> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 2 marca 2026

Corto Maltese. Linia życia - opinia

“Corto Maltese. Linia życia” to już siedemnasty tom przygód nieustraszonego marynarza, a także piąty autorstwa kontynuatorów cyklu. Scenarzysta Juan Diaz Canales (“Blacksad”) oraz rysownik Rubén Pellejero (“Dieter Lumpen”) zabierają czytelników do roku 1928. Tym razem Corto musi odzyskać zrabowane zabytki prekolumbijskie, a nad jego głową ciąży klątwa, mówiąca o rychłej śmierci. Gdy trafia w sam środek meksykańskiej wojny domowej niechlubna przepowiednia wydaje się bliższa prawdy, niż mogłoby się wydawać.



Albumy z serii “Corto Maltese” uwodzą przede wszystkim klimatem, który potrafi uchwycić ducha romantycznej przygody i oddać skomplikowane relacje postaci z miotającymi nimi wichrami Wielkiej Historii. Mimo wielu wydarzeń, które mają miejsce na kartach albumów, nie ma tu mowy o przeładowaniu akcją - ta jest dawkowana czytelnikowi z umiarem, a specyficzna warstwa plastyczna serii nie sprzyja wielkiej dynamice. Wszystko to sprawia, że niegdyś czytałem przygody Corto z obowiązku, jako klasykę, którą trzeba znać. Dziś “dorosłem” do tej serii i właśnie w tym, co kiedyś - wychowany na Nowej Przygodzie spod znaku Indiany Jonesa - uznawałem za wadę dostrzegam największą wartość.

Wchodząc w buty Hugo Pratta scenarzysta Juan Diaz Canales oraz rysownik Rubén Pellejero trzymają się tempa i klimatu, które na łamach serii wypracował włoski artysta. “Linia życia” nie odbiega więc znacząco od wcześniejszych albumów serii - potrafi zachwycić egzotyczną scenerią, historycznym osadzeniem akcji i skąpanymi w szarościach charakterami bohaterów. Corto działający incognito to zawsze miłe urozmaicenie, a powrót szalonego mnicha Rasputina z pewnością wywoła na twarzach wielu czytelników uśmiech. Mnie tyle do szczęścia wystarczy, bo zwyczajnie nie wymagam już od tej serii więcej, niż bycia lekką i przyzwoitą lekturą z odrobiną ambicji.

7/10

Brak komentarzy: