Tytuł “Batman. Nowe Gotham” nie kłamie - nie tylko mamy okazję zobaczyć miasto, które odrada się z popiołów po siedmiotomowej sadze “Ziemia Niczyja”, ale również dostajemy zupełnie inne podejście do opowiadania historii o Mrocznym Rycerzu, a także jego sojusznikach. Scenarzysta Greg Rucka stawia na krótkie i zwarte historie - niektóre liczą zaledwie jeden zeszyt i skupiają się na postaciach pobocznych (jak komisarz Gordon czy sierżant Montoya), inne są dłuższe, ale również można je czytać wręcz w oderwaniu od reszty. Taka epizodyczność (przywodząca na myśl “Batman: The Animated Series” albo podejście Alana Granta z czasów “Shadow of the Bat”) to miła odmiana po wspomnianej sadze, w której Gotham po trzęsieniu ziemi zostało odcięte od reszty świata, a całość była rozdmuchana do granic możliwości i momentami ocierała się o brazylijską telenowelę.
Na pierwszy tom “Nowego Gotham” składa się: dwanaście zeszytów “Detective Comics”, pisanych przez Grega Ruckę, oraz pięć części “Batman: Turning Points” do scenariusza Rucki, Eda Brubakera i Chucka Dixona. Pierwsze to wspomniane opowieści, które na nowo pokazują jak wygląda miasto Nietoperza - uratowane, ale wewnętrznie pęknięte, buzujące od emocji i z mieszkańcami wyraźnie podzielonymi na dwie wrogie grupy (tych, którzy podczas Ziemi Niczyjej zostali w Gotham i tych, którzy je wówczas opuścili). Rucka skupia się nie tyle na Batmanie, który jest często postacią drugoplanową, co na Jamesie Gordonie, rozbitym po stracie żony i próbującym zapanować nad szaleństwem, które pochłania miasto. Pierwszoosobowa narracja policjanta pozwala spojrzeć na Gotham z poziomu ulicy, a kryminalne historie często skupiają się na śledztwach. Ponadto Rucka zgrabnie potrafi wpleść w te przyziemne fabuły elementy nadnaturalne (jak pojawienie się na scenie Poison Ivy czy nowej pomocnicy Ra’s Al Ghula) - właśnie ta synergia przywodzi często na myśl odcinki “Batman: The Animated Series”.
Warto powiedzieć też dwa słowa o warstwie graficznej - wizualnie to album z innej epoki, niż wspomniana już tu kilkakrotnie “Ziemia Niczyja” (wybaczcie, że wciąż do niej wracam, ale “Nowe Gotham” to bezpośrednia kontynuacja tamtej historii, więc trudno od tego uciec - tym bardziej, patrząc na to, jak bardzo są to różne serie). Mimo że komiks tworzyło kilku rysowników, to graficznie jest on spójny - duża w tym zasługa ciekawego wykorzystania koloru. Plansze skąpane są najczęściej w odcieniach szarości, czerni i bieli z dodatkiem jednej konkretnej barwy (np. czerwonego, niebieskiego, zielonego, żółtego itp.), co tworzy wyjątkowy klimat. Jednocześnie same rysunki - zwłaszcza dominującego w albumie Shawna Martinbrougha - są kanciaste, ostre, nieco umowne, postaci mają mocno zarysowane szczęki. To kolejna rzecz, która zbliża ten okres “Detective Comics” do kultowego serialu z Kevinem Conroyem i Markiem Hamillem.
Na deser dostajemy pięć historii pod wspólnym tytułem “Batman. Turning Points”. Napisali je Rucka, Brubaker i Dixon, a zilustrowane zostały przez różnych artystów (żeby wymienić tylko Paula Pope’a i Steve’a Liebera). Założenie jest takie, że skupiają się one na relacji Gordona i Batmana z różnych okresów - mamy więc fabułę rozgrywającą się w Złotej Erze, gdy na scenę wkracza Robin, mamy taką, która ma miejsce zaraz po wydarzeniach z “Roku pierwszego”, “Zabójczego Żartu” czy po przejęciu peleryny przez Azraela. Choć to solidne historie, to mają one zupełnie inny klimat, niż to, do czego przyzwyczaiła nas pierwsza część tomu (zwłaszcza historia “ze Złotej Ery” mocno odstaje tonalnie), a również graficznie się od niej różnią, stawiając na znacznie bardziej ekspresyjne formy wyrazu. Choć ładnie zarysowują przyjaźń obu mężczyzn, pokazując ją w znaczących momentach, to bardziej stanowią pewien suplement do historii, do których się odnoszą, niż pełnoprawne opowieści. Ot, ciekawostka dla fanów.
Mimo wszystko “Batman. Nowe Gotham” uważam za rzecz bardzo udaną. Zwłaszcza pierwsza część albumu jest świetna. Solidne, kryminalne opowieści, które rozgrywają się w znanym uniwersum, często spychając samego Batmana na dalszy plan i potrafiąc uchwycić specyficzny klimat buzującego miasta. W tym wszystkim kilku gliniarzy, którzy chcą po prostu robić swoje i Mroczny Rycerz, znów sprawiający wrażenie miejskiej legendy. Owiany tajemnicą, pokazywany z perspektywy zwykłych ludzi, a także stawiający przede wszystkim na detektywistyczne zdolności. Nic dziwnego, że kilka lat później Rucka i Brubaker dali nam fenomenalne “Gotham Central” - jeśli lubicie tamtą serię, to w “Nowym Gotham” znajdziecie pewne ziarna, które właśnie w nią wykiełkowały.
8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz