“Helen z Wyndhorn” Toma Kinga i Bilquis Evely to opowieść o opowieściach. Tytułową bohaterkę poznajemy dzięki relacji jej byłej guwernantki, która wspomina dawne czasy. Krnąbrna dziewczyna, cierpiąca po stracie ojca i topiąca smutki w alkoholu, trafia do pełnej tajemnic rodzinnej rezydencji, a w wiktoriański klimat szybko zaczyna wkradać się z magia i nadnaturalne elementy. Biografowi ojca Helen - próbującemu poznać historię ubogiego pisarza, który był prekursorem pulpowych opowiadań fantasy - historia guwernantki wydaje się bajaniem zwariowanej staruszki. Im bardziej zagłębia się jednak w życiorys pisarza, tym bardziej widzi w nim elementy nieprzystające do naszej rzeczywistości.
Lekturze “Helen z Wyndhorn” towarzyszyło uczucie, jakbym sięgnął po zapomnianą książkę z dzieciństwa. Mamy tu młodą bohaterkę, pełną tajemnic scenerię wiktoriańskiego domostwa, problemy w tle, od których ucieczką jest wejście w świat magii. Podobne historie uwielbiałem jako dziecko - żeby przywołać chociażby cykl “Kroniki Spiderwick”, a także cenię jako dorosły - na podobnym fundamencie zbudowana jest chociażby seria “Locke & Key” (o której pisałem m.in. tutaj). Historia Toma Kinga z fenomenalnymi ilustracjami Bilquis Evely działa dzięki połączeniu tego, co bliskie rzeczywistości i tego, co niezwykłe. Duet ten stworzył także “Supergirl. Kobietę jutra” i w obu tytułach, chociażby w konstrukcji bohaterki, da się zauważyć pewne podobieństwa.
Tutaj jednak równie istotny, co postać i jej perypetie, jest sam klimat. A ten w dużej mierze jest adekwatny do tego, o czym akurat opowiada komiks i kto jest w danym momencie narratorem. Większość opowieści poznajemy z perspektywy wspomnianej guwernantki, ale momentami mamy okazję spojrzeć na ten świat oczami samej Helen. Jednocześnie w tle rozgrywa się równoległa opowieść - historia o literackim dziedzictwie, kulisach legend, które budują po śmierci renomę twórcy. Jak wielu pisarzy w rzeczywistości, tak i ojciec Helen umarł jako biedak, a po latach jego twórczość stała się jedną z największych popkulturowych franczyz. King niejako na marginesie snuję tu losy zapomnianego pisarza i tego, jak jego dziedzictwo, a także pamięć o nim i jego dokonaniach, funkcjonuje po latach. Konkluzje są raczej gorzkie i nie napawają optymizmem, ale ta dodatkowa warstwa czyni prezentowaną fabułę znacznie ciekawszą i nadaje jej innego znaczenia.
“Helen z Wyndhorn” to historia, która działa na kilku poziomach - jako opowieść o przepracowywaniu traumy poprzez ucieczkę w magiczny świat; jako dokument losów pewnego pisarza, który nie doczekał wymarzonego sukcesu, a także jako magiczne przypomnienie, że nawet taki stary chłop jak ja, wciąż może dać się porwać przygodzie zaklętej w dobrze skrojonej fabule. King opiera się na znanej konwencji, która łączy coming of age z klasycznym fantasy, a dzięki kilku sprawnym zabiegom narracyjnym potrafi ją uszlachetnić.
8/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz