Piąty tom “Transformers” to punkt zwrotny w serii - przejęcie cyklu przez nowych twórców. Na stanowisku scenarzysty Daniela Warrena Johnsona zastępuje komiksowy weteran, Robert Kirkman (“Żywe trupy”, “Invincible”), zaś na ołówkach po brudnych pracach Jorge’a Corony, ujrzymy bardziej sterylne rysunki Dana Mory. Jak wypada pierwszy tom, tworzony przez nowych twórców?
Kirkman, będący architektem Energon Universe i scenarzystą “Void Rivals”, mocniej akcentuje przynależność “Transformers” do większego świata, przez co w fabule pojawiają się nawiązania m.in. do “G.I. Joe”. Jednocześnie stawia na bardziej rozrywkowy charakter fabuły - o ile Warren Johnson i Corona ukazywali Autoboty jako złamanych psychicznie i fizycznie wojowników, wycieńczonych niekończącą się walką, pozbawionych nadziei i borykających się z licznymi wojennymi traumami, tak Kirkman ponownie wlewa w mechaniczne serca naszych bohaterów nadzieję. Jednocześnie nie boi się potrząsnąć status quo świata przedstawionego - dalej jest brutalnie, śmierć bywa nagła i szokująca, a “na stanowiskach kierowniczych” następują pewne niespodziewane zmiany. Jedyny zarzut, jaki mam do fabuły, to momentami zbytnia epizodyczność - niektóre sceny trwają dwie, trzy plansze i zaraz przeskakujemy do innych bohaterów, przez co niekiedy ma się poczucie pewnego chaosu i pośpiechu. Momentami brakuje zatrzymania się, głębszego nakreślenia kontekstu danej sceny czy relacji między bohaterami.
Z bardziej rozrywkowym charakterem komiksu idzie w parze rysunek Dana Mory. Supergwiazda kojarzona w ostatnich latach przede wszystkim z DC Comics mocno odcina się od tego, co w serii prezentowali jego poprzednicy, Warren Johnson czy Jorge Corona. Jego rysunki są znacznie bardziej sterylne, tworzone przy mniejszej liczbie kreskowania, co pasuje do pogodniejszego wydźwięku nowego odcinka serii o wojnie Autobotów i Deceptikonów. Tylko w scenach akcji Mora pozwala sobie na więcej szaleństwa - wówczas rysunki nabierają pazura, a wykorzystanie znanych z mang technik speed lines zwiększa dynamikę starć.
Piąty tom “Transformers” to dalej ciekawa i wciągająca lektura, zwłaszcza dla fanów wielkich robotów, choć w porównaniu do poprzednich odsłon serii, utrzymana w nieco innym klimacie. Kirkman i Mora to fachury, więc opowieść jest sprawnie przedstawiona i budzi apetyt na więcej. Jestem ciekaw, w jakim kierunku seria pójdzie w dalszych tomach i czy kiedyś otrzymamy ogromny crossover między kilkoma seriami Energon Universe.
7/10
Album “Transformers, tom 5: Pierwsza generacja” ukazał się po polsku nakładem wydawnictwa Nagle Comics.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz