> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

sobota, 13 czerwca 2026

Odprawa - opowiadanie na konkurs James Bond Team PL

 Odprawa


Jan Sławiński
"Odprawa"

1.

- Panno Moneypenny, niech wejdą.

Sekretarka nacisnęła przycisk interkomu.

- Oczywiście, sir - potwierdziła, a następnie zwróciła się do dwóch mężczyzn czekających przed jej biurkiem: - Stary jest wolny.

- Słyszałem! - głos szefa, zniekształcony przez interkom, zatrzeszczał złowrogo.

W innej sytuacji obaj mężczyźni prawdopodobnie uśmiechnęliby się pod nosem. Nie tym razem, sprawa wydawała się zbyt poważna. Sekretarka wybąknęła przeprosiny i ze wstydem zatopiła się w papierkowej robocie, która - jak zawsze - piętrzyła się na jej biurku.



2.

Mężczyźni zdecydowanym krokiem ruszyli w stronę gabinetu za grubymi, obitymi skórą drzwiami. Po przekroczeniu progu powitał ich półmrok, unoszący się w powietrzu dym z fajki, a także starszy, krzepki mężczyzna, siedzący za dużym biurkiem.

- Bartnik. Tadera. - powiedział spokojnym, chłodnym głosem.

- Sir. - odpowiedzieli niemal jednocześnie.

- Siadajcie - zwierzchnik ruchem głowy wskazał dwa krzesła obite skórą naprzeciwko jego biurka.

Mężczyźni jak na zawołanie rozpięli guziki marynarki, podciągnęli nogawki eleganckich spodni i usiedli. Tęsknym wzrokiem spojrzeli w stronę barku, na którym stała karafka wyśmienitego bursztynowego trunku, jednak wiedzieli, że będą musieli obyć się smakiem. Nie tym razem.



3.

- Nie ma co przeciągać - zaczął M, pykając z fajki. - Co możecie mi powiedzieć o mężczyźnie znanym jako Anonimowy Grzybiarz? - zapytał bez zbędnych wstępów.

Siedzący po drugiej stronie agenci nie dali po sobie poznać zaskoczenia.

- To popkulturowy bloger, dość popularny w pewnych środowiskach. Podejrzanych środowiskach, sir - odpowiedział Bartnik z encyklopedyczną precyzją, a jego twarz pozostała nieprzenikniona.

- Zwłaszcza w branży filmowej i komiksowej - dodał Tadera.

- Pisze recenzje, nagrywa podcasty, bywa na festiwalach.

- Widzę, że dość dobrze znacie temat. Bardzo dobrze. Czy znacie jego prawdziwe nazwisko?

- Podpisuje się jako Jan Sławiński, sir. Jest to o tyle osobliwe, że… - zaczął pierwszy z agentów.

- … że przecież jest niby anonimowy - wszedł mu w słowo drugi.

- Zgadza się - potwierdził ich przełożony. - Spójrzcie na ekran.

Nowoczesny ekran pojawił się jakby znikąd po drugiej stronie pokoju. W otworzonej przeglądarce widniała strona Filmweb.pl i konto krytyka “Anonimowy Grzybiarz”.

- Ulubiony bohater filmowy Grzybiarza? - zapytał M.

- Indiana Jones - odpowiedzieli bez namysłu przepytywani mężczyźni. W tym momencie zaczęli się mocno zastanawiać, dokąd zmierza ta rozmowa.

- Właśnie. A dlaczego nie James Bond?

- Sir…?

- Macie się tym zająć. Nagrywacie podcast. Patronujecie nowym wydaniom książek ze Skarpy Warszawskiej. Jeden z Was robi plakaty. Macie przekonać tego całego Grzybiarza, że Bond jest the best.

- Ale sir… Przecież nie byłoby Indy’ego, gdyby nie uwielbienie Spielberga dla bondowskiej serii… - zaczął Bartnik, stając w obronie blogera.

- Warto też zwrócić uwagę, że wśród jego ulubionych filmów i najwyżej ocenionych znajdują się takie tytuły jak “Casino Royale”, “Goldeneye” czy “Skyfall” (tego ostatniego wyboru osobiście zupełnie nie rozumiem, sir, jeśli mogę pozwolić sobie na osobisty komentarz) - dodał Tadera.

- Nie obchodzi mnie to. Agent 007 ma być numero uno. Zróbcie to, w czym jesteście najlepsi: nagrajcie podcast. Tylko długi, minimum jedenaście godzin.

- Ale o czym, sir…?

- Sam podrzuciłeś dobry pomysł, agencie Bartnik - M dziwnie się uśmiechnął, a jego twarz nabrała innego wyrazu pod chmurą fajkowego dymu. - Nie byłoby tego całego archeologa, gdyby nie James Bond. Zajmijcie się więc tego typu inspiracjami. Jestem pewien, że jest jeszcze cała masa tekstów kultury, które w ten lub inny sposób opierają się na przygodach naszego brytyjskiego agenta. Opowiedzcie o tym, że nie byłoby ich, gdyby nie nasz James - urwał, zaciągając się fajką. - Kto wie, jeśli będziecie działać szybko, to może żadnemu innemu krytykowi od siedmiu boleści ani blogerowi z łaski pańskiej nie przyjdzie do głowy przedkładać jakiegoś Indianę Jonesa nad Bonda.


4.

Zapadła cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara. Obaj agenci, choć było im to nie w smak, kiwnęli głowami. Zadanie to zadanie. Nie mogli odmówić. Nie tym razem.

- Skoro wszystko jasne, to spotkanie skończone. Powodzenia, Tadera. Powodzenia, Bartnik.

- Sir.

Wychodząc z przestronnego gabinetu słyszeli jeszcze jak M kontaktuje się z Moneypenny, by wpuściła kolejnego interesanta.

- Jeszcze jedno - odezwał się na odchodne szef. - Skoro facet nagrywa podcasty i zajmuje się popkulturą... Jeśli dostrzeżecie w nim potencjał, to spróbujcie zwerbować tego Grzybiarza.

Mężczyźni kiwnęli głowami na znak przyjęcia aktualizacji rozkazu i opuścili gabinet.

5.

Stłumiony chichot usłyszeli jeszcze zanim przekroczyli próg przedsionka, który pełnił rolę miejsca pracy sekretarki M. To nie los śmiał się im w twarz po tym jak otrzymali nowe zadanie indoktrynacji tajemniczego Grzybiarza. To chichotała panna Moneypenny. A powodem był przystojny brunet, który ze swadą opierał się o jej biurko, nachylał nad kobietą i z szelmowskim uśmiechem szeptał jej coś do ucha.

- Przestań już, M na ciebie czeka! - sekretarka próbowała opędzić się od amanta pomiędzy kolejnymi wybuchami tłumionego śmiechu.

Widząc wchodzących do pomieszczenia agentów Taderę i Bartnika, mężczyzna zaprzestał amorów, wyprostował się, poprawił garnitur i ruszył w stronę gabinetu M. Mijając agentów lekko się uśmiechnął i skinął głową - jak pełen profesjonalizmu współpracownik do drugiego, szanując jego dokonania, choć zupełnie nie wiedząc czym, na Boga, który chroni Ojczyznę i Króla, zajmuje się w MI5 dział marketingu i po co sekretnej agencji wywiadowczej te wszystkie podcasty i kinowe blockbustery.

- Bartnik. Tadera.

- Bond - odpowiedzieli jednocześnie.

Mężczyzna minął ich swobodnym krokiem. Chwyciwszy za klamkę od drzwi gabinetu M, odwrócił się i mrugnął do Moneypenny.

- Jestem twoim fanem! - krzyknął Bartnik, jednak drzwi za 007 już się zatrzasnęły i przystojny agent nie mógł usłyszeć tego rozpaczliwego wyznania.

Tadera otwartą dłonią uderzył przyjaciela w tył głowy. Lekko, ale nagannie.

- Ile razy ci mówiłem, żebyś dał sobie spokój z tym fanbojstwem! Teraz gramy w tej samej lidze, trochę profesjonalizmu!

Widząc z boku całą scenę Moneypenny lekko się uśmiechnęła i mrugnęła porozumiewawczo do zawstydzonego Bartnika.

- Ja też jestem fanką - powiedziała bezgłośnie poruszając wargami.

To trochę poprawiło agentowi humor. Otrząsnął się i podążył za partnerem. Idąc szerokim korytarzem nowoczesnego budynku tajnych służb, zastanawiał się w głowie, jak powinien wyglądać nowy odcinek podcastu, który zlecił im M. I czy Grzybiarz rzeczywiście jest zagrożeniem, czy może okaże się niespodziewanym sojusznikiem...?

*

Tadera i Bartnik powrócą.


*

Napisał, nieźle się przy tym bawiąc, Jan Sławiński. 13.06.2026

1 komentarz:

Paul Oldmen pisze...

Fajny tekst, pobudził mi synapsy, napisałem "ciąg dalszy", ech... dawno nie pisałem i zardzewiałem.

6 i 3/4. Agenci nigdy nie działają razem.

Wynika to z ich doświadczeń, z zasady: na nikim nie polegać (patrz załącznik nr 11/1995 „GoldenEye”), napiętych grafików (nie chodzi o tych panów od grafiki z kijem w tyłku, tylko o dużą ilość roboczogodzin, researchów, godzin pracy w bibliotekach i – jak to bywa u wyrafinowanych wywiadowców – wielu godzin oczekiwania na przeprowadzenie wywiadu).
Tym razem, ponieważ ich cel był trudny do zlokalizowania (jak wiadomo, żaden Grzybiarz nie odda lokalizacji tajemnych miejsc nawet na łożu śmierci, ni swojej, ni cudzej), i to w dodatku Anonimowy niczym tajemniczy sequel prologu do „The Last of Us”, nie mieli wyjścia i już w przejściu, zaraz przed wyjściem wejściem „Only For Agents”, stuknęli się głowami w niemym porozumieniu: musimy działać razem, by móc moc wzmóc.

7,5. Kontrasty na kontrakcie.

W końcu wyszli i poszli, a kiedy tak niezbornie szli na najbliższy przystanek, przystając co chwila bez ładu i synchronizacji w nagłych rozbłyskach dziwnych pomysłów i zadyszki („– Trenuje pan? – Czasami… no… brak czasu, dużo roboty w pracy i w terenie”, patrz załącznik nr 10/2015 „Spectre”), każdy z osobna, ale jakby razem, dumali nad zadaniem: Jak, do cholery, James Bond ma wygrać z Indianą Jonesem?!
Przecież to całkowite przeciwieństwo Bonda!
Po primo: jeden walczy o przyszłość, drugi o przeszłość świata.
Po sekundo: kiedy jeden nie widzi nic poza kobietami, drugi nie widzi kobiet nawet z wyznaniami pod powiekami (patrz załącznik nr 6/1981 „Raiders of the Lost Ark”).
Po seicento: Jeśli jeden nie wyjdzie z domu bez koszuli wykrochmalonej tak, że może być używana jako narzędzie chirurgiczne, a kantem nogawki może obierać jabłka, to drugi… kurtka, po której było widać, że jest skórzana – kiedy 15 lat temu nie była tak skurzona – ma kapelusz, który wygląda lepiej, jak się na nim siądzie, i tę przepoconą koszulę praną… nigdy.
– No i po quattroporte: broń. Litości... Biczopejcz vs DB5?
Ech, i nawet to: jak jeden ma James na imię, to drugi ma Jones na nazwisko.
Jak, na litość Blofelda, przekonać do słusznej sprawy kogoś, kto jest całkowicie po drugiej stronie tej estetycznej i kulturalnej barykady?
– I gdzie go znaleźć? Bo ostatnio wilgotno i parno, więc pewnie siedzi w lesie i się Anonimizuje…
– Alienuje?
– Animuje!

8 i 10/11. Życie potrafi zaskoczyć.

Właśnie wtedy – czy jesteś Agentem jak Bond, James Bond, czy zwykłym agentem drugiej klasy z pełnym ubezpieczeniem, jak nasi dwaj bohaterowie na 3/4 etatu plus 1/4 na stażu w Żabce („i zbierać tam w terenie paragony! To nie jest jakiś KSeF!”) – refleks, zimna krew i opanowanie są najważniejsze.
Kiedy nasi Agenci Specjalnej T… aryfy biletowej dotarli jakoś na przystanek, plan mieli już opracowany... Z grubsza opracowany.
Tak, pojadą do najbliższego lasu (chyba Kabackiego), przyczają się zgodnie z wyuczoną na filmach sztuką szpiegowskiego rzemiosła i zaczekają, aż Grzybiarz, ksywa „Anonimowy” (Anonimowy), sam wpadnie w ich sidła.
A wpadnie na pewno, bo wcześniej, jako przynętę, podrzucą pod jeden z krzaków „Podręcznik prawdziwego grzybiarza, wersja druga, poprawiona”.
Jak każdy wie: niby wszystkie grzyby są jadalne – ale niektóre tylko raz… Dobrze więc być przygotowanym i na bieżąco...