W swoich najbardziej znanych filmach animowanych Kaczor Donald imał się różnych zajęć. Czyścił okna i zegary, gromił duchy, pracował w zoo i fabryce. Wychodziło mu różnie, zwykle gorzej, niż przeciętnemu Kowalskiemu. Stało to w opozycji do Myszki Miki, który w swoich krótkometrażówkach celebrował sielskie życie poza miastem. Tymczasem Donald, jeśli nie trudził się wychowaniem siostrzeńców, gonił za dolarami, by zarobić na swoje utrzymanie.
Nic dziwnego, że tematem kolejnego tomu "Wielkich bohaterów Disneya" jest "Kaczor pracujący". Otrzymujemy w nim dziewiętnaście komiksów i kilkanaście pasków, w których Donald próbuje swych sił w kolejnych zawodach. Jest szeryfem, hoduje kury, piecze, łapie psy lub zostaje trybikiem w fabryce margaryny. Zawsze doprowadza do większej lub mniejszej katastrofy za sprawą swoich licznych wad charakteru i zwykłego pecha.
11 z zawartych w tomie historii jest autorstwa Carla Barksa. Wśród nich znalazły się uwielbiane "Kto podskoczy szeryfowi?" i "Ale jaja". W pierwszym Donald naoglądał się westernów i uważa, że ma dzięki temu predyspozycje do wytropienia bandy koniokradów. Oczywiście przez większość czasu niechcący pomaga złodziejom. Natomiast w drugiej historii sprowadza zagładę na spokojne miasteczko za sprawą tysięcy jaj. Zaskakujące, że obie bawią podobnie przy każdej kolejnej lekturze.
Dla czytelników, którzy mają na półkach wszystkie tomy "Kaczogrodu" Barksa, najbardziej interesujące będą historie innych autorów. Spośród nich najciekawiej wypadają "Wiecznie spóźniony" i "Dojazd do pracy". Fabuły mają podobny punkt wyjścia: Donald stara się dotrzeć na czas do swego zakładu. W obu przypadkach finał jest łatwy do przewidzenia. Natomiast ich autorzy, Abramo Barosso i Marco Rota, wikłają Kaczora w różne perypetie, potęgując chaos powstały w czasie jego gonitwy przez Kaczogród.
"Kaczor pracujący" okazał się dla mnie najbardziej przystępnym z dotychczasowych tomów "Wielkich bohaterów Disneya". Zawarte w nim opowieści są różnorodne i wciągające, a każda z nich opatrzona krótką przedmową przybliżającą sylwetkę jej autora i kulisy powstania. W moim przypadku ponad 300 stron pękło za jednym posiedzeniem. I pozostawiło głód na jeszcze więcej.
8/10
Autor recenzji: Psaj
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz