Kanapa, bijatyka na konsoli, bezglutenowe chrupki i spotkanie grupy przyjaciół. Mimochodem rzucony komentarz na temat nieuczciwego dewelopera, uruchamia ciąg wydarzeń, w których pierwsze skrzypce gra zamaskowany Lis - chłopak obdarzony nadnaturalnymi zdolnościami, zamaskowany złodziej, który niczym Robin Hood staje po stronie uciśnionych. Tym razem będzie musiał wkraść się do złowieszczej korporacji. Zadanie, które wydaje się proste niczym spacer po parku, przybiera nieoczekiwany obrót, gdy na drodze bohatera staje nowy, wymagający przeciwnik…
“Lis 2.0. #1 Nowy Początek” Dariusza Stańczyka (scenariusz) i Alana Gajewskiego (rysunki) to kontynuacja jeden z fajniejszych superbohaterskich serii z naszego podwórka. Oryginalną serię o “Lisie” (2014-2017) polubiłem za wartką akcję, naturalne dialogi oraz wiarygodne wplecenie elementu nadnaturalnego w polskie realia (a to chyba najtrudniejsze zadanie stojące przed wszystkimi, którzy mierzą się z superbohaterką konwencją nad Wisłą). Uwierzyłem w tę historię i kibicowałem bohaterom. Całość sprawdzała się świetnie również dzięki mrocznej, dynamicznej kresce Jakuba Oleksowa.
Zgodnie z tytułem “Nowy początek” to zupełnie nowe otwarcie. Głównego bohatera, Gabriela Majewskiego, spotykamy niedługo po wydarzeniach z poprzedniej miniserii (dostępnej obecnie w odrestaurowanym graficznie wydaniu zbiorczym, uzupełnionym przez shorty ze świata Lisa). Znajomość przeszłych wydarzeń nie jest konieczna, by dobrze się bawić przy “Lisie 2.0”, choć pewnie lepiej będą się bawić ci, którzy kojarzą bohaterów i mają pojęcie o tym, co wydarzyło się wcześniej. Niemniej, to zupełnie nowa fabuła, łącząca się z poprzednią przede wszystkim poprzez występujące w fabule postacie. W scenariuszu nie nastąpiło wiele zmian - Stańczyk dalej świetnie sobie radzi ze słownym ping-pongiem między bohaterami, sprawnym zawiązaniem akcji. Jako że to dopiero pierwszy zeszyt, zakończony wedle reguł gatunku cliffhangerem, nie ma tu na razie wiele więcej - ale to co jest, budzi apetyt na więcej.
Największą zmianą jest rysownik. Alan Gajewski wnosi do serii całkiem nową energię (niczym John Romita zastępujący Steve’a Ditkę na łamach “The Amazing Spider-Man”!). Kreska jest grubo ciosana, bardziej umowna, skręca w stronę cartoonu, poświęcając niekiedy anatomiczną wiarygodność na ołtarzu ekspresji. Akceptuję odmienną konwencję (i jak zawsze doceniam zajawkę), choć pewnie puryści utożsamiający superhero z Jimem Lee złapią się za głowę ;)
Główną “wadą” komiksu “Lis 2.0” jest fakt, że to zaledwie wstęp do całej historii. Na 28 stronach dostajemy praktycznie tylko zajawkę tego, czego możemy się spodziewać w dalszych numerach. I choć apetyt został rozbudzony, to pozostaje lekki niedosyt - zwłaszcza, że nie ma co liczyć na to, żeby kolejne części ukazywały się w miesięcznych odstępach niczym na amerykańskim rynku. Trzymam kciuki, żeby twórcom starczyło zapału i kolejną część dali czytelnikom szybciej, niż później.
7/10
"Lis 2.0" ukazuje się nakładem kolektywu wydawniczego yelly.studio.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz