Tex Willer, dzielny strażnik z Arizony, to bohater obecny na włoskim rynku komiksowym od niemal 80 lat - postać zadebiutowała w 1948 roku, a jej twórcami byli scenarzysta Gian Luigi Bonelli i rysownik Aurelio Galleppini. Do dnia dzisiejszego cykl doczekał się licznych odsłon, wydań specjalnych, a sam Tex przeżył na kartach komiksów setki przygód. Co ciekawe, komiks wyszedł poza swoje włoskie korzenie, gdy w przypadku albumu “Tex - The Lonesome Rider” ilustracje stworzył legendarny Joe Kubert, kojarzony przede wszystkim z pracą dla Marvela i DC Comics.
“Tex. Dolina terroru” to pierwszy album o przygodach Texa na polskim rynku. Rozpisana na około 240 stron opowieść, do której scenariusz napisał Claudio Nizzi, a rysunki stworzył Roberto "Magnus" Raviola. Tytułowy stróż prawa, wraz z przyjacielem Kitem Carsonem, zostają poproszeni o zbadanie tajemniczych morderstw w Kalifornii, za które odpowiada sekta Mścicieli.
Opublikowana we Włoszech 1996 roku fabuła łączy w sobie westernowy anturaż z kryminalnym śledztwem. Scenarzyście udaje się zachować balans między tajemnicą, zwrotami akcji a efektownymi strzelaninami, dzięki czemu komiks ma wartkie tempo również wówczas, gdy stosunkowo niewiele się dzieje, a postaci wymieniają się informacjami lub zastanawiają, kto może dowodzić sektą morderców. Opowieść utrzymuje uwagę czytelnika, nawet jeśli z dzisiejszej perspektywy może się wydawać, że jest opowiedziana bardzo klasycznie, wręcz w staroszkolnym stylu - wiele tu wyjaśnia się w dialogach, mało co pozostawia do domysłu czytelnikom. Jednocześnie jak na “ramotkę” sprzed sześciu dekad czyta się to bardzo dobrze, śledztwo Texa wciąga, historia jest klarownie prowadzona, a kilka zwrotów akcji może być zaskoczeniem i dobrze służy fabule. Nie ma tu też naiwności, z jaką możemy kojarzyć amerykańskie komiksy z analogicznego okresu.
Największą zaletą “Doliny terroru” są rysunki artysty ukrywającego się pod pseudonimem Magnus, nad którymi ten pracował przez siedem lat (co było efektem dokładnego studiowania przyrody, architektury i historycznych elementów, które trzeba było pokazać w komiksie). To właśnie warstwa graficzna usprawiedliwia duży format wydawniczy, pozwalający dojrzeć każdy szczegół. Kreska jest szlachetna, elegancka, dopracowana w każdym detalu, zarówno jeśli chodzi o projekty postaci, jak i scenerię, gdzie toczy się akcja. Kiedy trzeba - komiks zachwyca rozmachem (szerokie plany, sceny zbiorowe), ale włoski mistrz równie dobrze daje sobie radę z bardziej kameralnymi sekwencjami, w których dominuje dialog lub gra mimiką postaci. Całość utrzymana jest w kluczu realistycznym, imponuje szczegółowością ilustracji, a momentami potrafi zaskoczyć skrętem w nieoczywistym kierunku - jak wówczas, gdy nad wyraz ekspresyjna mimika negatywnych bohaterów przywodzi na myśl karykaturalne maski.
“Tex. Dolina terroru” to pierwszy album oficyny wydawniczej Tore, który został wydany w powiększonym formacie i twardej oprawie z tłoczeniami. Jak wspomniałem - komiks na to zasługuje, bo dzięki temu fenomenalne rysunki Mangusa ukazują swój pełny potencjał. Mimo to pozostaje pewien dysonans. “Tex”, jak i pozostałe komiksy w ofercie wydawniczej Tore (“Dylan Dog”, “Julia”, “Nathan Never”, “Zagor”), to mimo wszystko pulpa. Również “Dolinę terroru” cechuje prosta fabuła, która wciąga akcją, posiada czarno-białych bohaterów i nie ma pretensji, by być w jakikolwiek sposób rewolucją (nawet w ramach obranego gatunku). A jednocześnie - w dużej mierze dzięki oprawie graficznej, które uszlachetnia całość - jak ulał pasuje do bardziej “ekskluzywnego wydania”. Czytelnikowi pozostaje rozstrzygnąć, która "twarz" albumu przemawia do niego bardziej, ale niezależnie od wyboru, podczas lektury powinien się przynajmniej dobrze bawić.
8/10
Album “Tex. Dolina terroru” ukazał się nakładem oficyny wydawniczej Tore.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz