> expr:class='"loading" + data:blog.mobileClass'>

poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Nightwing, tom 1: Skok w światło - recenzja

Dick Grayson jako Nightwing broni mieszkańców Bludhaven przed przestępczością zorganizowaną, na czele której stoi przerażający Blockbuster. Zamaskowany bohater niespodziewanie dziedziczy wielką fortunę i postanawia ją przeznaczyć na walkę z problemem bezdomności w jego mieście. Nie wszystkim się to podoba i za głowę Graysona zostaje wyznaczona nagroda. Tak zaczyna się doceniony przez czytelników i krytyków run “Nightwinga” pisany przez Toma Taylora. W polskim zbiorczym tomie otrzymujemy dwa oryginalne trejdy, więc to tylko początek atrakcji.



Raz na jakiś czas trafia się taki album bądź seria, które przywracają mi wiarę w komiks superbohaterski. Tytuł napisany lekko, ze zrozumieniem postaci i włożonym w to sercem. Najczęściej z przyziemną fabułą (na standardy superhero oczywiście), skupiony na bohaterze, konsekwentnie opowiadający historię, a nie skoncentrowany na przeskakiwaniu rekina pod postacią coraz bardziej wymyślnych (i mniej sensownych) cliffhangerów. I taki jest właśnie “Nightwing” Toma Taylora - to historia, która pozwala poznać nam Dicka Graysona, zrozumieć jego motywacje, ale w tym wszystkim nie brakuje akcji i emocji.

“Nightwing” Taylora przypomina nieco “Hawkeyea” Matta Fractiona - i piszę to w jak najbardziej pozytywnym sensie. W obu seriach (super)bohaterowie muszą mierzyć się z codziennymi problemami zwykłych ludzi, obie serie mają mocno lokalny charakter i skupiają się na rozwoju postaci. Obie są wreszcie fenomenalnie narysowane - w “Nightwingu” wrażenie robi chociażby konceptualny zeszyt złożony z dwustronicowych rozkładówek, które ułożone obok siebie tworzyłyby jeden długi kadr. Na każdej z nich możemy oglądać “montaż wewnątrzkadrowy”, bo choć strony te nie są podzielone na kadry, to dzieje się na nich dużo i rysownik, Bruno Redondo, pokazuje nam dynamicznie zmieniającą się sytuację. Odświeżający pomysł i rewelacyjne wykonanie (zrozumiała nominacja do Eisnera), a takich smaczków jest tu więcej.


Tom Taylor pisze o Graysonie w nowych czasach (po śmierci jednej z ważniejszych osób w jego życiu, po amnezji wywołanej postrzałem w głowę), ale nie zapomina o bogatej historii tej postaci. Chętnie odwołuje się do relacji z Batmanem czy innymi Robinami. To komiks, w który więzi rodzinne i przyjacielskie są niezwykle ważne - a czasem przenikają się w pełni. Grayson od zawsze żył w nieco patchworkowej rodzinie - najpierw w cyrku, potem u boku Batmana, następnie wśród Młodych Tytanów. To bohater, który zdaje sobie sprawę, że bez najbliższych trudno jest osiągać obrane cele, a jednocześnie niektóre standardy są zbyt wysokie - zamiast próbować być Batmanem, lepiej po prostu być sobą i robić swoje. Teraz, jako znacznie starszy i bardziej doświadczony heros, sam ma możliwość przekazania swojej wiedzy i umiejętności dalej.

Podwójny album “Nightwinga” jest lekturą godną najwyższych ocen. Zrozumienie postaci, zgrabna fabuła, eksperymenty formalne, a przy tym wszystkim emocje towarzyszące lekturze (od szerokiego uśmiechu na twarzy i szklących się ze wzruszenia oczu, po wstrzymywanie oddechu przed dobrze zaplanowany cliffhanger) sprawiają, że to jedna z ciekawszych propozycji w temacie komiksu superbohaterskiego na naszym rynku. Nie mogę się doczekać kolejnego tomu, a to w przypadku albumów o zamaskowanych mścicielach zdarza mi się coraz rzadziej.

9/10

Brak komentarzy: