“Absolute Batman” wreszcie w Polsce! Przynajmniej dla tych, którym udało się kupić komiks w pierwszym rzucie, bo nakładu zabrakło zaledwie kilka dni po premierze. Wielka popularność nowej serii Scotta Snydera i Nicka Dragotty nie powinna dziwić - pierwszy zeszyt w oryginale doczekał się jedenastu dodruków, a cała seria co miesiąc okupuje szczytowe miejsca list sprzedaży. Poza tym to cholerny Batman - najpopularniejszy superbohater nad Wisłą i nie tylko. Polskiemu wydaniu komiksów ze świata “Absolute” towarzyszył ogromny hype - może sam Egmont niespecjalnie promował tę inicjatywę, ale na stronach, blogach i fanpage’ach, gdzie pisze się o amerykańskim superhero, panowało spore poruszenie. Przyszedł czas sprawdzić, o co tyle szumu.
“Absolute Batman” przedstawia alternatywną wersję znanego nam bohatera i świata. Bruce Wayne dorabia jako pracownik fizyczny, jego matka pracuje w opiece społecznej, a ojciec był nauczycielem. Tu Gordon jest burmistrzem, a komisarzem policji - Harvey Bullock. Alfred nie służy rodzinie Wayne’ów, a tajnej organizacji jako płatny zabójca. Gdy miasto opanowuje gang Imprezowiczów pod wodzą Czarnej Maski, tylko Batman może stawić im czoła.
Frajda płynąca z lektury serii Scotta Snydera i Nicka Dragotty jest olbrzymia. Twórcy stawiają sobie za cel przede wszystkim dostarczać rozrywki: wszystko jest więc epickie, kozackie i nastawione na efekt “WOW”. Akcja gna na łeb na szyję, a każdy zeszyt kończy się efektownym cliffhangerem. Strategia prosta, ale diabelnie skuteczna. Od “Absolute Batman” trudno się oderwać, a mimo całej tej otoczki przesady trzeba też przyznać, że historia jest spójna i konsekwentnie opowiedziana. Scott Snyder znany jest z tego, że miewa świetne pomysły (wprowadzenie do mitologii Batmana Trybunału Sów), lubi też lecieć po bandzie (pamiętacie Gordona, który dostał wielkiego mecha?) - i w “Absolute Batman” nie musi się zupełnie ograniczać.
Jednocześnie nagromadzenie atrakcji nie przeszkadza w przemyślanej budowie tego świata - jak wspomniałem, to Gotham, które jest jednocześnie znajome, ale i całkiem inne. Odkrywanie wszystkich różnic daje masę satysfakcji, a część pomysłów, która zostaje jedynie zasygnalizowana na stronach tomu pierwszego, rozbudza apetyt na więcej. Mam nadzieję, że z każdym kolejnym tomem dostaniemy więcej smaczków, które złożą się na spójny obraz nowego Gotham.
Mroczny Rycerz w wersji “Absolute” jest nie tylko potężny, ale też niezwykle brutalny. Bez zastanowienia łamie kończyny i okalecza przeciwników korzystając z noży, kolców i topora. No i jeździ bat-śmierciarką wielkości małego budynku. Ta kreacja “over the top” fajnie współgra na zasadzie kontrastu z tym, co niejako na marginesie niekończącej się akcji próbuje nam przekazać Snyder - a jest to, kolejny raz, historia małego chłopca, którego dzieciństwo kończy się nagle i brutalnie za sprawą jednego wystrzału z pistoletu. Tutaj proporcje są oczywiście inne - chociażby przez to, że matka Bruce’a dalej żyje - ale i to pozwala na zbudowanie wiarygodnego portretu psychologicznego i traumy, która pchnęła chłopaka do działania.
Dałem się porwać wizji Snyder i Dragotty - album otwierający cykl przeczytałem jednym tchem i gdybym mógł, to od razu sięgnąłbym po następne tomy. Część druga w polskim przekładzie trafi do sprzedaży w grudniu, a omawiany album “ZOO” ma wrócić do szerokiej dystrybucji tuż po Międzynarodowym Festiwalu Komiksów i Gier w Łodzi, gdzie również będzie dostępny na stoisku Świata Komiksu/Egmontu. Polecam - hype nie był przesadzony.
9/10

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz