> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

środa, 23 grudnia 2009

132 - Życzenia

No, to co się, prawda, rozwodzić - świąt wesołych życzymy! A i nasze ulubione życzenia świąteczne zapodajemy, bo nic przyjemniejszego nad wspomnienie dawnych gwiazdek (z kasetami na VHSach, figurkami i innymi cudnymi duperelami, znajdowanymi pod choinką) być chyba nie może (jasne, że może, ale dla klimatu o tych innych rzeczach pisać nie będziemy, przynajmniej do końca świąt). Kliku klik.
Pamiętajcie: zamiast "Kewina samego w domu" lepiej oglądnąć "Christmas with the Joker". Bo zdrowiej i przyjemniej.
Miło też posłuchać, jeśli lubi się hip-hopowe brzmienia, PDG Kolenda i Kryszmas Alkocholis.

Święta to też trochę więcej czasu, więc wypatrujcie częstszych aktulek.
Pozdrawiamy!

Trzy Ponure Grzyby

wtorek, 22 grudnia 2009

Post 131- Produkt


Co mogę napisać co nie zostało napisane? Dekadę temu urodziło się dziecko Michała 'Śledzia' Śledzińskiego , kultowy magazyn komiksowy. Jako rozpoczynający karierę szkolną chłopiec otrzymałem w łapy Produkt. Do dziś pamiętam jak w dziewczym egzemplarzu Smutny dostał opierdziel za kupowanie kapusty, jakiemuś gościowi wyrósł delfin w głowie a Niedźwiedź spalił trupa. Po za tym były cycki bo ktoś zamówił dziwki na jakiejś imprezie.
Tak. Dobrze to zapamiętałem jako 6 latek.
Produkt jest kultowy. Większość komiksiarzy chórem przyzna, że gdyby nie magazyn prawdopodobnie nie zainteresowaliby się tym medium.
Choć czasy Produktu pamiętam przez mgłę, bo dopiero co nauczyłem się czytać przed otrzymaniem pierwszego numeru, to nadrobiłem zaległości pięć lat temu. Na stronie Osiedla Swoboda (gdzie zresztą poznałem współautora bloga, 'psychofana' Grzybiarza, tak tak, w księdze gości :)) zamówiłem sobie dwa 'pięciopaki', a resztę pożyczyłem od znajomej nauczycielki (jej syn, obecnie student plastyki, kolekcjonował magazyn). Z przyjemnością w święta znajdę czas na odkurzenie tych numerów i powspominanie.
Wątpie, żebym zainteresował się komiksem gdyby nie Produkt. I za to jestem wdzięczny Śledziowi i całemu ProduktCrew.
I mocno wspieram inicjatywę Motywu. Bo dziesięciolecie Produktu to wydarzenie warte uwagi każdego fana komiksu w Polsce.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Post 130 - All-Star Batman i Robin: cudowny chłopiec

Poczciwy Frank Miller, geniusz, artysta i wizjoner, niekwestionowany mistrz opowieści obrazkowych, żywa legenda komiksu, postanowił pewnego dnia odnaleźć granicę tolerancji odbiorcy. Po osiągnięciu statusu wielkiej gwiazdy i wyrobieniu sobie nazwiska, rozpoczęciu znakomitych serii i wypracowaniu fantastycznej kreski odpuścić, rzucić to wszystko w diabły i zacząć się drażnić z wiernymi dotąd czytelnikami – czy aby nie przestaną mnie podziwiać? Czy nie stracę szacunku i podziwu w ich oczach? Spróbujmy…. I od tej pory nagle Sin City zaczyna być rysowane coraz bardziej pokracznie, z rażącymi błędami anatomicznymi i niechlujnie położoną czernią, a scenariusze stają się coraz częściej kalką wcześniejszych dokonań Franka. I tak jak „Hard Boiled” czy „Big Guy” to zabawa konwencją (w tym pierwszym bardzo umowna zresztą), więc (teoretycznie) nie powinno się czepiać klisz i schematu, tak już choćby w wydanym przez Mandragorę „Batman/Spawn” pewne rozwiązania aż bolą. Dwa ostatnie dokonania Millera, jakie pojawiły się na polskim rynku – filmowy „Spirit” i komiksowy „All-star Batman i Robin: Cudowny Chłopiec”, zdają się potwierdzać moją teorię, że Millerowi się albo nie chce, albo próbuje podpuścić widzów/czytelników. Bo człowiek, który dla Batmana onegdaj popełnił takie perły, jak „Powrót Mrocznego Rycerza” czy „Rok pierwszy”, tym razem spłodził coś oślizgłego i paskudnego. 

Słówko o fabule – młody Dick Grayson zostaje sierotą, gdy jego rodzice, para akrobatów cyrkowych, zostają….zastrzeleni. Jak się okazuje, dzieciakiem zainteresował się już nieco wcześniej Bruce Wayne/Batman, któremu taka okazja jest w to graj, bo może teraz bezkarnie malucha zaadoptować do swojej walki ze zbrodnią, bo ten podobno ma talent i zdolności, które Bruce od jakiegoś czasu obserwuje (kiedy miał okazję skoczyć do cyrku? Zabrał tam kiedyś którąś ze swych kobiet?) Dzieciak jest w szoku, zgarniają go mroczni gliniarze, aby pobić go w lesie, by uwierzył, że to, co się stało z jego staruszkami, to wypadek (naprawdę! Pomińmy dziesiątki ludzi, którzy byli wtedy w cyrku i widzieli, co się stało – najważniejsze to wymusić zeznanie na małolacie), Vicky z Alfredem rusza za nimi, podobnie jak Bruce, który zdążył przedzierzgnąć się w Gacego – wiecie, że jak Wayne zakłada strój Batmana, to błyskawicznie rośnie mu trzydniowy zarost? Batman ratuje małego przed policjantami, zachowując się jak kompletny obłąkaniec, wyzywając Graysona od gnojków i gówniarzy, śmiejąc się jak idiota i robiąc totalny, za przeproszeniem, rozkurwiel na miejscu zdarzenia. Żeby było śmieszniej, niedaleko Vicky zostaje poważnie poraniona w wypadku, a Alfred, w pozie Rudolfa Valentino, drze koszulę i opatruje jej obrażenia, świecąc nagim, umięśnionym torsem w świetle księżyca. Batman w tym czasie straszy Dicka (z mizernym skutkiem, bo skurczybyk jest odważny i nie takich świrusów już w życiu widział), popisując się Batmobilo-samoloto-łodzią, którą wyczynia cuda w wodzie, na ziemi i w powietrzu. Gacy zabiera dzieciaka do jaskini, aby tam przeżył to samo, co młody Bruce – między innymi jadł… nie. To trzeba przeczytać samemu. Nie wierzcie w to, że najbardziej epickim kadrem jest rozkładówka z wyglądem jaskini – prawdziwy wstrząs następuje wraz z tekstem „Ja jadłem.” 

Reszta komiksu to seria absurdów, ślepych uliczek scenariuszowych, urwanych i niedokończonych wątków, debilnych dialogów i tym podobnych kiszek, z których końcowa sekwencja z Green Lanternem jako jedyna się broni – i to tylko, gdy podejdziemy do niej jako parodii. Bo nawet gdy przeczytamy „All Stara” z przymrużeniem oka, to ten komiks jest tak niestrawny, że nie pozostaje nic innego, jak gorzko zapłakać nad wydanymi dziewięcioma dyszkami, których nie wynagrodzą nawet rysunki Lee. Sieczka, mości panowie. Sieczka.

sobota, 5 grudnia 2009

129 - Przestroga

Wczoraj DeBe pisał o bibliotece z komiksami, gdzie za friko można przeczytać kilka porządnych tytułów. A co niektórzy robią, gdy nie stać ich na jakiś komiks, a koniecznie chcą go przeczytać? Tak, ściągają z neta, jasne, ale co jeszcze?
Idą do empiku.
A tam czytają. A czytając niszczą, bo - za przeproszeniem - mają wy***ane, w końcu nie ich. Taka mentalność. Right?
Right.
Dzisiaj będąc w empiku przeglądałem All-Stara. Kreska fajna (Black Canary!), wydanie porządne. Scenar kontrowersyjny, więc może na własnej skórze sprawdzić, czy rzeczywiście taki dobry/zły?
Idę do kasy. Po drodze jeszcze przeglądam, chłonąc kreskę Lee. Nagle staję jak wryty. Zdawało mi się? Przerzucam kilka stron w tył. Nie.
Całkiem sporego fragmentu jednej ze stron zwyczajnie brakuje. Chamsko wyrwany (pocieszam się myślą, że może przez przypadek jednak, lub przez jakieś małe dziecko).
Wróciłem do półki z komiksami. Skitrałem się w kącie i chyłkiem zrobiłem kilka zdjęć telefonem. Pani z obsługi patrzyła na mnie w dość znaczący sposób. Uśmiechnąłem się i odstawiłem tom na półkę, jednocześnie cichaczem chowając telefon.
Poszedłem do domu. Zniesmaczony.




Lepiej dokładnie oglądnijcie komiks ze wszystkich stron, zanim kupicie go w empiku. Bo jak się okazuje, nie chodzi tu tylko o pozaginane rogi.
Nie chcę tu robić żadnej antyreklamy empikowi, bo sieć odwala na prawdę kawał porządnej roboty z zamówieniami z importu, ale nie mogłem się dziś powstrzymać.
Doskonały przykład, co się dzieje, gdy "wpuścić chamstwo na salony". Wszakże empik to "pełna kultura".

Post 128- Szczecinska niespodzianka

Kilka dni temu znajoma, która wiedziała, że interesuje się komiksami obwieściła mi, że przeczytała "Fun Home". O fajnie, że ludzie sięgają po takie tytuły sami z siebie. Zwłaszcza, że znajoma dotychczas raczyła się tylko kilkoma mangami z półek innych znajomych. Po obwieszczeniu wyciągnęła z torby komiks w folii z pieczątką biblioteki.
0.0'
?
A tak, na placu Lotników, w centrum, koło pomnika Coelloniego jest biblioteka, która od niedawna zaopatrzyła się w takąąąą kolekcję komiksów. Wczoraj bez zmrużenia oka wyciągnąłem sobie Blacksady, Kroniki Birmańskie, Halloween, Achtung Zelig. Słabo?
Obok jeszcze dwie półki pełne komiksów Timofa, Kultury i kolekcje Egmontu, które dotąd czytałem selektywnie bo po prostu mnie nie stać, a teraz postanowiłem, że będę wciągać je jak strumień.

Dlatego polecam z całego serca wszystkich czytających to fanom komiksów w Szczecinie.
Plac Lotników 7, Miejska Biblioteka Publiczna Filia nr 28
Pozdrawiam

poniedziałek, 30 listopada 2009

127 - Mistrz wraca na ring! 2010!


OSIEDLE SWOBODA

scenariusz i rysunki: Michał „Śledziu” Śledziński
ok. 270 stron, format B5
środek czarno-biały (dodatki w kolorze),
okładka w kolorze
oprawa twarda z obwolutą
wydawca: kultura gniewu
data wydania: 2010


Gdybym miał wymienić najważniejszą polską serię komiksową z przełomu stuleci, nie zastanawiałbym się ani chwili – „Osiedle Swoboda” jest poza konkurencją – tak o komiksie Michała „Śledzia” Śledzińskiego pisał w „Gazecie Wyborczej” Wojciech Orliński. Ukazujący się na łamach słynnego „Produktu” cykl Śledzia był flagowym komiksem magazynu i rzeczą, która zmieniła polski komiks.

To obyczajowa historia z życia miejskiej młodzieży, która lubi ostrą muzę, imprezy, alkohol i inne używki. Snujący się po osiedlowych uliczkach bohaterowie - niezapomniani Wiraż, Dźwiedzu, Szopa, Smutny i reszta ferajny – borykają się z przemocą, nudą, tępymi „dresiarzami” i kacem, czyli z tym wszystkim, na co narażeni są codziennie młodzi ludzie.

Śledziu opowiada o tym zwyczajnym życiu na zwyczajnym osiedlu z niezwykłym poczuciem humoru, przyglądając się swoim bohaterom z sympatią i dystansem jednocześnie. Doprawia to szczyptą surrealizmu i fantasyki, które na Osiedlu Swoboda wyglądają zadziwiająco naturalnie.

Większość patentów, które spotkały „Swobodną” ekipę, wydarzyła się na serio mnie, moim znajomkom, lub została podsłuchana pod sklepem nocnym – mówił Śledziu w jednym z wywiadów.
I to ten autentyzm połączony z fantastyczną komiksową formą dał nową jakość. Do dziś, a mija właśnie 10 lat od publikacji pierwszego odcinka „Osiedla Swoboda”, nikt nie sportretował polskiej młodzieży i jej życia we współczesnej Polsce w równie przekonujący i fascynujący sposób. O czym łatwo się przekonać sięgając po ten kompletny zbiór wszystkich epizodów opublikowanych w „Produkcie”.

Wiadomo już, na co za kilkanaście lat będą się rujnować miłośnicy polskiego komiksu – na luksusową reedycję wszystkich odcinków „Osiedla Swoboda” – przewidywał w swoim tekście Wojciech Orliński. A my dodamy, że nie trzeba się wcale rujnować i można to zrobić już dziś.

Za Śledziem.