> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

wtorek, 13 października 2026

Praca dla Superkwęka - recenzja

Z Donaldem i pracą zawsze jest ten sam problem. Znerwicowany kaczor bardzo chciałby mieć stałą posadę, ale jako wieloletni czytelnicy jego przygód przywykliśmy, że ma on problemy z jej utrzymaniem. Czasem wynika to z prześladującego go pecha, innym razem z lenistwa lub licznych wad charakteru najbardziej znanego mieszkańca Kaczogrodu. Jak pokazują krótkie historie autorstwa Nicolasa Pothiera i Batema, w trudnej sytuacji na rynku pracy może mu pomóc tylko superbohater.



Gdy wujek Sknerus dowiaduje się, że Kwakerfeller odebrał mu tytuł najbogatszego kaczora na świecie, postanawia podnieść czynsz swojemu siostrzeńcowi. Tym samym Donald zostaje zmuszony do znalezienia nowego źródła zarobku. Nie jest to proste z powodów wymienionych w pierwszym akapicie. Na szczęście zawsze może liczyć na swoje superbohaterskie alter ego, czyli Superkwęka. Inna sprawa, że proste poszukiwanie pracy szybko zmienia się w intrygę, w którą wplątani są także Bracia Be i zlodowaciałe zombi. A to tylko jedna z kilku historyjek przedstawionych w nowym albumie Egmontu.

W swoim scenariuszu Pothier czerpie z najbardziej znanych motywów fabuł z Donaldem. Z niekończącego się poszukiwania pracy i dodatkowych funduszy przechodzi do heroicznych wyczynów Superkwęka. Francuz stawia na humor - każda sytuacja dąży do absurdalnego rozwiązania, a kolejne strony roją się od gagów. W sprzedaniu ich pomaga styl Batema, bardzo stawiający na fizyczność postaci. Przygotujcie się na slapstick i rewię karykaturalnie wykrzywionych min, podkreślających emocje bohaterów. W dłuższej formie mogłoby to męczyć. W liczącej niespełna 60 stron "Pracy dla Superkwęka" bawi do ostatniej strony. Autorzy starają się także nie powtarzać tego samego żartu dwa razy. Z tego powodu ich komiks pozostaje miłą i szybką lekturą. W jej czasie miałem tylko jeden zgrzyt. Niestety, bardzo duży.

Pod koniec pierwszej części Donald wymusza na Kwakerfellerze milionową darowiznę dzięki użyciu wynalazku Diodaka. Nasz kaczor nie zawsze był najbardziej honorowym pionkiem na szachownicy, ale nie pamiętam, kiedy posunął się do pospolitej kradzieży. Nie podoba mi się, że w tym wypadku została ona przedstawiona, jako dobre wyjście z sytuacji.

7/10

Autor recenzji: Psaj

Brak komentarzy: