“Bler” zadebiutował na rynku w 2010 roku. Autorska seria Rafała Szłapy o superbohaterze (a może lepiej byłoby napisać: “mścicielu”) z Krakowa przeszła długą i zawiłą drogę. Zanim w ogóle ukazał się pierwszy tom, Rafał miał kilka podejść do serii, na przestrzeni których ewoluował nie tylko bohater, ale również forma komiksu. Od opowieści w odcinkach, przez klasyczną zeszytówkę, po malowane albumy w bardziej europejskim stylu. Gdy “Bler” trafił na rynek, był czymś niezwykłym – wyprzedził całą masę naszych herosów inspirowanych amerykańskimi superbohaterami (jak chociażby Biały Orzeł), opowiadał historię na poważnie (w przeciwieństwie do takiego Człowieka bez szyi, który był parodią), przede wszystkim zyskiwał dzięki osadzeniu w lokalnym kontekście. Bler żył w Polsce przełomu wieków, a jego Gotham City był Gród Kraka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bler. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 października 2025
piątek, 26 lutego 2021
Prószyński. Odwieczne pieśni - recenzja [wyd. Narodowe Centrum Kultury Filmowej]
Większość komiksów, które powstają na zamówienie państwowych instytucji i opowiadają o wielkich postaciach z historii naszego kraju, to bryki z życiorysów, które nie nadają się do czytania. Przypominają powierzchowny sprint przez najważniejsze fakty z życia, często bez próby opowiedzenia jakiejkolwiek fabuły. Odhaczanie kolejnych informacji z Wikipedii „pod tezę” skutkuje często zarżnięciem ciekawego tematu. Ponadto tego typu projekty niejednokrotnie zleca się osobom, które mają nikłe pojęcie o narracji komiksowej, opowiadaniu obrazem, budowaniu wiarygodnych postaci (słynne nazwisko nie wystarczy, by w komiksie bohater ożył) czy nawet następstwach przyczynowo-skutkowych poprawnej fabuły.
Dlatego też z pewną rezerwą sięgałem po album „Prószyński. Odwieczne pieśni” wydany przez Narodowe Centrum Kultury Filmowej w Łodzi. Jak się jednak okazało, scenarzysta Piotr Komorowski miał na ten komiks dość intrygujący pomysł, który wyróżnia go na tle innych historii biograficznych o Wielkich Polakach Zasłużonych dla Kraju.
sobota, 1 kwietnia 2017
Bler, tom 6: Psie Imperium [PRIMA APRILIS]
Mimo mej wieloletniej sympatii do Rafała Szłapy, zarówno jako artysty, jak i kolegi-komiksiarza, trudno mi chwalić najnowszą odsłonę Blera. Gdy niespodziewanie na Krakowskim Festiwalu Komiksu Rafał zaczepił mnie, wręczając ukradkiem przepremierowe wydanie Psiego imperium, jeszcze ciepłe i pachnące drukarską farbą, moją twarz rozjaśnił niepewny uśmiech, a oczy rozszerzyły się z niedowierzania. Nowy Bler! Pierwsze trzy części darzę sporym sentymentem, nieco przejściowy epizod czwarty co prawda nie zaspokoił pokładanych w nim oczekiwań, ale postapokaliptyczna wizja zaprezentowana w Człowieku ze światła (recenzja) skutecznie przywróciła wiarę w serię. Nic jednak nie mogło mnie przygotować na Psie imperium.
poniedziałek, 9 listopada 2015
Bler: Człowiek ze światła i Ash vs. Evil Dead [pilot]
W tym roku pozwoliłem sobie tylko na jeden halloweenowy seans - padło
na pilotowy odcinek Ash vs. Evil Dead. Nigdy nie byłem wielkim fanem
trylogii o Martwym Źle, z której - co wielu uzna pewnie za herezję -
najbardziej lubię nowoprzygodową część trzecią. Co nie znaczy, że za
Ashem nie przepadam, wręcz przeciwnie. Nie przedłużając: serial stacji Starz to petarda!
piątek, 6 listopada 2015
Konkurs! Wygraj komiksy!
Zapraszam na facebookowy fanpage, gdzie organizuję konkurs, w którym można wygrać komiksy z serii Bler Rafała Szłapy. Szczegóły i zasady konkursu:
https://www.facebook.com/AnonimowyGrzybiarz92
https://www.facebook.com/AnonimowyGrzybiarz92
poniedziałek, 3 lutego 2014
396 - Bler ratuje Disneya przed burzą w Grobowcu Smoka
Rzeczy ostatnio wchłonięte. Miało być o drugim Hobbicie, ale minęło już za dużo czasu; jeśli się uda to na blog trafi tekst gościnny poświęcony temu tytułowi, albo napiszę coś o nim przy okazji premiery na DVD.
Ratując pana Banksa (John Lee Hanckock, 2013)
Jak byłem mały uwielbiałem disnejowską Mary Poppins. Wiele razy oglądałem ją na domowym video, zupełnie nie przejmując się tym, że była to angielska wersja, bez choćby jednego polskiego dialogu czy napisu. Podobnie miałem z disnejowskimi wersjami Piotrusia Pana i Robin Hooda, których do dziś nie widziałem w polskiej wersji językowej. Wszystkie trzy filmy były zachwycające, nie musiałem wcale rozumieć co mówią postacie, by czuć magię bijącą z ekranu telewizora. Tym bardziej mi przykro, że Ratując pana Banksa to rozczarowujący film, pozbawiony choćby szczypty owej magii. Oczywiście widz docelowy jest całkiem inny, a film ma swoje momenty i szkoda, że jest ich tak mało. Aktorsko natomiast jest świetnie: Tom Hanks w roli Walta robi robotę, podobnie Emma Thompson jako pani Travers, choć dawno nikt mnie tak nie irytował i denerwował jednocześnie jak właśnie ona. Ale z drugiej strony to dobrze, znaczy się: Emma dała radę, bo o to właśnie chodziło, by irytowała i wkurzała. Na drugim planie Schwartzman i Giamatti, choć nie mają wiele do zagrania, jak zawsze przyzwoicie się prezentują. Muzyka, łącząca nowe motywy, z tymi doskonale znanymi z 1964 roku, to niewątpliwy plus. Film skróciłbym najchętniej o połowę wywalając wszystkie sceny z Farrellem. Przede wszystkim było ich za dużo, były zbyt dosłowne i nużące na dłuższą metę, naprawdę wydaje mi się, że twórcy mogliby skrócić ten retrospektywny materiał (spoiler?) i wyszłoby to filmowi tylko na dobre. Wywaliłbym też amerykański sentymentalizm i disnejowską ckliwość wylewające się z ekranu. Chyba nadszedł czas, by powtórzyć sobie oryginalny film z 1964 roku i utopić się ze wzruszenia.
Bler: Pierwsza wersja życia (Rafał Szłapa, 2013)
Blera, krakowskiego bohatera stworzonego przez Rafała Szłapę, darzę szczególną sympatią. Może to przez wzgląd na Autora, a może po prostu dlatego, że całą trylogię bardzo miło wspominam. Najbardziej jednak ze wszystkich trzech części utkwiła mi w pamięci Lepsza wersja życia. Dzięki swoistej reedycji pod tytułem Pierwsza wersja życia dostajemy do rąk komiks w pierwotnej wersji, czyli malowanej. Jak dla mnie wygląda wspaniale i prezentuje się dużo smakowiciej niż jego rysowany odpowiednik (któremu, trzeba dodać, również wiele zarzucić nie można, osobiście bardzo lubię styl w jakim został pociśnięty). Warto również zauważyć, że także scenariusz różni się tu w kilku miejscach, jednak drobne zmiany i poprawki znane z Lepszej wersji życia wyszły komiksowi jedynie na dobre. Niektórzy mogą się dziwić bądź oburzać, czemu Szłapa sprzedaje drugi raz to samo. Każdemu malkontentowi polecam jednak sięgnięcie po drugie wydanie pierwszego tomu trylogii, niezależnie czy jest fanem Blera czy też nie. Malarskie umiejętności Szłapy powinny szybko rozwiać wszelkie wątpliwości. Na marginesie dodam, że ten album ma najlepszą okładkę w całym cyklu. Krótko mówiąc: zaskakująco dobrze mi się czytało, choć historia była dziwnie znajoma i nawet brak grzbietu mogę wielkomyślnie wybaczyć.
Na koniec reklama: zapraszam do Wywiadu Rysowanego z Rafałem. Choć ma już swoje lata, wciąż bardzo miło wspominam jego powstawanie. Zapraszam też oczywiście na Blerowy fanpage oraz do przyjrzenia się bliżej akcji Ludzie rysują Blera na blogu Rafała bądź Kolorowych Zeszytach.
Sezon Burz (Andrzej Sapkowski, 2013)
Wiedźmin powrócił dając mi sporo czystej radości. Nigdy nie byłem szczególnym fanem Sapkowskiego, w gimnazjum wciągnąłem opowiadania nosem, ale gdy przyszło do pięcioksięgu w liceum to już nie bawiłem się tak dobrze. Choć czytało się wciąż wyśmienicie, to zwłaszcza dwa ostatnie tomy zawodziły na wielu frontach. Sezon Burz to tak na prawdę zbiór krótszych historii, opowiadań połączonych dość wątłą linią fabularną. I może dlatego świetnie się bawiłem, mimo że pierwsze kilkadziesiąt stron dość powoli się rozwijało, jakby Sapkowski po dłużej przerwie musiał przypomnieć sobie jak to jest pisać lekko i przyjemnie. Na szczęście potem jest już dużo lepiej i książkę połyka się bez popity, niektóre rozwiązania fabularne może nie zwalają z nóg, ale Sapkowski nadrabia stylem i pisarskim kunsztem; tego mu odmówić nie można. Książka osadzona jest gdzieś pomiędzy opowiadaniami z pierwszego tomu i bardzo miło było mi powrócić do znanego świata i lubianych bohaterów. Jak zwykle nie zabrakło rubasznego humoru, pojedynków wypełnionych morderczymi piruetami oraz nadobnych niewiast, którym Geralt skradnie jedynie serce, bo owe cnotę już dawno straciły.
Indiana Jones and the Emperor's Tomb (The Collective/Lucas Arts, 2003)
Powtórka po latach. Konkretny oldschool, dziś można ze świecą szukać takich gier. Genialny klimat znany z filmowej trylogii, podobna konstrukcja fabularna (pierwsza misja to zakończenie poprzedniej przygody), niepretekstowa historia osadzona tuż przed Świątynią Zagłady, cudowne lokacje (szczególnie zamek w Pradze robi wrażenie), doskonale znajomy motyw dźwiękowy i główny bohater. Można oczywiście narzekać na bugi, irytujące sterowanie, nierówny poziom trudności (krokodyl najgorszym bossem ever) czy grafikę, dla której czas nie był łaskawy. Ale po co? Indiana Jones and the Emperor's Tomb to mnóstwo dobrej zabawy, pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników archeologa w kapeluszu. Nikt nie powinien być zawiedziony, o ile podejdzie do tej pozycji z odpowiednim dystansem i świadomością, że przez 10 lat na rynku growym zmieniło się o wiele więcej niż choćby piekarniczym.
Tyle na dziś. Następnym razem będzie między innymi o Banshee. Do przeczytania!
sobota, 16 lutego 2013
321 - Najlepsze komiksy 2012 roku
Tak jak rok temu, na Alei Komiksu ukazała się lista najlepszych komiksów, które zostały wydane po polsku w 2012 roku. Wyboru dokonali redaktorzy Alei, od siebie dorzuciłem kilka słów o Daytripperze, Szkicowniku Śledzia i Dzikim Gonie.
Poniżej prezentuję moją osobistą listę Best of, której stworzenie jak zwykle przysporzyło mi wiele trudności. Przy okazji chcę zaznaczyć, że nie czytałem jeszcze np. Zagubionych Dziewcząt, Profesora Bella czy Rycerzy świętego Wita. All-Star Superman czytałem w oryginale i dawno. Rozmówki polsko- angielskie mnie nie powaliły. Prawdopodobnie o czymś zapomniałem, a po zastanowieniu lista byłaby całkiem inna. Dlatego nie ma co się zastanawiać.
Jedziemy z koksem:
Poniżej prezentuję moją osobistą listę Best of, której stworzenie jak zwykle przysporzyło mi wiele trudności. Przy okazji chcę zaznaczyć, że nie czytałem jeszcze np. Zagubionych Dziewcząt, Profesora Bella czy Rycerzy świętego Wita. All-Star Superman czytałem w oryginale i dawno. Rozmówki polsko- angielskie mnie nie powaliły. Prawdopodobnie o czymś zapomniałem, a po zastanowieniu lista byłaby całkiem inna. Dlatego nie ma co się zastanawiać.
Jedziemy z koksem:
- Daytripper: Dzień po dniu
Piękna, poruszająca i w jakiś sposób magiczna opowieść. Bliźniacy Fábio Moon i Gabriel Bá stworzyli coś niezwykłego, pokazując nieubłagany nurt życia, w którym każdy z czytelników pewnie znajdzie znajome obrazy. To album o zwyczajnym życiu, chwilach dobrych i tych gorszych, które w pewien sposób nas definiują i sprawiają, że warto żyć. Poruszająca historia udowadnia, że w codziennym życiu warto szukać chwil wartościowych, niezwykłych, które są z pozoru zwyczajne. PRZECZYTAJ RECENZJĘ
- Hellboy: Dziki Gon
Jeden z najlepszych albumów opowiadających burzliwe dzieje Piekielnego Chłopca. Scenariusz wreszcie dociera do punktu kulminacyjnego, Mignola pokazuje, że wszystko miał przemyślane od początku i nawet krótkie historyjki, które wydawały się być przyjemnymi zapychaczami, miały znaczenie dla całego uniwersum. Natomiast Duncan Fegredo wspina się na wyżyny swoich możliwości, nie stara się już naśladować Mignoli, a prezentuje swój własny, wyrazisty styl. PRZECZYTAJ RECENZJĘ
- Habibi
Jeden z najdroższych, najgrubszych i najlepiej wydanych komiksów zeszłego roku. W dodatku opowiadający piękną historię. Ciężką, brutalnie prawdziwą, ale jednocześnie będącą baśnią pełną magii. Doskonały sposób, by poznać kulturę i zwyczaje trzeciego świata opanowanego przez islam. A wszystko to w powalającej, niezwykle wysmakowanej szacie graficznej.
- Batman: Zabójczy Żart i Batman: Powrót Mrocznego Rycerza
Jedne z najlepszych i najwyżej cenionych opowieści o Batmanie. Bezapelacyjnie trzeba znać, trzeba mieć - bez znaczenia, czy jest się fanem trykotów. Dzięki ponownemu wydaniu przez Egmont, te legendarne dla wielu czytelników historie wreszcie zyskały w naszym kraju edycje, na jakie w pełni zasługują.
- Szkicownik Śledzia
Gratka dla fanów Michała "Śledzia" Śledzińskiego. Na kartach
"Szkicownika" możemy oglądać nigdy dotąd niepublikowane prace jednego z
najlepszych współczesnych komiksiarzy. Zakurzone rysunki wyciągnięte nie
wiadomo skąd obdarzone są komentarzem samego autora - nie zabraknie
więc ciekawostek, anegdotek i charakterystycznego humoru.
- Liga Niezwykłych Dżentelmenów. Stulecie. 2009
Moore jak zawsze w formie. W świetny sposób dopisuje Stuleciu epilog. Jak zawsze mnóstwo frajdy sprawia czytelnikowi odnajdywanie wszelkich nawiązań do popkultury - tym razem nam bliższej, bo współczesnej.
- Amerykański Wampir 2
Bardzo porządnie napisana historia, z dobrymi dialogami (które chyba
nieco tracą w przekładzie, bo niektóre kwestie brzmią bądź co bądź
dziwacznie) i gęsta od klimatu. Historia, trzeba dodać, wyśmienicie
zilustrowana. PRZECZYTAJ RECENZJĘ
- Człowiek Paroovka: Gorące głowy
Paroovka wraca w doskonałej formie. Po raz pierwszy w dłuższej, zajmującej cały album, historii. Gościnnie mnóstwo starych znajomych z Czopkiem Piotrkiem na czele. Dodatkową atrakcją jest obecny w komiksie trójwymiar.
- Ryjówka przeznaczenia
Świetny komiks zarówno dla dzieci, które wiele się z niego dowiedzą, jak i dorosłych, których również - wbrew pozorom - zainteresuje. Komiks uniwersalny, dobry bez względu na wiek czytelnika.
- Bler: Ostatni wyczyn
Rafał Szłapa trzyma poziom i kończy swą trylogię w efektywny i zaskakujący sposób. Po raz kolejny Bler wymyka się konwencji. Spodziewajcie się niespodziewanego! Kupcie, albo Venom zje Wam psa!
Na dziś tyle. Dziękuję, dobranoc.
poniedziałek, 7 maja 2012
261 - Tapety z trzeciego Blera
Bez owijania w bawełnę lub cokolwiek innego - dwie nowiutkie tapety od Rafała z nadchodzącego, zwieńczającego serię, tomu:
Całkiem fajnie prezentują się na pulpicie, co może sprawnie zilustrować poniższy screen:
Miłego tapetowania! Prawdopodobnie, zgodnie z tradycją, trzeci Bler o podtytule "Ostatni wyczyn" premierę będzie miał w październiku na MFK. Do tego czasu na blogu pojawi się pewnie jeszcze kilka ciekawostek związanych z tym wydawnictwem. Bądźcie czujni!
Całkiem fajnie prezentują się na pulpicie, co może sprawnie zilustrować poniższy screen:
Miłego tapetowania! Prawdopodobnie, zgodnie z tradycją, trzeci Bler o podtytule "Ostatni wyczyn" premierę będzie miał w październiku na MFK. Do tego czasu na blogu pojawi się pewnie jeszcze kilka ciekawostek związanych z tym wydawnictwem. Bądźcie czujni!
piątek, 23 września 2011
czwartek, 1 września 2011
217 - Bler 2 - plansze
Rano kurier przyniósł brązową kopertę, którą wręczył mi bez słowa. Zdziwiony rozerwałem papier. W środku znalazłem poniższe zdjęcia. Żadnego listu, żadnych wyjaśnień, żadnego adresu zwrotnego. Tylko zdjęcia.
Premiera Blera 2 już za miesiąc (na tegorocznym MFKiG), więc w najbliższych tygodniach spodziewajcie się mocy Blerowych newsów. Zresztą innych aktualizacji też nie zabraknie...
niedziela, 13 lutego 2011
184 - Rozmowy na dwie głowy: Bler
Bler po raz kolejny powraca na łamy naszego bloga. Tym razem w następnym odcinku "Rozmów na dwie głowy". Błyskotliwy dialog prowadzą: niewidziany od dłuższego czasu Grim i wszędobylski Grzybiarz. Zapraszamy.

GRIM: Przyznam, że sporym zaskoczeniem dla mnie była legendarność postaci Blera, o której skromnie milczał sam Rafał (cytat:"A, robię takie superhero teraz. Takie z superbohaterem, który się nazywa Bler. To dobre imię, łatwo zapamiętać"). Kiedyś, gdy wpadłem przy jakiejś błahej okazji i doszło do zwyczajowej przechwalanki, czym kto się teraz zajmuje, widziałem pierwsze 12 plansz (w obu wersjach - malarskiej i ostatecznej) i oceniałem poszczególne okładki. Jednak gdy przeczytałem bodaj na Kolorowych Zeszytach, jak stary i mityczny jest to projekt, niespodzianka była przytłaczająca.
ANONIMOWY GRZYBIARZ: Ja, nie chwaląc się zbytnio, byłem w cąłkowicie odmiennej sytuacji, być może dlatego, że dłużej znam Rafała. Z tego co dobrze kojarzę, już przy pierwszym naszym spotkaniu krakowski rysownik przebąkiwał coś o swoim opus magnum. Później, przy każdej możliwej okazji, wypytywałem o Blera, a ten ciągle ewoluował.
GRIM: Co możemy więc powiedzieć o finalnej postaci nadwiślańskiego herosa?
AG: Powiedzieć można sporo. Przede wszystkim warto wspomnieć, że prace nad albumem trwały całe lata, co bez wątpienia zawyżyło oczekiwania czytelników. Moje, nie ukrywam, były wysokie. I jaki jest Bler? Bler jest OK. Tylko i aż.
GRIM: Przede wszystkim na plus przemawia fakt, że Szłapa jako jeden z niewielu rodzimych twórców proponuje nam superbohatera absolutnie na poważnie. Wcześniej, nie licząc oczywiście Kapitanów Żbika i Klossa, w konwencji "serio" zaprezentował swoich nadludzi wyłącznie Szyłak w "Drugiej Lidze".
AG: Nie wszystkim może się to oczywiście spodobać, ale wg. mnie to miła odmiana. Bo w ogóle w polskim komiksie przeważają historie (w zamierzeniach) humorystyczne. A wiadomo, że różnie z tym bywa. Nie wiem, czy Bler na wesoło przypadłby mi do gustu, więc lepiej, że Rafał robi komiks bardziej na serio. O ile można mówić o "serio" opowiadając o gościu, który bierze na klatę wystrzelone kule.
GRIM: Bler jest bezpośrednim spadkobiercą nie tylko Supermana (notabene, scena jego interwencji w przypadku bijącego dziecko alkoholika jest hołdem dla pierwszego komiksu z Człowiekiem ze Stali, który karcił tam męża bijącego żonę), ale i opowieści sensacyjnych z okolic sagi Jasona Bourne'a. Bler, pozbawiony wspomnień, działający z niedowierzaniem tajemniczym i niesamowicie wpływowym, nomen omen, mocodawcom nie stara się równocześnie odpowiedzieć na pytanie, stawiane przed herosami Marvela z czasów Stana Lee: Co powinienem zrobić, gdy otrzymam moc? Jak się zachować? Jakie wybrać imię?
GRIM: Bler jest ofiarą, wplątaną w sytuację, której nie jest w stanie zrozumieć. Szłapa nie odkrywa żadnej karty, wszystko jest tak samo enigmatyczne, jak było na początku. Organizacja nie tłumaczy ani nawet nie stara się okłamywać swojego podopiecznego - Bler daje się im prowadzić jak po sznurku, niepewny, komu może zaufać. Granica między uczuciem zaniepokojenia, wynikającego z braku jakiejkolwiek podstawy, towarzyszy przez prawie całą lekturę.
AG: Czyli, można rzecz, klasyczne rozterki młodego superherosa. Rzecz dzieje się w Polsce, dokładniej mówiąc w bardzo bliskim memu sercu Grodzie Kraka. Jestem ciekawy, jak zostaną pokazane reakcje naszego polskiego społeczeństwa na objawienie się w naszym kraju człowieka z niezwykłymi mocami. Oczywiście, nie mam pojęcia, czy Autor w jakikolwiek sposób zwróci na to uwagę w dalszych tomach, mimo to, mam cichą nadzieję, że jednak tak będzie. Co o Blerze myślą moherowe babcie? Co dresiarze? Co pan Miecio spod monopolowego?
GRIM: Jednak, na całe szczęście, Szłapie daleko do Kiyucowego stopnia zagmatwania intrygi i sprowadzenia jej do jednej bełkotliwej konspiracji. Owszem, nie dostajemy odpowiedzi na żadne pytanie, jakie pojawia się w naszej głowie średnio co dwie strony, ale też nie gubimy się w tym. Podświadomie wierzymy, że za moment chociaż jeden element układanki się wpasuje we właściwe miejsce.
GRIM: To kolejny plus dla Szłapy - nie pomija tła społecznego. Warto tutaj zwrócić uwagę na jego pracę konkursową (dostępną w katalogu zeszłorocznego MFKiG), która jest doskonałym uzupełnieniem treści albumu i żałuję, że nie została doń włączona jako epilog.
AG: Z tego co kojarzę, praca konkursowa to w fragment drugiego tomu, czyli Zapomnij o Przeszłości (dobry tytuł, swoją drogą). Nie wiem, czy koncepcja się nie zmieniła, ale jeśli nie, to epilog, jak go nazwałeś Grimie, otrzymamy (być może zmienionej formie) w drugim tomie.
GRIM: Ogólnie, powtórzę to, co wszyscy zarzucają Blerowi vol.1 - autor dopiero się rozkręca. Intryga zaledwie się zarysowuje, chociaż dzieje się dużo. Postaci to wielkie niewiadome, tak jak kolejne nowe moce naszego superherosa. Jednak jedno się Rafałowi udało znakomicie - zachęcił mnie do kupienia kolejnej części i poznania odpowiedzi na palące pytania.
AG: Mi najbardziej zabrakło na końcu jakiegoś solidnego cliffhangera, czegoś, co kazałoby mi skakać z niecierpliwości w oczekiwaniu na kontynuację. Bler vol. 1 kończy się dość nijako. Naprawdę brakuje mi tam jakiegoś szkującego zwrotu akcji, zdarzenia przy którym mógłbym krzyknąć "O Kur...czę! Muszę kupić następny tom!", co często mi się zdarza przy lekturze choćby "Invincible" Kirkmana. Nie zrozumcie mnie źle, czekam na tom drugi Blera i z chęcią go przeczytam, ale na końcu jedynki zabrakło mi... CZEGOŚ.
GRIM: Ja biorę "nijakość" zakończenia na plus. Szłapa nie zamierza używać tanich środków, widać, że zamierza prowadzić opowieść ciągłą. Poza tym, nie wrzuca fajerwerków i nagłych zwrotów akcji wcześniej, więc zakończenie współgra z resztą albumu.
AG: Według mnie tu nie ma w ogóle zaakcentowanego odpowiednio zakończenia. Komiks w pewnym momencie po prostu się urywa.
GRIM: To prawda - widać, że Rafał tworzył intrygę jako całość, więc o słuszności takiego zabiegu można wyrokować dopiero po zakończeniu lektury ostatniego tomu. Tak, jak zazwyczaj strasznie piętnuję takie podejście, są nieliczne wyjątki, w których się ono sprawdza (vide "Książę nocy" Swolfsa) i Bler jest jednym z nich.
AG: Miałem pewne obawy co do stylu, w którym ciska Rafał. W ogóle nie pasował mi on do koncepcji historii z superbohaterami. Jednak czekała mnie miła niespodzianka i rysunki sprawnie współgrają z treścią.
AG: Należy pochwalić też fakt, że po wielu perypetiach z różnymi Wydawcami, autor postanowił samodzielnie wydać swoje dziecko. I wyszło mu to - trzeba przyznać - całkiem zgrabnie. Bler ładnie się prezentuje, strony są właściwej grubości, jedynie okładka mogłyby być ciut twardsza.
GRIM: Chociaż o wiele bardziej podobało mi się malarskie ujęcie (absolutne novum w krajowych komiksach o takiej tematyce), Rafał pokazuje swój warsztat. Chociaż miejscami zdarzają się drobne błędy w anatomii czy perspektywie, w żaden sposób nie rozpraszają one czytelnika. Mimika postaci także na plus.
AG: Mimo, że z Rafałem Szłapą łączą nas koleżeńskie stosunki, Blera możemy polecić z czystym sercem, nie będąc pod presją, że autor się obrazi, wykasuje nas ze znajomych na facebooku czy usunie nasze adresy mailowe. Bo Bler to po prostu dobry komiks. Dobry prolog być może do świetnej historii. To, co prawda się dopiero okaże, ale nie ukrywam, że życzę tego Rafałowi jak i sobie.

GRIM: Przyznam, że sporym zaskoczeniem dla mnie była legendarność postaci Blera, o której skromnie milczał sam Rafał (cytat:"A, robię takie superhero teraz. Takie z superbohaterem, który się nazywa Bler. To dobre imię, łatwo zapamiętać"). Kiedyś, gdy wpadłem przy jakiejś błahej okazji i doszło do zwyczajowej przechwalanki, czym kto się teraz zajmuje, widziałem pierwsze 12 plansz (w obu wersjach - malarskiej i ostatecznej) i oceniałem poszczególne okładki. Jednak gdy przeczytałem bodaj na Kolorowych Zeszytach, jak stary i mityczny jest to projekt, niespodzianka była przytłaczająca.
ANONIMOWY GRZYBIARZ: Ja, nie chwaląc się zbytnio, byłem w cąłkowicie odmiennej sytuacji, być może dlatego, że dłużej znam Rafała. Z tego co dobrze kojarzę, już przy pierwszym naszym spotkaniu krakowski rysownik przebąkiwał coś o swoim opus magnum. Później, przy każdej możliwej okazji, wypytywałem o Blera, a ten ciągle ewoluował.
GRIM: Co możemy więc powiedzieć o finalnej postaci nadwiślańskiego herosa?
AG: Powiedzieć można sporo. Przede wszystkim warto wspomnieć, że prace nad albumem trwały całe lata, co bez wątpienia zawyżyło oczekiwania czytelników. Moje, nie ukrywam, były wysokie. I jaki jest Bler? Bler jest OK. Tylko i aż.
GRIM: Przede wszystkim na plus przemawia fakt, że Szłapa jako jeden z niewielu rodzimych twórców proponuje nam superbohatera absolutnie na poważnie. Wcześniej, nie licząc oczywiście Kapitanów Żbika i Klossa, w konwencji "serio" zaprezentował swoich nadludzi wyłącznie Szyłak w "Drugiej Lidze".
AG: Nie wszystkim może się to oczywiście spodobać, ale wg. mnie to miła odmiana. Bo w ogóle w polskim komiksie przeważają historie (w zamierzeniach) humorystyczne. A wiadomo, że różnie z tym bywa. Nie wiem, czy Bler na wesoło przypadłby mi do gustu, więc lepiej, że Rafał robi komiks bardziej na serio. O ile można mówić o "serio" opowiadając o gościu, który bierze na klatę wystrzelone kule.
GRIM: Bler jest bezpośrednim spadkobiercą nie tylko Supermana (notabene, scena jego interwencji w przypadku bijącego dziecko alkoholika jest hołdem dla pierwszego komiksu z Człowiekiem ze Stali, który karcił tam męża bijącego żonę), ale i opowieści sensacyjnych z okolic sagi Jasona Bourne'a. Bler, pozbawiony wspomnień, działający z niedowierzaniem tajemniczym i niesamowicie wpływowym, nomen omen, mocodawcom nie stara się równocześnie odpowiedzieć na pytanie, stawiane przed herosami Marvela z czasów Stana Lee: Co powinienem zrobić, gdy otrzymam moc? Jak się zachować? Jakie wybrać imię?
GRIM: Bler jest ofiarą, wplątaną w sytuację, której nie jest w stanie zrozumieć. Szłapa nie odkrywa żadnej karty, wszystko jest tak samo enigmatyczne, jak było na początku. Organizacja nie tłumaczy ani nawet nie stara się okłamywać swojego podopiecznego - Bler daje się im prowadzić jak po sznurku, niepewny, komu może zaufać. Granica między uczuciem zaniepokojenia, wynikającego z braku jakiejkolwiek podstawy, towarzyszy przez prawie całą lekturę.
AG: Czyli, można rzecz, klasyczne rozterki młodego superherosa. Rzecz dzieje się w Polsce, dokładniej mówiąc w bardzo bliskim memu sercu Grodzie Kraka. Jestem ciekawy, jak zostaną pokazane reakcje naszego polskiego społeczeństwa na objawienie się w naszym kraju człowieka z niezwykłymi mocami. Oczywiście, nie mam pojęcia, czy Autor w jakikolwiek sposób zwróci na to uwagę w dalszych tomach, mimo to, mam cichą nadzieję, że jednak tak będzie. Co o Blerze myślą moherowe babcie? Co dresiarze? Co pan Miecio spod monopolowego?
GRIM: Jednak, na całe szczęście, Szłapie daleko do Kiyucowego stopnia zagmatwania intrygi i sprowadzenia jej do jednej bełkotliwej konspiracji. Owszem, nie dostajemy odpowiedzi na żadne pytanie, jakie pojawia się w naszej głowie średnio co dwie strony, ale też nie gubimy się w tym. Podświadomie wierzymy, że za moment chociaż jeden element układanki się wpasuje we właściwe miejsce.
GRIM: To kolejny plus dla Szłapy - nie pomija tła społecznego. Warto tutaj zwrócić uwagę na jego pracę konkursową (dostępną w katalogu zeszłorocznego MFKiG), która jest doskonałym uzupełnieniem treści albumu i żałuję, że nie została doń włączona jako epilog.
AG: Z tego co kojarzę, praca konkursowa to w fragment drugiego tomu, czyli Zapomnij o Przeszłości (dobry tytuł, swoją drogą). Nie wiem, czy koncepcja się nie zmieniła, ale jeśli nie, to epilog, jak go nazwałeś Grimie, otrzymamy (być może zmienionej formie) w drugim tomie.
GRIM: Ogólnie, powtórzę to, co wszyscy zarzucają Blerowi vol.1 - autor dopiero się rozkręca. Intryga zaledwie się zarysowuje, chociaż dzieje się dużo. Postaci to wielkie niewiadome, tak jak kolejne nowe moce naszego superherosa. Jednak jedno się Rafałowi udało znakomicie - zachęcił mnie do kupienia kolejnej części i poznania odpowiedzi na palące pytania.
AG: Mi najbardziej zabrakło na końcu jakiegoś solidnego cliffhangera, czegoś, co kazałoby mi skakać z niecierpliwości w oczekiwaniu na kontynuację. Bler vol. 1 kończy się dość nijako. Naprawdę brakuje mi tam jakiegoś szkującego zwrotu akcji, zdarzenia przy którym mógłbym krzyknąć "O Kur...czę! Muszę kupić następny tom!", co często mi się zdarza przy lekturze choćby "Invincible" Kirkmana. Nie zrozumcie mnie źle, czekam na tom drugi Blera i z chęcią go przeczytam, ale na końcu jedynki zabrakło mi... CZEGOŚ.
GRIM: Ja biorę "nijakość" zakończenia na plus. Szłapa nie zamierza używać tanich środków, widać, że zamierza prowadzić opowieść ciągłą. Poza tym, nie wrzuca fajerwerków i nagłych zwrotów akcji wcześniej, więc zakończenie współgra z resztą albumu.
AG: Według mnie tu nie ma w ogóle zaakcentowanego odpowiednio zakończenia. Komiks w pewnym momencie po prostu się urywa.
GRIM: To prawda - widać, że Rafał tworzył intrygę jako całość, więc o słuszności takiego zabiegu można wyrokować dopiero po zakończeniu lektury ostatniego tomu. Tak, jak zazwyczaj strasznie piętnuję takie podejście, są nieliczne wyjątki, w których się ono sprawdza (vide "Książę nocy" Swolfsa) i Bler jest jednym z nich.
AG: Miałem pewne obawy co do stylu, w którym ciska Rafał. W ogóle nie pasował mi on do koncepcji historii z superbohaterami. Jednak czekała mnie miła niespodzianka i rysunki sprawnie współgrają z treścią.
AG: Należy pochwalić też fakt, że po wielu perypetiach z różnymi Wydawcami, autor postanowił samodzielnie wydać swoje dziecko. I wyszło mu to - trzeba przyznać - całkiem zgrabnie. Bler ładnie się prezentuje, strony są właściwej grubości, jedynie okładka mogłyby być ciut twardsza.
GRIM: Chociaż o wiele bardziej podobało mi się malarskie ujęcie (absolutne novum w krajowych komiksach o takiej tematyce), Rafał pokazuje swój warsztat. Chociaż miejscami zdarzają się drobne błędy w anatomii czy perspektywie, w żaden sposób nie rozpraszają one czytelnika. Mimika postaci także na plus.
AG: Mimo, że z Rafałem Szłapą łączą nas koleżeńskie stosunki, Blera możemy polecić z czystym sercem, nie będąc pod presją, że autor się obrazi, wykasuje nas ze znajomych na facebooku czy usunie nasze adresy mailowe. Bo Bler to po prostu dobry komiks. Dobry prolog być może do świetnej historii. To, co prawda się dopiero okaże, ale nie ukrywam, że życzę tego Rafałowi jak i sobie.
piątek, 10 września 2010
168 - Bler Ekskluzywnie: Jak Bler stał się Blerem?

Mały Bruce, klęcząc nad ciałami rodziców ze spuszczoną głową, starał się powstrzymać płynące po policzkach łzy. Przysiągł że wypowie zbrodni wojnę. Jak postanowił, tak zrobił i wiele lat później narodził się BATMAN.

Arseface po śmierci ojca bezradnie klęczał na zimnej jezdni gdy podjął decyzję. Nie zważając na wielkie krople deszczu uniósł zdeformowaną twarz i zaciśnięte pięści ku niebu. Trochę bełkocząc wykrzyknął godne siebie imię. GĘBODUPA!
A jak było z Blerem...?
Bler wyszedł spod prysznica i powiedział: "Nazywam się Bler".
czwartek, 9 września 2010
167 - Rafał Szłapa: "Wywiad Rysowany" cz.3
WAŻNE: W zamian za to, że ostatnia część wywiadu ujrzała dzisiaj światło dzienne, bonus track w postaci genezy Blera ukaże się jutro!
5.
6.
*
Mimo grożącej niebezpieczeństwem, nagłej destrukcji płyty Rynku Głównego, o którą lokalne władze podejrzewały ukrywającego się kryminalistę - Znienacka Znikającego Nicka - nikomu nic się nie stało. Nick znany jest ze swych spektakularnych i całkowicie niespodziewanych ucieczek. "Był i zniknął!" - komentuje zdarzenie jeden ze świadków zniknięcia Znikającego przestępcy.
*
Chciałbym uspokoić wszystkich tych, których przeraziła moja fryzura w prezentowanym wywiadzie. Spokojnie, rodacy. Wróciłem już do swojego klasycznego - od pewnego czasu - wyglądu: irokeza i brody Wolverine'a.
*
Podziękowania na koniec.
Serdecznie dziękuję Rafałowi, za to, że mimo napiętego harmonogramu,zgodził się ze mną spotkać, pogawędzić i wszystko narysować. Wg. mnie super wyszło, żywię nadzieję, że i Wy tak uważacie.
Nic innego nie pozostaje, jak zachęcić wszystkich gorąco do kupowania w październiku pierwszego tomu Blera! Co też właśnie czynię!
5.

6.
*
Mimo grożącej niebezpieczeństwem, nagłej destrukcji płyty Rynku Głównego, o którą lokalne władze podejrzewały ukrywającego się kryminalistę - Znienacka Znikającego Nicka - nikomu nic się nie stało. Nick znany jest ze swych spektakularnych i całkowicie niespodziewanych ucieczek. "Był i zniknął!" - komentuje zdarzenie jeden ze świadków zniknięcia Znikającego przestępcy.
*
Chciałbym uspokoić wszystkich tych, których przeraziła moja fryzura w prezentowanym wywiadzie. Spokojnie, rodacy. Wróciłem już do swojego klasycznego - od pewnego czasu - wyglądu: irokeza i brody Wolverine'a.
*
Podziękowania na koniec.
Serdecznie dziękuję Rafałowi, za to, że mimo napiętego harmonogramu,zgodził się ze mną spotkać, pogawędzić i wszystko narysować. Wg. mnie super wyszło, żywię nadzieję, że i Wy tak uważacie.
Nic innego nie pozostaje, jak zachęcić wszystkich gorąco do kupowania w październiku pierwszego tomu Blera! Co też właśnie czynię!
środa, 8 września 2010
166 - Rafał Szłapa: "Wywiad Rysowany" cz.2
Z ostatniej chwili:
Bler 1: Lepsza strona życia JUŻ W DRUKARNI!
3.

4.

Kolejny update w przeciągu trzech kolejnych dni, niestety nie jestem w stanie podać dokładnej daty. Musicie być czujni.
Szykuję odpowiedź na jedno bardzo ważne pytanie:
W jakich okolicznościach Bler stał się Blerem?
Mała podpowiedź: było epicko. I mokro.
wtorek, 7 września 2010
165 - Rafał Szłapa: "Wywiad rysowany" cz.1
WSTĘP (można opuścić)
Rafała Szłapę poznałem w roku 2006 przez przypadek. Będąc wtedy czternastoletnim fanem komiksów robiłem zakupy w Fankomiksie. Kupiłem pokaźną stertę Batmanów i Spider-manów z TM-Semica, ale zostało mi jeszcze kilka złotych, więc ruszyłem z powrotem by zobaczyć, co jeszcze fajnego mogę sobie kupić. Ominąłem siedzącego przy stole mężczyznę (pewnie się zmęczył i usiadł, pomyślałem, a z nudów coś tam sobie bazgrze na kartce) i moje oko trafiło na "Pozdrowienia z Interstrefy". Podbiłem do kasy, a tu sprzedawca mówi, że człowiek siedzący za mną jest Autorem wspomnianego komiksu. Oszalałem. AUTOR?! Spojrzałem podejrzliwie na Wojtka, potem na komiks, który trzymałem w łapkach, a potem znowu na kolesia przy stole, teraz dla odmiany ładnie się do mnie uśmiechającego. Stałem tak chwilę, nie wiedząc co robić. Ktoś mnie tu chyba nabiera - pomyślałem - to niemożliwe by Rysownik komiksu, Scenarzysta, czy Autor wyglądał tak... zwyczajnie. Podbiłem, Rafał narysował Drużynę Ktulu. Wymamrotałem pod nosem jak mi na imię, podziękowałem i nie wierząc w to co się stało pomknąłem do domu.
Od tamtej pory spotykam się czasem z Rafałem na jakiejś coli (ja - do niedawna niepełnoletni, on - prowadził) . Na jednym z takich colowych spotkań, Rafał udzielił mi wywiadu. Może powinienem napisać "wywiadu", bo to raczej były nieskładne pytania, podsycane własną ciekawością, niż rzetelnie przygotowane pytania do Twórcy. Popytałem, odpowiedział i wpadł na pomysł by wszystko narysować. "Będzie ciekawiej!" powiedział, a ja entuzjastycznie się zgodziłem. Takiego czegoś chyba jeszcze nie było. Efekty poniżej.
KONIEC WSTĘPU.
Wywiad:
1.
2.
Jutro kolejne pytania i odpowiedzi. O terminach kolejnych publikacji będę informował na bieżąco. Stay tuned!
Pozdrawiam.
Rafała Szłapę poznałem w roku 2006 przez przypadek. Będąc wtedy czternastoletnim fanem komiksów robiłem zakupy w Fankomiksie. Kupiłem pokaźną stertę Batmanów i Spider-manów z TM-Semica, ale zostało mi jeszcze kilka złotych, więc ruszyłem z powrotem by zobaczyć, co jeszcze fajnego mogę sobie kupić. Ominąłem siedzącego przy stole mężczyznę (pewnie się zmęczył i usiadł, pomyślałem, a z nudów coś tam sobie bazgrze na kartce) i moje oko trafiło na "Pozdrowienia z Interstrefy". Podbiłem do kasy, a tu sprzedawca mówi, że człowiek siedzący za mną jest Autorem wspomnianego komiksu. Oszalałem. AUTOR?! Spojrzałem podejrzliwie na Wojtka, potem na komiks, który trzymałem w łapkach, a potem znowu na kolesia przy stole, teraz dla odmiany ładnie się do mnie uśmiechającego. Stałem tak chwilę, nie wiedząc co robić. Ktoś mnie tu chyba nabiera - pomyślałem - to niemożliwe by Rysownik komiksu, Scenarzysta, czy Autor wyglądał tak... zwyczajnie. Podbiłem, Rafał narysował Drużynę Ktulu. Wymamrotałem pod nosem jak mi na imię, podziękowałem i nie wierząc w to co się stało pomknąłem do domu.
Od tamtej pory spotykam się czasem z Rafałem na jakiejś coli (ja - do niedawna niepełnoletni, on - prowadził) . Na jednym z takich colowych spotkań, Rafał udzielił mi wywiadu. Może powinienem napisać "wywiadu", bo to raczej były nieskładne pytania, podsycane własną ciekawością, niż rzetelnie przygotowane pytania do Twórcy. Popytałem, odpowiedział i wpadł na pomysł by wszystko narysować. "Będzie ciekawiej!" powiedział, a ja entuzjastycznie się zgodziłem. Takiego czegoś chyba jeszcze nie było. Efekty poniżej.
KONIEC WSTĘPU.
Wywiad:
1.

2.
Jutro kolejne pytania i odpowiedzi. O terminach kolejnych publikacji będę informował na bieżąco. Stay tuned!
Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






.jpg)
















