> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźmin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiedźmin. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 grudnia 2024

Wiedźmin: Dzikie zwierzęta [Sztybor, Rerekina] - recenzja

Grudzień miesiącem wiedźmina - nowa książka, pierwszy zwiastun growej kontynuacji, a na dodatek kolejny komiks ze scenariuszem Bartosza Sztybora i rysunkami, które stworzyła tym razem Nataliia Rerekina. Sapkowski w “Rozdrożu kruków” opowiada o młodym Geralcie, którego charakter dopiero się wykuwa w pierwszych przygodach na szlaku. CD Projekt Red odda w ręce graczy Ciri jako główną bohaterkę. Z kolei w albumie “Dzikie zwierzęta” Sztybor i Rerekina zabierają czytelników na odludną wyspę, a Geralt trafia w sam środek konfliktu między myśliwymi, a tajemniczym plemieniem, które deklaruje ochronę każdego żywego stworzenia, również potworów. Nie przeszkadza im to jednak zabijać ludzi.


wtorek, 31 października 2023

Wiedźmin: Ballada o dwóch wilkach - recenzja

“Ballada o dwóch wilkach”, trzeci Sztyborowy “Wiedźmin”, to trochę inny komiks niż dwa poprzednie (“Zatarte wspomnienia”, “Wiedźmi lament”) - weselszy, zabawniejszy, nastawiony na intertekstualną zabawę. Bardziej przypomina postmodernistyczne opowiadania Sapkowskiego z początków jego kariery (gdy na potrzeby przygód Geralta przepisywał znane baśnie), niż questy z gry zahaczające temat ludzkiej moralności i kondycji świata. Przede wszystkim udowadnia on, że scenarzysta Bartosz Sztybor, nagrodzony niedawno Hugo Award za komiks z uniwersum “Cyberpunk 2077”, coraz lepiej czuje się w świecie Sapkowskiego i towarzyszących mu gier CD Projekt Red.


poniedziałek, 23 grudnia 2019

Wiedźmin, sezon 1 (2019, Netflix) - recenzja

Nie wszystko mi się w netfliksowym "Wiedźminie" podoba, ale daleko mi do narzekania. Zbindżowałem te osiem odcinków z prawdziwą przyjemnością, mimo że dosłownie tydzień temu skończyłem powtarzać sobie opowiadania Sapkowskiego (istniało więc ryzyko, że będę się nudził, mając na świeżo fabuły w pamięci). Co więcej - z chęcią od razu zobaczyłbym kolejne odcinki. Poniżej krótkie wrażenia, bez szczególnego wgryzania się w zależności między serialem, a książkami i bez spoilerów.


piątek, 3 lipca 2015

Biały Wilk w komiksowych kadrach cz.3 – The Witcher: House of Glass

Tekst został napisany w sierpniu 2014 roku, przed dzisiejszą publikacją został nieznacznie zaktualizowany.

W dwóch poprzednich częściach artykułu o komiksowych wcieleniach Wiedźmina opisałem polskie komiksy z tym bohaterem. W ostatnim tekście przyjrzę się bliżej wydawanej od marca 2014 roku, pięcioczęściowej mini-serii z Ameryki – The Witcher: House of Glass.




poniedziałek, 29 czerwca 2015

Biały Wilk w komiksowych kadrach cz.2 – Racja stanu

Tekst został napisany w sierpniu 2014 roku. Pierwsza część artykułu ukazała się w tym miejscu.

Na początku XXI wieku komiksowy Wiedźmin nie miał szczęścia – ostatecznie światła dziennego nie ujrzała ani wizja Przemysława Truścińskiego ani Marka Oleksickiego, o których pisałem w poprzedniej części artykułu. Nie chcę być źle zrozumiany, ale może to i dobrze: w końcu zamiast adaptacji doskonale nam znanego pięcioksięgu Sapkowskiego, w 2011 roku dostaliśmy Rację stanu – zupełnie nową historię rozgrywającą się w wiedźmińskim świecie.



piątek, 11 lipca 2014

Komiksowe wcielenia Białego Wilka - Polch, Korzeniak, Trust i Oleksicki [cdp.pl]

Jeszcze zanim na początku nowego tysiąclecia serial i film wyprodukowane przez Telewizję Polską obdarły wiedźmina Geralta z resztek godności i nim w 2007 roku bohater stał się światowym fenomenem za sprawą gry komputerowej, w latach dziewięćdziesiątych cieszył się powodzeniem jako bohater komiksów.


W latach 1993 – 1995 wydano sześć zeszytów, które następnie zebrano w dwa twardookładkowe wydania. Adaptacją opowiadań Andrzeja Sapkowskiego zajął się wieloletni redaktor naczelny Nowej Fantastyki (w której Sapkowski debiutował, gdy pismo nie miało jeszcze w tytule przedrostka „nowa”), pisarz i scenarzysta – Maciej Parowski. Za stronę graficzną odpowiadał rysownik Bogusław Polch – obaj znani z przebojowej serii science-fiction Funky Koval.

Pod koniec 2005 roku Internet obiegła informacja o nowym komiksie z Białym Wilkiem w roli głównej. Do pisania scenariuszy miał powrócić Maciej Parowski, a za rysunki odpowiadać Przemysław „Trust” Truściński. Sam Trust nie tylko narysował jedną planszę do KKK, ale również odpowiada za projekty postaci do growego Wiedźmina. Zaprojektował m.in. wygląd głównego bohatera, strzygi i wiedźmińskiego amuletu – był więc doskonałym wyborem do reanimacji komiksowej serii. Planowanych sześć albumów miało powstać na zamówienie CD Projekt i być elementem kampanii promocyjnej pierwszej gry.

Cały tekst znajdziecie na cdblogu. 

piątek, 13 czerwca 2014

426 - Zagram po E3

Materiału na notki chwilowo brak, na pisanie nowych tekstów nie ma czasu (BO SESJA), więc dziś szybki przegląd tego, co zainteresowało mnie na E3.



Dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem, że najbardziej wyczekiwana przeze mnie gra to oczywiście trzeci Wiedźmin. Dwójeczka jest chyba mą ulubioną grą ever, a Dziki Gon zapowiada się jeszcze lepiej.





poniedziałek, 3 lutego 2014

396 - Bler ratuje Disneya przed burzą w Grobowcu Smoka

Rzeczy ostatnio wchłonięte. Miało być o drugim Hobbicie, ale minęło już za dużo czasu; jeśli się uda to na blog trafi tekst gościnny poświęcony temu tytułowi, albo napiszę coś o nim przy okazji premiery na DVD.


Ratując pana Banksa (John Lee Hanckock, 2013)
Jak byłem mały uwielbiałem disnejowską Mary Poppins. Wiele razy oglądałem ją na domowym video, zupełnie nie przejmując się tym, że była to angielska wersja, bez choćby jednego polskiego dialogu czy napisu. Podobnie miałem z disnejowskimi wersjami Piotrusia Pana i Robin Hooda, których do dziś nie widziałem w polskiej wersji językowej. Wszystkie trzy filmy były zachwycające, nie musiałem wcale rozumieć co mówią postacie, by czuć magię bijącą z ekranu telewizora. Tym bardziej mi przykro, że Ratując pana Banksa to rozczarowujący film, pozbawiony choćby szczypty owej magii. Oczywiście widz docelowy jest całkiem inny, a film ma swoje momenty i szkoda, że jest ich tak mało. Aktorsko natomiast jest świetnie: Tom Hanks w roli Walta robi robotę, podobnie Emma Thompson jako pani Travers, choć dawno nikt mnie tak nie irytował i denerwował jednocześnie jak właśnie ona. Ale z drugiej strony to dobrze, znaczy się: Emma dała radę, bo o to właśnie chodziło, by irytowała i wkurzała. Na drugim planie Schwartzman i Giamatti, choć nie mają wiele do zagrania, jak zawsze przyzwoicie się prezentują. Muzyka, łącząca nowe motywy, z tymi doskonale znanymi z 1964 roku, to niewątpliwy plus. Film skróciłbym najchętniej o połowę wywalając wszystkie sceny z Farrellem. Przede wszystkim było ich za dużo, były zbyt dosłowne i nużące na dłuższą metę, naprawdę wydaje mi się, że twórcy mogliby skrócić ten retrospektywny materiał (spoiler?) i wyszłoby to filmowi tylko na dobre. Wywaliłbym też amerykański sentymentalizm i disnejowską ckliwość wylewające się z ekranu. Chyba nadszedł czas, by powtórzyć sobie oryginalny film z 1964 roku i utopić się ze wzruszenia.


Bler: Pierwsza wersja życia (Rafał Szłapa, 2013)
Blera, krakowskiego bohatera stworzonego przez Rafała Szłapę, darzę szczególną sympatią. Może to przez wzgląd na Autora, a może po prostu dlatego, że całą trylogię bardzo miło wspominam. Najbardziej jednak ze wszystkich trzech części utkwiła mi w pamięci Lepsza wersja życia. Dzięki swoistej reedycji pod tytułem Pierwsza wersja życia dostajemy do rąk komiks w pierwotnej wersji, czyli malowanej. Jak dla mnie wygląda wspaniale i prezentuje się dużo smakowiciej niż jego rysowany odpowiednik (któremu, trzeba dodać, również wiele zarzucić nie można, osobiście bardzo lubię styl w jakim został pociśnięty). Warto również zauważyć, że także scenariusz różni się tu w kilku miejscach, jednak drobne zmiany i poprawki znane z Lepszej wersji życia wyszły komiksowi jedynie na dobre. Niektórzy mogą się dziwić bądź oburzać, czemu Szłapa sprzedaje drugi raz to samo. Każdemu malkontentowi polecam jednak sięgnięcie po drugie wydanie pierwszego tomu trylogii, niezależnie czy jest fanem Blera czy też nie. Malarskie umiejętności Szłapy powinny szybko rozwiać wszelkie wątpliwości. Na marginesie dodam, że ten album ma najlepszą okładkę w całym cyklu. Krótko mówiąc: zaskakująco dobrze mi się czytało, choć historia była dziwnie znajoma i nawet brak grzbietu mogę wielkomyślnie wybaczyć.
Na koniec reklama: zapraszam do Wywiadu Rysowanego z Rafałem. Choć ma już swoje lata, wciąż bardzo miło wspominam jego powstawanie. Zapraszam też oczywiście na Blerowy fanpage oraz do przyjrzenia się bliżej akcji Ludzie rysują Blera na blogu Rafała bądź Kolorowych Zeszytach.

  
Sezon Burz (Andrzej Sapkowski, 2013)
Wiedźmin powrócił dając mi sporo czystej radości. Nigdy nie byłem szczególnym fanem Sapkowskiego, w gimnazjum wciągnąłem opowiadania nosem, ale gdy przyszło do pięcioksięgu w liceum to już nie bawiłem się tak dobrze. Choć czytało się wciąż wyśmienicie, to zwłaszcza dwa ostatnie tomy zawodziły na wielu frontach. Sezon Burz to tak na prawdę zbiór krótszych historii, opowiadań połączonych dość wątłą linią fabularną. I może dlatego świetnie się bawiłem, mimo że pierwsze kilkadziesiąt stron dość powoli się rozwijało, jakby Sapkowski po dłużej przerwie musiał przypomnieć sobie jak to jest pisać lekko i przyjemnie. Na szczęście potem jest już dużo lepiej i książkę połyka się bez popity, niektóre rozwiązania fabularne może nie zwalają z nóg, ale Sapkowski nadrabia stylem i pisarskim kunsztem; tego mu odmówić nie można. Książka osadzona jest gdzieś pomiędzy opowiadaniami z pierwszego tomu i bardzo miło było mi powrócić do znanego świata i lubianych bohaterów. Jak zwykle nie zabrakło rubasznego humoru, pojedynków wypełnionych morderczymi piruetami oraz nadobnych niewiast, którym Geralt skradnie jedynie serce, bo owe cnotę już dawno straciły.


Indiana Jones and the Emperor's Tomb (The Collective/Lucas Arts, 2003)
Powtórka po latach. Konkretny oldschool, dziś można ze świecą szukać takich gier. Genialny klimat znany z filmowej trylogii, podobna konstrukcja fabularna (pierwsza misja to zakończenie poprzedniej przygody), niepretekstowa historia osadzona tuż przed Świątynią Zagłady, cudowne lokacje (szczególnie zamek w Pradze robi wrażenie), doskonale znajomy motyw dźwiękowy i główny bohater. Można oczywiście narzekać na bugi, irytujące sterowanie, nierówny poziom trudności (krokodyl najgorszym bossem ever) czy grafikę, dla której czas nie był łaskawy. Ale po co? Indiana Jones and the Emperor's Tomb to mnóstwo dobrej zabawy, pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników archeologa w kapeluszu. Nikt nie powinien być zawiedziony, o ile podejdzie do tej pozycji z odpowiednim dystansem i świadomością, że przez 10 lat na rynku growym zmieniło się o wiele więcej niż choćby piekarniczym.

Tyle na dziś. Następnym razem będzie między innymi o Banshee. Do przeczytania!

czwartek, 9 lutego 2012

246 - Wiedźmin 2: Arena


Grę Wiedźmin 2: Zabójcy Królów uważam za jedną z najlepszych gier ever. Po przejściu wątku fabularnego po stronie Rosche'a zamierzałem wrócić do gry dopiero, gdy będę miał więcej wolnego czasu, by przejść fabułę ponownie - tym razem po stronie elfów. Jednak nie zważając na te deklaracje wróciłem do niej wcześniej. Stało się tak za sprawą patcha 2.0, który wprowadził do gry kilka nowości, m.in. nowy tryb - Arenę.

Arena może nam zapewnić kilka godzin konkretnej rozrywki, więc to, że dostajemy ją całkowicie za darmo (wystarczy ściągnąć atualizację z tej strony) jest w ogóle świetną sprawą, bo równie dobrze mogłaby ona trafić na sklepowe półki jako zwykły, płatny dodatek.

Fabularnie może i nie jest to nic szczególnego - po wybraniu poziomu trudności wchodzimy na tytułową arenę by pokonać wrogów, po wygranej walce schodzimy z areny, odbieramy nagrody (punkty, oreny i prezent do wyboru np. lepszy miecz lub zbroję), wchodzimy w tryb medytacji by rozdać talenty, sprzedajemy niepotrzebne przedmioty, możemy coś kupić i wracamy na arenę by pokonać kolejną falę oponentów.


Po każdym starciu awansujemy o jeden poziom (możemy dojść do max. 35 levelu). Po walce możemy również porozmawiać z krasnoludem, rycerzem lub czarodziejką - za odpowiednią opłatą zgodzą nam się pomóc w kolejnych walkach. Osobiście uważam, że na początku towarzysz (może nam pomagać tylko jeden, nie cała trójka) jest zbędny, bo walki są stosunkowo proste. Później jest tak trudno, że bohater daje nam tylko kilkanaście dodatkowych sekund życia (większość przeciwników najpierw atakuje naszego towarzysza, a potem dopiero nas). Patrząc na to nie wiem, czy jest sens wydawania kupy orenów, choć ja przyznam szczerze, że lepiej się czuję, gdy wielkie golemy rzucają się na boguduchawinnego krasnala (tj. przepraszam, krasnoluda) niż na mnie.

Gdy obrywamy nie ma za bardzo gdzie się schować i poczekać, aż odnowi nam się pasek życia. Z trzech stron areny jest publiczność i klatki z potworami, z czwartej - przepaść (w którą to przepaść, za pomocą Aarda możemy wyrzucać przeciwników, lubię to!). Jak to w Wiedźminie, dialogi stoją na wysokim poziomie. Wydawać się może, że na Arenie nie usłyszymy ich zbyt wiele, to komentarze publiczności wypełnią tą lukę z nawiązką. W zależności od tego jak gramy, komentarze są różne, publika może nam kibicować, lub chcieć naszej śmierci. Fajna sprawa.

Zabawa kończy się wraz ze śmiercią Wiedźmina. Możemy oczywiście grać dalej for fun, lecz wtedy punkty przestają być naliczane. Osobiście doszedłem na łatwym do 29-ej walki i mi się znudziło. Kiedyś, jak będę miał więcej czasu, z pewnością postaram się dotrzeć dalej, jestem ciekawy z czym będzie się musiał zmierzyć Geralt w kolejnych walkach.

Arena to mnóstwo wciągającej i odmóżdżającej zabawy. Prócz niej, patch 2.0 przynosi nam nowy poziom trudności, rozbudowany samouczek (dla tych, którzy już przeszli grę niestety nic ciekawego) i kolejne poprawki techniczne. Ja tymczasem wrócę do Team Fortress 2. Pora zdobyć kilka nowych osiągnięć z pakietu Snajpera.