trochę pierwsze Wędrowycze. Na plus.

Natomiast Dobić Dziada - długo oczekiwany komiks z Wędrowyczem - to straszna kiszka. Pięknie to wydane i tyle. Jeśli chodzi o treść - nic nowego, opowiadania przedrukowane z poprzednich zbiorów, komiks na podstawie opowiadań, więc też to samo, tyle że narysowane i w kolorze.

Przeszedłem pierwszego Wiedźmina. Zabójcy Królów czekają na półce, aż sprawię sobie lepszy komputer.

Natomiast pierwsza Mafia mnie okropnie wciągnęła. Świetny klimat, szkoda tylko, że te auta tak wolno jeżdżą ;) No i moja wersja, mimo że oryginalna (KK) to jest okropnie zabugowana, niektóre misje muszę powtarzać, co trochę irytuje. Będę musiał sprawdzić drugą część.

Tak jak Gears of War.

Słucham.

To tyle u mnie. Mniej-więcej.
Do zo na BFK!

wtorek, 31 sierpnia 2010

163- Wakacyjna pogaducha przy gramofonie

Czyli co iPod wypluwał z siebie w te wakacje!

Na początku wakacji, a w sumie to w pierwszy dzień wakacji ukazała się płyta warszawskiego rapera Eldo. Jako, że korzystałem z laptopa, na którym miałem pustą bibliotekę iTunes zaszantażował mnie: albo poczekasz sobie z przesłuchaniem (kupnem płyty) do przyjazdu, albo jedynymi kawałkami na wyjeździe będą 'Zapiski 1001 Nocy'. No cóż, ustąpiłem i nie zawiodłem się. Właściwie, jeśli bym miał robić jakieś głupiutkie porównania to w moim prywatnym rankingu płyt warszawiaka znalazła by się gdzieś między '27' a 'Opowieśćmi...'. Returnersi, rozchwytywany obecnie duent producentów dali Eldo naprawdę porcję bardzo dobrych bitów, z paroma wyjątkami. Leszek trochę pobalansował między trueschoolowcem z '27'(Jam, Relacje, Moje, Puszczam z dymem) a poetą z 'CKCUA' czy 'Eternią' (Życie, Nigdy..., Pamiętniku). Osobiście płyta mnie niczym nie zaskoczyła, parę razy mam ochotę przeskoczyć kilka kawałków, ale słucha się miło. Średniak, który i tak jak na razie okazuje się być jedną z najlepszych płyt polskich tego roku.
Wakacyjny wajb podtrzymywał album Ortegi Cartel- Podziemne Disco. Nie będę się rozpisywał. Świetne, chilloutowe bity i proste, wyluzowane teksty. Nie jest to rzecz super ambitna, ale idealnie bujająca jak na pierwszą część minionych wakacji.
Sporą część urlopu umilałem sobie płytkami Gangstarr. Dopiero teraz wzięła mnie melancholia po śmierci Guru i odświeżałem sobie wszystkie klasyki, z naciskiem na moją ulubioną płytkę duetu, czyli Moment of Truth.
Przed zbliżającym się koncertem Brothera Ali, uzupełniłem braki w dyskografii albinosa, także wszystkie płytki, czyli 'Champion EP', 'The Undisputed Truth' i
'The Truth Is Here' śmigały od lipca, sprawiając, że polubiłem tego artystę tak jak Biram.
Na koncercie zapoznałem się z Australijczykami: Kid'em Solo i Dj'em Adith. Po miłej pogawędce z tym pierwszym, otrzymałem kartę z adresem do darmowego pobrania albumu 'Inside story'. Bardzo przyjemny, wpadający w ucho 'emo-rap', plus bardzo błyskotliwy teledysk do singla(po raz kolejny odkrycie Australijskie, skąd oni mają tyle dobrej muzyki?!). Znowu polecam.
Póki jesteśmy przy Australii, to Bliss'n'Eso wydali nowy album 'Running on the air'. Utrzymana w mroczniejszych klimatach ala 'Flying Colours', płyta jest bardzo dynamiczna. Mimo, że w stosunku do poprzednich dokonań, chłopaki zaliczyli pewien regres, wciąż jest świetnie. Jeśli nie muzycznie, to na pewno lirycznie.
A teraz leci ostatni album Waxa Tailora, 'Head Hunters', autorstwa Herbiego Hancocka i odświeżany po 5 latach 'Rip the Jacker' Canibusa (mistrzostwo).
Wszystko polecam!

sobota, 20 marca 2010

einhundertachtundvierzig- 16 kawałków

Ostatnio na ripicie ciągle leci moje najnowsze (choć nie do końca) muzyczne odkrycie. Zespół Hocus Pocus z Nantes we Francji. Ja sam, styczność z hip hopem francuskim miałem tylko w przypadku wieszcza Rocha (franła żelafą), jakiś soundtracków z Taxi, przesłuchaniu Waxa Tailora i to chyba na tyle. Kiedyś tam temu trafiłem na album francuzów "73 Touches", który jakoś w natłoku dobrych albumów przeleciał między palcami. Dopiero ostatnio, apropos ogromnego ciśnienia na wskutek premiery nowego albumu grupy "16 Pieces", odświeżyłem sobie płytkę, przesłuchałem nową i zahaczyłem o starsze.
To co oni robią przez ponad dekadę, to naprawdę solidny jazz hip hop (ostatnio modny termin). 20 syl i ekipa na każdej płycie muzycznie serwują coś innego, ale zawsze zachowują wspólny mianownik szitu-która-buja-głową.
Wyobrazicie sobie, żeby w 1998 roku, gdy w Polsce robiło się masę niemiłosiernego krapu, oni siekali takie kawałki? MC w zespole, 20syl ( z tego co zrozumiałem z żabojadzkiej wikipedii jest również producentem), wiadomo, posługuje się językiem dla mnie niezrozumiałym, ale nie przeszkadza mi to w jaraniu się nim. Prawda?
Jeśli ktoś chce porównania, Hocus Pocus są takimi europejskimi The Roots. To najlepsza rekomendacja, żeby przekonać Cię czytelniku, żebyś ich sprawdził.



Jeśli chodzi o wieści z frontu, wysłałem komiks do kolektywu, ciekawe co z tego wyjdzie.
A tu taki szorciak mojego autorstwa, na rozprężenie:






piątek, 30 października 2009

Post 124 - Wchłonięte

Ostatnio wchłonięte, na szybko:

Mucha - niestety, jak to się mówi, siada.

Watchmen - Cytując: "Alan Moore to wariat". I geniusz. Absolutnie.

Call of Juarez: Więzy Krwi - może nie jest to Wiedźmin, ale zajebiście się bawiłem.

Bękarty Wojny - Znowu zacytuję: "Chyba wyszło mi arcydzieło" - kto oglądał, ten wie.

Stój - najlepszy Jason z czytanych przeze mnie (czyli wydanych przez Taurusa).

From Hell
- jeszcze większy geniusz.

Skarb w Srebrnym Jeziorze - w ramach zajawki CoJem i ogólnie Dzikim Zachodem. Nawet wchodzi, ale momentami ciężko bardzo.

Ostry Komix.


Batman: Arkham Asylum - 86%. Zostały misje. Dam radę. Dam. Jeszcze tylko 14%... Ale generalnie MISTRZ nad Mistrze. Coś więcej może wkrótce.

Łauma - Cytując: "Komiks Roku" i tak dalej. W pełni popieram. Mission Success.
P.S. KaeReLu - dziękuweczka za autograf.

Wartości Rodzinne 3 - jakoś tak pomiędzy dobrą 1 a kozacką 2. No i git zakończenie.

Binio Bill i Szalony Hieronimo - plusy: rysunki, Dziki Zachód. Niestety, trochę mnie nudziło. Mimo to, kolejne albumy BB Team kupię z chęcią.
P.S. Ale autograf "od Córki Autora" jest :D Thx.

Karton 1 - wierzę, że może z tego być coś bardzo dobrego. Jest ok - niech będzie lepiej.
P.S. Asu - dzięki za "Anonimowego Grzybiarza" w środku :)


Chyba tyle.

12 listopada ukaże się "Humor i Mądrość Świata Dysku" - mimo, że to tylko dodatek zachęcam gorąco do kupowania - wierzę, że jeśli się sprzeda, to Prószek wyda inne dodatki z ŚD - np. Książkę Kucharską Niani Ogg...



Za tydzień do Staszowa... Red Alert III Remix.

środa, 23 września 2009

116 - Grzyby rządzą


Przeczytałem "Księgę Cmentarną" Gaimana. Po genialnych Amerykańskich Bogach i świetnym Snadmanie trafiałem na opowiadania/komiksy które są co najwyżej dobre, i w porównaniu do dwóch powyższych tytułów wypadają blado. I mimo wszystkich uprzedzeń "Księgę Cmentarną" łyknąłem. I bardzo dobrze weszło. Historia o chłopcu mieszkającym na cmentarzu i żyjącym z duchami jest, w moim odczuciu, świetna. Może to dla tego, że urzekł mnie klimat. Bo lubię takie baśnio-bajki i Gaiman ze swoją najnowszą książką trafia w dziesiątkę jeśli chodzi o moje gusta. 

"Worek Kości" Kinga - jestem po stu stronach, ale jest świetnie. Król znowu pokazuje, że jak pisze książkę o pisarzu to musi być dobra ;)

Za Markiem Lachowiczem
:


Słucham.

sobota, 19 września 2009

Post 115- Niedzielnie pogaduchy przy gramofonie- Classified




I like to believe there's more to me than MCing
But I write to the beat and that's what I end up being
This ain't a song with a meaningful message
It's me introducin myself to you through my record
I'm that tall, skinny white guy, rollin up the reefer
See ya, Classified, very nice to meet ya

- Up All Night


Artystą na dziś jest Classified. Kanadyjskiego producenta i MC usłyszałem pierwszy raz cztery lata temu, gdy muzyk z Halifax'u wydał album "Boy Cott In Industry". Jakie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się, że Class' wcale nie jest "rookie" i działa na kanadyjskiej scenie od '95. Muzycznie: świetnie sample, partie instrumentalne. Od fortepianów przez gitary po skrzypce. Wszystko wspaniale brzmiące.
Jako MC Kanadyjczyk również jest świetny. Krytyka na branże muzyczną, świetne kawałki tematyczne (5th element- hołd dla rapu, Maritimes- kawałek o melanżach czy choćby Sibling Rivalry nagrany z bratem artysty, w którym wrzucają sobie jak najlepsze rodzeństwo!). Zresztą sam Mic Boyd, brat artysty okazuje się mieć spory talent i rok temu, albumem "Lost In The Woods" udowodnił, że niewiele ustępuje rodzeństwu.

Rok po wydaniu "Boy Cott..." przyszedł czas na "Hitch Hikin' Music". Już pierwszy track "Find Out" wgniata w fotel. Człowiek-orkiestra z Kanady stał się jeszcze bardziej melodyjny i wszechstronny. Samodzielnie produkuje hybrydy sampli,żywych instrumentów i wokali, a taka mieszanka nie może nie wpaść w ucho. Cudowna instrukcja robienia beatów "Beatin In" hipnotyzuje słuchacza, podobnie jak kolaboracja z Chad'em Hatcher'em, którza zaowocowała trzecim singlem "All about U".
Na tym albumie Classified zaczyna bawić się formą płyty. Pojawiają się rewelacyjne skity, w których zabawny mężczyzna prowadzi aukcje, na których ludzie licytują bity wyprodukowane przez Classified'a, który zresztą coraz częściej zaczyna być popularny jako beatmaker.
Następny album- "While You Were Sleeping" to typowy The Best Of. Warto się zaopatrzyć choćby ze względu na starsze kawałki.
Tegoroczna płyta, Self Explanatory jest wyjątkowa. Po pierwsze goście- Royce 9'5 (który już pojawił się na "Boy Cott"), B.O.B (tegoroczny świeżak na Kempie) czy Moka Only. Po drugie- Classified zdecydował się na eksperyment. Oprócz zwykłych kawałków pojawiają się tzw. "Choose Your Own Adventure #". Kanadyjczyk zaprasza do wspólnej zabawy. Pierwszy utwór z cyklu wprowadza nas do historii, której o której rozwoju możemy decydować przechodząc do wyznaczonych kawałków. Coś jak tekstowe RPG. Możecie zdecydować czy artysta będzie nawijał o obiedzie ze swoją dziewczyną, premierą jego beatu w klubie, czy nawet... napadzie.
Classified wciąż się rozwija, zarówno muzycznie jak i tekstowo. Najmocniejsze momenty na "Self.." to "Oh..Canada", "Up All Night", "Anybody Listening". W sumie nie ma co wymieniać, bo Classified z każdym rokiem wydaje coraz lepszy krążek.
Dlatego też wyczekuje na następny album, który, znając pracowitość Kanadyjczyka, ukaże się wkrótce.
A "Self Explanatory" ląduje w top10 tegorocznych płyt.

sobota, 5 września 2009

Post 108- Niedzielne pogaduchy przy gramofonie- Tonedeff



“Jesteś jedyną osobą, która kiedykolwiek poprosiła mnie o przyspieszenie bitu powyżej 180 bpm. O kurdę. Dlatego wahałem się z tym podkładem podczas piosenki.
Myślałem, że chciałeś żebym go podgłośnił. Pomyslałem wtedy "co? ten świr mówi, żebym przyspieszył?"
- DJ JS-1, w e-mailu do Tonedeff'a po tegorocznym QN5 Megashow.



Tonedeff. Co tu o nim powiedzieć? Sam twierdzi, że jest pół-kubańczykiem, pół-kolumbijczykiem i nie mówi po hiszpańsku, ale za to umie rymować. A ja dodam, że jest jednym z najlepszy MC na świecie.
I to tyle.
Tony Rojas już jako 9-latek zdecydował, że popsuje sobie życie i poświęci się rapowi. Pod ksywką Tonedeff (połączenie imienia Tony i 'deaf', po angielsku "głuchy") popełniał mniejsze lub większe wyczyny, lecz wszystko i tak zmierzało do roku 1997, gdy po przeprowadzce do Nowego Jorku emce założył QN5 Music, label znany choćby z wydawania płyt takich tuz jak Cunninlynguists, czy PackFm.
Sam charakter wytwórni to to, co w hip hop'ie najważniejsze. Radość tworzenia muzyki z kumplami, mnóstwo humoru, współpraca z fanami, wypuszczanie świetnych mixtape'ów, niezwykłe koncerty. Akurat w sierpniu odbywał się jeden z QN5 Megashows, czyli czegoś w rodzaju corocznego festiwalu, gdzie pojawiają wszyscy artyści związani z wytwórnią, plus goście.
Wspominanie dyskografii Tonedeff'a też nie ma specjalnie sensu, oprócz świetnej płyty Extended Famm (zespołu stworzonego z przyjaciółmi z Qn5) pod tytułem "Happy Fuck You Songs" bo tak naprawdę apogeum swojej twórczości osiągnał w 2005. Wtedy właśnie wyszła płyta zatytułowana "The Archetype".
Album to już klasyk. Tonedeff produkuje, śpiewa, rapuje. I to jak rapuje. Potrafi być melancholijny i wybuchowy, dowcipny i ironiczny, szybki i flegmatyczny. Jeśli ktoś chce cyfr, to niech wie, że artysta wyciąga 13.5 sylaby na sekundę, co stawia go w czołówce. Technika. Tego kota trzeba usłyszeć. Strona muzyczna albumu to absolutne mistrzostwo za którą odpowiedzialny jest zarówno Tonedeff jak i tacy wymiatacze jak Domingo, czy KNO. Rozpiętość tematów aż zadziwia: mamy tu sprośną przyśpiewkę "Pervert", jeden z najpiękniejszych rapowych wyciskaczy łez "Porcelain", elektroniczną satyrę na biznes "Politics", czy w całości wyśpiewany przy akompaniamencie pieknych skrzypiec "Gathered".
Pozycja obowiązkowa.
Co robił Tonedeff przez te prawie pięć lat po wydaniu swojego opus magnum? Udzielał się w masie kawałków, wyprodukował sporo podkładów, śpiewał w refrenach, koncertował po całym świecie, wydał razem z kumplami z QN5 parę mixtape'ów i wspomagał ludzi związanych z wytwórnią.
A fani siedzą jak na szpilkach czekając na kolejne pełnowymiarowe dzieło.
"Chico & the Man", to wspólny projekt, za którego wokal odpowiada bohater dzisiejszego artykułu. Stroną muzyczną zajmuje się KNO z Cunninlynguists.
Oboje są w mojej prywatnej czołówce. Album zapowiadany na zimę.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Post 106- Niedzielna pogaducha przy gramofonie- Felt.



Zabawna historia z tą kolaboracją. W 2002, Slug (Atmosphere) w ramach żartu zaproponował MURS'owi (Living Legends) zrobienie kawałka o zapomnianej aktorce młodego pokolenia, Christinie Ricci. Tak dobrze się dogadywali podczas pracy, że członek Living Legends zaprosił kumpla z zespołu, którym był The Grouch, aby wyprodukował im pełnogrający album "Felt- The Tribute to Christina Ricci".
Rzecz nie przypadła specjalnie do gustu fanom. Słuchacze skarżyli się na minimalistyczne i monotonne brzmienie, ale jak zwykle pojawiły się perełki, takie jak bardzo komiksowe The Two.
W ciagu trzech następnych lat Slug zdążył nagrać jak Atmosphere jeszcze dwie płyty, sporo ep'ek (Sad Clown Dubs) i kolejny album z MURS'em (Biram: nie wiem kiedy ten koleś śpi).
Koncepcja płyty się nie zmieniła i kolejny "Felt" ponownie dedykowano zapomnianej aktorce, którą tym razem była Lisa Bonet.
Produkcją zajął się Ant, druga połowa zespołu Atmosphere. Głównym "silnikiem" płyty są sample, które są wykorzystane prawie w każdym kawałku. Znam ludzi, którzy uwielbiają nazywać sample zrzynką i kradzieżą, ale Ant używa kompozycji Davida Portera czy Teddiego Pedergrassa w tak słodki sposób, że ja, miłośnik świadomego odświeżania starych kompozycji w kawałkach, które mogą być wg mnie esencją podkładu, byłem bardzo zadowolony.
Pozycje obowiązkowe na płycie to "Dirty Girl", singlowe "Early Mornin' Tony" (warto sprawdzić, choćby ze względu na komiksowy teledysk), "Marvin Gaye", "The Biggest Lie" i kończąca album solowa petarda MURS'a "I Shot a Warhol".

Parę tygodni temu, na oficjalnej stronie Rhymesayers wyciekła informacja o trzecim albumie Felt i pierwszy kawałek o nazwie Protagonist. Artyści nie chcieli ujawnić kto tym razem zajmie się produkcją i czyje nazwisko będzie nosić kawałek.
Oczywiście fani (muahah) błyskawicznie odgadli postać producenta- Aesop Rock! (Def Jux), a na dniach artyści oficjalnie wyjawili imię gwiazdy- Rosie Perez.
Czekamy i się jaramy

czwartek, 27 sierpnia 2009

Post 104 - Łona, czemu dałeś na Majka?


SZCZECIN DAWAJ NA MAJKA

Łona... DLACZEGO?! Dlaczego dałeś na Majka?

Dla równowagi psychicznej posłuchajcie czegoś seryjnie dobrego:

ŚWIAT JEST PEŁEN FILOZOFÓW

" I albo nie wiedział, albo tekst go nie urzekł..."

P.S. Czekamy na nową Firmę ;)

środa, 5 sierpnia 2009

Post 99 - W skrócie

Bylem 2 tyg. we Francji. Ludzie tam nie mówią po angielsku, komiksy są drogie (acz, kozacko wydane). Zamawiając kebab dostalem jakąs rybkę z marchewką. Kupilem sobie komiks fantasy 48 stron, A4, w HC. Za 13 euro, co wyczerpalo doszczętnie mój budżet. Fantasy, bo Lucky Luke'a nie znalazlem w specjalistycznym sklepie w Beziers. A potem się okazalo, że byl w supermarkecie na terenie mojego kempingu... Ech... W każdym razie owo fantasy wydalo Soleil, wiec pewnie jest dobre. W sumie to ja i tak ani be po francusku, więc od razu na pólkę poszlo, po przeglądnięciu rysunków (te jak w Lanfeust'cie, więc calkiem spoko).
Jak wrócę do Krk, to podlinkuję okladkę - teraz nawet tytulu nie pamietam.
*
Lego Indiana Jones (PSP) jest genialny. Lepszy od zachwalanego przeze mnie kiedys Lego Star Wars. Może to dlatego, że Indiego zawsze lubilem bardziej od Skywalkerów... 100% oczywiscie jest.
*
Gra "Harry Potter i Książę Pól-krwi" - drogie (jakies 140 zeta - na szczescie nie kupilem a porzyczylem od kolezanki) pierdu-pierdu do nabicia kasy - gra na podstawie filmu na podstawie książki - można się bylo spodziewać,że będzie cienka. Potter biega jakby mial zatwardzenie. I krzywe nogi. Fabuly na jakie 3-4 h max. (Co prawda nie skończylem, ale 11-letnia siostra mojego kumpla przeszla w 6 godzin calosć.) A nowosć - eliksiry - nudzą na dłuższą metę. Fajnie się rzuca czary - ale czy takiego systemu czarów nie bylo już w grze na podstawie "Zakony Feniksa"...?

Niestety, gry z Potterem są cienkie, a im jestem starszy, tym cieńsze mi się wydają. Na szczęscie nadchodzi Lego Harry Potter: Years 1-4. I to na pewno nabędę, pewnie znowu mnie wciągnie i będę mial ambicję na 100%. I wymaksuję. A potem podzielę się wrażeniami. Lego zobowiązuje.
*
"Zlodziej pioruna" Rick Riordan - znowu droga pierdola, siląca się na bycie zabawną. Zdecydowanie dla mlodszych czytelników ode mnie. Do serii o Potterze się nie umywa, a ma czelnosć aspirować do miana takowej. Myslę, że jeszcze jakies 3-4 lata temu bylaby dla mnie bardzo ok. No i okladka jest ladna.

*
Firma zapowiedziala nową plytę. Yeah - Popek Returns xD
*
"Lups!" Terry Pratchett - stara, dobra Straż.
*
"Wojna Balonowa" Romuland Pawlak - srodkowa częsc trylogii o magu pogodniku i jego smoku. Niestety, nie ma tej sily co częsć pierwsza - żarty nie powodują wybuchu smiechu, jedynie lekki usmiech pod nosem, a czasem zwykle "heh". Tytul fajny, acz kompletnie nie trafiony w stosunku co do tresci książki - wszakże tylko jeden rozdzial jest o balonach. Chyba, że cos przeoczylem.
*
"Diabel Lańcucki" Jacek L. Komuda - historyczne fantasy na bardzo dobrym poziomie. Polecam. Dodatkowo akcja książki dzieje się w Bieszczadach, gdzie akurat sobie wakacjuję.
*
"Rio Anaconda" Wojciech Cejrowski - Pan Wojciech - mimo swoich kontrowersynych poglądów - pisze swietnie. I tu to udowadnia, podnosząc poprzeczkę, po swietnym "Gringo wsród dzikich plemion". Choc wydaje mi się, że jeden rozdzial zerżnąl od Pratchetta ;)
*
"4 po pólnocy" Stephen King - dawno nie czytalem tak dobrego zbioru opowiadań. Zwlaszcza dwie pierwsze minipowiesci - jak to mówi DeBe - miażdżą cyce xD

Cytując Kamila Smialkowskiego - "O komiksach będzie innym razem" ;)

See you next time.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Post 98- Skecze




Aha. Może zrobimy historię o zombie hip hopowcach?
Jak myślicie. Czy lepiej kupić sobie Ipod touch'a czy lepiej wysupłać hajs na Iphone'a?