> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 28 października 2026

Ta teksańska krew, tom 2 - wrażenia

W drugim tomie “Tej teksańskiej krwi” Joe Bob wspomina stare, niedobre czasy. W 1981 roku, jako zastępca szeryfa, prowadził śledztwo w sprawie zabitego chłopca i zaginionej dziewczynki, a wszystkie ślady prowadziły na trop tajemniczej sekty. Bez wsparcia przełożonych, za to w nieoczekiwanej komitywie z prywatnym detektywem spoza miasta Joe Bob stawił czoła jednej z mroczniejszych tajemnic w swojej policyjnej karierze.



Tym razem twórcy komiksu, scenarzysta Chris Condon i rysownik Jacob Phillips, mniej skupiają się na klimacie miejsca, co było cechą charakterystyczną tomu pierwszego, a bardziej na samym śledztwie. Biorąc jednak pod uwagę okoliczności (zaczyna się od kilku morderstw, a stawką jest uratowanie porwanej dziewczynki), dalej podtrzymują niesławną legendę Teksasu, jako miejsca, w którym od zarania dziejów tkwi zło. Wprowadzając na scenę sektę wyznającą majańskiego nietoperza śmierci, dokładają do niej kolejną cegiełkę, a sam klimat skręca w stronę sugerowania pewnych nadnaturalnych wydarzeń. To kolejna istotna różnica względem poprzedniego tomu - mniej tu wątków obyczajowych, może przez to, że znaczna część fabuły opowiada o przeszłości.

Rzecz rozgrywa się na dwóch planach czasowych - współcześnie główny bohater próbuje zmierzyć się z dawnymi demonami i właśnie retrospekcje są najbardziej istotną częścią fabuły. Charakteryzuje je nieco inna, jakby bardziej wypłowiała kolorystyka, ale nie brakuje momentów, gdy przeszłość i teraźniejszość się przenikają, niekiedy nawet na jednym kadrze, co jest ciekawym zabiegiem formalnym. W końcu bohater odwiedza te same miejsca, a widmo przeszłych wydarzeń wciąż jest wyjątkowo silne.

Tak jak w przypadku tomu pierwszego, druga część “Tej teksańskiej krwi” to solidna pozycja, które umiejętnie realizuje założenia konwencji gatunkowej, jaką jest małomiasteczkowy kryminał. W tej odsłonie mamy okazję dowiedzieć się nieco więcej o głównym bohaterze serii, a także ujrzeć wydarzenia z przeszłości, które go ukształtowały. To komiks dla wszystkich, którzy lubią znajome melodie - zarówno Condon, jak i Phillips, nie odkrywają na nowo koła, nie starają się na siłę nas zaskoczyć ani wyprowadzić w pole. Naprawdę nic w tym złego, biorąc pod uwagę, jak uniwersalną i wciągającą opowieść udaje im się oddać w ręce czytelników.

7/10

Brak komentarzy: