Na trzeci tom "Moon Knighta" składa się sześć ostatnich zeszytów serii pisanej przez Jeda MacKaya oraz osobna opowieść "Miasta umarłych", za której fabułę odpowiada David Pepose. Pierwsza część przedstawia finał konfrontacji Marca Spectora z tajemnicznym Czarnym Widmem. Druga toczy się chwilę wcześniej i skupia się na podroży Księżycowego Rycerza do krainy umarłych, gdzie spotyka on dawnych wrogów i poległych przyjaciół. Niestety, mimo tego samego protagonisty, nie jest to najlepsze zestawienie.
Nie wiadomo do końca, gdzie umiejscowić fabułę "Miasta umarłych". Od kilku zeszytów akcja "Moon Knighta" leci na łeb, na szyję, więc trudno przypuszczać, że rozgrywa się ona właśnie wtedy. Oczywiście, łatwo czepiać się kolejności wydarzeń w uniwersum Marvela. Ciężko jednak przejść do spin-offa zaraz po rozwiązaniu głównej fabuły.
MacKay zręcznie rozwiązuje wątki, które zapoczątkował w dwóch poprzednich tomach. Z przyjemnością obserwuje się, jak zmieniły się relacje Spectora z Tigrą, Hunter's Moonem, a nawet z 8-Ballem. Scenarzysta jak zawsze potrafi ciekawie wykorzystać obecność wielu jaźni Moon Knighta - na przykład w podróży do umysłu złoczyńcy Vibro. Chociaż niektóre ze zwrotów fabularnych mogą spotkać się ze wzruszeniem ramionami, jest to szybka i satysfakcjonująca lektura o przygodach niecodziennego herosa, który w uniwersum Marvela chadza własnymi ścieżkami.
"Miasto umarłych" jest słabszą historią, chociaż nie do końca złą. Wypada jednak gorzej w zestawieniu, a ponadto nie do końca pasuje do dzieła MacKaya. Nie rozwija ona go w żaden sposób. Główny wątek fabularny jest błahy, jakby nieco na siłę przybliżający postać Layla El-Faouly, znanej z serialowej adaptacji przygód księżycowego bohatera. Także warstwa artystyczna, o wiele bardziej kolorowa, średnio pasuje do głównej historii.
Ciekawie wypadają natomiast odniesienia do przeszłości Moon Knighta, mogące przybliżyć dawne dzieje superbohatera osobom mniej zaznajomionym z jego historią. Szczególnie fajnie czyta się konfrontację Spectora z jego dawnymi adwersarzami. Szkoda, że ta barwna zgraja truposzy nie dostała nieco więcej miejsca.
Czy mimo rozczarowującego zapychacza warto sięgnąć po "Moon Knighta" MacKaya? Jak najbardziej. Interpretacja scenarzysty ciekawie rozbudowała świat Księżycowego Rycerza i związała z nim kolejne postacie, między innymi te skupione wokół Misji Midnight. Będzie ciekawie zobaczyć, jak potoczą się ich dalsze losy.
7/10
Autor recenzji: Psaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz